Dlaczego PALEO?

Masz dość wiecznych nieskutecznych diet? A może wciąż czujesz głód i nie potrafisz przestać myśleć o jedzeniu? Marzysz o tym aby jeść do syta i nie liczyć kalorii? Chcesz zrzucić tkankę tłuszczową, mieć więcej energii, lepsze samopoczucie? Cierpisz na otyłość, choroby autoimmunologiczne, cukrzycę, choroby serca, alergie, trądzik, depresję lub kiepski nastrój, problemy trawienne, PCO, zaburzenia hormonalne, brak energii? Jeżeli tak, jesteś w odpowiednim miejscu!

O paleo, medycynie naturalnej i odchudzaniu w oparciu o badania, fakty, doświadczenie. Analiza powszechnych przekonań dotyczących diety, odchudzania i zdrowia oraz holistyczne podejście do człowieka na podstawie konkretnych argumentów.

Szukaj

Loading

07.01.2013

Jedzenie, a związek (jak zmusić męża do paleo)

Zastanawiałam się ostatnio nad rolą jedzenia w związkach. Wiadomo, że dopóki dwie osoby jedzą podobnie wszystko jest ok, ale często (zwłaszcza) gdy kobieta postanawia zmienić dietę trafia na opór. Podobnie w rodzinie, chociaż tu relacje rodzic - dziecko mają poniekąd prawo narzucać pewne standardy i ograniczać swobodę.
A w związku już różnie bywa. Niewątpliwie jedzenie jest częścią naszego życia i ma ogromne znaczenie w kontekście społecznym. Wystarczy popatrzeć na początki relacji: randki na mieście, dużo wyjść...większość z nich związanych z komfortowym jedzeniem. Może to być pizza, lody, kolacyjki czy też słodkie spotkania w kafeteriach. Różnie na różnych etapach związku. Po zamieszkaniu razem dopiero zaczyna się komplikacja. Wspólne zakupy i gotowanie bywają przyjemne, chociaż często ludzie nagle orientują się, że jest ich więcej niż było. Nie bez powodu mówi się, że małżeństwo tuczy. I można tak żyć latami pielęgnując nawzajem swoje lepsze i gorsze nawyki dietetyczne. Gorzej gdy jedna osoba postanawia zmienić sposób jedzenia, a druga nie bardzo umie to zaakceptować lub gdy dieta nikomu nie służy, a chętnych do zmian nie ma.

Znam wiele historii (również Waszych), w których zmiana sposobu odżywiania pociągnęła za sobą pogorszenie relacji w domu. Pojawiły się sprzeczki czy też nagle zabrakło wspólnych posiłków, które były zwyczajem czy też rytuałem nawet. Znam to doskonale. Co prawda odkąd pamiętam moja dieta była inna niż męża i może dlatego on nie ma problemów z akceptacją moich częstych zmian. Poznaliśmy się jak nie jadłam mięsa i generalnie niewiele jadłam, więc w jego głowie, pewnie od zawsze jestem na diecie. Ale mieliśmy swoje momenty. Czy to wyjścia na miasto aby coś zjeść, czy też podjadanie słodyczy lub lodów (kosmicznych ilości) przy oglądaniu filmów. Było tego trochę i myślę, że oboje się nawzajem nakręcaliśmy - w końcu jedzenie (zwłaszcza takie) jest przyjemne. Gdy postanowiłam przestać podjadać zboża, nabiał i cukier całkowicie nie było żadnej sprzeczki ani nawet dyskusji. Ale napięcie pozostało...ciężko zmienić nawyki gdy druga osoba wciąż tkwi w tamtym świecie. Pomijam aspekt psychiczny, bo człowiek musi patrzeć na te wszystkie pyszności i nie móc ich jeść, ale problematyczne zaczęły być kwestie pragamtyczne. Ciężko było ze mną wyjść gdziekolwiek, abym miała co zjeść bez problemów i aby to nie była sucha sałatka. Zawsze musiałam zaplanować posiłki w domu i mieć odpowiednie zakupy wcześniej zrobione. Wiadomo, że warzywa i mięso to nie makaron, który stoi w szafce miesiącami i można go w każdej chwili wyciągnąć. Ale powoli metodą prób i błędów jakoś wypracowaliśmy sobie system, tak abyśmy oboje byli zadowoleni. Mąż jadł swoje, ja swoje. Gdy wychodziliśmy ja zabierałam swoje jedzonko, a on brał na wynos. Oczywiście takie podejście wymaga dużo pracy, bo i zakupy i gotowanie muszą być rozdzielne. Więc gotowałam dwa obiady, robiłam tradycyjne kanapki i patrzyłam jak mąż pochłania słodycze i tonę coli. Oczywiście regularnie podjadałam od niego to i owo, czasem z ciekawości, czasem z ochoty. Parę razy poszło dalej niż testowanie, ale ogólnie zawsze były to jakieś symboliczne ilości.

I moglibyśmy tak żyć latami...ale nie w realnym świecie. Mój mąż jest raczej zdrowy i przede wszystkim ma dobre geny. Niestety są pewne kwestie, które sygnalizują zachowanie ostrożności i konieczność zmian. Jako dwudziestolatek pewnie nie myślał o zdrowiu w ogóle...ale już po trzydziestce pojawiły się pierwsze konsekwencje diety opartej na przetworzonych produktach i nadmiarze cukru. Zaczęło się od niewinnej zgagi, później chroniczny katar, bóle stawów i lekka nadwaga. Z wszystkim daje się żyć, więc mąż stosuje dietę tylko wtedy, gdy dolegliwości się nasilają. Po jakimś czasie restrykcji objawy mijają i może powrócić do swojej typowej diety. I tak w kółko.  Długo to akceptowałam, głównie dlatego, że nie działo się nic złego, a mąż po dobroci nie chciał zmienić sposobu odżywiania. Ale im dalej w las tym ciemniej, i z roku na rok można zaobserwować, że jego już zdrowie cierpi na tej pysznej diecie. A nawet nie chcę myśleć jakie podstawy budowane są w ten sposób do poważniejszych schorzeń za x lat.Ciężko mi na to patrzeć, mimo że akceptuję ludzkie wybory i nigdy nawet nie próbowałam zmusić go do  innego  sposobu jedzenia. Ale pewnego dnia smarując kanapki majonezem pomyślałam, że mam dość...i nadszedł czas aby coś zmienić. Czuję się w pełni upoważniona do zakończenia akceptacji tego trybu życia. Potrafię go tolerować i będę potrafiła dalej, ale sama nie chcę brać dłużej w tym udziału, ani tym bardziej brać odpowiedzialności za taki stan rzeczy. Niestety będzie rewolucja, bo za długo cierpliwie czekałam aż mój mąż weźmie przykład ze mnie i również zadba o swoje zdrowie. Chociaż przyznam, że zawsze jest motywujący i raczej nie zachęca mnie nawet do małych grzechów. Myślę że totalnie wspiera mój sposób odżywiania i to co robię, chociaż na tym się kończy.

Co więc można zrobić w takiej sytuacji? Przede wszystkim skupić się na sobie i nie pozwolić, aby dieta naszego partnera oddalała nas od naszych celów czy też wartości, w które wierzymy. Partnerstwo polega też na wzajemnym szanowaniu swoich potrzeb. Zawsze warto być dobrym przykładem, ale nie możemy oczekiwać zmian z dnia na dzień. Innym osobom zajmuje sporo czasu aby uwierzyć, że dieta ma znaczenie, dlatego cierpliwość jest niezbędna. Nie możemy też tego wymagać ani zaplanować. Możemy za to prosić o pewne kompromisy, np. mniej słodyczy w domu czy też zdrowy obiad co drugi dzień. W taki sposób można zwalczyć chociaż niektóre złe nawyki. Oczywiście sprawa się komplikuje gdy są dzieci, ale o tym nie będę pisać dziś :)
Również ważne jest aby wyraźnie określić swoje granice. To czy chcemy jeść w 100% tak a nie inaczej i kiedy lub czy w ogóle pozwalamy sobie na wyjątki, w tym też wspólne mniej zdrowe posiłki z partnerem. Niektórym parom udaje się przy niewielkiej modyfikacji jadać podobnie cały czas. Warto też zastanowić się jak jedzenie drugiej połówki wpłynie na naszą dietę - czy nie będzie to za dużo dla nas do wytrzymania jak będziemy jeść wołowinę z warzywami, a chłopak obok wielką pizzę.

A co ja zamierzam zrobić?
  • wprowadzić rządy dyktatorskie w kuchni - ja przygotowuję i gotuję, więc wymagam aby mąż jadł to zbędnego bez marudzenia
  • robię zakupy i przygotowuję wszystko według zasad, które uważam za słuszne
  • daję wybór kilku różnych opcji na cały tydzień i pozwalam mu ułożyć menu z dozowlonych produktów
  • odmawiam podawania czy przygotowywania niezdrowego jedzenia, jak mąż chce jeść coś innego to musi sam sobie ugotować
  • proszę o nie trzymanie w domu produktów, do których mam słabość
  • nie kupuję niezdrowych rzeczy, jeśli mąż chce jeść batoniki to musi sam po nie iść do sklepu
  • nie podjadam z nim jak za dawnych czasów, odmawiam też testowania jego  jedzenia i to niezleżnie jak dobre są ciasta czy też jaki zły dzień miał w pracy
  • nie doceniam przynoszenia mi słodkości, które mi szkodzą czy też sprawiania mi przyjemności jedzeniem (obojętne czy to paczka gum czy piękny tort na urodziny), podobnie sprawa tyczy się gotowania potraw, które uważam za niezdrowe (chociaż mój mąż nie gotuje)
Dodam, że mąż nie wie jeszcze co go czeka :) Zakładam, że przez jakiś czas będzie w stanie żyć na kanapkach i obiadach od teściowej, ba może nawet zrobi sobie zakupy w sklepie lub bufecie w pracy. Ale to kwestia czasu nim sytuacja zmusi go do szukania innych rozwiązań. Pożyjemy, zobaczymy....czasem musi być gorzej aby było lepiej. A dziś jest też basta dla mnie, więc ostatni raz podjem coś mężowego i będzie to koniecznie coś mocno czekoladowego :)

A co Wasi bliscy mówią na temat Waszego jedzenia?

26 komentarzy:

  1. Ja za bardzo nie chwalę się, że zmieniłam styl jedzenia (nie jest drastyczny, ale jednak jest trochę inaczej), więc raczej nikt nic nie mówi. Mąż akceptuje, ale sam raczej nie ograniczy pieczywa. Raz w tygodniu jemy warzywa na patelnię. Ostatnio powiedział: "Jakby mi ktoś 10 lat temu pwiedział, że będę jak warzywa na patelnię, to bym nie uwierzył", więc uważam, że i tak jest postęp i cieszę się z tego co jest. Przynajmniej na razie. Na pewno nie postąpię tak jak Ty planujesz, bo wiem, że by się to nie udało. Wolę powoli, niezauważalnie ;) Tak czy inaczej powodzenia życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas ewolucja zawiodła, mój mąż potrafi wmówić sobie że jest na diecie, bo 3 dni jadł więcej warzyw i później przez pół roku myśli, że dalej je dietetycznie...jedząc jak zawsze :)

      Usuń
  2. u mnie to by się udało gdyby mąż nie był wegetarianinem od wielu lat -wszystko akceptuje ale mięsa nie ruszy

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytając to co napisalas, czuje się jakbym ją to pisała :) A to dlatego, iż mój chłopak identycznie akceptuje moje zdrowe odżywianie, natomiast sam to naprawdę tragicznie je... wielokrotnie zwracałam mu na to uwagę. Oczywiście mówił "kochanie jak tylko razem zamieszkamy, będę jadł co mi karzesz " ile w tym prawdy, przekonam się w lipcu :-) a Tobie życzę powodzenia, jak kocha to zaakceptuje ha !

    OdpowiedzUsuń
  4. moj maz to co ja ugotuje zdrowego wcina bez gadania, ale przekaski ktore sam sobie robi (kanapki itp.) to juz niekoniecznie. rzadko kiedy dorzuci jakies warzywo. choc przyznam bez bicia, ja slodyczy nie jem ale jemu podsuwam, uwielbiam go tak rozpieszczac ;P na szczescie chudzinka jest,i JESZCZE mu nie szkodzi. a w mojej diecie wspiera mnie dzielnie i jak trzeba to nakrzyczy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czemu nie jesz, a jemu dajesz? Nie lubisz czy moze podswiadomie jak on zje to jakbys Ty zjadla...brzmi smiesznie ale mamy takie mechanizmy w sobie, ja poniekad tez.

      Usuń
  5. Ja mam sytuację trochę od drugiej strony. Mój chłopak ma spore tendencje do obrastania - cała rodzina zawsze z tym walczyła i walczy. Do tego niezły z niego łakomczuch i są sytuacje, kiedy ja, nie będąc na żadnej diecie, mam ochotę na wafelki - kupię paczkę, zjem jednego czy dwa, a kilka godzin później wchodzę do kuchni i widzę, że paczki prawie już nie ma! Tysiąc kalorii i 20dag cukru pochłonął w 2-3 godziny. Odkąd jesteśmy razem przybrało mu się kilka kg, do tego ostatnio miał nawał pracy + koniec studiów, więc przestał się prawie ruszać, oprócz chodzenia do pracy. Jak jeszcze wiosna-jesień mam możliwość, żeby go zmobilizować do aktywności fizycznej, tak w zimie ją tracę, bo za nic go nie namówię, żeby poszedł na siłownię, a weekendowe narty czy łyżwy raz w tygodniu to trochę mało (sama ćwiczę w domu + chodzę na zumbę, ale on stawia opór kiedy proponuję mu wspólne zajęcia).
    Z racji tego, że to ja robię zakupy i gotuję, w pewien sposób część jego odżywiania spoczywa na mnie, i powoli, ze względu na niego, zaczynam przestawiać nasze odżywianie na paleo.
    Zaczęłam od eliminacji cukru, wsadzania warzyw gdzie tylko mogę, żeby zmniejszyć dzięki temu porcje "zapychaczy". Mam nadzieję, że jeszcze trochę i uda mi się wyrzucić największą zmorę - chleb ;) Sama nie mam problemu z jego brakiem, ale nie wiem jak on na to zareaguje.
    Na szczęście ma świadomość, że ma już lekką nadwagę i że lepiej w przyszłości nie będzie, więc na razie protestów nie ma :)

    Mam tylko nadzieję, że ja przez to nie schudnę, bo wcale tego nie chcę :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Cie podziwiam, bo gdybym ja miala meza ktory je to wszystko do czego ja mam slabosc, byloby mi duzo ciezej. Moj woli fast foody czy inne wynalazki, ktorych ja nie znosze...slodycze tez ale zdecydowanie mniej, wiec nie kusil mnie nigdy az tak. A latwo jest przez druga osobe, a rczej przy jej cichej akceptacji i nawet zachecaniu przejsc na ta druga, mniej zdrowa strone :)
      Co do chleba - nie wszystko stracone...mozna przygotowac chleb ograniczajac toskycznosc niektorych skladnikow, np. przez namaczanie i fermentacje zboz. Nie jest to 100% redukcji, ale wystarczajaco aby organizm dal sobie rade...podobno :) Jak chcesz poszukam filimiku jak to sie robi. A na stronie Westone A. Price jest duzo na temat zdrowego, ale takiego standardowego podejscia do zywienia, ktore opiera sie na nieprzetworzonej tradycyjnej zywnosci.

      Usuń
    2. Dzięki za informację, że coś takiego istnieje. Poszukam sama i się trochę doedukuję ;)

      Usuń
    3. http://www.westonaprice.org/beginner-videos/proper-preparation-of-grains-and-legumes-video-by-sarah-pope to jedno z najbardziej wartosciowych zrodel :)

      Usuń
  6. A w jakim celu w ogole przechodzic na paleo ejsli nie ma sie objawow jakis zoladkowych a mimo to ma sie prbolemy z zgaga czy wzdeciami? Czy przejscie na diete nie pogorszy tego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się ma problemy typu zgaga czy wzdecia to znaczy, ze uklad pokarmowy nie dziala poprawnie - nie ma znaczenia czy akurat boli zoladek czy nie. Objawy to ostatni etap generalnie, a tu chodzi przede wszystkim o profilaktyke...chociaz u mojego meza to juz leczenie :)

      Usuń
  7. Ja też jem niewiele, a u mojego chłopaka w rodzinie pochłania się ogromne ilości jedzenia. Całe szczęście oboje uwielbiamy mięso, więc jak już zamieszkamy razem, będę rządzić kuchnią, mam nadzieję, bez większych problemów i będę tylko lekko modyfikować jego porcje. Tym bardziej że on raczej nie miałby obiekcji przed zmodyfikowaniem diety, by była lżejsza. Ale muszę go oduczyć kupowania mi słodyczy...

    OdpowiedzUsuń
  8. moi rodzice twierdza, ze zwariowalam. widac, ze meczy ich, ze nie chce jesc tego co oni, ze czesc zakupow robie sama. dla nich to jest nie do pojecia, bo jedza po prostu to co lubia. dla mnie tez jest to czasem przykre, zwlaszcza kiedy tata podjada slodkosci, ktore zawsze jedlismy razem.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja przechodząc na paleo pociągnęłam za sobą swoją mamę i w moim domu nie ma produktów zakazanych :)Jak mojej mamie zachce się grzeszyć- 15 minut mojego wykładu na temat co się dzieje w jej organizmie, gdy spożywa to, co niedozwolone, od razu jej się odechciewa . Mężczyzny jeszcze nie mam, aczkolwiek kiedy się pojawi, będzie musiał zaakceptować mój styl życia .
    Pozdrawiam MS i życzę powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to zazdroszcze :) Moja mama jest oporna totalnie na jakakolwiek probe zmian, mimo że ewidentnie by jej sie przydala :)
      Dziekuje :)

      Usuń
  10. U mnie nie ma problemu. Mój mąż je wszystkie rzeczy które mu gotuję. Nawet zauważył, że lepiej się czuje na dietetycznych obiadach.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale masz chytry plan :D Mi by było ciężko wytrzymać, gdyby druga osoba jadła niezdrowo. Póki co mieszkam sama i wszyscy wrogowie są po prostu wywaleni z kuchni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się od zawsze wydaje, że jakbym mieszkała sama to moja dieta byłaby idealna, ale nigdy sama nie mieszkałam, więc moze tylko się łudze :)

      Usuń
  12. Mój mąż podobnie do Twojego MS - też nie dotyka się do gotowania. To ja rządzę w kuchni i prawdę mówiąc, nawet jak byłam na diecie, to jadł ze mną wszystko. Nie marudził, nawet przytakiwał, że smaczne. Dzięki mnie zaczął zwracać uwagę na to, by nie kupować produktów z MOM.
    Jednym problemem jedynie co mam, to nie jest smakoszem warzyw - czego ja nie potrafię zrozumieć. Ale będąc na początku Naszych relacji w Jego domu, od razu zauważyłam o co chodzi;) On jest tego nauczony. Pół talerza ziemniaków, 2 łyżki surówki i mięso 1/4 talerza. Gdzie w moim domu 1/4 albo mniej ziemniaki, połowa salaty, surówki i sporo mięsa (duszone, pieczone, smażone - do którego staram się nie dotykać ze względu na nieprzyjemności po jedzeniu ze strony układu trawiennego). Mąż uparciuchem nie jest i nawet ostatnio podziękował, że pomogłam Mu zwrócić uwagę na to, by jadł lepiej i wybierał smaczniej oraz zdrowiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To gratulacje :) Jedna sa reformowalni mezczynzi...bo moj sam sobie robi swoje malo zdrowe zakupy i mimo, ze ma spora wiedze na temat zdrowego odzywiania (chcac nie chcac to nieustanny temat w domu) to po prostu jedno mowi, drugie robi :)

      Usuń
  13. No z moim, to zapewne jak z dzieckiem, trzeba było znaleźć sposób. Ładnie podane, przemycone czasem ciekawe produkty.
    Ale najlepsze jest to, że sam z siebie nie je wieprzowiny! Tylko drób! Nie do końca się z tym zgadzam, ale uparciuch z Niego.
    Podrobów nie udało mi się przemycić:P Chyba by zwymiotował, jakby dowiedział się, ze np. zjadł serce kurczaka;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podorby zmielic i do kotleta:D Moj sie brzydzi nawet ich dotknac hehe

      Usuń
  14. Ciekawa jestem, jak poszło wdrożenie nawyków w domu? U mnie jest problem, chociaż domowników mam nieczęsto - ciężko im zrozumieć niektóre moje żywieniowe nowonabyte nawyki. Na szczęście więcej śmiechu z pytań typu "no jak to, w BN nie zje pierogów?!" niż wyrzutów czy rzucania kłód pod nogi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdzie tam wdrozenie, od tamtego posta jest tyle slodyczy ze az strach...nawet mnie kusza i czesciej niz chce i powinnam podjadam...
      Sobie zrobilam przysluge :) Pierogi to jeszcze bylaby super opcja, on mnie tu czekoaldami, ciastami i chipsami straszy :)A ja slodki zab mialam tyle lat, ze ciezko zapomniec.

      Usuń
  15. Wpis w sam raz dla mnie

    Moje przejście na dietę bezglutenową/bezziarnową/beznabiałową było szokujące. Na początku dla mnie samej też.
    Mój mąż tylko pytał, co ja będę jeść. Sama sobie zadawałam to pytanie ;)

    Po paru dniach jednak jakoś udało się wymyślić jako taki schemat i generalnie nie mamy problemu z jedzeniem.
    Ostatnio głównie ja gotuję i są to głównie mięsa. Jedynie dodatki są różne, np. ja jem surówkę z marchwii, mąż sałatkę z pomidorów.

    Jedyne co mam problem, to przekonanie go, że gluten jest niezdrowy. Jak podpowiedziałam mu, żeby sobie trochę na ten temat poczytał, to owszem znalazł sporo artykułów i badań o negatywnych skutkach spożywania glutenu, ale też jakieś pozytywne. I tego ostatniego się trzyma, co doprowadza mnie do pasji ;)
    No ale dobra, też toleruje jego zjadanie chleba, ziemniaków, czy ryżu. Ostatnimi czasy też nie gości to często na naszym stole.

    Jedyny problem jaki mam, to żywienie dzieci. Tu mąż się z oporami zgodził na odstawienie glutenu. Ciężko nam przystosować je do niejedzenia chleba, zwłaszcza kiedy idą do przedszkola ;)

    OdpowiedzUsuń