Dlaczego PALEO?

Masz dość wiecznych nieskutecznych diet? A może wciąż czujesz głód i nie potrafisz przestać myśleć o jedzeniu? Marzysz o tym aby jeść do syta i nie liczyć kalorii? Chcesz zrzucić tkankę tłuszczową, mieć więcej energii, lepsze samopoczucie? Cierpisz na otyłość, choroby autoimmunologiczne, cukrzycę, choroby serca, alergie, trądzik, depresję lub kiepski nastrój, problemy trawienne, PCO, zaburzenia hormonalne, brak energii? Jeżeli tak, jesteś w odpowiednim miejscu!

O paleo, medycynie naturalnej i odchudzaniu w oparciu o badania, fakty, doświadczenie. Analiza powszechnych przekonań dotyczących diety, odchudzania i zdrowia oraz holistyczne podejście do człowieka na podstawie konkretnych argumentów.

Szukaj

Loading

06.02.2013

Edukacja czyli frustracja

Od kilkunastu dni każdą wolną chwile poświęcam na przeszukiwanie Internetu. I pierwszy raz od miesięcy nie były to poszukiwania badań, prac naukowych czy artykułów odnośnie odżywiania i zdrowia. Moim celem była.........edukacja.



Doszłam do takiego momentu, że muszę zdecydować co robić dalej. Ten blog oczywiście też się przyczynił do tego :) Od kilku lat bardziej interesuje mnie odżywianie niż moja praca zawodowa. Od co najmniej dwóch poświęcam cały wolny czas na dokształcanie się w tym temacie, a od prawie roku istnieje ten blog. To kupa czasu, energii, myślenia, nieprzespanych nocy i zawalonych dni w pracy. No i niestety moja praca zawodowa wymaga również bycia non stop na bieżąco, co jak łatwo się domyślić, nie jest realne...

Dlatego postanowiłam, mimo wszystko iść na przód i realizować się w tym co uwielbiam robić najbardziej i co mnie tak naprawdę fascynuje. Co zaskakujące nigdy nie sądziłam, że będę jedną z tych osób, które chcą aby ich pasja była ich pracą. Do tej pory praca była dla mnie koniecznością, mniej lub bardziej przyjemną, ale podchodziłam do niej raczej bez emocji. Ot 8h w biurze, które trzeba odsiedzieć, coś porobić i tyle. Co prawda mój zawód należy do wymagających i jest typowym technicznym zajęciem, gdzie i wiedza i doświadczenie mają znaczenie...ale nigdy nie patrzyłam na niego jako coś co uwielbiam i chcę robić do końca życia. Myślę, że na początku naprawdę lubiłam co robię i wciąż mam takie momenty...no ale odżywianie lubię bardziej. Chociaż lubię to mało powiedziane.

No i tu pojawiła się kwestia co dalej. Mogłabym otworzyć własną praktykę w obrębie jakiejś mało precyzyjnej działalności np. trener żywienia. Mogłabym też zostać dietetykiem. I tu pojawia się dylemat.  Otóż wg Ministerstwa Zdrowia:

Dietetykiem jest:
1)     osoba, która ukończyła policealną szkołę średnią i uzyskała dyplom dietetyka;
2)     osoba, która ukończyła szkołę wyższą na kierunku lub w specjalności dietetyka realizującą w programie nauczania co najmniej treści kształcenia oraz liczbę godzin objęte podstawą programową kształcenia w zawodzie dietetyk i uzyskała tytuł licencjata lub magistra

W praktyce wystarczy mniej np. kurs trwający 48 godzin, który zakończony jest egzaminem. Na wielu stronach ośrodków oferujących takie kursy możemy przeczytać:

Pozytywny wynik egzaminu skutkuje otrzymaniem zaświadczenia potwierdzającego posiadanie kwalifikacji zawodowych w obrębie zawodu dietetyk. Podstawa prawna wydania wymienionego zaświadczenia: § 8 ust. 1 rozporządzenia Ministra Edukacji i Nauki, z dnia 3 lutego 2006 roku, w sprawie uzyskiwania i uzupełniania przez osoby dorosłe wiedzy ogólnej, umiejętności i kwalifikacji zawodowych w formach pozaszkolnych. Wzór zaświadczenia określa załącznik nr 2 do rozporządzenia.

Nie znam się na prawie...ale wiem, że w praktyce takie rozwiązanie działa. A egzamin....to o nim wiemy (przykładowy z jakiegoś ośrodka):

Część teoretyczna obejmuje test pisemny, sprawdzający poziom opanowania wiedzy z zakresu zagadnień poruszanych na szkoleniu podstawowym i zaawansowanym.  
Część praktyczna obejmuje samodzielne!:
  •     obliczenie kaloryczności, zawartości białka, tłuszczu i węglowodanów
  •     opracowania zaleceń żywieniowych, które powinny być uwzględnione przy układaniu diety dla konkretnej osoby
Hmmm nie przekonuje mnie ani ten egzamin, ani te kursy. Oczywiście nie mówię tutaj o samych metodach nauczania w Polsce. Nie bardzo widzę siebie uczącej się o zbożowej podstawie piramidy zdrowia :) I nie ma znaczenia czy jest to kurs czy wyższa uczelnia. Dlatego nawet dla tytułu nie mogę iść w tą stronę. Moje wewnętrzne JA byłoby nieszczęśliwe i nigdy nie uważałam, że cel uświęca środki. 

Dlatego początkowo jedynym moim celem były studia w USA. Wybrałam kilka uczelni i zaczęłam drążyć. Nie miałam żadnego problemu ze znalezieniem programów zorientowanych na holistyczne, naturalne czy nawet paleo podejście do tematu. Ostatecznie wybrałam program Master of Science in Holistic Nutrition wykładany na Hawthorn University. jest to bardzo prestiżowa uczelnia, po której absolwent uzyskuje tytuł naukowy. Zajęcia są prowadzone na odległość, ale wymagają obecności na sesjach on-line, są tez egzaminy ustne itd. Sam program jest wymagający i trwa minimum 3 lata, co daje ok. 600 godzin zajęć. Jest to program kliniczny. Tak naprawdę w USA można znaleźć sporo różnych propozycji w zakresie holistycznej edukacji, ale większość programów, po których uzyskuje się odpowiedni tytuł lub dyplom nie jest łatwa. Zwłaszcza gdy angielski nie jest naszym pierwszym językiem. Proces rekrutacji do Hawthorn również nie należy do przyjemnych...należy mieć wyższe wykształcenie (polskie), certyfikat językowy, listy motywacyjne, zrobić oficjalne transkrypty dyplomów i zainwestować ok. 17 tyś PLN. Boli. Niemniej jednak byłam na to gotowa...jedyną rzecz jaką musiałam wiedzieć to co będzie z tym ichniejszym dyplomem w Polsce.

I teraz następuje część pt. frustracja.....po tygodniu dzwonienia do Ministerstwa (Zdrowia, Edukacji), Kuratorium, znów Ministerstwa...i odsyłaniu pod coraz to inne numery w końcu udało mi się dowiedzieć, że konieczna jest nostryfikacja dyplomu i może on zostać w ogóle nie uznany gdy nie spełni programu obowiązującego w Polsce. Oczywiście nikt z góry nie wie jaka będzie odpowiedź. I oczywiście, że nie spełni bo jak program kliniczny z ogromną podstawą w postaci anatomii, biochemii czy naturopatii ma być tożsamy z naszym programem...i najwięcej na co można liczyć to i tak tytuł dietetyka. To samo co po 48 kursu? eh.....

Tak się skończył mój amerykański sen :) Następnie padło na Europę, bo przy okazji pogaduch z Ministerstwami dowiedziałam się, że w obrębie UE na podstawie różnych aktów prawnych zwyczajowo kwalifikacje są respektowane. I tutaj już nie ma żadnej zmiany akcji...są :) Mniej lub bardziej oczywiście. Jest kilka świetnych szkól w Anglii niestety sporo z nich nie przyjmuje zagranicznych studentów lub są to studia wyłącznie stacjonarne. Nie szykowałam się na angielskie uczelnie, bardziej interesowały mnie certyfikaty i dyplomy, które dawały tytuł, zawód oraz kwalifikacje. Raczej nie mamy porównania co do jakości takich kwalifikacji, bo nasz system działa inaczej. A tam takie dyplomy są respektowane i szeroko rozpoznawane przez różne instytucje. W moim przypadku podlegają akredytacji instytucji zdrowotnych, co daje możliwość bezproblemowego prowadzenia praktyki i to takiej objętej ubezpieczeniem.

Programy są bardzo zróżnicowane. I tu miałam dylemat....znalazłam kilka tańszych, ale mało zaawansowanych, których ukończenie/zdanie egzaminu dawało kwalifikacje i tytuł (przeważnie terapeuty lub naturopaty) oraz kilka o wyższym poziomie edukacji i wyższej cenie. Postanowiłam wybrać to co moim zdaniem najlepsze...więc padło na trudniejszy program. Mam zamiar studiować Nutritional Medicine w Plaskett College, który jest częścią The University of West London. Program trwa do 4 lat i jest programem klinicznym, po którym zostanę Practitioner of Nutritional Medicine (Dip. Nut. Med.) i będę mogła legalnie prowadzić praktykę. Ponadto program jest rozpoznawany przez  FNTP  (Federation of Nutrition Practitioners) oraz  BANT (British Association for Applied Nutrition and Nutritional Therapy) i kilka innych. W realiach polskich zawód jest dosłownie tłumaczony co daje po prostu naturopatę lub praktykanta medycyny żywienia (?).

Jedyne co mi zostaje to zorganizować budżet i zaczynać. Wciąż się zastanawiam czy to dobry pomysł, bo praktycznie jest to wielka rewolucja w moim życiu...tona obaw i wątpliwości. Nie będę o nich pisać, bo pewnie domyślacie się jakie mam dylematy...cóż mam o czym myśleć ostatnio, stąd też mało postów :(

A najgorsze, że tyle bym chciała napisać i przekazać...a nie jestem w stanie. Z powodu braku czasu często (10h zajmuje sama praca z dojazdami) i posty i moje odpowiedzi są bardzo ograniczone i nie jestem w stanie napisać wszystkiego co wiem, a na maile odpowiadam czasem z dużym opóźnieniem...to mnie motywuje żeby jednak coś zmienić...

Czy ktoś z Was zmienił coś drastycznie podejmując ryzyko? Studia/kraj/męża....cokolwiek? :)


                            
                                       

44 komentarze:

  1. pozostaje mi tylko trzymać kciuki, żeby wszystko poszło po myśli, zeby znalazły się fundusze bo taka wiedza jaką Ty masz nie powinna się zmarnować :) całym sercem dopinguję!

    OdpowiedzUsuń
  2. MS, a ja trzymam za Ciebie kciuki ;)
    Przecież widać, że to uwielbiasz i że Ciebie to kręci. A wątpliwości są zawsze, nawet przy mniejszych zmianach. Jak masz szansę pójść w tym kierunku to dlaczego nie spróbować ?

    OdpowiedzUsuń
  3. ja też trzymam kciuki:) może będzie chociaż jedna właściwa osoba na właściwym miejscu:)

    OdpowiedzUsuń
  4. moim zdaniem warto zaryzykować, każdy oddany czytelnik Twojego bloga Ci to powie, jesteś w tym wspinała więc rób co kochasz a będziesz szczęśliwa!!!:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzymam kciuki! Nadajesz się do tego jak nikt inny! :D
    Łap okazję, rzucaj pracę! ;DD

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też o tym myślę tyle, że bardziej interesuje mnie fitness :) To takie okropne strach przed zrobieniem tego kroku w nieznane :/

    OdpowiedzUsuń
  7. jesli to to co lubisz to daz do tego. zlap byka za rogi:) i to jak najszybciej-poki jestes mloda i masz checi

    OdpowiedzUsuń
  8. Zawód zmieniałam radykalnie 3 razy i myślę o 4. Mąż ciągle ten sam ;) Przeprowadzka 7 razy na spore odległości i mam nadzieję, że to nie koniec. Lepiej zrobić i żałować - niż żałować, że się nie zrobiło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na taki wpis czekalam :) Musze....naprawde musze zapytac, bo ciekawosc mnie dopadla: powiesz jakie to zawody?
      Mnie powsytrzymuje chyba najbardziej kwestia finansowa, mam prace ktora daje mi utrzymanie na rozsadnym poziomie i nagle inwestuje co mam (i czego nie mam, bo koszty nauki wymagaja sporo nakladow) i kto wie co bedzie poznie...a do zawodu ciezko byloby wrocic...a przeciez zyc trzeba, rachunki splacac, kredyty itd. Jejku wlasnie sobie uswadomilam, ze pieniadze daja mi poczucie bezpieczenstwa....okropne :(

      Usuń
    2. Zaczynałam jako dziennikarz w lokalnej gazecie (takie mam wykształcenie), kiedy lokalne tytuły pozamykali otworzyłam księgarnię, w międzyczasie skończyłam podyplomówkę z nieruchomości - ale nim ją skończyłam przyszedł kryzys na rynku, zamknęłam księgarnię i od 2 lat zajmuję się logistyką transportu (własna firma). Finansowo na + ale chcę wrócić do pisania.

      Usuń
    3. Bedziesz moja inspiracja :) Uwielbiam przedsiebiorcze kobiety...co do pisania to dla mnie to niestety ciezkie medium komunikacyjne (mimo bloga)...;)

      Usuń
  9. nie wyobrażasz sobie nawet, jak bardzo trzymam kciuki! ;) pomogłaś mi wiele razy, podobnie jak innym czytelnikom bloga czy wizażowego forum - a wszystko to robisz z pasją, zaangażowaniem, bezinteresownością i w niezwykle merytoryczny, wyważony sposób. nie ma lepszej kandydatki na którekolwiek z wymienionych przez Ciebie kursów/studiów :) powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  10. będziesz musiała wyemigrować do UK, czy można to robić online?
    moim zdaniem ryzykować jest zawsze warto, bo potem często się żałuje, że się czegoś nie zrobiło, gdyby nie moje zjd i nadwaga to już dawno by mnie w PL nie było, a tak to tkwię w martwym punkcie, przez chorobę, która utrudnia mi życie, a co dopiero mówić o jakiś większych planach, zmianach, co jak wiadomo wiąże się zawsze z nerwami i stresem
    życzę powodzenia, bo widać, że to jest co kochasz, mam nadzieję, że jak już będziesz miała dyplom i otworzysz swój gabinet to przyjdę do Ciebie i może wtedy wyzdrowieję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może się poznamy w poczekalni bo ja tez się wtedy pewnie wybiorę :) :) :)

      Usuń
  11. To by było naprawdę świetne.
    Kochana... skoro byłabyś już gotowa wydać 17 tyś złotych na naukę w USA, co dla mnie jest kwotą ASTRONOMICZNĄ, to ja mam wrażenie, że Ty już WIESZ czego chcesz i szukasz jedyne kogoś kto Ci powie "tak to dobry pomysł" i utwierdzi Cię w Twojej decyzji :)
    Więc - TAK! To jest BARDZO DOBRY POMYSŁ! TO FANTASTYCZNY WRĘCZ POMYSŁ! Wreszcie będzie robić to co lubisz! I mam nadzieję, że po skończeniu studiów przewrócisz na głowie cały system żywienia w Polsce. GO GIRL! GO!!!!! :D

    OdpowiedzUsuń
  12. hej podzielam opinie you go girl!,jestes na fantastycznej drodze do wprowadzenia rewolucyjnych zmian w calej polskiej historii dietetyki,i dodatkowo lubisz to co robisz..wymarzony cel, mysle ze wielu chcialoby byc na twoim miejscu,twoja pasja i wiedza w polaczeniu z wyksztalceniem moga pomoc na wieksza skale wielu wielu ludziom w przyszlosci, a takze mam nadzieje dac ci komfort materialny o ktory oczywiscie kazdy z nas sie martwi awiec zrozumiale twoje obawy, powinnas sprobowac, moja mala obawa jest tylko taka (czysto egoistyczna) ze nie bedzie juz tak czesto twoich postow ;-),powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  13. hej. czytałam Twój wpis ... z zapartym tchem, a wiesz dlaczego? ponieważ ja jestem na emigracji, mam pracę, która daje całkiem rozsądne pieniądze ale to mi nie wystarcza. szukam czegoś, co byłoby radością mojego zycia, połączenie pasji i pracy. gdybym miała wykonywac cos za co mi nie płacą ale z powodu takiego, że to kocham to byłoby to rozkminianie o odzywianiu. [jedna z mozliwych opcji] ... 4 lata temu już nawet robiłam na miejscu wywiad środowiskowy gdzie mogłabym studiowac dietetykę własnie i z czym to się wiąże. zamówiłam bezpłatne formularze i .... przeszło mi .... z tego względu, że uzgodnilismy z moim partnerem, że niedługo na pewno wrócimy do Polski i tam będę mogła studiować to samo jeśli mi nie przejdzie ochota i to w systemie zaocznym, a tutaj miałabym dzienne. zrezygnowałam więc, ale okazuje się, że nasz pobyt tutaj niemiłosiernie sie przedłuża i dlatego co jakis czas odbija mi sie ta myśl o studiach niczym zgaga albo niespodziewana czkawka i 2 lata temu ponowiłam próbę zainteresowania się tymi studiami, jednak po ponownym przemysleniu z czym wiązałoby sie rozpoczęcie dietetyki zrezygnowałam powtórnie. od kilku dni temat do mnie wrócił niczym bumerang i juz wiem, że tutaj gdzie jestem zarobiłam w tym zawodzie o wiele lepsza kasę niz w Polsce, co miesiąc przeglądam oferty pracy dla dietetyków i tzw. coauchów zdrowia, bo takich ludzi zorientowanych na zdrowy styl zycia tez poszukują i wije się z bólu i ze strachu, że ja nie mogę podjąc ostatecznej decyzji, ponieważ rozpoczęcie tutaj takich studiwó byłoby dla mnie WYZWANIEM ŻYCIA!!!! nawet uknułam taki plan, że odwiedzę tutaj jakiegos dietetyka jako klientka i przekonam się w zywe oczy na czym polega jego praca i ile zapłacę. jesli chodzi o zainwestowanie swojego wolnego czasu na naukę i dodatkowo KWESTIA finansów - działa to na mnie demotywująco, ponieważ wiem, że jakbym się zdecydowała musiałabym z wielu rzeczy zrezygnować, a nie wiem czy jestem na to gotowa, dlatego własnie uprawiam prokrastynację czyli odkładam w czasie podjecie jakiejś konkretnej decyzji...

    OdpowiedzUsuń
  14. ... ciągle tylko wyobrażam sobie swoje wymarzone zycie i siebie w roli spełnionej kobiety, ale ta wizja choc kusząca stanowi dla mnie wielkie ryzyko, dosłownie na samą myśl, że musiałabym zadecydowac dostaję skurczów żołądka i serce mi szybciej ze stresu bije. z jednej strony bardzo chcę, tak bardzo, że aż czasem nie spię po nocach i układam misterne plany a z drugiej strony odpuszczam sobie i mówię, że to nie dla mnie, że jestem za stara, za głupia i że musiałabym niexle spiąc poslady, żeby to wszystko w obcym języku ogarnąć :( cięzko jest mi zrezygnowac z tego nielubianego ale poniekąd wygodnego życia jakie teraz prowadzę, więc rozumiem Twoje watpliwości i to, że pieniądze z obecnej pracy [choc nie wymarzonej] to jednak dają Ci poczucie bezpieczeństwa, ale jak sie przyjrzec blizej temu to od razu da sie zauważyć, że przystawiamy drabine nie do tej sciany o którą nam chodzi, nie mamy tego błysku w oku i uczucia, że robimy cos, co po prostu uwielbiamy i nawet jakby nikt nam nie płacił to bysmy to robiły ... więc połaczenie pasji z zawodem jest marzeniem wielkim. ale podjęcie decyzji wymaga prawdziwej odwagi, wyjscia z bezpeicznej strefy komfortu i skazanie sie na nowe, nieznane, a to zawsze wywołuje panikę i strach ... pytanie tylko co Ty jestes w stanie zrobic z tymi uczuciami??? mnie one paralizuja i szukam wtedy argumentów, które pozwalaja mi odsunąć te moje mzonki w ciemną przepaść ... mam jeszcze kilka innych scenariuszy i nie muszę zostawać dietetykiem, choc na pewno byłoby to super wyzwaniem. cóż, ja z pewnością się nie zdecyduję teraz i tutaj gdzie jestem, ale zawsze obczajam te rejony, poniewaz byc może jakis szalony marzyciel wewnatrz mnie jednak zwycięzy???? pokusa, żeby zrezygnowac z tak smiałych planów jest ogromna, nie dziwię Ci się, ze bijesz się z myslami. cokolwiek postanowisz na pewno będzie to decyzja podjeta po głębokim namyśle. przetrzymaj napór swoich uczuc, poczuj ból niepewnosci i strach, byc może to one zmuszą Cie do tego, że jednak rzuciasz sie w głęboka wodę i postanowisz pójśc na całość. bardzo bym tego chciała, poniewaz mogłabym Ci dopingować po cichaczu i byc może zmobilizowałoby mnie to do tego, żeby stawiać sobie wyżej poprzeczkę ... ???? najbardziej przeraża mnie ogrom nowej wiedzy i to, że wtedy nie miałabym zadnych wymówek, poniewaz jakbym sie w to zanurzył to dałabym z siebie wszystko 1001%. poza tym mogłabym w pracy bardzo, ale to bardzo ich poprosić o mozliwośc przeniesienia na zmianę weekendową,która pracuje tylko w soboty i niedziele [ale po 12 godzin] dlatego cały tydzien maja wolne i wtedy własnie miałabym czas na studia ... ale jak sobie to wyobrazę, to widze tylko siebie przytłoczona stosami książek, zero sportu, zero przyjemności z Kochanym, nic, tylko nauka i mój cel. to bardzo kusząca wizja ale równiez przytłaczająca. co pozstanowisz, daj znać. ja oczywiscie zaraz po napisaniu tego komentarza raz jeszcze przejrze oferty tutajeszych uczelni... ostatnio cos zbyt intensywnie jednak mysle, żeby zostac tutaj dłużej anizeli planowalismy ... i stąd te powracajace pomysły o studiowaniu ... jednak dla mnie to nie jest taka prosta decyzja jak inni to widzą z boku. jest duzo rzeczy przemawiajacych za ale równiez wiele przeciw ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ejku Berry opisalas dokladnie moje watpliwosci i ugryzlas je z roznych stron, nawet powiem szczerze, ze niektore dopiero zaczelam miec po Twoim komentarzu, bo wczesniej nawet nie zdawalam sobie z nich sprawy. Zgadzam sie z wszystkim co napisalas :)
      Tak naprawde nie mecze sie jeszcze az tak dlugo w pracy, bo pomysl ze moglabym zajmowac sie czyms innym zawodowo dojrzewal wraz z tym jak moja wiedza rosla. To bardzo spokojnie przebiegajacy proces, ale w ostatnich dniach nabral predkosci...
      Mam sporo watpliwosci i tak jak napisalas: czas, zwiazek, praca, pieniadze, co bedzie dalej...no i sam fakt, ze jest to spore ryzyko. Ja dodatkowo nie lubie zmian w zyciu i mam tendencje do rozwazania kazdej decyzji do bolu.
      Nauki boje sie najmniej, bo i tak non stop to robie :) Boje sie dzialania na wlasny rachunek i tego, ze czasowo nie wyrobie, bo do pracy musze przeciez chodzic - najbardziej tych dwoch kwestii. No i oczywiscie finanse...
      Jakby nie patrzyc to jest decyzja warunkujaca ok. 3 lata zycia...a ja tez gdzies w glowie mam mysli, ze czas zakladac rodzine, a nie wywalac zycie do gory nogami :)

      Berry a ja Cie widze w odzywianiu sportowym, to jest tematyka na ktora czesto trafialam ogladajac rozne programy edukacji...i mam wrazenie, ze to mogloby byc to :)

      Usuń
  15. Dziękuje wszystkim i każdemu z osobna za miłe słowa :)
    Nie bez powodu napisałam 'publicznie' o tych planach...wiadomo, ze jak mamy jakis cel, który chcemy zrealizować to mowienie o tym innym zmniejsza szanse, że sie wycofamy...i wymusza na nas odpowiedzialnosc i jakis taki obowiazek dotrzymania slowa :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja jestem studentką więc może to nie aż taka wielka zmiana ale dla mnie była ogromna, zastanawiałam się dłuuugo (pierwsze myśli i realizacja to okres prawie pół roku).
    Studiowałam w Krakowie dwa lata, studia rzuciłam (wręcz uciekłam) zaczęłam kolejne w Warszawie, nie żałuję cieszę się bardzo z tej decyzji:)

    OdpowiedzUsuń
  17. może po prostu studia w Polsce, ale nie jakiś denny kurs, ale prawdziwa dietetyka. Ogólnie w sejmie jest ustawa o zawodach medycznych i miejmy nadzieję, że już niedługo będzie rozwiązana kwestia tego kto może być dietetykiem (w znaczeniu tylko po studiach wyższych na kierunku dietetyka). Co do samych studiów, owszem poznasz różne teorie żywienia, ale to nie znaczy że masz rezygnować ze swoich. Wśród osób związanych z uczelnianym światem nauki są w końcu takie, które wyznają podobne teorie to Twoich np http://getprimal.pl/?page_id=4

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurs? Hmmm no widac, ze malo wiesz a propos edukacji holistycznej i tego, ktora uczelnia jest wartosciowa.
      Nie wydaje mi sie abym chciala sie uczyc o piramidzie zdrowego zywienia jako wlasciwym sposobie odzywiania :) I pozniej bede ludziom wmawiac, ze zboza sa dobre, tluszczy zly tak? Moze powinnam szukac po wszystkich uczleniach w Polsce czy moze na jakiejs jest 1-2h zajac tygodniowo gdzie ktos ma pojecie na temat paleo? Orientowalam sie dokladanie jak wyglada program na dietetyce, nawet rozmawialam pare razy z Panem z Twojego linku...(moze to Ty)...i coz jak mam sie edukowac to w sposob zgodny z moimi przekonaniami i sumieniem. Na szczecie UE pozwala mi po skonczeniu mojej uczelni pracowac w zawodzie i to lacznie z ubezpieczniem.
      I nie chce byc dietetykiem tak przy okazji :)

      Usuń
    2. Denny, nie dotyczyło edukacji holistycznej, a kursów żywieniowych w Polsce, bo chyba mnie nie zrozumiałaś. i nie jestem osobą z linku, ale to przez tą stronę zainteresowałam się paleo i przypomniałam o Twoim blogu. Ewidentnie masz wiedzę i pasję, ale przeciętny Nowak nie traktuje poważnie specjalistów holistycznych, za to niedouczonego dietetyka z dyplomem już bardziej. Może jakby było więcej specjalistów z taką wiedzą jak Twoja, zmieniło by się podejście do pewnych spraw. Ale skoro nie chcesz być dietetykiem to temat zamknięty. Wszak życzę powodzenia w zdobywaniu wiedzy bo szkoda zmarnować taką pasją. W sumie nawet jak nie zdecydujesz się na edukację za granicą, to fajnie, że dzielisz się swoją wiedzą z innymi poprzez bloga.

      Usuń
    3. Tak w ogóle to przepraszam, że się nie podpisałam. Niegrzecznie z mojej strony
      Agnieszka

      Usuń
    4. Zdecydowanie chcialabym uczyc sie w Polsce. Byloby latwiej, taniej i generalnie bez stresu. Nim podjelam decyzje dlugo zbieralam infromacje. I niestety nie czuje abym miala inne wyjcie. Zadna przyjemnosc wydawac tyle pieniedzy, uczyc sie w obcym jezyku medycyny i generalnie poslugiwac sie nim w bardzo specjalistycznej dziedzinie jesli mozna to by bylo zrobic latwiej :)
      Ale ja potrzebuje programu klinicznego nastawionego ma terpaie naturalne. Nie chce byc kolejna osoba w Polsce bioraca 100 zl za wizyte i liczaca zapotrzebowanie kalorii i kazaca jesc wase. Chce aby moja praca nie byla nastawiona na odchudzanie ale na zdrowie w roznych aspektach tego slowa. Tu tez wchodzi w gre kilka innych narzedzi niz sama dieta.
      Ale masz racje co napisalas z Nowakiem, tylko wierze ze to sie zmieni...w Europie sie zmienia mocno, juz Anglia, Niemcy i Holandia (chyba tez Francja) lecza nauturalnie na ubezpieczenie. Mysle, ze to tez kwestia czasu nim my sie przekonamy, ze klasyczne podejscie lekarzy choroba->lek przewaznie nie jest optymalne. I jak o tym mysle sama to nie widze w tym nic niepokojacego, ale juz jak slysze od kogos innego o terpii naturalnej, to mimo wszystko kojarzy sie to z takim znachorstwem :D
      Aga fajnie, ze napisalas...to dla mnie wazne zeby tez slyszec glosy czy argumenty osob, ktore nie sa stricte za moim podejsciem czy ogolnie za takim podejsciem :) Dzieki :)

      Usuń
    5. fajnie byłoby gdyby medycyna holistyczna się rozwinęła, ale wg mnie zawsze będzie mieć marginalne znaczenie, bo koncerny farmaceutyczne nie zgodzą się na odbieranie im źródeł utrzymania. Prawda jest taka że najlepszym lekiem jest żywność. Pytanie czy lekarze w końcu to zauważą i zamiast przepisywać kolejne antybiotyki, zaczną leczyć dietą i naturalnymi sposobami. Nie studiuję dietetyki, ale pokrewną dziedzinę i mam do czynienia również ze studentami dietetyki. I wiesz strasznie podoba mi się, że jest coraz więcej ludzi, który próbują myśleć i szukają własnej drogi. Coraz częściej można spotkać wśród studentów (ale też wśród wykładowców) wegetarian, wegan, osoby zainteresowane dietą sportową czy nawet paleo. Szkoda tylko, że i tak jest ich za mało i pewnie ponad 50% absolwentów i tak będzie przepisywać pacjentom dietę 1000kcal.
      A Ciebie to ja widziałabym jako profesora, a nie zwykłego dietetyka. Ale w sumie może lepsze będzie nauka za granicą, bo jeszcze byś zmarnowała swój talent ucząc się w Polsce, jak by Ci nawbijali jakiś frazesów do głowy ;)
      Aga

      Usuń
    6. Ja sie nie dziwie ani lekarzon ani dietetykom tak naprawde. Nawet znam historie, co prawda nie z Polski, o ludziach ktorzy mieli podobne przekonania do moich, szli na medycyne i po kilku latach prania mozgu naprawde wierzyli, ze na chorobe jest lek, a dieta nie ma znaczenia. I troche tego sie balam...bo nie wiem multum rzeczy, nie interesuje mnie sporo kwestii jak np. choroby serca czy kosci, i musialabym zaufac ze ktos mi to wiedze przekazuje i jest ona prawdziwa lub non stop weryfikowac ja samodzielnie.
      Aga ja tak ostatnio nawet zauwazylam, ze ten blog zaczynal w tematyce odchudzajacej, a teraz bardziej odnosi sie do zdrowia - chyba ja tak dojrzewalam i dlatego tez zdecydowalam sie isc w strone naturopatii. Co wyjdzie to zobaczymy. Tez jestem ciekawa, bo chcialabym miec wybor idac do lekarza i moc leczyc sie np. witaminami czy aminokwasami. Moze w perspektywie 10-20 lat jest na to szansa?
      A zdradzisz co studiujesz? :)

      Usuń
    7. Fajnie, że zaczynasz skupiać się na zdrowiu. Tym bardziej, że rzeczowo i rzetelnie piszesz o problemach, o których ludzie nie mają pojęcia. Studiuję technologię żywności, tą mniej techniczną, a bardziej konsumpcyjną. Ale raczej pójdę w kierunku systemów jakości albo projektowania produktu żywnościowego. Dietetyka swego czasu też strasznie mnie interesowała, ale zaczyna mi się już mieszać w głownie jaki jest najsłuszniejszy system odżywiania (choć uważam, że nie ma jednego słusznego, ale nawet gdy mamy do czynienia z pojedynczym przypadkiem jest mnóstwo różnych wariantów, badań i kto ma rację?). Bałabym się pomagać ludziom, przychodzą do dietetyka, bardzo często pokładają nadzieję i zaufanie, a dostają gotowy schemat diety. Jakbym miałam iść w kierunku tej strony bardziej żywieniowo-dietetycznej to chyba postawiłabym na warsztaty dla dzieciaków.
      Aga

      Usuń
    8. Rekrutowalam na te studia :) Ale 10 lat temu mialam inne podejscie i wybralam ciezszy ale bardziej 'oplacalny' kierunek, w ktorym nie ma problemow z praca.
      Ja wlasnie lubie pomagac ludziom, nie ze wszystkim moge i bede mogla na pewno, ale wydaje mi sie, ze czesto lekarze czy sietetycy dokladnie wiedza co robia i czego nie wiedza, a etyka po prostu zawodzi. Leczylam sie kilka lat u diabetologa...i pytalam go kikadziesiat razy jak dziala lek, ktory mi przepisuje, co miesiac nie wiedzial. Podobnie jak diagnozowali mi zjd, nie wiedzieli od czego, nie wiedziali jak maja mi pomoc leki ktore daja itd. Zgroza.
      Aga a istnieja takie warsztaty? Przyznam, ze pierwsze slysze.

      Usuń
  18. Kloro życzę Ci, żebyś spełniła swoje marzenie!!! Trzymam kciuki!!!

    Pozdrawiam,
    dziuba

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrzę że wpis jest już stary ;( ja jestem właśnie na tego typu zakręcie życiowym i zastanawiam się jak sobie poradziłas? :)
      Ja wlasnie skończyłam licencjat z dietetyki i zastanawiam się nad magisterka za granicą

      Usuń
    2. Patrzę że wpis jest już stary ;( ja jestem właśnie na tego typu zakręcie życiowym i zastanawiam się jak sobie poradziłas? :)
      Ja wlasnie skończyłam licencjat z dietetyki i zastanawiam się nad magisterka za granicą

      Usuń
  19. Wyemigrujesz do UK?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na egzaminy i kliniczna czesc programu pewnie tak :)

      Usuń
  20. Ja aktualnie staram się o nostryfikację dyplomu lekarza dentysty w Kalifornii, żeby móc wziąc udział w dwuletnim programie studiów umożliwiającym mi pracę tam właśnie. Oznacza to dużo kopania się z koniem (czyt. z ministerstwami), legalizacje, bieganie po pieczątki, egzaminy wstępne w San Francisco i na koniec bardzo duży kredyt, żeby te studia móc zacząć. Ale zdecydowałam się i powoli, małymi kroczkami szarpię się z systemem. Przeceranie szlaków jest trudne, męczące i nużące, a opisy przyrody mało fascynujące, ale wszystko zamieszczam tu (dla potomności, może komuś też się będzie chciało): http://tosienieuda.me/ Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  21. Rzuciłem dobrze płatną pracę ( około 5000 pln miesięcznie) na rzecz prowadzenia w małej miejsowości treningów brazylijskiego jiu jitsu za pieniądzę które nie dawały mi szansy na utrzymanie, oraz zostanie trenerem personalnym bez miejsca i siłowni w której mogę pracować. To było półtorej roku temu, posiadam teraz własny catering dietetyczny, prowadzę zajęcia w dwóch klubach sztuk walk i w jednym zajęcia fitness:) Żyję mi się dobrze, a więc MS jeżeli idziesz w stronę tego co kochasz to rób to.:) Taka osoba jak Ty poradzi sobie ze wszystkim, a przy okazji problemów zawsze znajdzie się ktoś kto pomoże:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  22. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  23. Zmiana adresu zamieszkania... Na obcy kraj, obcy język i to bardzo obcy :-p Decyzja dojrzewała dwa lata, w przeciągu których nie nauczyłam się nowego języka, chociaż bardzo się starałam :-p, a mimo to pojechałam. Kolorowo nie było przez pierwsze pół roku, ale potem z dnia na dzień zaczęło się przejaśniać i teraz wiem, że to była najlepsza decyzja jaką mogłam podjąć. Niestety Polska to jeszcze trochę kraj z ograniczonymi możliwościami w niektórych obszarach, także warto zmienić otoczenie, żeby rozwinąć skrzydła. "Nikt oprócz Ciebie nie odpowiada za Twoje szczęście"

    OdpowiedzUsuń