Dlaczego PALEO?

Masz dość wiecznych nieskutecznych diet? A może wciąż czujesz głód i nie potrafisz przestać myśleć o jedzeniu? Marzysz o tym aby jeść do syta i nie liczyć kalorii? Chcesz zrzucić tkankę tłuszczową, mieć więcej energii, lepsze samopoczucie? Cierpisz na otyłość, choroby autoimmunologiczne, cukrzycę, choroby serca, alergie, trądzik, depresję lub kiepski nastrój, problemy trawienne, PCO, zaburzenia hormonalne, brak energii? Jeżeli tak, jesteś w odpowiednim miejscu!

O paleo, medycynie naturalnej i odchudzaniu w oparciu o badania, fakty, doświadczenie. Analiza powszechnych przekonań dotyczących diety, odchudzania i zdrowia oraz holistyczne podejście do człowieka na podstawie konkretnych argumentów.

Szukaj

Loading

27.07.2012

Sens zmian w diecie i jedzonko

Często od różnych osób słyszę, że mój sposób odżywiania nie jest dla nich. I tu padają dwa argumenty: 'to nie dla mnie'  lub 'nie potrzebuje'. Od dawna zastanawiam się, co tak naprawdę oznacza, że ktoś nie potrzebuje jeść zdrowo. Czy chodzi tylko o to, że taka osoba nie odczuwa, żadnych dolegliwości zdrowotnych czy może nie potrzebuje schudnąć? A może ma już swoją dietę, która działa.
Ja miałam taką dietę. Po sporej redukcji wagi przez kilka lat pięknie trzymałam wagę i jadłam zdrowo. Dziś wiem, że nie było to zdrowo, ale niestety jeśli coś jest powszechne to uważamy to za normalne.
Jadłam więc dużo warzyw i owoców, ryby, jajka, raz dziennie  zboża (otręby, płatki gryczane i jęczmienne, makarony żytnie, razowe, ryżowe, ryż brązowy), nabiał, orzechy. Unikałam wszystkiego co ma więcej niż 200 kcal w porcji i chorobliwie bałam się tłuszczu. Liczenie kalorii było oczywiście podstawą, podobnie jak jedzenie z zegarkiem w ręku 5-6 posiłków co 2-3 godziny. Trenowałam intensywnie 6 razy w tygodniu. I można powiedzieć, że czułam się świetnie i byłam zdrowa. Nie byłam o czym już pisałam niedawno.

I mimo zmiany sposobu odżywiania oraz ogromnej poprawy w każdym aspekcie życia, wciąż niektóre moje problemy nie zostały uporządkowane. I nie zostaną tak łatwo. Wciąż od czasu do czasu walczę z drażliwymi jelitami oraz ze złym wydzielaniem kortyzolu. Ale wiem, że jestem na dobrej drodze aby i te kwestie zostały zredukowane. Pierwsza, co prawda istnieje na moje własne życzenie, bo wciąż nie mam ochoty na dietę eliminacyjną, druga jest niestety wynikiem nie tylko diety i z tego powodu czuję się bardziej bezradna w tym temacie.
Niemniej jednak do czego zmierzam to fakt, że nie da się oceniać zdrowia na podstawie naszego wyglądu lub samopoczucia. Są wyznaczniki w postaci aktywności fizycznej, markerów biochemicznych oraz poziomu stresu. Czyli to jak bardzo jesteśmy zdrowi można utożsamić z naszą sprawnością fizyczną, wynikami badań laboratoryjnych oraz ze zdolnością do radzenia sobie ze stresem i ogólnym jego poziomem w naszym życiu.
I rozumiem postawę osób, które nie odczuwają żadnych objawów choroby czy nawet dyskomfortu. Jednak w przypadku gdy wiemy, że nasza dieta szkodzi, powoduje że jesteśmy nieszczęśliwi i sfrustrowani, czasem nawet objawia się fizycznym bólem, postawa negująca jest destrukcyjna.

Z mojego doświadczenia wynika, że największym problemem jest odstawienie zboża. Zastanawiam się o co chodzi z tym zbożem, że ludzie na samą myśl są nerwowi i ofensywni. To tylko jedzenie w końcu. Jest tona innych rzeczy, które można zjeść i to nie koniec świata. Tymczasem widziałam już tonę reakcji dotyczących eliminacji zbóż: od płaczu, agresji, po stany depresyjne.

I najgorsze jest, że wiele osób nie chce nawet spróbować coś zmienić. I nawet jak mają ku temu wskazania, to moim zdaniem póki nie będą poważne, żadna zmiana nie nastąpi. Jestem idealnym przykładem. Wiem że niektóre warzywa mi szkodzą i drażnią jelita, ale nie zawsze i nie każda ilość, więc wolę pocierpieć i mieć przyjemny obiad niż odpuścić :) Niemniej jednak ostatnio lekko się przytrułam i podrażniony układ pokarmowy zareagował mocniej niż zawsze i siłą rzeczy zmuszona byłam odpuścić. Tylko niestety w przypadku poważnych chorób ustąpienie gdy objawy są już bardzo nasilone, może oznaczać że jest już za późno.

Przyznam jednak, że na szczęście częściej widzę postawę chętną do zmian i wykazująca zaangażowanie w kierunku lepszego żywienia i zdrowia. Problem pojawia się po jakimś czasie gdy okazuje się, że dana osoba po prostu nic nie robi. Za wyjaśnienia podaje: brak silnej woli, brak czasu, złe geny itd. I zastanawiam się jak to jest....bo silna wola nie jest potrzebna aby jeść zdrowo. Silna wola jest niezbędna gdy mamy narzuconą i restrykcyjną dietę, która pozostawia nas głodnymi lub która nie daje satysfakcji. Oczywiście pierwsze tygodnie zmiany sposobu żywienia i detoksu od wszystkich pysznych i przetworzonych cudów są ciężkie i wymagają odrobiny samozaparcia, ale dotyczy to każdej dziedziny życia - nigdy zaczynanie czegoś  nowego nie jest proste. Ale jest do pokonania. Więc czemu tylu osobom się nie udaje? Może to kwestia wyborów. I myślę, że mamy z tym problem. Zawsze szukamy gotowych rozwiązań. Na forach spotykam tylko posty wołające o rozpiski, gotowe jadłospisy i wytyczne co wolno, a czego nie. Nie tędy droga. Gdy zrzucamy na kogoś odpowiedzialność za to jak jemy i żyjemy to automatycznie pozwalamy, aby ktoś inny niż my decydował o tym. Jeśli ktoś inny będzie decydował to prędzej czy później dopadnie nas frustracja i bunt. To my musimy sami podejmować decyzję w oparciu o to co wiemy, co czujemy i mając na uwadze cel, do którego dążymy.
A to naprawdę jest proste: jeść zdrowo, unikać przetworzonych rzeczy, ograniczać cukier, skupić się na naturalnych produktach, spać, ćwiczyć, radzić sobie ze stresem...i nikt nie mówi, że uda się od razu to wszystko uporządkować. Nie jednej osobie zajmuje to nawet rok czasu, aby w końcu złapać równowagę.


Jedzonko wczoraj:

1) bcaa, kilka kawałków skóry z kurczaka, woda z sokiem z limonki (niech mnie nikt nie pyta czemu jem takie rzeczy przed treningiem, bo nie mam pojęcia, po prostu potrzeba była bardzo silna :) )
2) sałatka: pieczony kurczak, awokado, pół papryki, kilka rzodkiewek, kiełki brokuła, mix sałat, ogórek małosolny
3) mieszanka indyka i resztek kurczaka, brokuł drobno pokrojony, domowy rosół (kiedyś podam przepis, to taki niezwykle tłusty bulionik tak naprawdę), dużo pietruszki, łyżka ghee
4) dwa jajka smażone na oleju kokosowym z 3 plasterkami szynki wołowej, dwa plastry bekony, dużo szpinaku, pomidor,  skrzydełko kurczaka, kilka ogórków małosolnych, jakiś cukierek mężowy (wróciłam z pracy tak głodna, że nawet nie zdawałam sobie sprawy ile zjadłam, aż to teraz napisałam)

Na koniec dnia podjadłam pieczoną wołowinę i łososia, które robiłam na kolejne dni...niby pod pretekstem testu czy są gotowe, ale tak naprawdę mało mi było :)

20 komentarzy:

  1. Boze,wszystko to co ubierasz w slowa siedzi w mojej glowie-mam identyczne przemyslenia! Dodalabym tylko inne kwestie-ta rezygnacja np ze zboz jest trudna,bo: 1)dla wielu ludzi jedzenie przestalo byc"tylko"jedzeniem-jest jedyna przyjemnoscia w ciagu dnia,nagroda 2) otoczenie-latwo powiedziec"nie patrz na innych"/"rob swoje",ale gdy np ja bedac na kolacji z rodzicami chlopaka odmawiam chleba do pieczeni-juz patrza na mnie jak na wybrzydzajaca,"wiecznnie odchudzajaca sie" a gdy nnie czesuje sie chipsem od kolezanki jedyny komentarz jaki otrzymuje to"a Ty znowu na diecie? wez daj spokoj,to tylko kilka chipsow
    "3)wiekszosc ludzi skupia sie na NIE-czyli od dzis"nie jem chleba,nie podjadam,nie kupuje zupek w proszku,nie pije coli...."I cale nasze myslenie krazy tylko wokol tego,ze tyyyyylu rzeczy nie mozemy,tyyylu reczy sobie odmawiamy i samo to,ze "nie wolno"powoduje napięcie,przy dluzszym czasie stres....a stres wiadomo...kolejne bledne kolo ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w 100%. Otoczeniem się od dawna nie przejmuję, już większość rodziny i znajomych wie, że przynoszę swoje jedzenie...chociaż od jakiegoś czasu ich teoria, że jem zdrowo i jestem chuda legła w gruzach, teraz twierdzą, że jem tłusto i mam dobry metabolizm i szczęście i dlatego nie tyję...zabawne :) Kiedyś nie jadłam nic i tyłam i wg nich objadałam się :)
      Co do punktu trzeciego to kobiety mają tendencję do takiego myślenia oraz do analizowania ile mogę zjeść aby nie przytyc, i to ile oznacza tak naprawde : 'jak malo moge zjesc?'. Nie widzialam nigdy faceta, ktory by rozpaczal, ze zjadl za duzo na kolacje :)
      I sama na siebie krecimy bata, same sobie szkodzimy...nie zadne media czy wizerunek kobiety. To nasza glowa ma obraz do jakiego sie chcemy dostosowac i to kosztem zdrowia.
      I na koniec chce napisac na punbkt 1 - ja tez tak mam, zadna zdrowa dieta mnie z tego nie wyleczy, lubie zjesc duzo i dobrze i jest to mozliwe jedzac zdrowo :) Jest tez komfortowo, przyjemnie i mysle, ze kazdy z nas ma w sobie takie dziecko, ktore rozpieszcza czy to zakupami, czy jedzeniem czy inna przyjemnoscia. Wazne zeby znalezc taki sposob, ktory nie bedzie dla nas destrukcyjny.

      Usuń
    2. Moim zdaniem zboże jest po prostu silnie uzależniające. Mam wrażenie ze większość osób a AŻ (nie, nie należałam do tego klubu, tylko co nieco czytałam o tym) na liście abstynencyjnej zapisuje produkty mączne.

      Usuń
  2. dla mnie większy problem stanowiłoby odstawienie nabiału niż ziarna ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja mam pytanie. Jak to jest z wpływem zasadowej i kwaśnej diety na nasz organizm? Czytałam, że nadwyżka kwasów w organizmie jest przyczyną chorób, i dieta alkaliczna jest zdrowsza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ph organizmu ma znaczenie. Odczyn kwaśny sprzyja występowaniu wielu chorób. Przy zdrowej diecie praktycznie nie ma tego problemu, sporo warzyw i owocow alkalizuja srodowisko plus brak przetworzonych produktow nie doprowadza do jego zakwaszenia. Jest rownowaga.

      Usuń
  4. Jak ghee smakowo? Bardzo sie różni od masła? Zastanawiałam sie ostatnio nad kupnem ale miałam dylemat czy wziąć zwykle czy kokosowe i w końcu wyszłam tylko z olejem kokosowym ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. + skórze z kurczaka sie nie dziwie, sama uwielbiam

      Usuń
    2. Hmmm...to tak jak wyrob czekoladopowodny vs czekolada :D Lub napoj vs sok...czuc roznicę z pewnością, jest jakby mniej treściwe w smaku, troszkę lżejsze powiedziałabym...konsystencja bardziej przypomina olej kokosowy niż klasyczne masło.
      Ja uwielbiam masło od jakiegoś czasu, uważam że wszystko smakuje lepiej z masłem dlatego odstawienie go nie było dla mnie łatwe i taki zamiennik mnie nawet cieszy (chyba, że po nim coś złego zaobserwuje) :)
      Kokosowe też widziałam, ale kurcze tak sie zastanawiam co to naprawdę jest...ghee jest pozbawione laktozy i pewnie kazeiny, a kokosowe? Dziwna sprawa :) Na stronie producenta niemieckiej chyba nie nazywa sie to gee ale fett, wiec to takie jak dla mnie masło kokosowe - coś jak olej gdy ma kontakt z zimnem. Ale to tylko hipoteza :) Ktos moze potestuje i da znac :)

      Usuń
    3. A z ta skóra to u mnie była cała operacja :) Zdarłam skórę z całego kurczaka, część miesa zamroziłam, cześć upiekłam, korpus dałam na bulionik, a skóre samą piekłam bardzo długo, aż wyszłu takie a la chipsy...pyszne :D

      Usuń
    4. O mniam!
      Ja z kolei wczoraj upieklam 3 udka na 2 dni ale dwóch pozbawilam skory i zjadlam od razu-nie mogłam sie oprzeć - gorąca z pieca najlepsza ;)

      Usuń
    5. Jeszcze odnośnie całego kurczaka- czaje sie od jakiegoś czasu i trochę sie go obawiam. Ale moze w końcu kupię. Boje sie ze duzo z nim zabawy ;)

      Usuń
    6. A ja to chyba jestem jakaś dziwna, bo wolę chyba kurczaka na zimno.

      Usuń
    7. Samego kurczaka ja chyba tez, ale skórę lubię świeża.
      Ostatnio w te upały to w zasadzie wszystko jem na zimno- mieso, rybę, ziemniaki.
      Tak mi smakuje i na dodatek jest szybciej ;)

      Usuń
  5. "zboża (otręby, płatki gryczane i jęczmienne, makarony żytnie, razowe, ryżowe, ryż brązowy)"

    Ryż brązowy jest zbożem, czy to pomyłka? :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jest. Zaskoczyło mnie to pytanie :)

    OdpowiedzUsuń