Dlaczego PALEO?

Masz dość wiecznych nieskutecznych diet? A może wciąż czujesz głód i nie potrafisz przestać myśleć o jedzeniu? Marzysz o tym aby jeść do syta i nie liczyć kalorii? Chcesz zrzucić tkankę tłuszczową, mieć więcej energii, lepsze samopoczucie? Cierpisz na otyłość, choroby autoimmunologiczne, cukrzycę, choroby serca, alergie, trądzik, depresję lub kiepski nastrój, problemy trawienne, PCO, zaburzenia hormonalne, brak energii? Jeżeli tak, jesteś w odpowiednim miejscu!

O paleo, medycynie naturalnej i odchudzaniu w oparciu o badania, fakty, doświadczenie. Analiza powszechnych przekonań dotyczących diety, odchudzania i zdrowia oraz holistyczne podejście do człowieka na podstawie konkretnych argumentów.

Szukaj

Loading

18.07.2012

Ale przecież jem zdrowo...

Wraz z większa oglądalnością bloga pojawia się coraz więcej krytyki, wątpliwości i nawet złośliwości odnośnie tego co piszę. Nie jest to jakaś znaczna część całokształtu reakcji...i nie przeszkadza mi ten fakt. Jakby nie patrzeć każdy kto robi cokolwiek innego niż większość i przekracza normy konwencjonalnego podejścia automatycznie naraża się na takie reakcje i jestem tego świadoma.
Sama nie uważam aby to co pisze, i to co wierzę było aż tak szokujące. Wydaje mi się to sensowne, logiczne i nie mam absolutnie emocjonalnego stosunku do tego jak jem i czego nie jem.
Wiemy, że jedzenie wpływa na nasze zdrowie i jest w stanie być lekarstwem oraz profilaktyką i chyba naturalne jest, że ludzie zawsze będą się interesować w jaki sposób zoptymalizować dietę, aby żyć w zdrowiu długie lata. A to o czym chcę dziś napisać to taka jakby geneza mojego odżywiania. Dlaczego jem jak jem teraz? Dlaczego unikam zboża i nabiału? Dlaczego nie jem przetworzonych rzeczy?

Pominę kwestię mojej otyłości na razie. Kilogramów było za dużo, schudłam stosują restrykcje kaloryczne, czasem nawet się głodząc. Na zmianę z takimi okresami były też napady głodu i przerwy od diety. Ale schudłam tym sposobem jakieś 30 kg...co prawda wszystko odbiło się na moim zdrowiu, ale to i tak nie był największy problem. Najgorsze było utrzymanie tej niskiej wagi, co w praktyce sprowadzało się do utrzymywania niskokalorycznej diety. I mówiąc nisko, mam na myśli bardzo nisko ;)
Pewnego dnia gdy już miałam naprawdę dość takich praktyk, postanowiłam zadbać,  aby i moje zdrowie było lepsze, i zrobić coś aby utrzymać wagę bez głodówek. Dodam, że 5 lat po schudnięciu jadłam niewiele, liczyłam kalorie, co prawda unikałam cukru, mąki, ryżu i tłuszczu, ale jakość mojej diety pozostawiała wiele do życzenia.
Więc zaczęłam jeść zdrowo. Przynajmniej na tyle na ile umiałam. Zgodnie z zaleceniami ogólnie przyjętymi jadłam 5 posiłków dziennie. Dokładnie liczyłam kalorie - do dziś nie mam problemów aby z pamięci podać ilość kcal danego produktu. Każdy posiłek musiał też mieć odpowiednio dużo białka. Tłuszcz dalej był wrogiem. Waga kuchenna najlepszym przyjacielem. Co jadłam? Tonę nabiału: serki wiejskie, jogurty. Zdrowe zboża: owsianki, płatki naturalne, pełnoziarniste pieczywo i makrony, brązowy ryż. Dodam, że zboża jadłam raz dziennie i to zawsze po treningu. Do tego tona owoców, warzyw, soi, czasem jakiś chemiczny produkt z serii 0% tłuszczu i 0 cukru.
Myślałam, że moja dieta jest idealna...jadłam pięknie co 2-3h, czasem nawet na siłę, w końcu nie czułam się głodna. Na początku przytyłam kilka kilo, co nie jest dziwne, bo kaloryczność diety mocno wzrosła, ale z czasem te kilogramy gdzieś uciekły. I tak minęły dwa lata...po tym czasie zaczęłam obserwować dziwne objawy.
Byłam non stop głodna, mimo że praktycznie jadłam co chwilę. I ten głód z miesiąc na miesiąc rósł, aż do tego stopnia, że dwie godziny po posiłku mdlałam z głodu i musiałam coś zjeść natychmiast. Cera zaczęła się powoli pogarszać, nie był to wielki trądzik w porównaniu z tym jaki miałam gdy byłam dużo cięższa, ale nie chciał zniknąć i był oporny na każde leczenie. Po jakimś czasie doszły problemy trawienne: uporczywe wzdęcia i bóle jelit. Lekarze sugerowali drażliwe jelito. Z czasem doszły też bóle w okolicy wątroby, co później okazało się być atakami źle pracującego woreczka żółciowego. Cała historia skończyła się tak, że dziś już nie mam woreczka, co było największym błędem i konsekwencją mojej 'zdrowej' diety. Co więcej? Co jakiś czas łapałam się na tym, że w ciągu dni mam spadki energii i zawsze ok 13-14 mnie po prostu ścina. Byłam niestety z tych osób, które uważają że energia to coś co rodzi się w głowie, więc wmawiałam sobie że wszystko jest super i mam zapał i siłę. Po 3 latach pojawiły się problemy z tarczycą, nie była to niedoczynność, raczej kwestia problemów z przekształcaniem T4 w T3.
Wagę utrzymywałam dalej bez zmian, jednak każde odstępstwo od skrupulatnie obliczonych tabelek skutkowało nagłym tyciem. Wystarczyło, że 2 razy w tygodniu zjadłam więcej i efekt był widoczny w postaci za ciasnych spodni. Do tego wiecznie byłam spuchnięta, rano mieściłam się w ubranie, wieczorem już było za małe. Po jakimś czasie pojawiły się wraz z napadami głodu ataki kompulsywnego jedzenia. To było jak trans - mózg się wyłączał i potrafiłam sama zjeść ponad litr lodów lub pół tortu. Nie panowałam nad tym zupełnie.

Ale dla ludzi byłam idealnie zdrowa - szczupła (mimo, że miałam więcej tłuszczu niż powinnam, ale niską wagę), zawsze pełna energii, jedząca zdrowo (bo przecież warzywa, owoce, zdrowe ziarna), jedząca regularnie i dużo (tu komentarze o tym jak świetny mam metabolizm), zdrowa (bo przecież każdy nie dosypia i ma mniej energii w ciągu dnia, plus hormony u kobiet tak często są dziś zaburzone, no i stres  życia) itd.
Prawda jest taka, że nie byłam zdrowa. Byłam może i zdrowsza niż sporo osób, ale czułam gdzieś w środku, że dłużej już tak nie dam rady. Miałam dość jedzenia co chwilę, które nie syciło i za chwilę znów był napad głodu. Miałam dość ważenia porcji i liczenia kalorii, dość obsesyjnego myślenia co zjem, ile zjem i kiedy zjem. Zastanawiania się co będę jeść w następnym posiłku, i czekania z zegarkiem w ręku na niego. I tak po prostu przestałam...zaczęłam czytać, szukać rozwiązań. Trafiłam na sposób jedzenia oparty o dietę naszych przodków. Wydawał mi się sensowny więc spróbowałam. I tak się zaczęło.

Co wiem dziś? Moja dieta uboga w tłuszcz doprowadziła do tego, że nigdy nie czułam się nasycona. Do tego niedobór kalorii i wartości odżywczych sprawił, że praktycznie moje ciało dostawało dużo mniej witamin i minerałów niż powinno. To z kolei wpływało na całą pracę organizmu. Zboża, które jadłam i tona owoców podnosiły moja insulinę, generalnie moje posiłki były w większości złożone z produktów insulinogennych (nabiał, owoce, zboża), co powodowało nagłe spadki poziomu cukru we krwi dwie godziny po jedzeniu i uczucie tego strasznego głodu, które dosłownie mnie osłabiało. Do tego insulina źle wpływała na moją cerę i wywoływała spadki energii. Nadmiar soi rozregulował moje hormony, podobnie jak niedobór minerałów takich jak jod, żelazo, magnez. Jedzenie tak niskiej ilości energetycznego jedzenia i to bez dodatku żadnego tłuszczu powodowało, że organizm magazynował co tylko dostawał, a metabolizm był mocno zwolniony.  Jedyne co spalałam aby dostarczyć energii to cukier i własne mięśnie. Nie wspominając jak ciężko, mimo 7h wykańczających treningów tygodniowo, było zbudować jakąkolwiek masę mięśniową. Regeneracja po prostu nie miała miejsca. Jedyne tłuszcze jakie czasami jadłam to orzechy i masło orzechowe, co powodowało nadmiar Omega6 w moim ciele i kolejny czynnik wpływający na stan zapalny organizmu. Zboża podrażniały jelita, i mimo że nigdy nie miałam z nimi propblemów, nagle okazały się przyczyną bóli, wzdęć i niestrawności. 
Dieta uboga w tłuszcz doprowadziła do powstania kamieni w woreczku żółciowym, które pojawiają się gdy drastycznie zredukujemy dietetyczny tłuszcz.

Paradoksalnie uporządkowanie wszystkich powyższych dolegliwości nie było trudne i poprawa nastąpiła szybko. Być może jest to też kwestia, że moja dieta była już uboga w przetworzone rzeczy, cukier i zawierała sporo warzyw. Jedyne co zrobiłam to dodałam tonę tłuszczu, zredukowałam ilość białka i wyeliminowałam całkowicie nabiał i zboża.
Po trzech miesiącach byłam inną osobą. Pierwszy raz od kilku lat wiedziałam co to znaczy nie czuć głodu i nie mieć napadów kompulsywnego jedzenia. Nie musiałam myśleć już ciągle o jedzeniu, skończyło się jedzenie 5 razy dziennie posiłków, które były przekąskami biorąc pod uwagę ich wielkość. Skończyło się też liczenie kalorii.
Cera wróciła do idealnego stanu, mięśnie w końcu zaczęły wyglądać jak mięśnie, poziom tkanki tłuszczowej się zredukował, wróciła energia (bez konieczności codziennej kawy), tarczyca się uregulowała. 
 
Co dla mnie zaskakujące jem teraz 3 razy dziennie i są wielkie posiłki, co daje ok 700 kcal więcej niż na mojej 'zdrowej' diecie. Dodaje zawsze ogromne ilości tłuszczu do wszystkiego, unikam nadmiaru Omega6 co prawda, ale nie boję się nasyconych kwasów tłuszczowych.
Nie twierdzę, że dieta (i to taka dieta jak moja)jest sposobem na wszystko. Sporo moich kwestii zostało nie rozwiązanych i niestety zmiana tego co jem nie pomogła. Ale z pewnością czuję się zdrowa i wierzę, że robię coś dobrego dla organizmu. Nie choruję, nie mam problemów z energią, stare uporczywe dolegliwości minęły, nie myślę obsesyjnie o jedzeniu i w końcu czuję się dobrze w sowim ciele.
I być może wiele osób czuje podobnie bez zmian w sposobie jedzenia, ale jestem pewna, że każdy kto walczy z nadwagą, obrazem własnego ciała, innymi schorzeniami zdrowotnymi odczuwa wiele kwestii inaczej. I świat, i dieta z perspektywy takiej osoby są zupełnie inne niż z punktu widzenia kogoś, kto nigdy nie był otyły i nie ma pojęcia jak to jest. A jest ciężko. Zwłaszcza gdy dla całego świata sprawa wydaje się banalna: jedz mniej, więcej się ruszaj, i w ogóle jesteś gruby/a, bo masz słabą wolę...To powoduje frustrację, desperację i bezsilność, a później próbę znalezienia rozwiązania poprzez stosowanie diet cud, suplementów, głodówek itd. W rezultacie osoba jest bardziej chora, bardziej otyła i bardziej sfrustrowana.
I nie znam lepszego rozwiązania niż zrozumienie, że jedzenie jest tego przyczyną. Niewłaściwe jedzenie. I oczywiście, że są osoby, które jedzą podobnie i nic im nie jest...ale nie wiemy czy nic im nie będzie za x czasu oraz czy tak naprawdę nic im nie jest. Oprócz jedzenia ważne są też czynniki takie jak geny czy sposób życia, i do tego dochodzi ekspresja genowa. Dwie osoby które cierpią np. na nieczelną śluzówkę jelit mogą w rezultacie tego uzyskać inne choroby, jedna będzie otyła, druga będzie mieć problemy z tarczycą. Dlatego nie można oceniać zdrowia po wyglądzie człowieka czy też braku symptomów.

I nie ma nic złego w mojej diecie...nikomu nie zaszkodzi mięso, ryby, jajka, warzywa, owoce czy zdrowe tłuszcze. Nikt nie ucierpi nie jedząc cukru, przetworzonych produktów, słodzików, barwników, konserwantów. Pytanie jest co się może stać jedząc inaczej? Według badań wiele. Ewolucja pokazuje również, że nie jesteśmy genetycznie stworzeni do takiego sposobu żywienia, a ja po prostu myślę, że nie warto ryzykować. Zwłaszcza, że choroby cywilizacyjne zaczynają atakować w coraz niższym wieku - od zawałów serca, przez osteoporozę, problemy hormonalne, po nadciśnienie i cukrzycę.

I nawet jak ktoś uzna to co napisałam za sensowne to wciąż pojawia się kwestia jak to zrobić. Często słyszę, że ciężko się tak żywić. A tak naprawdę wymaga to mniej myślenia, mniej przygotowania, mniej strat i nie ma w tym nic ciężkiego. Ciężkie jest pochowanie własnego dziecka, walka z nowotworem jest ciężka...jedzenie zdrowych produktów nie jest ciężkie.

29 komentarzy:

  1. Ja od siebie mogę doadać, że Twój przykład idealnie opisuje prawidłowe postępowanie z przypadku osób z grupą krwi 0.
    Gdyby przeprowadzić jakąś sondę lub badanie wśród ludzi z grupą krwi 0, którzy średnio dbają o prawidłowe odżywianie, zdecydowana większość mogłaby tylko potwierdzić cierpienie na dolegliwości o których piszesz na początku artykułu.
    Dlatego jedyne co pozostaje, to skierować apel do ludzi- dbajcie o prawidłowe odżywianie, bo jesteście tym co jecie i nawet jeśli teraz wydaje wam się, że z waszym zdrowiem jest wszystko w porządku, za kilka lat może się to zmienić na gorsze!
    Nie ma nic ważniejszego w życiu niż nasze zdrowie! Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam pytanko odnośnie nabialu - co lepsze kefir czy smietana.
    Czy jedno i drugie moze byc? Mam smietana dobrej jakości więc sie zastanawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo lubię czytać twoje artykuły.
    Odkąd ograniczam węglowodany, czuję się znacznie lepiej. Mam bardziej płaski brzuch, mimo że najadam się do syta, w tym sporo warzyw. Mam figurę gruszki, a dodatkowo tendencję do zatrzymywania wody poniżej pasa - uda, biodra, pupa. Wystarczą dwa dni mocnego zredukowania węgli i sytuacja się poprawia. Celllit robi się wyraźnie mniejszy.
    Zawsze byłam na jakichś dietach cud, unikałam tłuszczu jak ognia. Teraz staram się to zmienić, ale nie jest latwo. Istnieje nadal ten progrram w mózgu, że tłuszcz jest zły, że przytyję. Po prostu trochę boję się tłuszczu. Jedynie omega 3 się nie boję, staram się jeść ryby. Tylko jak to jest z tymi rybami tak naprawdę? Podobno omega 3 są bardzo wrażliwe na światło i wysokie temperatury. Czy taki łosoś lub tuńczyk po usmażeniu faktycznie jeszcze zawiera omega 3? Tuńczyk poza tym może zawierać sporo rtęci. Wiesz może które ryby jeszcze zawierają omega 3? A owoce morza je zawierają?

    OdpowiedzUsuń
  4. Zabieram sie do napisania na temat grup krwi i calej tej teorii z punktu widzenia ewolucji, ale jako ze temat mnie nigdy nie intersowal ciezko mi sie zabrac :) Generalnie sporo jest krytyki w tym kierunku, i tak naprawde podobno tylko dla grupy 0 wg badan dieta wg grup krwi sie sprawdza. Osobiscie nie mam zdania jeszcze :) Ale nie wydaje mi sie, aby moje dolegliwosci byl tym spowodowane...bardziej zwalilabym to na profil hormonalny niz grupe krwi ;) Ale to tylko hipoteza. Byc moze sa jakies zaleznosci.

    Kefir lepszy z jednego punktu widzenia, sfermentowane produkty sa korzystne dla prawidlowej flory bakteryjnej jelit. Jesli nie masz problemow z trawieniem laktozy to smietana nie powinna sprawiac problemu.
    Ta kwestia nabialu wciaz wraca :) Moim zdaniem przy dobrej tolerancji i dobrej jakosci nabiale nie ma sie czym martwic, niemniej jednak prawda jest ze wiekszosc ludzi nie toleruje dobrze laktozy, mimo ze nie zawsze czuja symptomy. I rozni naukowcy tez nie sa zgodni w tym temacie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Odnośnie Omega3 w rybach http://fn.cfs.purdue.edu/fish4health/HealthBenefits/omega3.pdf
    Czy przygotowywanie ryby istotnie zmniejsza zawartość Omega3? Tak, z pewnością, i im wyższa temperatura tym bardziej. Nie jest to tak destrukcyjny proces jak np. w przypadku olejów. Nie wiem do końca jak to wygląda liczbowo, nie doszukałam się żadnych istotnych badań na ten temat. I nigdy też nie zagłębiałam się w temat, więc nie jestem ekspertem :)
    Ale wiem, że nadmiar Omega3 też nie jest pozytywny, zwłaszcza jeśli pochodzi z suplementów (http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/8911273). Tak naprawdę, mimo że mało jest Omega3 w jedzeniu to cale zamieszanie z kwasami tluszczowymi nie ma na celu zwiekszenie samej konsumopcji Omega3. To co neagtywne, to stosunek Omega3:Omega6, wiec bardziej bym sie skupila na redukcji tych drugich.
    Co do rtęci to selen zabezpiecza przed jej toksycznym wpływem, i warto jesc ryby ktore mają wieksza zawartosc selenu niz rteci - czyli wiekszosc ryb z oceanu http://www.soest.hawaii.edu/oceanography/courses_html/OCN331/Mercury3.pdf

    I tak szczerze mysle, ze jedzenie ryb jest zdrowsze niz niejedzenie, to jak z warzywami - pryskane, zle uprawiane - jesc czy nie? Moim zdaniem zyski wciaz przewyzszaja straty.

    OdpowiedzUsuń
  6. A odnośnie węglowodanów to muszę prostować za każdym razem: nie jestem fanką redukcji węglowodanów, przynajmniej nie u każdego, bardziej odnoszę się do jakości jedzenia i unikania węglowodanów przetworzonych :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Widziałam ze swego czasu robiłaś koktajle ze spiruliną,
    co myślisz o innych algach np o nori?

    OdpowiedzUsuń
  8. Z tego co wiem, to algi są polecane jako dobre źródło Omega3 zwłaszcza dla osób na diecie bez mięsa i ryb (większość zawiera tylko DHA), zawartość zależy od tego ile było składników odżywczych w oceanie kiedy te algi rosły i praktycznie na tym się kończy moja wiedza :)
    Przyznam, że po prostu nie lubię smaku alg, nawet jako dodatek do np. sushi. Spirulinę toleruję tylko w koktajlu, bo jej po prostu nie czuć.
    Nigdy nie spotkałam się z żadnym doniesieniem na temat niepożądanych właściwości alg (nie oznacza to, że ich nie ma), raczej wszędzie nazywane są superfoods :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytam Twojego bloga od jakiegoś czasu.
    Postanowiłam całkowicie zrezygnować ze zbóż na rzecz warzyw i zdrowych tłuszczów. Odstawiłam też owoce (jadłam je dwa razy dziennie).
    Zaczęłam jeść trzy konkretne posiłki i w końcu się najadam (czasem nawet nie mam ochoty jeść tego trzeciego), przeszły mi też ataki kompulsywnego objadania się. Waga też z pewnością spadła.
    Jednak coś muszę robić źle, bo codziennie rano boli mnie brzuch. Nie wiem czy to kwestia większej ilości białka (codziennie jem pierś z kurczaka, jajka lub ryby), czy orzechów (chociaż jem je od dłuższego czasu i nigdy nie czułam się po nich źle), czy może tłuszczów (nie zwiększyłam ilości radykalnie). Czy to możliwe żebym tak źle czuła się np. po wiórkach kokosowych albo mleku kokosowym? To produkty których używam dopiero od niedawna.
    Mam jeszcze pytanie co do oleju kokosowego - czy rafinowany też się nadaje?

    OdpowiedzUsuń
  10. A czy np. kapusta, por, cebula, czosnek wywołuja podobne objawy?
    Być moze kwestia dotczy trawienia weglowodanow o krotkich lancuach. Pisalam juz kiedys o FODMAPS i niestety mleko kokosowe i wiorki kokosowe daja objawy drazliwego jelita, z powodu nietolerancji fruktozy. Olej kokosowy jednak powinien byc duzo lagodniejszy.
    Tak czesto jest, ze gdy zaczynamy jesc zdrowiej to automatycznie zwiekszamy konsumpcje warzyw i owocow, ktore nie zawsze sa dobrze tolerowane.
    Spójrz na tabelke http://amp3d.co/wp-content/uploads/2011/07/reflecting-on-a-year-of-paleo-what-the-fk-is-a-fodmap.png czy jakas grupa jedzenia czasem nie wywoluje u Ciebie tych boli.
    Orzechy raczej nie, bardziej wplywaja na kwestie autoimunnologiczne niz bole brzucha jako takie. I przyznam sie, ze niestety tez mam z tym problem, u mnie jest to kwestia niektorych warzyw.
    Tylko rano masz takie bole? Wieczorem jadasz codziennie podobne produkty? Zaznacze, ze jesli kwestia dotyczy faktycznie fodmaps to zaleznosci jako takie nie ma, bo objawy moga sie pojawic nawet 48h po posilku, ale byc moze problem tkwi gdzie indziej.

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja muszę podziękować za napisanie o wspaniałym produkcie jakim jest krem kokosowy! Chociaż z drugiej strony nie wiem czy mam dziękować czy przeklinać bo boje sie ze na nim zbankrutuje xD kupiłam wczoraj na spróbowania w takich jakby dwóch batonikach 2*50g i razem z młodszym bratem sie dosadzilam :) młody zamecza zeby dac mu wiecej a ja stwierdzam ze to fajny pomysł na przekaske gdy jest sie w podróży, nie ma
    co zjeść zdrowego a głód ssie. Mam tez nadzieje ze pomoże mi w ogarnieciu gospodarki hormonalnej.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. czosnek, kapustę i pora jadam bardzo rzadko i raczej nic mi po nich nigdy nie było. cebuli nie jem w ogóle.
    prawie codziennie na obiad jem bakłażana lub cukinię, ale wprowadziłam je do diety ponad pół roku temu i wcześniej nie zauważałam takich dolegliwości. tak samo ciecierzyca.
    brzuch mnie boli zazwyczaj po przebudzeniu, a na kolację najczęściej jem mięso/rybę z warzywami i to zazwyczaj pieczonymi.
    wydaje mi się że to przez kokosa, bo ostatnio często go jem np. z jogurtem greckim i syropem z agawy (dodam że dobrze toleruję nabiał, nigdy się źle nie czułam po mleku czy jogurtach)

    OdpowiedzUsuń
  14. A ile przed snem jesz kolacje? I jakie sa te bole brzucha? Konkretnie jelita czy zoladek?
    Kokos jest podejrzany jak juz pisalam, ale zastanawia mnie akurat ta poranna pora.
    Proponuje odstawic kokosa i zobaczyc. I sprobuj przez kilka dni na kolacje jesc neutralne warzywa jak cukinia, salata, kalafior i to w malych ilosciach.
    Niesty sporo problemow trawiennych pojawia sie nagle, mimo ze wczesniej nie mielismy problemow. Czasem powodem jest np. zaburzona flora bakteryjna jelit, czasem jest to skutek nieszczelnej sluzowki ktora zostala podrazniona lekami czy latami spozywania np. zboza. Przyczyn moze byc wiele, do tego dochodzi indywidualny czynnik. Nie pierwszy raz slysze o wrazliwosci na kokosa, wiec byc moze tu tkwi problem. I nie ma innej rady niz eliminacja i sprawdzenie, zwlaszcza jak wedlug Twojej dedukcji objawy pojawily sie wraz z wlaczeniem tych produktow do diety. Daj znac za jakis czas i rzuc okiem na ta tabelke :)

    OdpowiedzUsuń
  15. kolację jem ok 3-4 godzin przed snem.
    na pewno nie jest to ból żołądka, bardziej jelit/podbrzusza.
    przyjrzałam się tabelce i nie widzę tam produktów, po których czuję się źle.
    dzięki wielkie za odpowiedź, odstawię na jakiś czas wiórki i mleko kokosowe, i zobaczę czy pomoże :)
    mam jeszcze pytanie, co sądzisz o mące z tapioki?
    szukam jakiegoś zamiennika dla zwykłej i czegoś innego niż mąka ciecierzycowa i orzechowa, możesz coś polecić?

    OdpowiedzUsuń
  16. Widziałam ze jadasz czasem szynkę- możesz polecić jakaś naturalną?
    Zastanawiam sie tez nad typowa szynką włoską- suszoną. W składzie ma mieso wieprzowe+sól+azotan. Warto? Czy lepiej sobie odpuścić.

    OdpowiedzUsuń
  17. Jadam okazjonalnie wędliny, wtedy gdy nie nie mam czasu na pieczenie mięsa lub gdy nagld złapie mnie glod na miescie :)

    Kupuję róznie, najcześciej w sklepach z tradycyjnymi wedlinami lub z zywnoscia ekologiczna. Zawsze kazda wedlina w Polsce ma jakis konserwant - podobno takie sa uregulowania prawne (http://wybredni.pl/news/35/azotyny-i-azotany-informacje-podstawowe). Azotany i azotyny są wiec czesto uzywane, i w malych dwakach nie sa grozne. Problematyczne jest gdy organizm przekształci je w nitrozaminy, które są rakotworcze. Nie jest to jednak latwy proces i mysle, ze nie musimy sie nim martwic, zwalaszcza gdy nie jemy jakiejs koszmarnej ilosci wedlin i dostarczamy wit. C, ktora blokuje wytwarzanie nitrozamin.

    Przeważnie kupuję szynkę wołową lub z indyka, czasem schab...nie boję się wieprzowiny, więc suszona włoska szynka mi odpowiada :) Szczerze mowiac szukalam kiedys suszonej szynki bez dodatkow i nie znalazla, wiec chocby okazjonalnie na probe warto potestowac :)

    OdpowiedzUsuń
  18. A odnosnie tapioki - maniok, z ktorego jest zrobiona jest jak najbardziej naturalny...poza tym ma tapioka ma kilka zalet: nie zawieta glutenu jak klasyczne maki, nie zawiera Omega6 jak maki z orzechow, jest dobrym zrodlem weglowodanow (skrobia)...jedyny minus dla mnie, to mala gestosc odzywcza. Powiedzialabym, ze jak nie masz problemow z nadwaga oraz poziomem cukru (ma niestety wysoki ig), to raz na jakis czas na pewno nie zaszkodzi.

    OdpowiedzUsuń
  19. MS, dzięki za ten tekst. Szukam właśnie "sposobu" na siebie. Objawy widzę te same co u Ciebie i od początku tygodnia przeczesuję internet. Próbowałam już wszystkiego - każdej diety, wysiłku, treningu, regularnych posiłków, diety IG - i nic. Zero. Na białkowej źle się czułam (bóle brzucha, tak jak ktoś tu już opisywał). Zaczęłam szukać informacji o tłuszczu - znalazłam o smalcu a potem o odchudzaniu na diecie tłuszczowej. No i Twój opis. Pasuje do mnie jak ulał.
    Odpowiedz tylko jeszcze - jak jest z zatwardzeniem? Ja miałam (mam) ogromne. A czytałam, że na diecie bogatej w tłuszcz jest znowu tłuszczowe rozwolnienie. To jak to jest?
    pozdrowienia
    Anka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tłuszcz zwiększa motorykę jelit, ale jak masz skłonności do zaparć to bym się nie obawiała :) Ja rarczaj ani w jedną ani w drugą, jak już to bardziej zaparcia, a nawet po zjedzeniu tony tłuszczu nie mam rozwolnień. Przy czym jem sporo oleju kokoswego,a on trawi sie bez obecnosci zolci, wiec podejrzewam ze to tez ma znaczenie.
      Dodam, ze przez jakis czas jadlam male/srednie ilosc tluszczu i nie widziałam dramatycznej roznicy. Przeskok byl jak odstawilam zboza i nabial, same proporcje makro biorac pod uwage ta sama jakos jedzenia sa bardzo wzgledne, dlatego nie raz pisalam, ze mozna osiagnac zdrowie i optymalna wage przy roznych proporcjach :)

      Usuń
  20. Dziękuję Ci za ten post, to co piszesz, coraz bardziej przypomina mnie. Bezsensowne wskazania, żeby jeść 5 posiłków dziennie. Też czułam coraz większy głód, mogłam zjeść naprawdę wszystko. O ile na początku regularność pomagała, z czasem stawała się jakąś dziwną obsesją (było to dla mnie coraz bardziej niepokojące, bo problemów z wagą nie mam, chciałam tylko zwiększyć efektywność swoich ćwiczeń). Mój układ pokarmowy był chyba przez cały czas przeciążony, w dodatku nieustannie spadało mi żelazo (może przez zboża,nabiał...?).

    Wczoraj podjęłam decyzję, tak dłużej nie może być. Mniej zbóż, mniej nabiału (ograniczam powoli, wyłączyć tak po prostu jeszcze nie umiem), koniec z jakimiś 5 posiłkami dziennie. Wczoraj zjadłam tylko dwa (dodałam więcej tłuszczu), nie odczuwałam w ogóle głodu, dzisiaj jak się obudziłam miałam więcej energii (również nie chciało mi się jeść), ale zjadłam śniadanie. Do tej pory czuję się świetnie, a jeszcze parę dni temu po 2 godzinach byłabym strasznie głodna.

    Cieszę się, że trafiłam na twój blog, zmieniłam podejście do mięsa i tłuszczy. Przestałam myśleć o kolejnych posiłkach. Wiem, że upłynął dopiero 1 dzień, ale czuję się tak dobrze, jak nigdy dotąd. :D

    Mam pytanie: skąd mogę czerpać większą ilość Omega3? Skoro nie z orzechów, oleju rzepakowego, siemienia lnianego...?

    Pozdrawiam :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim ryby, owoce morza, algi. Trochę jest w orzechach i pestkach, trochę w mięsie. Niektórzy uważają, że Omega3 jest dziś mało spotykane w postaci naturalnej dlatego należy się suplementować. Dlatego też oleje rybne czy tran mogą pomóc.

      Usuń
    2. Chyba muszę się zaopatrzyć w tran. Pewnie suplement suplementowi nie równy... jest coś, co polecasz?

      Usuń
  21. I was wondering if you ever considered changing the structure of your site?

    Its very well written; I love what youve got to say.
    But maybe you could a little more in the way of content so people could connect with it better.
    Youve got an awful lot of text for only having one or two pictures.

    Maybe you could space it out better?
    My web-site ... couch leather porn

    OdpowiedzUsuń
  22. Rano sie miescilas w spodnie a wieczorem juz nie? Taa.. jasne.. -.-

    OdpowiedzUsuń
  23. Matko! to nie tylko ja tak mam!?? Ja myślałam, ze jestem na te objawy skazana!! To co mam zrobić? Odejść od 5 posiłków? Wyeliminowac te wszystkie serki, jogurty naturalne, twarożki, maślanki? i nie jeść nic co zostało zrobione z udziałem zbóż? Ciężko będzie bo moja "zdrowa" dieta głównie na tym się opiera :(
    Chyba doznaję wlaśnie jakiegoś objawienia. I kolejnej frustracji, ze nie dam rady sama stworzyć nowego planu diety.

    OdpowiedzUsuń
  24. i te spodnie niemieszczące mojego jestestwa... A ja myślałam że mam "pompę" po treningach...

    OdpowiedzUsuń