Dlaczego PALEO?

Masz dość wiecznych nieskutecznych diet? A może wciąż czujesz głód i nie potrafisz przestać myśleć o jedzeniu? Marzysz o tym aby jeść do syta i nie liczyć kalorii? Chcesz zrzucić tkankę tłuszczową, mieć więcej energii, lepsze samopoczucie? Cierpisz na otyłość, choroby autoimmunologiczne, cukrzycę, choroby serca, alergie, trądzik, depresję lub kiepski nastrój, problemy trawienne, PCO, zaburzenia hormonalne, brak energii? Jeżeli tak, jesteś w odpowiednim miejscu!

O paleo, medycynie naturalnej i odchudzaniu w oparciu o badania, fakty, doświadczenie. Analiza powszechnych przekonań dotyczących diety, odchudzania i zdrowia oraz holistyczne podejście do człowieka na podstawie konkretnych argumentów.

Szukaj

Loading

03.09.2012

Dieta na wakacjach

Otrzymałam w ostatnim czasie wiadomość z propozycją posta na temat radzenia sobie z jedzeniem na wakacjach. Czyli co jeść w czasie podróży, na co zwracać uwagę wybierając jedzenie w barach i restauracjach, co można mieć przy sobie, jaki sprzęt warto zabrać z domu itd. I wiem, że wakacje już się dla wielu osób skończyły i dziś jest nawet pierwszy dzień roku, ale na szczęście obecnie ludzie podróżują cały rok :)


Sama nigdy nie mam większych problemów z jedzeniem w innych miastach czy krajach. Przyznam szczerze, że nigdy nawet nie zwracałam na to większej uwagi i wydaje mi się, że za czasów mojego wegetarianizmu było dużo ciężej z moim wakacyjnym jedzenie,. Zwłaszcza gdy jadałam co 2-3h z zegarkiem w ręku.

Teraz jest dużo prościej, ale wciąż podstawą z pewnością jest dobry plan. To jak będziemy jeść zależy głównie od miejsca pobytu i zasobów finansowych. Inaczej będzie wyglądała nasza dieta na wakacjach all inclusive w Tunezji, inaczej na spływie kajakowym na Mazurach, a jeszcze inaczej gdy pojedziemy zwiedzać inne kraje bez konkretnej lokalizacji.
Rozeznanie się w temacie przed wyjazdem jest obowiązkowe. W sieci łatwo zlokalizować wszystkie dostępne punkty gastronomiczne w okolicy, w której będziemy przebywać. Oczywiście gdy wybieramy się do dużego miasta czy kurortu turystycznego rozeznanie nie jest niezbędne, ponieważ możemy z całą pewnością założyć, że miejsc do robienia zakupów czy punktów gastronomicznych gdzie można coś zjeść nie braknie. W innych przypadkach warto wiedzieć gdzie znajdziemy chociażby najbliższy sklep spożywczy. Warto też zwrócić uwagę gdzie tubylcy zaopatrują się w żywność (chociaż w krajach nisko rozwiniętych nasze żołądki mogą tego nie przeżyć).

Podróż:
Z mojego doświadczenia to najgorszy etap wakacji jeśli chodzi o aspekt dietetyczny. Gdy przemieszczamy się samochodem sprawa znacznie się upraszcza. Możemy zabrać z sobą nie tylko zapas suchego prowiantu, napojów, akcesoriów kuchennych, ale nawet małą przenośną lodówkę turystyczną czy parowar. 

Gdy naszym środkiem lokomocji jest pociąg, autobus czy samolot musimy bardziej przemyśleć co z sobą zabrać. Jeśli na miejscu możemy bez problemu kupić jedzenie (mniej lub bardziej paleo) nie warto nosić z sobą zbyt wielu smakołyków. To co warto jednak mieć (gdy nie jedziemy do większego miasta) to z pewnością olej kokosowy. Zakładam, że to jest jedna z niewielu rzeczy jaka może po prostu nie być dostępna. A z racji tego, że olej koksowy jest bardzo stabilnym tłuszczem nie musimy martwić się, że nie przeżyje podróży. 

Gdy obawiamy się, że w naszym docelowym miejscu pobytu nie będzie możliwości zrobienia zakupów (takich bardziej zaawansowanych) wzięłabym z sobą również:
- orzechy (różne rodzaje)
- chipsy lub wiórki kokosowe
- chipsy warzywne i owocowe (robię własnoręcznie)
- sardynki w oliwie z oliwek
- oliwki/ogórki kiszone/kapustę kiszoną (gdy mamy jak to udźwignąć oczywiście)
- woda, woda, woda
- ugotowane i upieczone (do zjedzenia w krótkim czasie)  oraz mocno wysuszone mięsa (kabanosy, kiełbasy - sprawdzą się tylko w niezbyt długiej podróży, ale wytrzymają dłużej niż gotowane mięsa)
- warzywa i owoce w pojemnikach (umyte, obrane, pokrojone)

Niestety tylko tyle wytrzyma bez lodówki dłużej niż parę godzin. Resztę zakupów trzeba zrobić na miejscu na zapas lub na bieżąco, gdy w naszym miejscu zakwaterowania nie ma kuchni.
Ja zawsze staram się aby gdzieś w pobliżu jednak była lodówka. Nie potrzebuję wyposażonej kuchni, ale bez chłodziarki jest naprawdę ciężko.

Pobyt:
Jeśli mamy częściowe lub pełne wyżywienie problemem jest tylko odpowiedni wybór co jeść. Podobnie gdy jemy w lokalach. Na szczęście dziś menu są bardzo urozmaicone i można zawsze coś wybrać. Dobrą opcją jest celowanie w to co regionalne i świeże. Mięso i warzywa są idealne niezależnie od posiłku. Podobnie jajka czy ryby. Możemy wybrać tłusty kawałek mięsa i poprosić o przygotowanie go beż użycia tłuszczu np. na grillu lub chudy i zamówić warzywa z dużą ilością oliwy. Zauważyłam, że paleo jest na tyle bezproblematycznym sposobem jedzenia, że w każdym miejscu na naszą prośbę powinni dla nas przygotować jakieś danie. Oczywiście nie zawsze chętnie to robią, ale zawsze można wytłumaczyć się nietolerancją :)
Z pewnością warto unikać olejów roślinnych i glutenu gdy jadamy poza domem. Z małymi wyjątkami, o których napiszę na końcu posta.

Gdy mamy możliwość sami przygotowywać posiłki warto ugotować sobie jajka na twardo lub kawałek mięsa, w razie potrzeby awaryjnej przekąski. Ugotowane lub surowe warzywa również można zabrać z sobą. W większych miastach lub za granicą nie ma tez problemu z zakupieniem gotowych umytych warzyw np. sałaty, pomidorków czy marchewek. Ja często do tego kupuje trochę wędliny lub wędzona rybę i posiłek gotowy. Nie zwracam wtedy zbytniej uwagi na jakość mięsa, jeśli mam podany skład to oczywiście szukam najzdrowszego produktu, ale podczas wakacji nie mam obsesji na tym punkcie i kupuję po prostu najlepszą rzecz z tych dostępnych. Podobnie z jedzeniem poza domem. Lubię zapytać co jest w potrawie i ją modyfikować, ale jakość pozostawiam bez weryfikacji.

Warto, zwłaszcza za granicą, rozejrzeć się za lokalnymi marketami, gdzie przeważnie są świeże mięsa, ryby i tona różnych warzyw i owoców. Dodatkowo ceny są dużo niższe niż w sklepie.
Gdy mamy kuchnię na wyposażeniu można pokusić się nawet o konkretne gotowanie, aby porównać sobie produkty innego pochodzenia. Może się okazać, że zwykły banalny kurczak nagle nabrał innego wyrazu. To też duża szansa na spróbowanie produktów u nas niedostępnych lub bardzo drogich (ja np. zajadałam się ślimakami we Francji).

Obowiązkowo na wakacje należy zabrać jednorazowe sztućce, woreczki strunowe i komplet pojemników plastykowych. Przydają się też jednorazowe naczynia Moim wyjazdowym musem są też woreczki do gotowania na parze w mikrofalówce (wykorzystuję wtedy nawet mrożonki).

Przyznam, że nie jestem dość restrykcyjna na wakacjach w kwestii jedzenia. Staram się dokonywać jak najzdrowszych wyborów, ale nie rozpaczam jak nie wszystko co jem jest pierwszej jakości. Kompletnie nie zwracam uwagi na kalorii, i niewielka przywiązuję do tego czy danego dnia zjadłam wystarczająco białka czy tłuszczu lub ile było węgli.  Zawsze stawiam na warzywa i owoce w pierwszej kolejności, zwłaszcza w sezonie. Obowiązkowo jakaś cześć diety przeznaczam na testowanie regionalnych produktów. Nie wyobrażam sobie jechać np. do obcego kraju i nie skosztować wszystkich tradycyjnych smakołyków. W końcu kuchnia jest jednym z aspektów poznawania innych kultur. Nie myślę wtedy czy to co jem jest paleo (przeważnie nie muszę, bo nie jest:) ).

Od kilku lat będąc poza domem nie zdarza mi się jednak nawet najmniejsza przesada w kontekście diety. Bywały czasy gdy jadąc na wakacje potrafiłam przez 2 tygodnie jeść wszystko co popadnie (czyli w moim przypadku dużo słodkości i innych bomb kalorycznych). Pamiętam wakacje w bardzo ciepłym kraju, gdzie  trzy razy dziennie jadłam po kilka kawałków ciasta. Dodatkowo do normalnych posiłków...i dodatkowo przywiozłam 3 kg :) Ciasto nie było aż tak dobre...to raczej ja byłam po latach restrykcyjnych diet i po prostu silna wola przegrała. Dziś nie mam nawet aż tak wielkiej ochoty na jedzenie czegoś spoza mojego menu. Oczywiście zawsze chętnie próbuję (bo jak już pisałam jestem pazerna na jedzenie i kocham jeść), ale często na tym się kończy. Z drugiej strony wakacje są dla mnie taką przyjemnością i długo wyczekiwanym okresem, że nie potrafię przejmować się i myśleć o jedzeniu czy ćwiczeniach. Mam poczucie, że tydzień czy dwa innej diety mnie nie zabiją, a później wszystko i tak wróci do normy...:)



3 komentarze:

  1. Czytam twoje posty i myślę, że masz takie zdrowe podejście do wszystkiego (paleo, odżywiania). Nie popadasz w żadną skrajność, jesz bo lubisz (bez zamartwiania i stresu), nie robisz jakiś dziwnych wyborów w stylu 'wszystko albo nic'. Nawet jak zjesz lody, to się tym nie przejmujesz tylko spokojnie wracasz do poaleo. No problemo. :D W dodatku fantastyczne wyglądasz.

    Przez jakiś czas moje podejście wyglądało 'wszystko albo nic', 5 posiłków (już Ci zresztą pisałam :D), nie mogę tego, tamtego, a pod koniec tygodnia rzucam się na pierwsze lepsze ciastka, słodycze itd. Rany, jak dobrze, że tutaj trafiłam, bo może przesadzam, ale moje podejście czasami zahaczało o jakąś ortoreksję... to przerażające. :)

    Dzięki, za to co piszesz, jakoś przywróciłaś mi wiarę w to wszystko. :D
    Chyba Cię będę czytać już do końca życia, powinnaś napisać książkę! (kupiłabym ją pierwsza :D)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje za miłe słowa.
      Tak naprawdę mi jakiekolwiek podejście racjonalne czy po prostu niedestrukcyjne zajęło sporo czas. Wciąż mam chwile słabości, czasem różne obsesyjne zachowania, ale nie martwię się nimi i nie analizują ich. Coś się zdarzy to wybaczam sobie, zapominam i żyję dalej. Nie chcę już aby jedzenie czy waga brały górę nad moim nastrojem, decyzjami czy zdrowiem :)

      Usuń