Dlaczego PALEO?

Masz dość wiecznych nieskutecznych diet? A może wciąż czujesz głód i nie potrafisz przestać myśleć o jedzeniu? Marzysz o tym aby jeść do syta i nie liczyć kalorii? Chcesz zrzucić tkankę tłuszczową, mieć więcej energii, lepsze samopoczucie? Cierpisz na otyłość, choroby autoimmunologiczne, cukrzycę, choroby serca, alergie, trądzik, depresję lub kiepski nastrój, problemy trawienne, PCO, zaburzenia hormonalne, brak energii? Jeżeli tak, jesteś w odpowiednim miejscu!

O paleo, medycynie naturalnej i odchudzaniu w oparciu o badania, fakty, doświadczenie. Analiza powszechnych przekonań dotyczących diety, odchudzania i zdrowia oraz holistyczne podejście do człowieka na podstawie konkretnych argumentów.

Szukaj

Loading

20.01.2013

Dlaczego irytują mnie perfekcjonizm i motywacje fitessowe

Dostaję multum e-maili od różnych osób z prośbami o ocenę jadłospisów. Nie mam z tym problemu, ale coraz częściej mam wrażenie, że wiele z osób zaczynając zdrową dietę lub w końcu odnajdując jakieś rozwiązanie na swoje problemy zdrowotne (często właśnie jest to paleo) ma tendencje do popadania w zbytnią skrajność w tą drugą stronę.



Mowa tutaj i o diecie, i o ćwiczeniach. Najczęściej pojawia się destrukcyjna potrzeba liczenia kalorii, łyżek tłuszczu w ciągu dnia czy też ilości węglowodanów w brokule. Ostatnio pisałam, że skupienie się na składnikach makroodżywczych nie jest skuteczną drogą do celu...no i właśnie jakiego celu? Czy to chodzi o cel? Nie. Zdrowa dieta to podróż, nie cel sam w sobie i jaka każda droga będzie miała swoje wzloty i upadki. Będą okresy świetnego jedzenia i czasy gdy codziennie zagości coś co nie będzie najlepszym wyborem. I tak to wygląda, kilka kroków w przód, jeden wstecz...

Narzucenie sobie zbytniej restrykcji rzadko się sprawdza w realnym świecie. Częściej po wzorowym okresie idealnej diety i programu treningowego  prowadzi do destrukcyjnych zachowań czy zaburzeń odżywiania. Obsesja odnośnie zdrowego jedzenia powinna być przerażająca, i co zastanawiające nikt z nas nie myśli o takiej osobie nic złego, a przecież to takie same oddanie jak przypadku nałogów czy innych uzależnień. Ba, nawet często jesteśmy zainspirowani i bierzemy z tych osób przykład.

Wystarczy popatrzeć na blogosferę (1,2) - pełna jest inspiracji fitnessowych.  Wszystkie chcemy być chude za wszelką cenę. A ja zawsze się zastanawiam po co umieszczać zdjęcia dziewczyn, których sylwetki nam się podobają (na pewno sylwetki czy może photoshop)? Po co wypisywać na blogu wyzwania fitnessowe w stylu: dziś sto pompek? Czy to jest motywacja czy już zachęta i usprawiedliwienie dziwnych zachowań dotyczących jedzenia czy też ćwiczeń? A może dzięki temu dana osoba ma się poczuć lepiej niż inni....A co najgorsze, że stres spowodowany takim zachowaniem jest uzależniający, więc maszyna się nakręca i trawa dalej...angażując coraz to więcej osób. Podziwiamy takie osoby prawda? Te które wstają codziennie o 5 rano aby ćwiczyć, czy te które narzuciły sobie ostrą dietę i schudły dużo. Utożsamiamy to z silną wolą, super charakterem i pełną dedykacją w dążeniu do celu.

Czyżby? Czy takie zachowania są zdrowe? Wątpię...czy to sprawia, że jesteśmy silniejsi, zdrowsi czy mamy lepszy charakter? Niezbyt. Jedyna konsekwencja polega na tym, że w pewnym momencie stajemy się uzależnieni od stresu jaki sami sobie stworzyliśmy, a co za tym idzie nasze zdrowie zaczyna się pogarszać, a nie polepszać. Znam wiele osób, które tkwią w takim błędnym kręgu i żadna nie jest tego świadoma. Pewnie wiele osób czytając teraz co piszę nie zrozumie tego podejścia i wysunie wniosek, że to coś ze mną jest nie tak, bo przecież one są coraz szczuplejsze, silniejsze czy też zmotywowane, więc ciężka praca się opłaca i to mi się nie chce już ciężko pracować. Być może mi się nie chce, byłam w tamtym miejscu wiele razy...w miejscu, w którym wcale nie jest się jakimś cudownym nadstworzeniem o super silnej woli. To nie jest żaden cudowny krąg tylko dla wtajemniczonych...to dziura, do której wpadają wszyscy, którzy nie potrafią złapać równowagi i stres, presja czy też wrodzony perfekcjonizm pchają ich do uzależniających zachowań. Tak, to te wszystkie osoby które nie zjedzą kawałka ciasta, a bez ćwiczeń nie przeżyją tygodnia...to te które obsesyjnie myślą o diecie, ćwiczeniach i czerpią z tego satysfakcję. Widać to po nich, bo gdy o tym mówią są mocno podekscytowane i szczęśliwe. To też byłam ja jakiś czas temu...i nikt nigdy nie powiedział mi, że przesadzam, że może to już nie jest zdrowa relacja....wręcz przeciwnie - tona zachwytów nad moim oddaniem, ciężką pracą i efektami. Ot, czego uzależniony potrzebuje aby wpaść dalej...

Wszystko do czasu, bo prędzej czy później taki chroniczny stan doprowadza do zmian w naszym systemie nerwowym, hormonalnym czy też ogólnym zdrowiu. Pojawia się poirytowanie, czasem depresja, probemy z nagłymi dolegliwościami, przetrenowanie i osoba przestaje nadązać za stylem życia, który kiedyś tak ją wypełniał. Takie zmainy nie powstają z dnia na dzień, czesto potrzeba lat aby zorientowac się, że jesteśmy po drugiej stronie.

Coraz częściej mam złe myśli na temat liczenia kalorii i podawania ich komukolwiek na blogu. Moim zdaniem pewne wyliczenia mogą pomóc w jakiś sposób rozpocząć przygodę ze zdrowym odżywianiem, ale to jest tylko narzędzie i tak powinno być wykorzystywane. Liczenie ilości białka, węgli czy tłuszczu zaczyna mnie martwić, bo nadużywane zaczyna być obsesyjnym zachowaniem, które ma dla nas destrukcyjne konsekwencje, bo przestajemy zupełnie zastanawiać się nad potrzebami naszego organizmu. Jedyne co widzimy to ilość tkanki tłuszczowej, której nie chcemy się pozbyć. Podobnie kwestia dotyczy posiłków...od czasu do czasu wrzucam co jem...ale nie po to aby ktoś próbował to kopiować w 100% czy też oceniać. Głównie dlatego, że sama nie chcę sobie robić presji idealnego jedzenia. Nie chcę jeść super hiper zdrowo, bo wiem, że to nie jest mi potrzebne do szczęścia czy zdrowia. Tak szczerze mówiąc przetestowałam to wiele razy w życiu. Nawet w ostatnim roku miałam okres gdy byłam w ketozie i jadłam zupełnie czysto, a większość roku prawie idealnie. Przyjmuje się zasadę 80/20 jako optymalną, czyli 80% zdrowo i 20% na dowolne produkty...u mnie to było 95/5 większość czasu. A jeszcze rok wcześniej jadałam zdrowo, ale podjadanie słodyczy czy ulubionej pizzy z mężem było regularne. Jak też lody, frytki czy nadużywanie coli...i szczerze mówiąc jak mam dziś ocenić czy ja sprzed dwóch lat i ja teraz po tamtym roku to inna ja, to oczywiście, że tak. Widzę różnicę w kompozycji mojego ciała (ćwiczę mniej ale intensywniej, więc to też ma znaczenie), widzę że mam mniej tłuszczu itd. Hmm ale czy ktoś inny to może zauważyć? Wątpię...nawet mój mąż nie jest w stanie dostrzec różnicy. Dlaczego? Bo te zmiany są minimalne po prostu. Oczywiście nie mówię tu o tkance mięśniowej, ale jedynie o kwestiach redukcji. A różnica w sposobie jedzenia była dla mnie ogromna. Totalnie czysta dieta była frustrująca i wymuszała na mnie wieczną uwagę, planowanie i odmawianie sobie tego i owego. Na pewno wpływa też na samopoczucie i stwarzała niepotrzebną presję. Nie mam skłonności do destrukcyjnych zachowań, więc nawet po okresie ketozy bez problemu wróciłam do sporej ilości węgli i totalnej wolności emocjonalnej w kwestii odżywiania. Jem zdrowo, jem konsekwentnie...ale nie będzie to nigdy idealnie i jak znów będę mieć ochotę na snickersa to go po prostu zjem. Bez wyrzutów sumienie, bez obwiniania się i oceniania. I właśnie tym dla mnie jest zdrowe odżywianie - wypracowanie sobie zdrowej relacji z jedzeniem i konsekwencja każdego dnia plus wybaczanie sobie potknięć.

Jedzenie 3 razy dziennie kurczaka z warzywami i liczenie kalorii nie jest moim pomysłem na dietę. Wole zjeść bardziej odżywcze produkty, pozwolić sobie na coś słodkiego od czasu do czasu i cieszyć się życiem. I obecnie takie mam podejście do jedzenia. Mocno zwiększyłam ilość węglowodanów w diecie (z wielu powodów), jem tonę podrobów, kiszonek i rosołu. Dbam o trawienie i wątrobę. Ćwiczę intensywnie, ale głownie tylko siłowo już (zaczynam nowy program bez cardio). Dbam o sen, relaks i prawidłowy obraz swojego ciała. I czuję się świetnie...i teraz kto czyta bloga od początku to wie, że niezależnie jak jadłam zawsze czułam się świetnie. Na początku gdy zaczynałam pisać o paleo jadłam bardzo zbilansowane posiłki, różniej lekko i mocno ketozowo, teraz skłaniam się do dużej ilości węglowodanów...i chyba łatwo zauważyć, że na wielu różnych proporcjach makro można zachować zdrowie i szczupła sylwetkę, o ile zaspokajamy potrzeby organizmu pod kątem, witamin, minerałów, aminokwasów, kwasów tłuszczowych itd. Nie perfekcjonizm, tylko konsekwencja są to kluczem do sukcesu. 

Nie tęsknie za czasami gdy wszystkie moje myśli były skupione na planowaniu jedzenia i ćwiczeniach. Nie tęsknię za moją silną wolą i determinacją. Nawet nie tęsknię za podziwem innych osób. A już na pewno za chronicznym zmęczeniem, brakiem czasu na cokolwiek, presją czy tabelkami kalorii, które skrupulatnie prowadziłam. Czasem się zastanawiam skąd miałam tyle siły na to wszystko i jak dałam radę wytrwać. Większość osób totalnie się poddaje po jakimś czasie i odpuszcza. Widocznie gdzieś w środku wiedziałam, że musi być jakiś sposób aby osiągnąć to co chcę w realny sposób. Perfekcyjna nieperfekcyjność jest  jakąś wskazówką :)

Być może z tych powodów nie umieszczam swoich zdjęć na blogu czy też ograniczam nawet zdjęcia jedzenia. Mój 6pack nie powinien nikogo motywować, bo nie jest tożsamy ze zdrowym stylem życia - to tylko za duża redukcja kaloryczna i zbyt intensywny trening, które pozwoliły mi uzyskać taką odpowiedź hormonalną, że mam widoczne mięśnie tu i ówdzie...czy to zdrowie? Niekoniecznie. Dlatego potępiam wszystkie blogi zachęcające do fitnessowych wyzwań czy też umieszczające te wszelkie inspirujące hasła i zdjęcia.
A motywacji można szukać na dole tej strony :)

33 komentarze:

  1. ,,Po co wypisywać na blogu wyzwania fitnessowe w stylu: dziś sto pompek? Czy to jest motywacja czy już zachęta i usprawiedliwienie dziwnych zachowań dotyczących jedzenia czy też ćwiczeń?"- A dlaczego nie? Może po prostu ta osoba chce sobie udowodnić, że jest w stanie zrobić wszystko co tylko chce.
    ,,Czyżby? Czy takie zachowania są zdrowe? Wątpię...czy to sprawia, że jesteśmy silniejsi, zdrowsi czy mamy lepszy charakter? Niezbyt. Jedyna konsekwencja polega na tym, że w pewnym momencie stajemy się uzależnieni od stresu jaki sami sobie stworzyliśmy, a co za tym idzie nasze zdrowie zaczyna się pogarszać, a nie polepszać. "- Od kiedy ćwiczę czuję, że moc mojego charakteru wzrosła o 100 %, nie czuję się w żadnym stopniu uzależniona od stresu.
    ,,Totalnie czysta dieta była frustrująca i wymuszała na mnie wieczną uwagę, planowanie i odmawianie sobie tego i owego."- Czysta dieta sprawiła, że w końcu czuję się zdrowa i pełna życia.
    Wydaje mi się, że to jest bardzo indywidualne podejście, niektórym po prostu może nie pasować i szybko poczują frustrację, ale dla mnie stało się to sposobem na życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przeciez sama siebie nazywasz "Junkie"...

      Usuń
    2. haha no tak, ale to w formie żartu : D

      Usuń
    3. Kilka lat temu dokładnie tak samo bym odpowiedziała :)I dużo czasu minęło nim dojrzałam, aby spojrzeć na pewne kwestie inaczej, dużo czasu minęło nim pewne rzeczy stały się inne...i to co bylo zdrowe, pełne życia czy kształtowało mój charakter nagle stało się obsesyjne i uzależniające...i nie jest jak piszesz, że niektórym to nie pasuje (taki sposób życia) - jak nie pasuje to rezygnują i żyje się dalej, problem jest gdy pasuje za bardzo:)
      Dbaj o siebie Junkie i dzięki za inny głos.

      Usuń
    4. "A dlaczego nie? Może po prostu ta osoba chce sobie udowodnić, że jest w stanie zrobić wszystko co tylko chce."

      Nie jest w stanie zrobić, co tylko chce. Wystarczy dodać do tego wyzwania jedno czy dwa zera. To, czy się te 100 pompek zrobi, czy nie, nie świadczy też o sile charakteru, ani nawet o sile fizycznej, bo pompka pompce nie równa. Nie ma powodu, żeby się czuć lepiej od kogoś, kto tych pompek robi 20 albo wcale, czy gorzej od tego, który robi 500. Oczywiście, nie widzę absolutnie nic złego w machaniu dziennie setki pompek, ale ogłaszanie tego wszem i wobec ma, moim zdaniem, na celu jedynie zwiększenie motywacji (napisałam, że zrobię, to zrobię). I tu się pojawia zgrzyt, bo jeśli to pasja, sposób na życie, podążanie za potrzebami swojego organizmu itd to po co te wszystkie fit inspiracje, motywatory, suwaczki, grupy wsparcia, wspólne akcje itd? Ja nigdy nie muszę się specjalnie motywować, żeby iść na spacer lub zasiąść do dobrego posiłku, czasami muszę co najwyżej trochę zgłodnieć ;).
      Żeby nie było - bardzo lubię fitnessowe blogi, chętnie czytam o czyichś wrażeniach, a to podpatrzę nowe ćwiczenie, a to się dowiem, że w Lidlu są dobre buty sportowe, ale do wszelkich akcji podchodzę już z dużym dystansem. Staram się też nie porównywać z innymi, znam swój charakter i wiem, jak łatwo mi wpaść w błędne koło wyczerpujących treningów. Paradoksalnie, wcale to nie świadczy o sile, raczej jest to efekt mojej słabości. Wiem też, że na początku nawet tego nie zauważę.

      Usuń
    5. Brakuje nam takich wpisów - poruszających bardziej emocjonalne aspekty :) Mam nadzieje, anonimowa ze bedziesz pisac wiecej, najlepiej to na jakims blogu. Wolalabym poczytac takie przemyslenia niz te buty z Lidla :)

      Usuń
    6. Heh, dzięki :D.
      Na razie wyżywam się na Twoim blogu, lubię tu zaglądać i komentować :).

      Usuń
  2. Dzięki za ten wpis. Potrzebowałam go :)

    OdpowiedzUsuń
  3. wiesz, kiedyś czytałam u jednej dziewczyny że również nie popiera motywacji fitnessowych z prostej przyczyny, te same slogany bez problemu można przełożyć na pro ana i tak naprawdę dużo się od siebie nie różnią :) jak jakiś czas temu pisałaś również o 80/20 to stwierdziłam że to znakomite podejście, na odmawianiu sobie wszystkiego i frustracjach daleko się nie zajedzie, ale żeby to stosować to również sporo czasu musiało u mnie zlecieć ;) pozdrawiam Cie! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. co za wspaniale,odwazne,dojrzale i jakze odmienne od szerzacego się szalu i presji na bycie "fit i perfecto",naprawde ten post dal mi ogromnnie duzo do myslenia,dziekuje :) Ja juz padlam ofiara skrupulatnego obliczania ilosci weglowodanow,wyrzucania sobie nastu gramow w "zalecanej"i świetej bialkowej kolacji,poczucia beznadziejnosci po zjedzeniu raz na miesiac loda czy kawala czekolady.....Ludzie lubia popadac w skrajnosci, bo wtedy maja zludne poczucie kontroli i mamy wrazenie,ze robimy wiecej,wszystko jak trzeba no i efekty przychodza szybciej-zazwyczaj nie zadowala nas mysle,ze ZA ROK bedziemy szczupli,zadowoleni z siebie,chcemy byc szczupli za miesiac,juz,zarz,calkowicie odrzucic wszystko co "złe".Tyle,ze dopiero po czasie odczuwa sie skutki psychiczne i fizyczne tych wyrzeczen,tak jak piszesz....:( Prawdziwy sukces to wlasnie ten umiar :)

    OdpowiedzUsuń
  5. swietny post, uwielbiam twoj blog, sama zainteresowalam sie paleo w zeszlym roku i glownie czytalam blogi i rozne informacje o paleo life style po angielsku wiec bardzo ucieszylam sie ze znalazlam tak profesjonalny blog po polsku, sama zawsze walczylam ze swoje waga od wieku 15lat!!teraz mam 31 i dopiero od niedawna przestalam sie stresowac tym tematem, teraz wrecz nie nawidze liczenia kalorii, kiedys zas snily mi sie po nocach.
    Moj wzrost 158cm a waga byla zawsze powyzej 50kg, od kilku mies. jem paleo,co do mojej aktywnosci to po prostu staram sie robic to co lubie, biegam kilka razy w tygodniu ok 40 min, co daje mi wspaniala energie i yoga od czasu do czasu co jest niesamowicie relaksujace, dodam ze pracuje w szpitalu wiec caly dzien jestem na nogach,biegam ze strzykawkami itp ;-), nie wiem czy moje dieta jest wystarczajaca, sniadanie: banan, awokado wiorki kokosowe garsc, kawa bezkofeinowa z kokos mlekiem, obiad:salatka z rukoli, pomidory, oliwki, jeden dzwonek losos usmazony na oleju kokos.,troche oliwy, rozne pestki(slonecznik,dynia), kolacja puree z kalafiora z odrobina oliwy z oliwek, czosnku do tego kilka parowek bio- organicznych(wieprzowe), w ciagu dnia jako snack banan i dobra garsc orzechow, bardzo docenilabym twoja opinie, serdecznie pozdrawiam, i gratuluje wspanialego bloga, justyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie dałabym szanse białku, bo tego mi brakuje w tym menu najbardziej, zwłaszcza rano. I sporo jesz Omega6, co może, ale nie musi być problematyczne w zależności od innych czynników. Dorzuciłabym więcej surowych warzyw, kiszonki i podroby. Ilościowo cieżko mi się wypowiedzieć, bo nie znam Twoich wymairów ani aktywności, ale z tego co piszesz nie masz problemy z przyswajaniem kalorii i nie boisz się jeść, więc tutaj po prostu pozostaje oszacować to na wyczucie - czy czujesz, że ta ilość Cie zadowala i emocjonalnie i fizycznie. Jak kwestie glodu, energii czy regeneracji nie sa Twoim problemem to bardziej bym sie skupila na jakosci, niz ilosci. Chudniesz? Chcesz schudnąć? ;)

      Usuń
  6. dziekuje za odpowiedz, nie myslalam ze jem zbyt malo bialka..;-),na pewno dodam jajecznice;-),obecnie po swietach chcialam troszke zrzucic ale przy mojej aktywnosci to samo powoli spada,biegam kilaka razy w tyg, yoga, i praca pelegniarki w ciaglym ruchu tez jest sporym wysilkiem,a wiec widze spokojnie moge dodac conieco, tak wydawalo mi sie ze to za malo, gdyz czasami czulam sie ze mam zbyt malo energii, ostatnio eksperymentuje z weglowodanami , potrzebuje ich chyba jednak wiecej,uzywam maki z kasztanow,bardzo smaczne nalesniki, polecam ;-) co do tych omega6..ech uwielbiam orzechy, ale lykam omega3 dobrej jakosci wiec mam nadzieje ze to jakos wprowadze rownowage w moim organizmie, goraco pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny post, naprawdę bardzo mi się podoba. No ale, dla niektórych ćwiczenia są już taką pasją i ogromną częścią życia, dlatego bardzo trudno jest tak po prostu przestać, a motywacja zawsze popycha do przodu. Jednak zgadzam się z tobą, że perfekcjonizm jest chory i prowadzi do chorób. Nie zgodzę się tylko z wyzwaniami, bo ja traktuję je jako takie "smarowanie gwintów" (określenie z "nagiegow wojownika), w którym powtarzany ruch staje się łatwiejszy i lepszy technicznie.

    pozdr:)

    OdpowiedzUsuń
  8. bardzo podoba mi sie haslo 'kochaj swoje cialo, nie walcz z nim':) przez 5 lat bylam wsciekla na moj organizm, ze ja mam ciezki tradzik, a inni nie znaja tego problemu w takiej skali jak ja. bylam zla, ze nie moge miec wymarzonej cery i winilam o to moje cialo, az wreszcie w zeszlym roku przyswoilam sporo wartosciowej wiedzy i doszlo do mnie, ze o moj tradzik moge obwiniac tylko siebie i dzisiejsze czasy. spojrzalam na to z innej strony i zaczelam byc wdzieczna mojemu organizmowi, ze robi wszystko co do niego nalezy, ze dziala tak jak powinien. znalazlam gdzies stwierdzenie, ze tradzik mozna uznac za sygnal organizmu, ze jest jeszcze w miare zdrowy, bo ciagle walczy wyrzucajac te toksyny, kiedy u innych one sa niestety kumulowane. nie wiem ile w tym prawdy, grunt, ze to przemowilo do mnie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny post, ale też trzeba wyznaczać sobie cele do osiągnięcia.

    OdpowiedzUsuń
  10. Chyba cel jest jasny, nie? Jest nim zdrowie.

    OdpowiedzUsuń
  11. wydaje mi się, że masz sporo racji w tym co piszesz, natomiast nie bierzesz pod uwagę, że ludzie jednak w większości potrzebują jakiejś inspiracji i samo "będzie Ci się lepiej żyło" nie zadziała na lenia kanapowego tak, jak super zdjęcie laski i łatwe do zapamiętania hasło. więc, przynajmniej mnie, ruszyć zadek pod wpływem takiego hasła jest łatwiej. pytanie co będzie dalej. czy fitness ma być sposobem na kontrolę w życiu i praktyczny perfekcjonizm, czy jednak chodzi o to, żeby mieć siłę na życie i po prostu polegać na swoich mięśniach. i na pewno najwięcej benefitów daje w życiu konsekwencja i umiar, ale moim zdaniem łatwiej zaczynać zmiany od kopa pozytywnych emocji. zwłaszcza, że dopasowanie odpowiedniego dla swojego organizmu (i trybu życia) odżywiania, i intensywności/rodzaju ćwiczeń, nie jest ani proste, ani szybkie. przynajmniej takie jest moje zdanie. w każdym razie dzisiaj trafiłam na Twój blog i jestem pod wrażeniem - dzięki, że dzielisz się informacjami! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko zdaję sobie sprawy, że potrzebujemy motywacji...ale wciaz uwazam, ze ta nie jest wlasciwa i raczej powinnismy starac sie zmienic nasze podejscie do tematu, bo inaczej wyjdzie ze cwiczymy tylko i wylacznie dla wygladu (wiekszosc tych fitinspiracji daje taki obraz).
      Nie jestem pewna czy zdjęcie (czesto przerobione) z idealna figura nie daje mylnego sygnalu. Ciala pokazywane w tych motywacjach sa efektem lat pracy i wyrzeczen, czesto nie maja nic wspolnego ze zdrowym stylem zycia...i tworza stereotyp tego co jest zdrowe. Nie wiem czy to jest to do czego powinno sie zachecac ludzi...czemu nie zacheca sie ich do zwyklej codziennosci i zdrowego odzywiania. To jest duzo lepszy sposob na ogolnie pojete zdrowie niz fintess.
      Poza tym bardziej chyba martwi mnie to wzajemne nakrecanie sie w blogosferze, bo sprawia ze czlowiek zamiast byc najlepsza mozliwa wersja siebie, zaczyna patrzec na innych i porownywac sie do nich. Co gdzies zawsze na koncu daje frustracje i duzo kompleksow.

      Usuń
  12. Na wstępie muszę przyznać, że uwielbiam Twojego bloga, znalazłam go jakoś końcem grudnia/początkiem stycznia i przeczytałam już sporo postów, mimo iż ciężko idzie mi czytanie na laptopie (mimo że mam 20lat to jakiś taki starodawny ze mnie człowiek, nie potrafię się tak skupić na laptopie jak przy książce).
    Jedyny problem jaki mam to.. hm, im więcej czytam, tym bardziej nie wiem co robić. Sama nie wiem czy się gubię, czy czegoś nie rozumiem, czy też nie potrafię swojego 'przypadku' zaszufladkować. Dlatego postanowiłam, że zajmę Ci chwilę i może po prostu zapytam :)
    Od zawsze mam problem z trądzikiem i z jelitami. Trądzik jak to trądzik, opisywać chyba nie muszę. Co do jelit to głównie wzdęcia, gazy i zaparcia, rzadko biegunka; czasem jeśli wzdęcia są hardkorowe to pojawia się też takie kłucie. Jak już wspominałam mam dopiero 20 lat a mam już za sobą sporo kuracji antybiotykiem, jedną kuracje izotekiem (tretinexem właściwie), i pewnie ze 3 lata na tabletkach antykoncepcyjnych. Do tego kupa lat jedzenia byle czego (w okresie dojrzewania prawdę mówiąc jadłam jak świnia, tona słodyczy, chleba itd.) i byle jak (jak kiedyś przeczytałam że należy przeżuwać każdy kęs 50 razy to oniemiałam, ja gryzę tak około 3 do 5 razy!)
    Po częściowej lekturze Twojego bloga sama nie wiem co robić, od czego zacząć. Ostro- dieta eliminacyjna? Czy spokojniej- na razie tylko bezglutenowa i bez nabiałowa? Może paleo? Jakieś suplementy? A może picie jakichś olei?
    Jeszcze dodam, że od dwóch tygodni staram się być na diecie beznabiałowej i bezglutenowej, przez pierwszy tydzień kiedy szło mi to całkiem całkiem jeśli chodzi o jelita była duża poprawa, teraz kiedy w drugim tygodniu praktycznie każdy mój obiad zawiera gluten albo nabiał od razu problem wraca. Z cerą podobnie. Powiesz może: widzisz poprawę, to kontynuuj. Tylko ja się boję że na dłuższą mete może to być niewystarczająco, dlatego pytam, może lepiej uda Ci się zdiagnozować mój problem i dobrać dietę, i dzięki temu nie będę musiała do tego sama dochodzić latami. Oczywiście nie oczekuje od Ciebie cudów i idealnego dobrania metody walki, ale jednak mimo wszystko uznałam, że warto zaczerpnąć Twojej opinii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czemu wlasciwie nie chce kontynuowac diety bez zboz i nabialu skoro widzisz poprawe? :) To nie jest szybkie rozwiazanie tylko proces, a jesli mozesz po tak szybkim czasie ocenic skutecznosc to chyba najlepsza wskazowka co dalej robic :)
      Dieta i troska o jelita powinny byc zawsze, niezaleznie czy mamy objawy chorobowe...pozniej wypadaloby sie skupic na jakosci jedzenia, czyli odzywieniu organizmu. I nastepnie mozna myslec co dalej, gdy objawy nie ustapia.

      Usuń
  13. uwielbiam tak mądre artykuły które są przygotowane z pasją , na pewno wrócę do tego artykuły aby go bardziej skomentować , wlasnie zaczyna się mecz polska węgry .Jak zawsze z miła chęcią powracam na twojego bloga i jak zawsze Zaapraszam na mojego bloga , gdzie znajdują się efekty mojej diety , walką z dietą i nie tylko :)
    oczywiscie blog między innymi o podróżach , mam nadzieje że wpadniesz na mojego bloga i będziesz mnie wspierać w mojej diecie .http://perfektbin.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. właśnie takich postów szukam,
    nie nachalnego odchudzania się i łączenia tego z totalną przemianą powiązana z liczeniem, ćwiczeniem. ja dopiero zaczynam więc testuję na sobie działanie mojego założenia (ponieważ pierwszy raz odchudzam się). kalorie podane u mnie na blogu, są tylko zbliżone, nie liczę ich z kalkulatorem i nie zamierzam ważyć wszystkiego co jem. ograniczyłem słodycze do maxa, nie mylic do zera. a jak chcę podjeśc coś to biorę jabłko. No i zaczynam przygodę z cukrem ... ale to dopiero od jesieni, kiedy zbiorę swoje pierwsze plony ze stewii. wtedy będę mógł powrócić do słodzenia kawy czy herbaty. powodzenia !!

    OdpowiedzUsuń
  15. Zgadzam się z twoim wpisem... od zawsze takie hasła wywoływały we mnie nieprzyjemne uczucie, co to za traktowanie swojego ciała jak jakąś rzecz albo wręcz wroga. Najbardziej mnie zawsze bawiło hasło "rzeźbić ciało". Jak dla mnie brzmi to okropnie, ciało to nie klocek drewna i nie na wszystko mamy wpływ. Trzeba się pogodzić z tym, że pewnych rzeczy się nie zmieni. Podniecanie się rzekomą kontrolą nad wszystkim jest chore.

    OdpowiedzUsuń
  16. Podziwiam za zdrowe podejście :) Zazdroszczę prawdę mówiąc. W mojej głowie ciągle gdzieś jest utarte, że trzeba bardzo od siebie wymagać. Choć na początku, trzeba powalczyć. Jednak w moim przypadku - po latach odchudzania, widzę, że mam złe podejście do siebie...złe podejście do diety, bo po 1-2 tracę zapał. A teraz to po 2 tygodniach. Chyba jestem przemęczona walką o lepsze ciało. A przy kilkumiesięcznym ogromnym stresie pracą (to ja co pisałam o 5htp)przytyłam, choć prawie nie jadłam. Nie mam siły, na walkę, ale boję się, że przez stres zaprzepaszczę te 25 kg co zrzuciłam :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wlasnie czesto tak jest, ze zmieniajac relacje z jedzeniem zapominamy, ze nalezy zmienic tez relacje ze swoim cialem. Zajelabym sie stresem i na tym skupila, bo bez tego nawet najbardziej idealna dieta nie pomoze. Dieta nie musi byc idealna i aby sie nia nie stresowac warto wyznaczyc sobie jakies granice, regula 80/20 czy tym podobne zawsze daja spore pole do modyfikacji i indywidualnych preferncji w zakresie wyborow zywnosciowych plus pozwalaja na pewna doze swobody i unikniecie totalnej restrykcji.

      Usuń
  17. Dobry wpis :) Mam podobne zdanie jak Ty, jednak z tego co widzę, uprawiam więcej sportu. Mam nadzieję, że jeszcze to nie jest dla mnie uzależnienie, bo jak mi się nie chce lub nie mam ochoty to po prostu nie ćwiczę.

    Wydaje mi się, że tego, czego brakuje u Ciebie (i u mnie pewnie też) to jest namacalne pokazanie, że od czasu do czasu łamiesz te zasady. Ja przyjmuję, że typowy Polak i tak przeczyta to co napisałam i dostosuje to do siebie, ale i do mnie czasami dobiega fala osób, które obsesyjnie chcą przestrzegać np. posiłków okołotreningowych (które przy amatorach jak my nie mają takiego znaczenia). Wczoraj wzbudziłam szok na moim facebooku jak napisałam, że w jeden dzień zjadłam cały słoik masła orzechowego. Ani to zdrowe ani smaczne, ale miałam ochotę to zjadłam i starczy mi na jakiś czas. Proste.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A myslałam, ze tylko ja potrafię zjeść cały słoj masła orzechowego :D Kiedyś z arachidowych jak jadłam strączki, a teraz bez porblemu mogłabym pochłonąć migdałowe czy z nerkowca.

      Ja mam wrażenie, że niektórzy musze się uczyć na własnych błedach...i co by im nie pokazac czy tlumaczyc nie przyjma. Ja chyba tez taka bylam. Ponad godzine dziennie treningow, tabelki z jedzeniem, wazenie, mierzenie siebie/jedzenia...no coz...glupie poczucie kontroli, ktore na koncu dawalo tylko frustracje.
      Co do cwiczen i ogolnie aktywnosci to ja jestem totalnie zlym przykladem, bo mi sie nigdy nie chce i przewaznie sie zmuszam :) Takie mam pragmatyczne podejscie...jestem urodzonym leniem i musze sie ciagle walczyc ze swoja natura :) Ale co do lamania zasad to od jakiegos czasu inaczej to postrzegam, nie ma u mnie elementow lamania...czy to grzechy jedzeniowe czy lenistwo to po prostu czesc mojego stylu zycia :) Ot aby byla rownowaga.

      Usuń
    2. Co tam dla mnie słoik masła orzechowego, migdałowego czy nerkowca :D Albo dwie gorzkie czekolady. ;)

      Ja jestem ogólnie przeciwnikiem zmuszania się do aktywności, jeśli nic w niej nie widzimy tylko katorgę w drodzę do swoich fitspiracji czy jak tam zwał. Nie wiem czy ktoś to kiedykolwiek zbadał, ale uważam, że zmuszanie się do czegokolwiek jeśli nie widzimy w tym celu, nie ma najmniejszego sensu, bo wychodzi jeszcze gorzej i tylko się zniechęcamy. Można się zmusić do uczenia jeśli chce się zdać egzamin, jednak jeśli nie lubimy naszych studiów i i tak nie chcemy pracować w tym obszarze, to ta wiedza ani zmuszanie do niczego nam się nie przyda, a tylko zniechęci do nauki. Tak samo postrzegam treningi :)

      Usuń
    3. Cel to zawsze jest :) Ja z kolei widze i czuje, ze korzysci z treningow i ogolnie aktywnosci sa tak namacalne i oplacalne, ze te 5 min walki z soba rano pt 'jak mi sie nie chce' nie ma w ogole znaczenia w bilansie.
      Gorzej gdy ktos podczas cwiczen nienawidzi kazdej minuty i tylko czeka na koniec, z pewnoscia jest to destrukcyjne.

      Usuń
  18. Dziękuję Ci za ten wpis.Jest jedną z najmądrzejszych wypowiedzi,jaką udało mi się znależć na tego rodzaju blogach.Już wiem,że będę tu często zaglądać,mimo Twojej afirmacji mięsa,którego ja ze względu na moje przekonania na pewno nie tknę nigdy:)

    OdpowiedzUsuń