Dlaczego PALEO?

Masz dość wiecznych nieskutecznych diet? A może wciąż czujesz głód i nie potrafisz przestać myśleć o jedzeniu? Marzysz o tym aby jeść do syta i nie liczyć kalorii? Chcesz zrzucić tkankę tłuszczową, mieć więcej energii, lepsze samopoczucie? Cierpisz na otyłość, choroby autoimmunologiczne, cukrzycę, choroby serca, alergie, trądzik, depresję lub kiepski nastrój, problemy trawienne, PCO, zaburzenia hormonalne, brak energii? Jeżeli tak, jesteś w odpowiednim miejscu!

O paleo, medycynie naturalnej i odchudzaniu w oparciu o badania, fakty, doświadczenie. Analiza powszechnych przekonań dotyczących diety, odchudzania i zdrowia oraz holistyczne podejście do człowieka na podstawie konkretnych argumentów.

Szukaj

Loading

25.11.2012

Q&A i jedzonko słabościowe

Coś złego się dzieje z Blogerem czasami...nie wiem czy zauważyliście ale komentarze na stronie 'Zadaj pytanie' nie ładują się. Domyślam się, że na wielu innych gdzie jest ich więcej dzieje się tak samo. Jest to błąd javascriptu i niestety nic na razie nie poradzę, ale zgłoszę to po prostu. Na początku myślałam, że to kwestia przeglądarki, ale niestety nie. Na szczęście w panelu widzę te pytania i dziś w tym poście postaram się na nie odpowiedzieć :)


Moglabys napisac coś na temat regulowania metabolizmu po długotrwałym odchudzaniu? Tzn. ile czasu to zajmuje, co trzeba jeśc i w jakiej ilości, po jakim czasie można rozsądnie zacząc spalac tłuszcz wysiłkiem fizycznym i ewentualnie nieco bardziej zmniejszoną w kalorie dietą? – dotyczy posta
Każdy metabolizm jest inny, nawet te 'dobrze' funkcjonujące różnią się od siebie znacznie. Dotyczy to zarówno preferowanego paliwa (węglowodany/tłuszcz) jak i odczuwania głodu/sytości czy umiejętności spalania tkanki tłuszczowej. 
Gdy na skutek diety nieskoenergetycznej i niskotłuszczowej nasz metabolizm zwolnił i pewne procesy zachodzą inaczej lub nie zachodzą wcale, większość 'normalnych'  zasad nie ma zastosowania. Pytanie czym się taki zwolniony metabolizm objawia? Czy tylko tym, że jemy coraz mniej a waga stoi, czy może już włosy i paznokcie odczuły tą dietę? A może nawet hormony (nietolerancja na zimno, zaburzenia okresu)? Być może spadki energii i napady głodu lub kompulsywnego objadania?
Niemniej jednak zawsze podstawą jest jedzenie - dużo jedzenia. Nie bawiłabym się tu w półśrodki tylko postawiła na nasze zapotrzebowanie plus mała nadwyżka. Większość osób niestety może przybrać na wadze gdy zacznie więcej jeść. Ja sama z 48 kg nagle miałam 53 w chyba dwa miesiące. Jest to przejściowy stan i nie martwiłabym się tym zbytnio. Nasz organizm potrzebuje czasy aby pewne procesy na nowo sobie poukładać, do tej pory gdy dieta była nieprawidłowa (np. za długo redukcyjna) musiał uruchamiać wiele rozwiązań na czerpanie energii czy wytwarzanie hormonów, dlatego nim nauczy się to robić w inny sposób, nadwyżka kaloryczna może być zgromadzona. Dochodzi jeszcze kwestia spalania własnych kwasów tłuszczowych, która często po odchudzaniu (ubogim w tłuszcze) jest zablokowana. Średnio w mózgu nauka nowych procesów to czas do 6 miesięcy. Nie jest to łatwa droga. Dieta bogata w składniki odżywcze, bez przetworzonych węglowodanów, z wartościowym białkiem i tłuszczem to podstawa.
Odnośnie wysiłku - przeważnie żaden nie spala tłuszczu....ćwicząc wykorzystujemy głownie glikogen zgromadzony w wątrobie, dopiero po dłuższym czasie gdy glukozy już nie ma spalamy tłuszcz. Nie chcemy jednak tego, nie chcemy ćwiczeniami spalać tłuszczu, bo organizm z pewnością zadba aby zawsze było dostępne to źródło paliwa. No i kwestia kalorii - godzina spala 300-600 kcal średnio przy umiarkowanym wysiłku. Przy siłowym lub interwałowym dużo mniej, dlatego ważne jest aby wybierać te czynności które spalą jak najwięcej kalorii po treningu, co nazywamy spalaniem potreningowym. I są to wszystkie beztlenowe aktywności takie jak HIIT, interwały, intensywne siłowe. Takie treningi pomagają w sprawniejszym metabolizmie.


Może napiszesz notkę o przyprawach które stosujesz w kuchni i najmniej przetworzonych kupnych dodatkach do żywności (np. myślę o koncentracie pomidorowym czy suszonych ziołach, bakaliach). A bardzo mnie ciekawi Twoje zdanie na temat maku:) zbliżają się święta, wolałabym wiedzieć co drzemie w tym przysmaku (oczywiście pytam o własnoręcznie przygotowany mak o znanym i krótkim składzie). Dzięki z góry:)
Ostatnio szaleję z przyprawami, ale przyznaję się, że kupuję gotowe mieszanki. Jest kilka firm, które mają takie bez dodatków i z ekologicznych upraw nawet.  Ja osobiście lubię te z papryką, chilli, czosnkiem, pieprzem lub na nutę indyjska z kurkumą, cynamonem itd. Mieszanki są przeróżne. Praktycznie każde zioła będą ok i jest to tylko kwestia naszego podniebienia. Do zup lubię ziele angielskie, liście laurowe, lubczyk.
Do warzyw bazylię, oregano, tymianek. W każdym sklepie ze zdrową żywnością są takie gotowe mieszanki, teraz nawet w Rossmanie jedna firma się sprzedaje :)
Mak, podobnie jak orzechy i pestki, ma swoje wady i zalety. Moim głównym niepokojem jest duża zawartość Omega6 i kwasu fitynowego. Ale odpowiednie namoczenie i jedzenie takich produktów raz na jakiś czas moim zdaniem jest zupełnie ok. Ewentualnie częściej w małej ilości (jak np. orzechy). Zawsze gdy coś ma złe i dobre strony, tak że ciężko zdecydować jednoznacznie, umiar jest najlepszą opcją. Nawet jak w święta tego makowca zjemy pół blaszki to myślę, że nasz organizm sobie poradzi :) Generalnie myślę, że są okazje gdzie nie warto się przejmować tym co jemy :) Na zdjęciu jest moje mięso w kliku przyprawach, bo nie umiem się zdecydować na jedną (kartka jako ściąga) :)
Zastanowił mnie skład maku? Co miałaś na myśli? :)

 
 
Jeśli jakieś pytanie mi umknęło (nie wiem czy widzę wszystkie komentarze z tamtej strony) to proszę napiszcie jeszcze raz tutaj.
 
Jedzonko....hmm zawsze jak milczę to nie mam się czym chwalić jeśli chodzi o dietę. Nie wiem czy to kwestia, że jestem tak zajęta, że nie mam czasu na nic i jem różnie, czy może jem różnie i później nie chce się chwalić :)
W każdym razie ten tydzień był ciężki. Męczy mnie od wielu dni już lekkie przeziębienie....nie czuję się chora, ale też nie jestem w 100% sobą. Raz czy dwa dziennie lekki katar w sumie, bo ból gardła minął. Dużo też stresu było ostatnio, dlatego cieszę się, że jednak mnie nie rozłożyło przy tak już nadszarpniętej odporności. Cały tydzień był dla mnie pełen różnych wydarzeń, spraw do załatwienia, emocji i różnego samopoczucia.
Grzechów dietetycznych było dużo. Jadłam co prawda główne posiłki  takie jak zawsze i byłam dość konsekwentna w tej kwestii, ale pojawiły się dziwne dodatki. Widać w chwili słabości sięgamy po swoje najbardziej uzależniające polepszacze. Moim są orzechy przede wszystkim, więc w tym tygodniu zjadłam jakiś kilogram pistacji (było mi lepiej jak nie wiedziałam ile, policzyłam tylko aby Wam napisać). Co dziwne...nic mi nie jest :D Zawsze myślałam, ze po nadmiarze orzechów mnie wysypuje....jednak nic. Drugą słabością jest za dużo kokosa, ale to nic nowego i całkowicie tą słabość akceptuję. Trzecia i czwarta są już niestety mniej sympatyczne: guma do żucia i cola :(
Nie napisze ile paczek gum poszło, ale duuuuuużo. Z cola mam większy umiar na szczęście. Nie powiem abym czuła się gorzej od czegokolwiek lub widziała jakieś konsekwencje moich słabości. Procentowo pewnie to jest jakieś 10% mojej diety....niemniej jednak wszystko dobre co się kiedyś kończy i od jutra wracam na swój tor. Czemu o tym piszę w ogóle? Bo chyba pierwszy raz od lat nie jest mi źle gdy nie trzymam się swoich założeń odnośnie jakości czy ilości jedzenia. Ba, nawet mi zupełnie miło było podejść tylko dla satysfakcji rzeczy, których nie jem w ogóle lub jem mało. Zero negatywnych myśli czy wyrzutów sumienia. I nie wiedziałam do tej pory, że tak potrafię :) Zawsze objadaniu czy jedzeniu czegoś okropnego/kalorycznego/chemicznego/niezdrowego towarzyszyły mieszane uczucia.
Teraz planuję pogrzeszyć w święta więcej, więc na blogu powinno pojawić się  trochę przepisów na różne mniej lub bardziej paleo słodkości. 

Ps. Czym lubicie grzeszyć? :)
 

31 komentarzy:

  1. Ja grzeszę wszelkimi orzechami i owocami....mmm;)

    Świetny blog ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. no ja dziś nagrzeszyłam ,że ho ho...ale po prostu nie mogłam się oprzeć temu sernikowi...i tej babce...i zupce dyniowej...mam tylko nadzieję ,że skoro przydarza mi się takie coś sporadycznie to nie narobi mi bałaganu w metabolizmie :)
    Powiedz mi jeszcze proszę co złego jest w gumach do żucia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...pewnie słodzik.

      Usuń
    2. aaaa...no chyba,że o to chodzi :)

      Usuń
    3. Bardziej kwestia procesów jakie uruchamia żucie gumy :)
      http://www.thehealthyhomeeconomist.com/the-sticky-truth-about-chewing-gum/
      A słodziki i chemia swoją drogą.

      Usuń
  3. u mnie masło orzechowe niestety;(

    OdpowiedzUsuń
  4. Orzechy to wg Ciebie grzech? Ja co wieczór wcinam michę orzechów włoskich z własnego ogródka i czuję się ok :) Zamienia się to wręcz w uzależnienie ;) A to wysypywanie może być efektem oczyszczania organizmu. Mnie wysypało po kiszonkach (od paru dni pije sok z kiszonej kapusty i jem kiszone ogórki). Póki co efektem są wulkany na twarzy (nigdy nie miałam problemów z cerą). Mam nadzieję, że to efekt przejściowy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam tak samo. Jem juz jakis czas i poprawy nie widze. Juz myslalam,ze tylko mnie to dosieglo po tych kiszonkach. Kurcze czy to moze byc jakas odpowiedzze strony organizmu, ze cosmu nie pasuje z ta kiszonka?

      Usuń
    2. Wydaję mi się, że te zanieczyszczenia organizmu muszą jakoś wyjść ;) czyli kuracja działa ;)

      Usuń
    3. Orzechy są niewskazane gdy mamy problemy z układem autoimunnologicznym. I generalnie nie są jednoznacznie super zdrowe, mają sporo plusów ale i poważne minusy, dlatego umiar się przydaje. Jak go nie mamy co do czegokolwiek to nadmierne jedzenie uważam za grzech :)
      Nie wierzę w wysypy - oczyszczania, które trwają całe życie po jakimś produkcie :)

      Usuń
    4. A z tymi kiszonkami to dziwna sprawa, generalnie raczej spodziewałabym się poprawy niż pogorszenia, być może po prostu nie tolerujesz kapusty. Bywa problematyczna dla wielu osob, nawet kiszona. A to domowe przetwory? Jaka sól była użyta? Może to kwestia tego.

      Usuń
    5. Kapusta i ogórki domowej roboty mojej mamy. Sól zapewne zwykła spożywcza. Przez pierwsze dni miałam straszny problem z ich trawieniem, teraz jest już w miarę ok. Wydaję mi się, że to jednak okres przejściowy. Poczekam tydzień i zobaczę co będzie się działo.

      Usuń
    6. Ile razy bym nie zaczynala na nowo jesc kiszonych ogorkow to za kazdym razem nastepuje wysyp i wysyp. Niezaleznie jak dlugo je jem wydaje sie, ze nie ma konca... Tez mam domowe sol jodowana kuchenna z marketu.

      Usuń
    7. No to może dlatego, generalnie jak sól to tylko morska lub himalajska. Ale to tak na marginesie. A po zwykłych ogórkach dzieje się podobnie? Generalnie fermentowane produkty są lepiej tolerowane.

      Usuń
    8. Ja generalnie w ogóle nie używam soli (no może do peelingu ciała) ;) Musiałabym sama kisić, żeby kiszonki były na soli morskiej. Poza tym czuję się strasznie napuchnięta po nich :( Ale zawsze na jesień przychodzi mi ochota na kwaśne, widocznie organizm się domaga. Zwykłych ogórków nie jadam, ale z tego co pamiętam zawsze miałam problemy z ich trawieniem.

      Usuń
    9. To odstaw, nie ma sensu się meczyc jesli cos na nas zle wplywa. A kazdy ma produkty, ktorych nie toleruje, z roznych powodow. Jak sa to tylko ogorki to nie martwilabym sie tylko unikala.

      Usuń
  5. u mnie salatka wielowarzywna laczona zwyklym sklepowym majonezem;) i wedzone mieso

    OdpowiedzUsuń
  6. O, to ciekawe co piszesz z tymi orzechami. Przed chwilą kupiłam pół kilo laskowych. Kurcze, a może to one powodują u mnie trądzik? (który przeważnie powstaje w tych samych miejscach - hormony). Jeśli tak, to masakra, bo jem je niemal codziennie :-/
    No i od wczoraj piję kakao. Tak, soczyste kakao z wodą i oczywiście bez cukru. Skoro nie mogę pić kawy, to proszę o odrobinę radości w postaci gorącego kakao :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Orzechy nie są dla wszystkich problematyczne, dla większości ludzi są zupełnie bezpieczne. Jedzone w dużych ilościach mają niestety dwie poważne wady: nadmiar Omega6 i kwas fitynowy, co może nasilać stan zapalany. Nie powiedziałabym jednak, że jest to częste czy standardowe :)

      Usuń
  7. Ale jablka nie maja chyba wysokiego IG prawda? Chodzi o cukier ? No wlasnie ja jablka najbardziej lubie i mam duzo koszy se swojego sadu. Hmm czyli moge sobie wkroic owoc normalnie do posilku i jesc z warzywami i mieskiem razem czy lepiej jesc najpierw owoc a potem przejsc do jedzenia reszty?
    Tak o golnie czy jest jakas zasada, zeby najpierwa np zjesc warzywo, bialko a na koncu tluszcz czy kolejnosc nie ma znaczenia i mozna jest wszystko razem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie wiem czy jedzenie owocu w jednym posilku z bialkami i warzywami oraz tluszczem bo znalazlam w poscie o owocach cos takiego '' 5) W reakcji fruktozy z białkiem oraz jednonienasyconymi kwasami tłuszczowymi powstaje produkt końcowy AGE, który jest odpowiedzialny za uszkadzanie komórek i w rezultacie stan zapalny.''

      Usuń
    2. Wiem na pewno, zeby nie łączyć białek i węglowodanów. A więc jabłek z mięsem nie powinno się jeść.

      Usuń
    3. No to w takim razie kiedy jesc te owoce?

      Usuń
    4. Ten wspomniany stan zapalny nie jest tożasamy z zapalną formą trądziku i aby zaistnial fruktoza musi byc spozywana w bardzo duzej ilosci przez dlugi okres czasu. Generalnie jak mamy problemy z trawieniem fruktozy to każdy czas będzie zły. Zdrowy organizm poradzi sobie z owocami i przed i po posiłku. Gdy nasze jelita źle funkcjonuja to owoce mogą nasilić objawy trądziku, ale tak samo i mięso i inne produkty, i nie jest to kwestia produktu ale naszego ukladu trawiennego.
      Co do łączenia to już pisałam, generalnie wiekszosc tego co jemy ma i bialko, i tluszcz i wegle w roznych proporcjach, i nasz organizm trawi to bez problemu :)
      Moim osobistym zdaniem - owoce przed posilkiem lub osobno z tluszczem, np. jablka z migdalami.

      Usuń
    5. czyli po zjedzeniu jablka mozna odrazu przejsc do reszty czyli naszego dania glownego?

      Usuń
    6. Tak, ale pod kątem trawienia...owoce mogą fermentować gdy źle trawimy (a każdy gorzej trawi w jakimś okresie życia na skutek różnych czynników. Ale to tylko w przypadku gdy mamy dolegliwości jedząc owoce inaczej, nie pisałaś w sumie dlaczego pytasz :) Bo moja odpowiedź byłaby inna dla różnych ludzi.

      Usuń