Lipiec 18, 2012

Ale przecież jem zdrowo…

Wraz z większa oglądalnością bloga pojawia się coraz więcej krytyki, wątpliwości i nawet złośliwości odnośnie tego co piszę. Nie jest to jakaś znaczna część całokształtu reakcji…i nie przeszkadza mi ten fakt. Jakby nie patrzeć każdy kto robi cokolwiek innego niż większość i przekracza normy konwencjonalnego podejścia automatycznie naraża się na takie reakcje i jestem tego świadoma.
Sama nie uważam aby to co pisze, i to co wierzę było aż tak szokujące. Wydaje mi się to sensowne, logiczne i nie mam absolutnie emocjonalnego stosunku do tego jak jem i czego nie jem.
Wiemy, że jedzenie wpływa na nasze zdrowie i jest w stanie być lekarstwem oraz profilaktyką i chyba naturalne jest, że ludzie zawsze będą się interesować w jaki sposób zoptymalizować dietę, aby żyć w zdrowiu długie lata. A to o czym chcę dziś napisać to taka jakby geneza mojego odżywiania. Dlaczego jem jak jem teraz? Dlaczego unikam zboża i nabiału? Dlaczego nie jem przetworzonych rzeczy?

Pominę kwestię mojej otyłości na razie. Kilogramów było za dużo, schudłam stosują restrykcje kaloryczne, czasem nawet się głodząc. Na zmianę z takimi okresami były też napady głodu i przerwy od diety. Ale schudłam tym sposobem jakieś 30 kg…co prawda wszystko odbiło się na moim zdrowiu, ale to i tak nie był największy problem. Najgorsze było utrzymanie tej niskiej wagi, co w praktyce sprowadzało się do utrzymywania niskokalorycznej diety. I mówiąc nisko, mam na myśli bardzo nisko 😉
Pewnego dnia gdy już miałam naprawdę dość takich praktyk, postanowiłam zadbać,  aby i moje zdrowie było lepsze, i zrobić coś aby utrzymać wagę bez głodówek. Dodam, że 5 lat po schudnięciu jadłam niewiele, liczyłam kalorie, co prawda unikałam cukru, mąki, ryżu i tłuszczu, ale jakość mojej diety pozostawiała wiele do życzenia.
Więc zaczęłam jeść zdrowo. Przynajmniej na tyle na ile umiałam. Zgodnie z zaleceniami ogólnie przyjętymi jadłam 5 posiłków dziennie. Dokładnie liczyłam kalorie – do dziś nie mam problemów aby z pamięci podać ilość kcal danego produktu. Każdy posiłek musiał też mieć odpowiednio dużo białka. Tłuszcz dalej był wrogiem. Waga kuchenna najlepszym przyjacielem. Co jadłam? Tonę nabiału: serki wiejskie, jogurty. Zdrowe zboża: owsianki, płatki naturalne, pełnoziarniste pieczywo i makrony, brązowy ryż. Dodam, że zboża jadłam raz dziennie i to zawsze po treningu. Do tego tona owoców, warzyw, soi, czasem jakiś chemiczny produkt z serii 0% tłuszczu i 0 cukru.
Myślałam, że moja dieta jest idealna…jadłam pięknie co 2-3h, czasem nawet na siłę, w końcu nie czułam się głodna. Na początku przytyłam kilka kilo, co nie jest dziwne, bo kaloryczność diety mocno wzrosła, ale z czasem te kilogramy gdzieś uciekły. I tak minęły dwa lata…po tym czasie zaczęłam obserwować dziwne objawy.
Byłam non stop głodna, mimo że praktycznie jadłam co chwilę. I ten głód z miesiąc na miesiąc rósł, aż do tego stopnia, że dwie godziny po posiłku mdlałam z głodu i musiałam coś zjeść natychmiast. Cera zaczęła się powoli pogarszać, nie był to wielki trądzik w porównaniu z tym jaki miałam gdy byłam dużo cięższa, ale nie chciał zniknąć i był oporny na każde leczenie. Po jakimś czasie doszły problemy trawienne: uporczywe wzdęcia i bóle jelit. Lekarze sugerowali drażliwe jelito. Z czasem doszły też bóle w okolicy wątroby, co później okazało się być atakami źle pracującego woreczka żółciowego. Cała historia skończyła się tak, że dziś już nie mam woreczka, co było największym błędem i konsekwencją mojej ‚zdrowej’ diety. Co więcej? Co jakiś czas łapałam się na tym, że w ciągu dni mam spadki energii i zawsze ok 13-14 mnie po prostu ścina. Byłam niestety z tych osób, które uważają że energia to coś co rodzi się w głowie, więc wmawiałam sobie że wszystko jest super i mam zapał i siłę. Po 3 latach pojawiły się problemy z tarczycą, nie była to niedoczynność, raczej kwestia problemów z przekształcaniem T4 w T3.
Wagę utrzymywałam dalej bez zmian, jednak każde odstępstwo od skrupulatnie obliczonych tabelek skutkowało nagłym tyciem. Wystarczyło, że 2 razy w tygodniu zjadłam więcej i efekt był widoczny w postaci za ciasnych spodni. Do tego wiecznie byłam spuchnięta, rano mieściłam się w ubranie, wieczorem już było za małe. Po jakimś czasie pojawiły się wraz z napadami głodu ataki kompulsywnego jedzenia. To było jak trans – mózg się wyłączał i potrafiłam sama zjeść ponad litr lodów lub pół tortu. Nie panowałam nad tym zupełnie.

Ale dla ludzi byłam idealnie zdrowa – szczupła (mimo, że miałam więcej tłuszczu niż powinnam, ale niską wagę), zawsze pełna energii, jedząca zdrowo (bo przecież warzywa, owoce, zdrowe ziarna), jedząca regularnie i dużo (tu komentarze o tym jak świetny mam metabolizm), zdrowa (bo przecież każdy nie dosypia i ma mniej energii w ciągu dnia, plus hormony u kobiet tak często są dziś zaburzone, no i stres  życia) itd.
Prawda jest taka, że nie byłam zdrowa. Byłam może i zdrowsza niż sporo osób, ale czułam gdzieś w środku, że dłużej już tak nie dam rady. Miałam dość jedzenia co chwilę, które nie syciło i za chwilę znów był napad głodu. Miałam dość ważenia porcji i liczenia kalorii, dość obsesyjnego myślenia co zjem, ile zjem i kiedy zjem. Zastanawiania się co będę jeść w następnym posiłku, i czekania z zegarkiem w ręku na niego. I tak po prostu przestałam…zaczęłam czytać, szukać rozwiązań. Trafiłam na sposób jedzenia oparty o dietę naszych przodków. Wydawał mi się sensowny więc spróbowałam. I tak się zaczęło.

Co wiem dziś? Moja dieta uboga w tłuszcz doprowadziła do tego, że nigdy nie czułam się nasycona. Do tego niedobór kalorii i wartości odżywczych sprawił, że praktycznie moje ciało dostawało dużo mniej witamin i minerałów niż powinno. To z kolei wpływało na całą pracę organizmu. Zboża, które jadłam i tona owoców podnosiły moja insulinę, generalnie moje posiłki były w większości złożone z produktów insulinogennych (nabiał, owoce, zboża), co powodowało nagłe spadki poziomu cukru we krwi dwie godziny po jedzeniu i uczucie tego strasznego głodu, które dosłownie mnie osłabiało. Do tego insulina źle wpływała na moją cerę i wywoływała spadki energii. Nadmiar soi rozregulował moje hormony, podobnie jak niedobór minerałów takich jak jod, żelazo, magnez. Jedzenie tak niskiej ilości energetycznego jedzenia i to bez dodatku żadnego tłuszczu powodowało, że organizm magazynował co tylko dostawał, a metabolizm był mocno zwolniony.  Jedyne co spalałam aby dostarczyć energii to cukier i własne mięśnie. Nie wspominając jak ciężko, mimo 7h wykańczających treningów tygodniowo, było zbudować jakąkolwiek masę mięśniową. Regeneracja po prostu nie miała miejsca. Jedyne tłuszcze jakie czasami jadłam to orzechy i masło orzechowe, co powodowało nadmiar Omega6 w moim ciele i kolejny czynnik wpływający na stan zapalny organizmu. Zboża podrażniały jelita, i mimo że nigdy nie miałam z nimi propblemów, nagle okazały się przyczyną bóli, wzdęć i niestrawności. 

Dieta uboga w tłuszcz doprowadziła do powstania kamieni w woreczku żółciowym, które pojawiają się gdy drastycznie zredukujemy dietetyczny tłuszcz.

Paradoksalnie uporządkowanie wszystkich powyższych dolegliwości nie było trudne i poprawa nastąpiła szybko. Być może jest to też kwestia, że moja dieta była już uboga w przetworzone rzeczy, cukier i zawierała sporo warzyw. Jedyne co zrobiłam to dodałam tonę tłuszczu, zredukowałam ilość białka i wyeliminowałam całkowicie nabiał i zboża.
Po trzech miesiącach byłam inną osobą. Pierwszy raz od kilku lat wiedziałam co to znaczy nie czuć głodu i nie mieć napadów kompulsywnego jedzenia. Nie musiałam myśleć już ciągle o jedzeniu, skończyło się jedzenie 5 razy dziennie posiłków, które były przekąskami biorąc pod uwagę ich wielkość. Skończyło się też liczenie kalorii.
Cera wróciła do idealnego stanu, mięśnie w końcu zaczęły wyglądać jak mięśnie, poziom tkanki tłuszczowej się zredukował, wróciła energia (bez konieczności codziennej kawy), tarczyca się uregulowała. 

 
Co dla mnie zaskakujące jem teraz 3 razy dziennie i są wielkie posiłki, co daje ok 700 kcal więcej niż na mojej ‚zdrowej’ diecie. Dodaje zawsze ogromne ilości tłuszczu do wszystkiego, unikam nadmiaru Omega6 co prawda, ale nie boję się nasyconych kwasów tłuszczowych.
Nie twierdzę, że dieta (i to taka dieta jak moja)jest sposobem na wszystko. Sporo moich kwestii zostało nie rozwiązanych i niestety zmiana tego co jem nie pomogła. Ale z pewnością czuję się zdrowa i wierzę, że robię coś dobrego dla organizmu. Nie choruję, nie mam problemów z energią, stare uporczywe dolegliwości minęły, nie myślę obsesyjnie o jedzeniu i w końcu czuję się dobrze w sowim ciele.
I być może wiele osób czuje podobnie bez zmian w sposobie jedzenia, ale jestem pewna, że każdy kto walczy z nadwagą, obrazem własnego ciała, innymi schorzeniami zdrowotnymi odczuwa wiele kwestii inaczej. I świat, i dieta z perspektywy takiej osoby są zupełnie inne niż z punktu widzenia kogoś, kto nigdy nie był otyły i nie ma pojęcia jak to jest. A jest ciężko. Zwłaszcza gdy dla całego świata sprawa wydaje się banalna: jedz mniej, więcej się ruszaj, i w ogóle jesteś gruby/a, bo masz słabą wolę…To powoduje frustrację, desperację i bezsilność, a później próbę znalezienia rozwiązania poprzez stosowanie diet cud, suplementów, głodówek itd. W rezultacie osoba jest bardziej chora, bardziej otyła i bardziej sfrustrowana.
I nie znam lepszego rozwiązania niż zrozumienie, że jedzenie jest tego przyczyną. Niewłaściwe jedzenie. I oczywiście, że są osoby, które jedzą podobnie i nic im nie jest…ale nie wiemy czy nic im nie będzie za x czasu oraz czy tak naprawdę nic im nie jest. Oprócz jedzenia ważne są też czynniki takie jak geny czy sposób życia, i do tego dochodzi ekspresja genowa. Dwie osoby które cierpią np. na nieczelną śluzówkę jelit mogą w rezultacie tego uzyskać inne choroby, jedna będzie otyła, druga będzie mieć problemy z tarczycą. Dlatego nie można oceniać zdrowia po wyglądzie człowieka czy też braku symptomów.

I nie ma nic złego w mojej diecie…nikomu nie zaszkodzi mięso, ryby, jajka, warzywa, owoce czy zdrowe tłuszcze. Nikt nie ucierpi nie jedząc cukru, przetworzonych produktów, słodzików, barwników, konserwantów. Pytanie jest co się może stać jedząc inaczej? Według badań wiele. Ewolucja pokazuje również, że nie jesteśmy genetycznie stworzeni do takiego sposobu żywienia, a ja po prostu myślę, że nie warto ryzykować. Zwłaszcza, że choroby cywilizacyjne zaczynają atakować w coraz niższym wieku – od zawałów serca, przez osteoporozę, problemy hormonalne, po nadciśnienie i cukrzycę.

I nawet jak ktoś uzna to co napisałam za sensowne to wciąż pojawia się kwestia jak to zrobić. Często słyszę, że ciężko się tak żywić. A tak naprawdę wymaga to mniej myślenia, mniej przygotowania, mniej strat i nie ma w tym nic ciężkiego. Ciężkie jest pochowanie własnego dziecka, walka z nowotworem jest ciężka…jedzenie zdrowych produktów nie jest ciężkie.

Darmowy
test diagnostyczny

Dowiedz się, które obszary Twojego organizmu nie funkcjonują poprawnie.

dieta
eliminacyjna

Samodzielne rozwiązywanie problemów pokarmowych.

pobierz
przewodnik

Paleo w pigułce.

Zapisz się na
konsultacje

Najczęściej czytane

Rola hormonów kobiecych w chorobach autoimmunologicznych

Temat chorób autoimmunizacyjnych w ostatnich latach jest coraz częściej poruszany. Chorzy przestają być biernymi pacjentami, skazanymi na farmakologiczny model leczenia, i zaczynają... Zobacz więcej


Gdy trawienie pójdzie w złą stronę

Gdy nie trawisz poprawnie, nie ma żadnego znaczenia jak wartościowa jest Twoja dieta. I nie jest to rzadka sytuacja, że dana osoba... Zobacz więcej


Funkcjonalna dietetyka w chorobie onkologicznej

W onkologii barwy są czarno-białe. Dla wielu osób zmagających się z chorobą nowotworową wybór terapii jest prosty: albo konwencjonalne leczenie, albo poszukiwanie... Zobacz więcej


Fizjologiczne aspekty odchudzania – dysfunkcja komórki

Dziś kolejny, trochę traktowany po macoszemu i nie cieszący się dużą uwagą, aspekt fizjologiczny wpływający na odchudzanie – komórka i jej praca.... Zobacz więcej


Testy na nietolerancję pokarmową – oczekiwania vs rzeczywistość

Testy na nietolerancję pokarmową jeszcze kilkanaście lat temu były obiecującym rozwiązaniem wielu problemów zdrowotnych.  Ze względu na zaporową cenę byłą to jednak... Zobacz więcej


Archiwum wpisów

Archives

Godziny otwarcia gabinetu:

PN-PT 10:00-18:00

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia.