Dlaczego PALEO?

Masz dość wiecznych nieskutecznych diet? A może wciąż czujesz głód i nie potrafisz przestać myśleć o jedzeniu? Marzysz o tym aby jeść do syta i nie liczyć kalorii? Chcesz zrzucić tkankę tłuszczową, mieć więcej energii, lepsze samopoczucie? Cierpisz na otyłość, choroby autoimmunologiczne, cukrzycę, choroby serca, alergie, trądzik, depresję lub kiepski nastrój, problemy trawienne, PCO, zaburzenia hormonalne, brak energii? Jeżeli tak, jesteś w odpowiednim miejscu!

O paleo, medycynie naturalnej i odchudzaniu w oparciu o badania, fakty, doświadczenie. Analiza powszechnych przekonań dotyczących diety, odchudzania i zdrowia oraz holistyczne podejście do człowieka na podstawie konkretnych argumentów.

Szukaj

Loading

24.04.2012

Niekonwencjonalnie

Po co ten blog skoro w sieci nie brakuje pamiętników odchudzających się internautów? Blog z założenia nie miał być przeznaczony dla każdego. Zdaję sobie sprawę, że odbiega podejściem do konwencjonalnej wiedzy. Być może czasem niektóre wnioski wydają się dziwne, szokujące lub nierealne...powiedziałabym, że jest to kwestia wiary, bo ja wierzę w moją dietę. Ale to też nie tak....to nie jest wiara, to poparte naukowo dowody, tonę badań i lat pracy, to też moje własne doświadczenia. A miałam z czym walczyć i właśnie w tym sęk. Czasem czytam wypowiedzi głównie młodych dziewczyn, które nigdy nie miały problemów z utrzymaniem wagi (nie liczę wahań +/- 5kg z nie_ważne_jakiego powodu) i zastanawiam się po co one piszą o odchudzaniu? Po co dają rady innym osobom nie wiedząc nawet na czym polega odżywianie lub co to w ogóle jest metabolizm. I to ciągłe powtarzanie stereotypowych 'prawd', które z pewnością nie służy edukacji. 





Taka dziewczyna nie ma problemów z wagą, ale nie dlatego że ma świetną dietę tylko głównie dlatego, że ma świetne geny...a geny mają ogromną znaczenie. Dlatego niektórzy bez wysiłku potrafią utrzymywać wagę i jeść na co mają ochotę lub schudnąć bez wyrzeczeń.
Część z nich, mimo szczupłego wyglądu, ma lub będzie miała problemy z metabolizmem prędzej czy później na skutek niewłaściwej diety, ale niekoniecznie objawi się to przyrostem tkanki tłuszczowej. Metabolizm to nie tylko kontrola wagi....
I właśnie mój blog adresowany jest do osób, które walczą ze swoim organizmem i nadwagą....czasem latami, czasem dopiero zaczynają. Zwłaszcza do tych, których standardowe podejście zawiodło. Bo ile można się męczyć jedząc z zegarkiem w ręku, ćwicząc codziennie i licząc kalorie gdy efektów nie ma lub są a później jest gorzej? I najgorsze jest to, że im mniej efektów tym bardziej zdesperowani jesteśmy aby coś zmieniać i w konsekwencji powodujemy samy straty, bo psujemy już zepsuty system.

Konwencjonalne podejście owszem daje efekty na jakiś czas, często opłacone niebotycznym wysiłkiem...i nie twierdzę, że nie można w ten sposób zrzucić wagi. Sama w ten sposób pozbyłam się 25 kg...tylko co dalej? Dalej było już tylko gorzej i właśnie dlatego, że zamiast zająć się przyczyną mojej otyłości walczyłam ze skutkami doprowadzając do pogłębienia przyczyn. 

W Ameryce po każdym programie walki z otyłością polegającym na ograniczeniu tłuszczu i wprowadzeniu pełnoziarnistych produktów odnotowuje się stale rosnący przyrost zachorowalności na choroby serca, cukrzycę czy choroby autoimmunologiczne. W Polsce od lat nie było tyle przypadków alergii i nietolerancji pokarmowej. Codziennie tysiące osób zmaga się z efektem jo-jo, chronicznym zmęczeniem, problemami z trawieniem i skórą. Kobiety skarżą się na nieregularne miesiączki, problemy z jelitami a mężczyźni walczą z otyłością brzuszną i niskim testosteronem. I niewiele z nich traktuje dietę jako przyczynę i lekarstwo.

A już nawet pomijając podejście i założenia to co my jemy tak naprawdę? Osoba na diecie spożywa niskokaloryczne posiłki, koniecznie niskotłuszczowe i....najczęściej wysokoprzetworzone. Czy naprawdę ktoś wierzy, że jogurt light jest zdrowy? Albo chuda wędlina (dzięki Bogu piszą już składy na nich) czy też wynalazki typu chrupkie pieczywo lub batony musli? To nie jest jedzenie! 

Wiemy już o wielu szkodliwych substancjach, które są w pożywieniu, z pewnością są też takie, które nie pomagają ale też nie szkodzą....ale to wszystko bierzemy na wiarę. Wierzymy, że cała ta chemia znajdująca się w jedzeniu nam nie szkodzi, ale nie potrafimy uwierzyć, że zdrowe, czyste, nieprzetworzone jedzenie może polepszyć nasze zdrowie? Wiem, że nie jest łatwo w to uwierzyć...np. że ziarna wcale nie są zdrowe. Sama długo nie mogłam się poddać i odstawić płatków i ciemnego chleba. I nie odstawiłam, bo uwierzyłam, że mi szkodzi....odstawiłam, bo zaczęłam interesować się tematem. Im więcej książek i badań czytałam, im więcej uczyłam się jak funkcjonuje organizm tym bardziej stawało się dla mnie racjonalne i logiczne,  że konwencjonalne podejście nie może być skuteczne na dłuższą metę. I chyba miałam już dość morderczych treningów i wiecznego liczenia kalorii.

Jak więc jem? Opieram moją dietę na prawdziwym odżywczym jedzeniu jak mięso, jajka, ryby, warzywa i zdrowe tłuszcze jak oliwa z oliwek, awokado, olej kokosowy oraz niewielką ilość owoców i orzechów.
Unikam pustych kalorii takich jak przetworzone produkty, napoje wysokoenergetyczne, fast foody i wszystkiego co ma napis 'niskokaloryczne'czy 'niskotłuszczowe'.  Nie jem ziaren ani nasion strączkowych. Cukier jest oczywistym wrogiem. Ponadto wyeliminowałam nabiał za wyjątkiem masła.  
Nie boję się nasyconych kwasów tłuszczowych, ale staram się kupować mięso z zaufanego źródła (nigdy nie kupuje go w hipermarkecie); dbam o stosunek Omega3: Omega6 i staram się pilnować aby białko było spożywane z umiarem. 

Dodam, że przy konwencjonalnej diecie jadłam max 1200 kalorii, mimo ćwiczeń 6 razy w tygodniu, bo inaczej momentalnie tyłam. I moja dieta dla wielu osób od lat była zdrowa...ale właśnie zdrowa w oparciu i standardowe przekonania. Obecnie jem od 1500-2000 (czasem nawet 3000 pewnie, generalnie nie liczę już) kalorii i udaje mi się utrzymać chudą masę mięśniową. Ponieważ trenuje dużo więcej niż zaleca się na diecie, co jakiś czas jem więcej węglowodanów aby uzupełnić poziom glikogenu. Generalnie moja dietę można identyfikować jako średniobiałkową, niskowęglowodanową i wysokotłuszczową, ale dla mnie to po prostu prawdziwe jedzenie. 
Po 11 latach wegeterianizmu, 5 latach diety niskokalorycznej i niskotłuszczowej, z tygodnia na tydzień czuję się lepiej. W końcu moja cera przestała kwitnąć, oporność na insulinę zniknęła, pozbyłam się problemów trawiennych, treningi przynoszą oczekiwane efekty i przede wszystkim mam komfort psychiczny. 
Żeby nie było tak różowo to przyznam, że od kilku lat walczę z wysokim poziomem kortyzolu (stres, dużo treningów) i mimo świadomości, że powinnam ćwiczyć mniej i więcej odpoczywać to wciąż nie potrafię odejść od konwencjonalnego podejścia do treningów i dalej się morduję. Ciało wygląda super ale zdrowie cierpi, i to właśnie jest najtrudniejsze- zdecydować się na zmianę mimo wszystko!

4 komentarze:

  1. przeczytałam wszystkie Twoje notatki i bardzo podoba mi się Twoje podejście do tematu :) choć ja bym nie umiała tak jak Ty zrezygnować z węglowodanów - zrezygnowałam z cukrów prostych i jem tylko ziarna nieprzetworzone (mąka pełnoziarnista, otręby, płatki owsiane) - a z cukru pozwalam sobie na fruktozę zwartą o owocach, bo bardzo je lubię ;)

    ja mam zdecydowanie konwencjonalne podejście do diety, ale staram się, żeby było w niej dużo warzyw i zdrowych tłuszczy ;) bo wiem, że tłuszcz odchudza:) w moim wypadku nie musze liczyć kalorii (choć czasem robię to na oko) i jem ok. 1700-1800 i chudnę. wysiłek mam regularny, raz większy, raz mniejszy ale utrzymuję go na stałym poziomie ;)

    zależy mi na zbiciu BF% do jak najniższej wartości, a wagą się aż tak bardzo nie sugeruję, choć dużo lepiej bym się czuła gdybym zobaczyła 5 z przodu ;) wiem, że jedząc węglowodany ciężej będzie mi to osiągnąć, jednak nie zaobserwowałam u siebie żadnych oznak choroby przez jedzenie ziaren czy sporej ilości węgli - ale może to dlatego, że jestem mloda :)

    będę regularnie czytać, bo mądrze piszesz. i ponadto nie masz podejścia chorobowego do diety i nie jesz 500kcal ubolewając, że to za dużo i że od tego przytyjesz ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niekoniecznie jedząc węglowodany będzie Ci ciężko, nawet powiedziałabym że bez nich jest to niemożliwe. Ja też jem ich sporo, tyle że nieprzetworzone (warzywa, skrobia). Bez nich nie da się pracować ani ćwiczyć. Rozsądna granica dla spadku masy jest do 150 gram a to naprawdę sporo. Te które Ty jesz to ziarna nieoczyszczone (przetworzone są, bo zeby były w takiej formie są poddane różnym procesom). Za to założę się, że masz lepszą wrażliwość insulinową stąd dobrze je tolerujesz i póki widzisz efekty jest dobrze. Do tego pewnie jesteś wyższa i siłą rzeczy potrzebujesz więcej energii. I chociaż uważam, że ziarna są złe ogólnie to wiem, że wyeliminowanie ich z diety nie jest dla każdego. Są osoby jak ja (wieczna przeszłą nadwaga, problemy hormonalne) którym szkodzi każda ilość i są takie, które praktycznie nie widzą różnicy po odstawieniu. Ja bym Ci zasugerowała, żebyś może spróbowała quinoa i amarantusa ;) Są dużo bardziej wartościowymi źródłami i węglowodanów i białka :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam, bardzo podoba mi się Twoja strona, mimo że niektóre rzeczy nie zgadzają się z moimi teoriami,a też interesuję się odżywianiem (choć nie tak naukowo, bo nie jestem w stanie używać tych wszystkich nazw, składników i związków, nie znam się na procesach zachodzących w organiźmie itp)
    tak jak Ty miałam problemy z utrzymaniem prawidłowej wagi, co prawda nigdy nie cierpiałam na nadwagę, ale wieczne skoki wagi wykańczały mnie psychicznie, doprowadziłam się do kompulsywnego objadania i całym moim życiem rządziło jedzenie, pół dnia nie jadłam nic a wieczorami jadłam wszystko... pomogła mi jedna książka, jestem ciekawa czy znasz ten tytuł "łatwy sposób na zrzucenie zbędnych kilogramów" Allan Carr
    to dopiero niekonwencjonalne podejście do diety, muszę przyznać, że utożsamiam się z większością jego teorii ale przede wszystkim z nie jedzeniem mięsa, tak jak pisze w książce, jem owoce na śniadanie, ale dlatego że nie jestem w stanie zjeść śniadania, nie jadam od zawsze bo nie mogę, od razu boli mnie brzuch i czuję się ociężała, a jak nie zjem to jest mi lekko dobrze i spokojnie :) dlatego owoce na pierwszy posiłek to dla mnie idealne rozwiązanie, nie cierpię na brak energii, senność czy zawroty głowy, nabiał ograniczyłam do żółtego sera raz na jakiś czas, jem jedynie masło, a tak przeważnie wszelkie kombinacje warzyw czasem z ryżem czasem z makaronem, ciężko czasem nie jedząc mięsa, nabiału i jajek (bo jakoś też mnie do siebie nie przekonują) sporządzić posiłek, dlatego czasem jadam ciemny chleb,
    po co piszę, czy naprawdę to mięso jest dla nas korzystne ? nie jestem w stanie po mojej lekturze, sobie tego wyobrazić, czy znasz tę książkę ? lub czy nie miałabyś czasu zapoznać się z nią i powiedzieć co sama na ten temat myślisz, bo to co piszesz, jest dla mnie naprawdę inspirujące :)
    serdecznie pozdrawiam
    Iwona

    OdpowiedzUsuń