Dlaczego PALEO?

Masz dość wiecznych nieskutecznych diet? A może wciąż czujesz głód i nie potrafisz przestać myśleć o jedzeniu? Marzysz o tym aby jeść do syta i nie liczyć kalorii? Chcesz zrzucić tkankę tłuszczową, mieć więcej energii, lepsze samopoczucie? Cierpisz na otyłość, choroby autoimmunologiczne, cukrzycę, choroby serca, alergie, trądzik, depresję lub kiepski nastrój, problemy trawienne, PCO, zaburzenia hormonalne, brak energii? Jeżeli tak, jesteś w odpowiednim miejscu!

O paleo, medycynie naturalnej i odchudzaniu w oparciu o badania, fakty, doświadczenie. Analiza powszechnych przekonań dotyczących diety, odchudzania i zdrowia oraz holistyczne podejście do człowieka na podstawie konkretnych argumentów.

Szukaj

Loading

21.04.2013

Perspektywa, czyli jak zmieniło się moje myślenie i podejście przez ostatnią dekadę

Blog niedawno skończył roczek, ja zaraz skończę trzecią dekadę. Nieświadome zrobiłam małe podsumowanie na kilka tematów. I nie wiem czy to kwestia upływu czasu czy faktu, że ostatni rok był dla mnie bardzo intensywny (zwłaszcza w kwestiach związanych z tematyką poruszaną na blogu), ale zmieniło się bardzo dużo i w moim życiu i w mojej głowie. Dziś trochę bardziej osobista notka, bo wiele z Was często pyta kwestie, które chcę poruszyć.



Dieta
Od co najmniej 10 lat staram się jeść zdrowo, w mniej lub bardziej neurotyczny sposób. Pamiętam, że mając 20 lat zdrowe odżywianie było rozumiane przez mnie jako jogurt 0%, chrupka Wasa, trochę warzyw i owoców oraz koniecznie wszystko w wersji light. I do dziś się zastanawiam jakim cudem wytrzymałam na takiej diecie kilka lat. Ba, nawet udało mi się zredukować do niskiej wagi i ją utrzymywać przez kilka lat. Oczywiście coś za coś, bo utrzymywanie było wielką walką, a skutki braku odpowiednich składników odżywczych po latach dały o sobie znać. Cały ten czas byłam wegetarianką, co dodatkowo pogarszało sytuację. Nie wiem czy może być gorsze połączenie niż wegetarianizm z tłuszczofobią i zamiłowaniem do niskokalorycznych produktów.  W efekcie byłam szczupła z brakiem mięśni i masą tłuszczu. Skinny fat jak to teraz się ładnie nazywa. 

Mając 25 lat zaczęło mi to przeszkadzać. Nie wiem skąd wpadłam na ten pomysł, ale postanowiłam zająć się sportem. To całkiem nielogiczny i mało realny plan dla kogoś kto nawet nie chodził na WF w szkole i unikał jakiejkolwiek aktywności fizycznej. Wraz z treningami musiałam uporządkować swoją dietę. Podejście klasyczne w takich sytuacjach czyli żywienie w sporcie wydawało mi się idealne. To był czas 5-6 posiłków dziennie, codziennego ważenia się, odżywek białkowych wyliczania B/W/T i oczywiście liczenia kalorii we wszystkim co jadłam czy piłam. Wszystko dla lepszego metabolizmu. Nie powiem, żebym nie odnosiła początkowych sukcesów żyjąc w ten sposób. To był też czas gdy układałam jadłospisy innym, myśląc że znalazłam cudowny sposób dla każdego kto chce schudnąć. Przy okazji wszystkim, którym wtedy doradzałam winna jestem przeprosiny, nie wiedziałam tego co wiem teraz :(

Po jakimś czasie zauważałam, że na wiele osób 'jedz mniej, ćwicz więcej' nie działa. Czasami po prostu diety przestawały działać i żadne liczenie kalorii czy manipulacje w zakresie tego ile i co jedli również się nie sprawdzało. Zwłaszcza gdy mowa o osobach, które miały za sobą konkretną przeszłość dietetyczną lub problemy zdrowotne (przeważnie te aspekty idą w parze).

Ja sama po jakimś czasie całkowicie pozbyłam się większości przetworzonych produktów z mojej diety. Pozostawiłam sobie jedną porcję zbóż raz na jakiś czas i trochę nabiału. I mimo, że taka dieta była przez moich znajomych odbierana jako przesadnia zdrowa to nie czułam w 100%, że jest prawidłowa. Zawsze wydawało mi się, że jedzenie nie powinno być skomplikowane. Liczenie, ważenie czy mierzenie nie są naturalne i dają złudne poczucie kontroli, która z czasem przemienia się w obsesyjne zachowania, z którymi wiąże się zbyt dużo negatywnych emocji. Z dnia na dzień przestałam, zaczęłam jeść mięso, pochłaniać olej kokosowy łyżkami i jeść do syta bez patrzenia na zegarek.

To był pierwszy słuszny krok. I po jakimś czasie wyrzucenia zbóż, strączków i nabiału z diety wiedziałam, że to jest sposób odżywiania, który jest dla mnie naturalny i wkomponowuje się w moje życie. Moje poprzednie diety były 'stylem życia'...co w praktyce oznaczało, że dominowały wiele aspektów mojej egzystencji. Same przestrzeganie pór posiłków, ważenie, liczenie czy planowanie. Cieszę się, że wtedy nie zaczęłam pisać bloga, chociaż sporo udzielałam się już na wizażu. A to dlatego, że po kilku miesiącach i zajęciu się bardziej tematyką zdrowotną zrozumiałam, że pozbycie się z diety szkodliwych substancji to tylko wierzchołek góry lodowej. Można być paleo i jeść w kółko brokuła i indyka, tylko wątpię, że w długoterminowej perspektywie ma to sens. Stałam się poszukiwaczem składników odżywczych, propagatorem tradycyjnych diet, przeciwnikiem niedoborów witamin, minerałów, aminokwasów, antyoksydantów czy kwasów tłuszczowych. Takie skupienie się na gęstości odżywczej pozwoliło mi poczuć się milion razy lepiej niż kiedykolwiek w życiu. I wiele osób nie wierzy, że różnorodność i zwracanie uwagi na składniki odżywcze są lekarstwem samym w sobie.


Praca
Nie mogę narzekać na moją pracę zawodową. Zawsze lubiłam to co robię, co prawda w ostatnim czasie ciężko to stwierdzić uczciwie, bo dużo bardziej wolałabym robić coś innego...ale wciąż nie powiem, że nie lubię tego co robię zawodowo.

Mam dobrą pracę, nie najgorsze zarobki, fajnych współpracowników i przyjemne warunki pracy. Mam też zawód, który daje mi możliwość rozwoju. Wszystko powinno być ok, prawda? Ale nie jest. W pewnym momencie przestało być. 

Mogę to nazywać różnie od kaprysu, po marzenie, głupotę czy jak ja wolę o tym myśleć: powołanie. Bo jak nazwać sytuację gdy osoba świadomie rezygnuje z awansu zawodowego, 6 cyfrowych zarobków rocznie (!) i decyduje się iść na studia, zarabiać połowę mniej, z czego większość wydawać na naukę, nie spać, nie mieć czasu wolnego i zupełnie zmienić całe swoje zawodowe życie? Pamiętam jak kilka late temu odbierałam dyplom i zarzekałam się, że nigdy więcej w życiu nie chcę studiować. A teraz...po pierwsze moje poprzednie studia wydają mi się banalne w stosunku do tego co teraz robię, po drugie uwielbiam się uczyć i chyba pierwszy raz w życiu robię to z własnej nieprzymuszonej woli. 
Dla ciekawskich: moja obecna praca ma dużo koncepcyjnie wspólnego z tym czym zajmuje się na blogu. A przynajmniej wymaga tych samych cech :)


Czas
To jest coś z czego jestem dumna. Nie chwaląc się, zawsze byłam dobrze zorganizowana....ale też zawsze miałam w sobie coś z lenia. Nie lubiłam się przemęczać, robić za dużo zadań w jeden dzień czy nie mieć chwili na swoje przyjemności. Ostatnie pół roku pokazało mi, że czas jest z gumy. Kwestia priorytetów oczywiście. 

Czasami się zastanawiam jak daję radę codziennie wstać na trening, iść do pracy, robić zakupy, prowadzić bloga, uczyć się dla siebie i uczyć się do szkoły (to zupełnie inne procesy), pisać pracę i jeszcze mieć czas dla rodziny. Co prawda nigdy nie jest to idealne i często coś cierpi, bo z rodziną nie widzę się tak często jakbym chciała, pracę czasem zawalę, na Wasze maile nie mam czasu odpisać...ale jakoś wszystko idzie do przodu. Staram się jak najszybciej uzyskać mój pierwszy tytuł czyli Diploma Nutrition, który pozwoli mi legalnie prowadzić konsultacje w zakresie odżywiania. No i później ukończyć mój docelowy program czyli Natural Medicine. 

Przyznam, że wszystko jest kosztem czasu wolnego, którego po prostu już nie mam. Nie ma szans na oglądanie filmów, czytanie książek dla przyjemności, wyjścia na miasto, regularne wyjazdy czy nawet spacery. Nie ma czasu nawet na pomalowanie paznokci ;) Wstyd się przyznać, ale gdyby nie mój mąż to pisałabym do Was przykryta warstwami kurzu. Pewnie też nie byłoby czystego ubrania ani kubka. I broń Boże, nie namawiam nikogo do takiego stylu życia. Siedzenie po kilkanaście godzin przed komputerem, wieczna praca, zmęczenie i brak snu są świetne jak chcemy wypalić nadnercza, ale nic poza tym. Tylko czasem jest taki okres i trzeba go przejść, mimo że wiem doskonale jak powinno być optymalnie.


Pieniądze
To temat, który zawsze był dla mnie wrażliwy. Odkąd skończyłam studia dobra materialne były dla mnie ważne, chciałam mieć rzeczy jakich nie miałam wcześniej lub po prostu móc sobie na wiele pozwolić. Oczywiście dziś to ma troszkę inny wymiar, gdy bieda oznacza, że każdy ma własne mieszkanie na kredyt, samochód i wakacje za granicą. Ale kilka lat temu pieniądze dawały mi poczucie bezpieczeństwa. Ciężko pracowałam na swoje pierwsze pensje i miło było mieć świadomość, że wszystko co mam zawdzięczam tylko sobie. Mało z Was wie, ale miałam przez kilka lat kosztowne hobby. Interesowała mnie moda i bynajmniej na zainteresowaniu się nie kończyło. Spędzałam cały wolny czas w galeriach handlowych, studiowałam najnowsze trendy, kupowałam, mierzyłam, tworzyłam...jak się wyprowadzałam aby zamieszkać z mężem (wtedy chłopakiem) to szukanie mieszkania polegało na znalezieniu odpowiedniej garderoby. W pewnym momencie ilość sumach par butów przekroczyła 100...Całkiem sympatycznie wspominam ten czas. A dziś....pieniądze zaczęły mieć niesamowitą wartość. Fakt, że mam dużo więcej wydatków niż kiedykolwiek wcześniej, ale tak naprawdę stałam się skąpym minimalistą. Nie kupuje co mi niepotrzebne, nie chodzę po sklepach, nie śledzę trendów. Noszę w kółko te same rzeczy i nie potrzebuję nic więcej do szczęścia. Wszelkie oszczędności idą na rzeczy związane z nauką. I czuję się z tym cudownie. Non stop w pracy słyszę kobiece rozmowy na temat ciuchów oraz kosmetyków, i z sentymentem wspominam swoje stare czasu, ale nie tęsknie za nimi zupełnie. Nawet sporo rzeczy bez żalu sprzedałam aby mieć na pierwszą wpłatę za studia. Pozbycie się uzależnienia od pieniędzy jako wyznacznika bezpieczeństwa było jak zrzucenie konkretnego ciężaru.


Samoocena
To jest problematyczna kwestia dla wielu osób. Widzieliście reklamę Dove? Nawet gdy to czysty marketing to nikt nie zaprzeczy, że boleśnie prawdziwy....



Moja samoocena nigdy nie była niska, nie powiem aby była wysoka...po prostu nie miałam z nią problemów. 
Ale były dwa aspekty mojej fizyczności, które zawsze pozostawiały mnie w lekkim dyskomforcie. Pierwszy to cera. Jako weteran trądzikowy mam z tym problem. Mam przyzwoitą cerę od kilku lat, a mimo wszystko nigdy nie poczułam się pewnie w tej kwestii. Cera po trądziku jest specyficzna, nikt z zewnątrz tego nie jest w stanie zobaczyć, ale właściciel wie jak to jest...nawet gdy znikną stany zapalne to wciąż borykamy się z pewną dozą 'kapryśności' takiej cery. W każdym razie ja nigdy nie czułam się 'normalnie' nawet gdy ludzie komplementowali moją skórę. 

I co to zmieniło? Mega wysyp :) Paradoksalnie....zaczęłam wielki detoks, o którym pewnie napisze jeszcze jak dobiegnie do końca, i oczywiście moja skóra zaczęła kwitnąć. Jak pisałam już w komentarzach, od dawna nie miałam wieki stanów zapalnych, ale po rozciągnięciu struktura skóry nie była równa, jakby ziarnista. I nagle ziarenka ożyły. Nie były to typowe zaskórniaki, a później typowe wypryski. To było i wciąż jeszcze jest dziwne oczyszczanie. Pojawia się stan zapalny, znika sam po kilku godzinach i tak w kółko. Gorzej jak zaczęły pojawiać się masowo....a w pewnym momencie cała moja broda była nimi pokryta. Jako osoba przyzwyczajona już do gładkiej skóry nie byłam szczęśliwa. I nie mijało długo...a ja paradoksalnie się z tym pogodziłam. Pierwszy raz w życiu. Bez dramatu, Jest co jest. W końcu zejdzie. 

Drugą kwestią jest waga oczywiście. Im chudsza byłam tym ważniejsze stało się aby tą wagę utrzymać, a najlepiej jeszcze zbudować super sylwetkę. To też wielki problem kobiet, które się do mnie zwracają. Brak akceptacji swojego ciała, uzależnienie swojego szczęścia od tego jaki rozmiar nosimy, dążenie do ideałów czy też negatywne uczucia w stosunku do własnej osoby. Takie myśli potrafią skutecznie zablokować każdą redukcję i pogorszyć nasze zdrowie. A za myślami często idą błędne decyzje o poważnych konsekwencjach (np. zaburzenia odżywiania), bo wiele kobiet nie zdaje sobie nawet sprawy, że potrzebujemy tkanki tłuszczowej. Moje niepokoje minęły same. Nie pamiętam kiedy ostatnio ważyłam się lub przejęłam, że coś jest za małe lub mnie jest za dużo. Po wyjściu z ketozy, pochłanianiu węgli na potęgę oraz ciężkich ćwiczeniach siłowych rozrosłam się może nie dużo, ale wystarczająco aby np. spodnie były za małe. Kiedyś to byłby dramat i natychmiastowa decyzja o restrykcji kalorycznej, a teraz po prostu wygrzebałam większe spodnie. I dziś już śladu nie ma po tamtej zwyżce. Nauczyłam się dzięki temu słuchać własnego ciała i zobaczyłam, że ono samo potrafi osiągnąć równowagę i wybrać wagę, z którą czuje się najlepiej. Po dłuższym czasie jedzenia w naturalny sposób i zaadresowaniu większych problemów zdrowotnych naprawdę nasze ciało zacznie z nami współpracować. W praktyce powie nam kiedy jeść, ile jeść lub jak potraktujemy je niewłaściwie. I nie wspomnę już jak odpowiednia dieta wpływa na nasz stan emocjonalny.


Blog i dalsze plany
Tłuste Życie nie powstało z dnia na dzień. Wiele lat myślałam aby zacząć pisać, wiele lat mówiłam o zdrowym odżywianiu i doradzałam innym. Oczywiście jak już wspomniałam sama definicja 'zdrowego' ewoluowała w moim przypadku dość istotnie. Blog początkowo ukierunkowany był na odchudzanie, ale im więcej pisałam i miałam kontaktu z Wami tym bardziej rozumiałam, że odchudzanie to tylko efekt uboczny innych procesów. Dziś wierzę, że każda redukcja powinna być powiązana z polepszeniem stanu zdrowia, inaczej nie ma sensu. Z tego powodu napisałam całą serię o fizjologicznych aspektach odchudzania. To nasza fizjologia decyduje jak będziemy reagować na dietę i ćwiczenia. 

Przez ostatni czas mocno skupiłam się na zdrowiu i w tym kierunku będę działać. Zdecydowanie nie jestem i nie będę ekspertem od wszystkiego. Kompletnie nie mam pojęcia na temat niektórych schorzeń lub nawet całych systemów. I w pewnym momencie wiedziałam, że chcę się określić. Zastanawiałam się miedzy dwoma specjalizacjami: hormony lub trawienie. I wybrałam trawienie, mimo że moje problemy trawienne trwały kilka miesięcy i tak naprawdę nie zapadły mi istotnie w pamięć :) Jestem w trakcie zbierania materiałów do napisania e-booka o najczęstszych problemach trawiennych. Będzie mowa o tym czemu ZJD jest objawem a nie chorobą, czemu zdrowie jelit jest tak ważne, co może być nie tak w kwestii przewodu pokarmowego (kwas solny, enzymy, SIBO, cieknące jelita, nietolerancje, Candida, pasożyty) oraz co można z tym zrobić. To jest długi proces i wymaga sporo poświęceń, ale biorąc pod uwagę ile znam osób, które cierpią i zostają pozostawione same sobie z enigmatyczną diagnozą ZJD oraz receptą na środek rozkurczowy czy przeciwbólowy, potrzebuję to zrobić. Na pewno oznacza to mniej postów na blogu (na fb aktywność pozostanie bez zmian, bo pokochałam ten środek komunikacji), pewnie też mniej odpowiedzi na komentarze czy maile :( Dlatego jeśli chcecie to zachęcam do odpowiadania sobie nawzajem. Tłuste Zycie czyta wiele osób, które mają sporo wiedzy i są na tyle kompetentne aby ją przekazać dalej.

Ciekawa jestem jak zmieniło się Wasz myślenie i podejście w temacie diet, odchudzania czy zdrowia. Napiszcie koniecznie.

PS. Stworzyłam narzędzie diagnostyczne dla oszacowania z jakimi systemami mamy problem. Niestety z powodów technicznych nie jestem w stanie go umieścić dziś. Jeśli jest wśród Was jakiś znawca blogów/marketingu internetowego please help ! :)


62 komentarze:

  1. :)) a mi się ostatnio zebrało na czytanie Twoich postów od początku, a tu takie podsumowanie :), z niecierpliwością czekam na te konsultacje, bo mi moje zjd daje nieźle popalić i wciąż nie odpuszcza, właśnie miałam Cię spytać o Twoje zjd, jak Ty dawałaś sobie radę z normalnym życiem i z pokusami, ale z tego co przeczytałam to u Ciebie było to kilka miesięcy i nie zapadło głęboko w pamięć, kurde ja już się męczę prawie 3 lata i często się zastanawiam, czy można żyć inaczej, czy pozostaje mi pogodzić się z tym jak jest

    często też jak mam doła, to rozmyślam, jak to było kiedyś, jak mogłam normalnie wyjść do szkoły bez biegunki, jak wszystko jadłam, jak cieszyłam się życiem i spotykałam ze znajomymi, teraz moje życie towarzyskie praktycznie nie istnieje

    pamiętam, że pisałaś na wizażu, że miałaś wycinany woreczek i że strasznie Cię bolał brzuch niezależnie od tego, co jadłaś i do tej pory nie wiesz od czego, jak z tego wyszłaś, tak z dnia na dzień przeszło, czy coś Ci pomogło? pewnie nastawienie ma tu dużą rolę, ale ja już tyle czasu się męczę, że nie widzę nadziei na wyzdrowienie nawet codziennie się pytam mamy, czy jeszcze kiedyś będę zdrowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jednak na wizażu napisałaś coś innego

      ps. ja walczylam z zjd z 2 lata, az mnie operowano, nic to nie dalo, totalnie zbedna operacja z winy lekarza...a dzis nie pamietam co to bol jelit, bo mialam dosc lekow, wmawiania mi ze to stres i sama sie nimi zajelam

      Usuń
    2. ja genreralnie wzdec juz nie miewam, mialam takie jak ciaza plus wieczne gazy przez kilka lat i ciagle tlumaczono mi to zdj, potem zwalano na pecherzyk zolciowy i w koncu na moja urode bzdura...po eliminacjach i zaleczeniu jelit (a kazdy kto je zboze, bierze leki, antybiotyki, hormony czy zyje w stresie ma uszkodzona slozowke jelit w mniejszym lub wiekszym stopniu i czesto nierownowage flory bakteryjnej) wszystko minelo

      Usuń
    3. Anonimowy w jakim czasie zaleczyłaś jelita ?? :)

      Usuń
    4. Najgorszy okres z jelitami trwał u mnie 8 mc, później miewałam długo objawy o malym nasileniu o których pisałam na blogu - ale nie nazywam tego ZJD juz. Tak naprawde zawsze cos sie dzialo z moim trawieniem odkad pamietam, i bylo to dla mnie naturalne. Teraz wiem, ze to tez byl stan patologiczny. Ten okres 8 mc to byl jeden wielki bol, wzdecia, tona wizyt u lekarzy, tona lekow. Pozniej czesc objawow na skutek diety i mojego leczenia ustapila, czesc pozostala bez zmian. I probowalam 2 lata róznych metod. I dzis wiem czego unikac, co polespza, co pogarsza moj stan, na co musze uwazac itd. Ta etykieta ZJD jest mylaca, na wizazu jej uzywam, bo inaczej ciezko mi dotrzec do ludzi piszac np. za malo kwasu czy sibo - oni wierza, ze ZJD jest choroba sama w sobie:) Jesli tak to moge powiedziec, ze czasem mam ZJD jak i kazdy.

      ps. to wyzej to cytowanie moich wypowiedzi

      Usuń
    5. A co mi pomoglo....na pewno rezygnacja z nabialu i zboz. Wlaczenie tluszczu do diety. To byla juz polowa sukcesy. Pozniej wiele eksperymentow z trawieniem, relaksem, zmiana podejscia do treningow.
      Dzis mysle, ze kluczem bylo doprowadzenie do zaleczenia jelit (nieszczelnej sluzowki), uporzadkowanie flory bakteryjnej i odzywienie organizmu. To byl dlugi proces. I szczerze mowiac nie wiedzialam tego co wiem dzis, wiec wiele eksperymentowalam.

      Usuń
    6. tak, to są cytaty MS

      kurcze nie żebym Ci nie wierzyła tylko ja już od jakiegoś czasu szukam sposobu na wyleczenie moich jelit, akurat tak się stało, że na którymś tam roku choroby znalazłam Twojego bloga i to chyba właśnie przez wizaż i czytam każdego Twojego posta, czytam wszystkie komentarze i czasem tak sobie myślę, że Ty musisz mieć w sobie baaaardzo dużo siły i determinacji, że się wyleczyłaś, ja sama poniekąd Ci zazdroszczę- zarówno pracy jak i pasji oraz tego że się wyleczyłaś

      czytam też komentarze innych osób i ostatnio ktoś napisał, że przez 1,5 roku jest na diecie tej polecanej przez Ciebie i ma coraz to nowe alergie, co mnie bardzo zasmuciło i zdołowało

      poza tym imponujesz mi tym, że wytrwałaś chociaż wielokrotnie pisałaś o tym, że naśladowanie jakiejkolwiek diety polecanej przez inne osoby, jeśli się wewnętrznie jej nie chce to nie ma sensu i chyba ja tak mam, ja tylko chcę zaleczyć jelita, ale ja nie czuję takiego stylu życia, bo dla mnie to styl życia, dla mnie jedzenie to nie tylko odżywanie, to jest też część kultury, wiąże się z innymi ludźmi itd. i np już od jakiegoś czasu staram się jeść prawidłowo, ale jak tylko nadarza się okazja, żeby jeść tak jak dawniej to ulegam i to już jest kompuls :(( nie wiem jak walczyć z tymi zachciankami, podobno nie trzeba walczyć, trzeba zjeść i zapomnieć, tylko że ja nie mogę zapomnieć, bo potem jelita bolą jeszcze bardziej i sama sobie mówię, że po coś to żarła, teraz masz i cierp i te wyrzuty sumienia

      u mnie to jest jeszcze problem nadwagi, w sumie do niedawna otyłości, kiedy waga pokazała 90 kg to sobie powiedziałam dość jakoś zeszłam do 80 potem znowu wróciłam prawie do tego co było, a teraz jest różnie, ale raczej bliżej 80 czyli nadwaga, ale to się wiąże u mnie z niską samooceną, bo ja od dziecka jestem gruba, jako dziecko byłam przekarmiana, pamiętam czasy kiedy jadłam 5 paczek chipsów dziennie, później w czasach szkolnych przestałam jeść śniadania i jak wracałam do domu to był jeden wielki kompuls- potrójny obiad, deserek i kolacja, w między czasie robiłam sobie drzemkę, siedziałam do późna, a rano nie mogłam wstać i wolałam pospać te 5 min dłużej niż zjeść śniadanie

      jak przyszedł stres i traumatyczne przeżycie, do tego matura i początek studiów to wszystko się posypało, chciałabym to jakoś poukładać, ale nie wiem, dla mnie tego jest za dużo nawet z perspektywy czasu pomimo złego żarcia to ja nie miałam żadnych problemów trawiennych, a teraz mimo, że staram się jeść dobrze, to codziennie mnie boli brzuch wiem, że jest więcej w tym winy stresu, ale ja inaczej już chyba nie potrafię, jak śpię to brzuch nie boli, wstaję i od razu się zaczyna, tak samo jak się robi cicho i ten lęk, że mi zabulgocze, zacznie się przelewać

      chciałabym mieć tyle siły, co Ty :))))

      Usuń
    7. Myślę, że nie pamiętam wielu kwestii, które miały miejsce w tamtym czasie, bo nie chcę pamiętać. Jasne, że nie było łatwo. tona leków, badań, wieczne wzdęcia i krępujące gazy wszędzie. No i skoro wylądowałam na stole operacyjnym to nie mogło to być łatwe. Kolejny ból i totalnie bezsensowny, bo nie rozwiązał żadnego z moich problemów.
      I nie jest tak, że się wyleczyłam. Mam skłonności do upośledzonego trawienia i problemów z jelitami z wielu powodów. Po prostu dbam o nie dzień w dzień, czasem są chwile że nie jest ok, ale przeważnie wiem co zmienić żeby wrócić do równowagi.

      Jeśli masz nadwagę i chore jelita i stres to jest tu cała kaskada zależności. Ale zdecydowanie dieta nie jest odpowiednia. Nie wiem co rozumiesz 'dieta polecana przeze mnie'. Jedyne co ja polecam to jeść prawdize jedzenie, unikać toksyn i szukac przyczyn swoich dolegliwości. Jeśli masz alergię na banany to ich nie jesz, proste...a nie jesz, bo zdrowe czy bo paleo i się dziwisz, że sa objawy. Dieta to jest coś indywidualnego, więc to co działa na jedną osobę może być trutką innej osoby.

      Jeśli jednak kwestia dotyczy chorych jelit to często sama dieta nie wystarczy, ale zawsze jest punktem startowym. Ja się nie zastanawiałam nad tym co mi jest, a co nie. Po prostu zaadresowałam najbardziej powszechne problemy, które moim zdaniem mogły mieć znaczenie w moim przypadku. A co do siły hmmmm....moim zdaniem siłę to trzeba mieć aby chorować i to znosić, ja nie miałam :)Zmiana diety to proste rozwiązanie, nie wymaga siły :)

      Usuń
    8. Dieta eliminacyjna polecana do leczenia jelit o to mi chodziło. Co do tych bananów to skąd mam wiedzieć co mi szkodzi skoro po każdym jedzeniu mam gazy biegunkę lub zaparcie i ból brzucha. W końcu się okaże ze na wszystko mam alergie do tego nie mam enzymów i nic nie będę jadła. Kiedyś mimo ze byłam gruba to chociaż wszystko trawilam i cieszylam się życiem spotykałam ze znajomymi chodziłam na imprezy.

      A teraz to tylko siedzenie w domu. 3 lata zmarnowane i wyjęte z życia i tego czasu nikt mi nie odda. Nawet studiów nie mogę skończyc 3 lata zmarnowane na czajenie się po kiblu, modlenie się żeby mi nie zabulgotalo żebym nie puściła bąka. 3 lata nerwów i stresu i brak pieniędzy na warunek, no bo jak mam pracować z takimi jelitami. Mogłam od razu zrezygnować ale myślałam ze dam sobie radę tylko ze jak można spokojnie pisać egzamin kiedy myślisz tylko o tym jak pójść do wc. Tak właśnie wygląda moje życie. Gdybym była zdrowa to bym rzuciła to wszystko i wyjechała za granicę albo zmieniła studia. A tak to tkwie w tym gownie.

      Ty masz wszystko. Skończone jedne wymagające studia. Dobra pracę. Dobre zarobki. Pasję i nowe studia. Męża.


      Ja za to mam zjd nerwice łzs nadwage trądzik i milion innych rzeczy które zaczęły się po tym jak zwariowaly jelita.

      Tak, nawet nie mam już siły chorować. Pozostaje tylko iść i się zabić.

      Usuń
    9. Wiesz podejście ma znaczenie. Problemy jelitowe nie sa powodem, dla których nie można żyć. Są problem, który należy rozwiązać. Wiem jak to jest doskonale, ale nawet gdy leżałam pod kroplówką w szpitalu i nie mogłam oddychac normalnie nie miałam takich mysli jak Ty. Nawet gdy operacja mi dodala, a nie odjela problemow.

      Mysle, ze nastawienie jest bardzo wazne w wyleczeniu. Ja wierzylam, ze moje cialo ma zdolnosc do samowyleczenie i odpychalam zle mysli. Na przekor. To co opisujesz jest mi znane. Egzamin....kochana ja mialam spotkanie biznesowe na temat projektow wartych tysiace zlotych i musialam je prowadzic z gazami. Nie sadze aby ktos nie poczul :) Ale co robisz...mowisz otwracie, ze jestes chora i juz. Jak ktos tego ne rozumie to jego problem. To Twoje zycie i jak Cie bedzie obchodzic co mysla inni to zawsze znajdziesz sobie problem aby sie martwic.

      Dieta eliminacyjna to proces. Trzeba go uczciwie przeprowadzić przez odpowiedni czas. Nie znam nikogo kto stosował ja (nie mowie o ludziach z netu) i nie doznal poprawy. Logiczne jest, ze jak dostarczasz czegos co nie jest dalej rozkladane to automatycznie jest ulga. Oczywiscie na diecie sie nie konczy. Czesto jelita wymagaja leczenia. I moje też nie wyleczyly sie od diety. Sporo kuracji przeszlam w kierunku bakterii oraz polepszenia trawienia i detoksu. Usuniecie przyczyn jest najwazniejsze.

      Po Twoich opisach stawialabym, ze masz SIBO. Zwlaszcza jesli niezaleznie co jesz masz objawy, to taki typowy wyznacznik przerostu zlych bakterii czy infekcji.

      Usuń
    10. też myślałam o SIBO, bo jako dziecko często miałam infekcje górnych dróg oddechowych, a później przeszło na zatoki i jak byłam mała to mama nigdy mi nie dała brać antybiotyku dopiero przed maturą jak miałam chore zatoki, bo już nawet uczyć się wtedy nie mogłam i tak wzięłam kilka/kilkanaście różnych. W międzyczasie doszły antybiotyki na trądzik noi stres- matura oraz traumatyczne przeżycie. Z dnia na dzień było coraz gorzej, bo leki nie pomagały, a perspektywa tego, że się nie mogę uczyć i że nie widać poprawy i że jak ja zdam tą maturę i gdzie się dostanę na studia doprowadziły do tego, że miałam coraz więcej objawów- doszły bóle i zawroty głowy, bezsenność, nadmierne pocenie się i nerwowość.

      Dodatkowo bardzo mnie denerwowało to, że żaden z lekarzy do których wtedy chodziłam nie potrafił postawić jasnej i trafnej diagnozy( teraz już wiem, że to pewnie wypalenie nadnerczy). Zbywali mnie tylko receptą i kolejnymi lekami do stosowania, aż w końcu padły jelita, a ile ja wtedy badań robiłam, ile lekarzy zwiedziłam, ile mnie to nerwów kosztowało... szkoda gadać.

      Kiedy już myślałam, że jakoś to będzie, że trudno najwyżej za rok się poprawi ten wynik, najważniejsze, że skończyłam liceum i będę mogła teraz odpocząć i wziąć się za moje zdrowie, zrobiłam dodatkowe badania wyszło, że mam zwyrodnie kręgosłupa szyjnego i od tego mogą być bóle i zawroty głowy. To zaczęły się problemy jelitowe, w sumie na egzaminach jeszcze nie było tak źle, ale w wakacje miałam bardzo osobiste przeżycie i to spowodowało, że moje objawy jeszcze bardziej się nasiliły- zaczęły się bóle brzucha, gazy, a jak poszłam na studia to w ogóle porażka.


      Ja już nie wiem na prawdę jak naprawić te jelita, żeby wybić te pasożyty i złe bakterie, a przywrócić te dobre. Tyle już rzeczy próbowałam, tyle pieniędzy na to poszło, że już nawet nie wierzę, że cokolwiek jestem w stanie zmienić. Pamiętam jak będąc w 1 klasie gimnazjum, w wakacje bardzo bolał mnie brzuch, to był taki ból, że aż nie mogłam chodzić, tylko kuliłam się, bo tak bolało, na rozpoczęciu roku szkolnego ledwo, co stałam, też nie wiedzieli lekarze, co to jest, bolało tak 3 miesiące i przeszło i to był tylko ból. A teraz to jest niekończąca się historia, właśnie, żeby mnie jeszcze bolało to ok, wytrzymam, już do bólu jestem przyzwyczajona, ale to wszystko inne, to mi tak uprzykrza życie.

      To nie jest tak, że ja od początku miałam złe nastawienie, ja chciałam i do tej pory podświadomie chcę wyzdrowieć, ale też widzę, jak zmieniło się moje życie i jakim stałam się człowiekiem. Przez to wszystko stałam się nerwowa, nie cieszę się życiem, nie mam przyjaciół, znajomych, siedzę tylko w domu nawet do szkoły na zajęcia boję się iść, a ja od zawsze lubiłam się uczyć, chodzić na różne zajęcia, brać udział w konkursach, spotykać się z ludźmi, mimo że nie byłam bardzo kontaktowa.

      A teraz to nie wiem co będzie, studiów nie mogę skończyć, pracy raczej z zerowym doświadczeniem nie znajdę, generalnie nawet nie widzę światełka w tunelu. Tracę najlepsze lata swojego życia.

      Usuń
    11. Szczerze mówiąc to nie wydaje mi się abyś była w stanie sama wyleczyć się. W takich złożonych sprawach, gdzie przyczyn może być wiele konieczna jest pomoc jakiegoś specjalisty, który przeprowadzi Cię przez ten okres leczenia i odpowiednio pokieruje. Zwłaszcza, że naturalne metody też mogą poważnie zaszkodzić. Oprócz diety eliminacyjnej i poprawy trawienia reszta kwestii samodzielnie jest dość ryzykowna do przeprowadzenia. Ja eksperymentuję na sobie bardzo dużo i nie boję się, ale nigdy nie namawiałabym nikogo do takich prób.
      Zacznij od diety eliminacyjnej, to jest i tak konieczność w takich przypadkach. Po miesiącu będziesz mogła ocenić do dalej. Czasem organizm przy małej pomocy sam się leczy, częściej przy większej ale nie ma reguł. Tylko to jest proces i wymaga czasu oraz dużej samodyscypliny. Dlatego ja sama na diecie eliminacyjnej byłam chwilę :)

      Usuń
    12. czyli rozumiem, że nie ma szansy, żeby wyzdrowieć, w sumie to już od dawna tak myślałam
      nie wiem, kto niby mógłby mnie pokierować- gastrolog? czy kto? miałam się nawet Ciebie spytać o jakiegoś naturopatę z okolic Warszawy, ale widzę, że metody naturalne też nie pomogą
      to jak Ty sama wyszłaś z zjd skoro nie byłaś na diecie eliminacyjnej, myślałam, że byłaś i że to Ci pomogło plus później dodatkowe działania
      teraz to już sama nie wiem co mam robić... kompletnie się zdołowałam po Twojej odpowiedzi

      Usuń
    13. Nie sugeruj się jak ja wyzdrowiałam, to nie ma zaczenia.
      Metody naturalne są jak najbardziej skuteczne, ale nie będziesz w stanie bez odpowiedniej wiedzy sama zafundowac sobie kuracji. Ja sporo eksperymentuje na sobie, ale wciąż czuje, że wiem co robię. Przeważnie.
      Też byłam na różnych eliminacjach, przez jakiś czas nie jadłam ani jajek, ani 3/4 warzyw, przez jakiś czas w ogóle warzyw, ale nigdy nie zrobiłam porządnej eliminacji od podstaw, co było błędem.
      W każdym razie jak masz możliwość wizyty u naturopaty to jak najbardziej warto, o ile jest to osoba mająca doświadczenie z chorobami jelit.

      Usuń
    14. do jakiego specjalisty mam się udać? nie znasz jakiegoś dobrego naturopaty? nie wiem czy gastrolog i w ogóle medycyna konwencjonalna to dobry pomysł
      jaka osoba byłaby w stanie zafundować mi dobrą kurację

      Usuń
    15. W jakiej części Polski mieszkasz?

      Usuń
    16. pod Warszawą

      Usuń
  2. Czy na paleo mozna jesc mieso takie jak kupne kielbasy,parowki,kurczaka wedzonego czy chodzi tu tylko o mieso swieze surowe samemu sporzadzone ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przeczytaj sobie składy tych kiełbas i parówek, to od razu będziesz wiedziała, że nie mają one wiele wspólnego ze zdrowym jedzeniem i tym bardziej z paleo

      Usuń
    2. Chodzi o to ze "paleo" mowi jedz do syta, nie licz kalori. Ale czy w kolko mozna jesc to samo ryby i mieso na przemian ?

      Usuń
    3. nie wiem jak jest teraz, ale wiem, że MS na początku pisała, że jak nie ma czasu sama upiec mięsa, to ratuje się kupnymi, może coś się w tej kwestii zmieniło
      tak samo w początkowych wpisach o jedzonku jest np. kabanos z dziczyzny

      ja. np jem boczek, taki w plastrach ze sklepu, parówek nie jadam

      Usuń
    4. jezeli mozesz powiedziec jakie jeszcze kupne wyroby miesne wybierac jezeli juz musimy ?

      Usuń
    5. Trzeba kupować po prostu mięso: wołowinę, indyka, itd., a nie wędliny, które często mają paskudny skład, bo są naszpikowane skrobią, konserwantami, białkiem sojowym. Trzeba czytać składy wędlin, jak ktoś znajdzie takie bez dodatków, to może śmiało jeść (ale o takie ciężko).

      Usuń
    6. Kupuję czasami udziec z indyka pieczony w całości, czasem jakąś pierś z indyka. Mam po domem sklep z eko z dużym wyborem wędlin, ale raczej unikam. Raz, nie lubię wędlin, dwa nie mam do nich zaufania, trzy cenowo wychodzi mało korzystnie. U mnie to raczej tylko w awaryjnych sytuacjach.
      Chociaż jak się zastanowię to stwierdzam, ze mam słabość do szynki parmenskiej :)

      Ah kabanosiki z dziczyzny...nie mam już do nich dostepu, ale byly pyszne i takie wedliny moglabym kupowac :)

      A wyzej padly juz odpowiedzi jak kupowac :)

      Usuń
  3. Jak sądzisz, dlaczego rozwinął się pogląd o wyższości przetworzonych olejów roślinnych, podczas gdy tłuszcze faktycznie dla nas korzystne są demonizowane? Tak samo jeżeli chodzi o ziarna, produkty sojowe, odtłuszczone... I gdy się rozglądam, nie dostrzegam sygnałów, że ten trend na 'zdrowe' odżywianie ma się w niedalekim czasie skończyć.
    Jako, że zbliża się lato, to wszędzie pełno przepisów i pomysłów na sycące, lekkie, dietetyczne śniadanka: 5 łyżek otrąb wymieszanych z jogurtem 0% i trzema suszonymi morelami - czy coś takiego można jeszcze nazwać jedzeniem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Jak sądzisz, dlaczego rozwinął się pogląd o wyższości przetworzonych olejów roślinnych, podczas gdy tłuszcze faktycznie dla nas korzystne są demonizowane? Tak samo jeżeli chodzi o ziarna, produkty sojowe, odtłuszczone... I gdy się rozglądam, nie dostrzegam sygnałów, że ten trend na 'zdrowe' odżywianie ma się w niedalekim czasie skończyć. "

      Ona się nie kończy, on ewoluuje w stronę zachwalania nasyconych tłuszczów i diet niskowęglowodanowych, a dla równowagi demonizowania strączków i ziaren ;).
      Moja droga doprowadziła mnie do punktu, w którym coraz mniej przejmuję się najnowszymi doniesieniami, tyle już tych dietetycznych zwrotów akcji przeżyłam, że jem spokojnie to, czego chce moje ciało _i_psychika_. Staram się też, żeby całe moje życie nie kręciło się wokół stołu, co jest trudne, bo interesuję się dietetyką (czasami żałuję, że w ogóle zaczęłam drążyć temat :P ) i lubię gotować. Moda na produkty light mnie nie obeszła, ale dałam się ponieść histerii węglowodanowej, do dziś to trochę we mnie siedzi, chociaż taka dieta nie jest dla mnie. Od dziecka przymierzałam się do wegetarianizmu (z powodów czysto etycznych) i kilka lat temu udało mi się zrealizować to marzenie.

      Usuń
    2. Oj, ja też żałuję, że w ogóle zainteresowałam się tym tematem. Po pierwsze stanowczo zbyt wcześnie, po drugie - często w sposób bezmyślny i szkodliwy. A potem, tak jak piszesz, to siedzi w człowieku i trudno stworzyć normalny kontakt z jedzeniem - przynajmniej tak jest w moim przypadku.
      Najgorzej gdy organizm jest już tak wytrącony z równowagi, że sygnały które daje są nieczytelne.
      PS. Też uwielbiam gotować/piec:)

      Usuń
    3. Te doniesienie mam wrażenie częściej więcej złego niż dobrego robią. Kiedyś gdy nie było tego bum na dietetykę, kolorowych gazet, internetu itd. zylibysmy na swojej farmie, jedli krowy w calosci, smazyli na smalcu i nie przejmowali sie kaloriami czy innymi doniesieniami.

      I macie racje, ta tematyka mocno potrafi namieszać w glowie, jakby nie patrzec jesc musimy, wiec tym trudniej pozniej sie uwolnic.

      Usuń
    4. "Te doniesienie mam wrażenie częściej więcej złego niż dobrego robią. Kiedyś gdy nie było tego bum na dietetykę, kolorowych gazet, internetu itd. zylibysmy na swojej farmie, jedli krowy w calosci (...) "

      W moim wypadku raczej hot doga i słodycze ;). Tak się przynajmniej odżywiałam, zanim zaczęłam sobie zawracać głowę zdrowiem i dietą. Więc w sumie są plusy, są minusy, jak ze wszystkim.

      Usuń
    5. Miałam na myśli kiedyś = dawno temu, my = gatunek ludzki :)
      Czyli np. kilkaset lat temu :)

      Usuń
    6. Rozumiem :). Chociaż to by już zależało od regionu, w jakim żyliśmy. I od zamożności. Nie wiem, jak to wyglądało kilkaset lat temu, ale, powiedzmy, 100 lat temu nasi przodkowie jedli już głownie zboża, na wsiach mięso i jajka szły głównie na sprzedaż, ludzie jedli kasze, smalec i inne tańsze produkty, mięso było raczej od święta. Z kolei dieta wielu krajów azjatyckich też oparta jest na węglowodanach, istnieje wiele regionów, gdzie wcale nie je się mięsa. Więc to nie do końca tak, że zaczęliśmy jeść zboża w przypływie doniesień o szkodliwości tłuszczy nasyconych. Zboża i strączki są z nami od setek, jeśli nie od tysięcy lat. Mimo, że jestem wegetarianką, nie jestem zwolenniczką diet eliminacyjnych, jeśli nie ma do tego poważnych przesłanek, wszystko jedno, czy akurat jest moda na eliminację tłuszczy, czy zbóż, czy mięsa.

      Usuń
    7. Miło mi, że wegetarianie czytają tego bloga :) I chociaż ja już jem mięso, to zdecydowanie nigdy nie żałowałam tylu lat wege.

      Usuń
    8. Bo blog jest bardzo ciekawy, nawet, jeśli ideologicznie nam nie po drodze :).

      Usuń
  4. Wciąż jesteśmy bombardowani najróżniejszymi informacjami ze źródeł, których nie umiemy zliczyć i czasem mam wrażenie, że ciężko natknąć się na dobre informacje. ALE MOŻNA.

    Ja kilka lat byłam niewolnikiem treningów. Po prostu uzależniłam się od nich... Okej, endorfiny i te sprawy, ale tak naprawdę to też był jakiś psychiczny problem, podejrzewam. Bo trzeba schudnąć i się wyrzeźbić. No ale oczywiście nie widziałam żadnych efektów. Jak tu widzieć efekty, skoro dieta leży... Przekonana o własnej nieomylności co do odżywiania nie wprowadzałam zmian, tylko kupowałam izolat białkowy i spalacz, bo tak ktoś doradził. Bzdura. Niby miałam wiedzę, ale tak naprawdę nie wiedziałam, że trzeba by włączyć mięso do diety, wyłączyć zboża i inne, spożywane w nadmiarze węgle... no i to myślenie pt. "nie da się", no bo jak żyć bez makaronu, jak się biega długie dystanse...? Ech, głupotą było takie myślenie. :) Na szczęście pojechałam na świetne szkolenie dotyczące diety i wreszcie zobaczyłam, co jest słuszne. Że nie potrzebuję tyle węgli! Moja "nowa droga" faktycznie zaczęła się od chęci poprawienia stanu zdrowia (tak jak piszesz, że powinno być :)), bo byłam ciągle zmęczona i w dodatku trądzik. To z myślą o cerze odrzuciłam zboża. I zobaczyłam poprawę już po tygodniu. I to nie tylko w stanie skóry na buzi, ale też w ogólnej formie, spadł też "pszeniczny brzuch". Półmaraton przebiegłam ostatnio bez tak polecanego biegaczom "carboloadingu" przed. Najlepszy wynik w życiu.

    To początek mojej nowej drogi, ale czuję się mądrzejsza... Twój blog to też jest kopalnia wiedzy dla mnie jeśli chodzi o hormony i pilnuję się bardziej niż kiedyś pod tym kątem. :) Trochę idę pod prąd, bo otoczenie ma kompletnie inne poglądy (typowe :)), ale najważniejsze, że ja czuję się lepiej. Jak się widzi efekty, to od razu łatwiej pozostać na tym szlaku.

    Życzę Ci powodzenia. Pamiętaj, żeby odpoczywać. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tez stosujesz sie do zasady jem kiedy jestem glodna i do syta jezeli moge wiedziec bo jestem na wstepnym etapie diety i sie bardzo tym interesuje ?

      Usuń
    2. Staram się, ale póki co - nie sprawdza się. Przez kilka lat przyzwyczaiłam mój organizm do tego, że trzeba jeść 3 posiłki i 2/3 przekąski i na razie nie potrafię się tego pozbyć. Tzn. jak próbowałam to np. śniadanie było o 8:00, głód odczuwałam dopiero około 13:00 i jak wtedy zaczynałam jeść, to nie mogłam skończyć... Pewnie jest na to jakiś sposób, może bardziej gęste odżywczo pożywienie?
      Wierzę, że to dobry sposób - jedzenie kiedy się jest głodnym i do syta, ale nie dziwię się organizmowi, że ciężko mu się na razie dostosować, także powolutku będę próbować. ;) A jak tam Twoje samopoczucie na tym "wstępnym etapie"?

      Usuń
    3. Ciało zawsze daje nam sygnały, które są zwyczajnie pomocne. Często potrzeba czasu aby te sygnały dotyczące głodu były wartościowe, w sensie aby polegać na nich jako wyznacznika ile jeść. Przez czas rozumiem i przyzwyczajenie organizmu do nowej diety, i wyregulowanie procesów metabolicznych, i poprawienie równowagi hormonalnej czy uzupełnienie niedoborów. Ale sygnały wciąż są dla nas ważne jeśli nauczymy się odrozniac czy tez identyfikowac je w odpowiedni sposob. Np. ja gdy jestem przepracowana i malo spie czuję głód non stop, i jest to sygnał na jakim nie mogę polegać w kwestii ile jeść, ale daje mi jasny komunikat, że musze zwolnić i odpocząć.

      Pamietam, że 3 pierwsze miesiace na paleo to byl dla mnie jeden wielki glod. Z czasem następowała regulacja, oczywiście aspekty takie jak stres, brak snu, przetrenowanie, choroby itd. moga zakłócić ten proces.

      Agata gratulacje z powodu maraton :) A odnośnie napadu głodu gdy już zaczniesz jeśc i który jest związany z reakcją stresowa, moja rada jest taka aby nie robić tych przerw zbyt długich na poczatku i nie czekac za długo z kolejnym posilkiem. Białko ma największy sygnał sytości, ale warto pomyslec czy nie jesz mniej. Czesto nieswiadomie zmniejszamy ilosc posilkow z 5 do 3, a porcje zostaja bez wiekszych zmian.

      Usuń
  5. To znaczy niewiem zabardzo jakie mam przyjac wartosci b/t/w.Ogolnie staram sie stosowac do porad i sniadanie wyglada nastepujaco 3 jaja i do tego masa warzyw i banan,obiad piers z kurczaka,ogrom warzyw i lyzka mala ziemniakow i kolacja mieso z kurczaka wedzone(kupne),sledz do tego warzywa i troche serka wiejskiego.Dokladnie niewiem co mam robic poniewaz kiedys posiadana u mnie byla fobia liczenia kalori i boje naprzyklad wprowadzic sie duza ilosc tluszczy do diety np boje sie smazyc jajka na smalcu.Jak myslisz pozbyc sie tej fobi i sprobowac.I czy twoim zdaniem jedzenie duzej ilosci owocow nie wplynie negatywnie (przeciez to tez weglowodany).Dzieki za pomoc : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy jest inny i wiadomo, że ja mogę Ci tylko powiedzieć o swoich spostrzeżeniach... ale z tymi tłuszczami to się nie bój, spróbuj. Ja odkąd zaczęłam jeść tłuściej, mam o wiele mniejszy apetyt na słodycze, a naprawdę miałam ogromne możliwości pod tym względem. Poprawił mi się stan cery. Na razie skupiam się na rybach morskich, sięgam po dorsza, śledzia, makrelę, łososia. Używam masła. Oliwę z oliwek na zimno do sałatek. I czuję się syta. Także polecam się przekonać. :)

      Z owocami to zależy chyba od tego, jakie masz cele, Tłuste Życie pisała o tym gdzieś. Ja najczęściej co jem z owoców to banan dojrzały (ale tylko po treningu) i czasem jakieś jabłko, porzeczki, kiwi. Ale w małych ilościach. Bo to też nakręca apetyt na słodkie w moim wypadku. A tego nie chcę. ;)

      Z wartościami b/t/w to ja sobie odpuściłam, trzymam się białka w każdym posiłku, węgli na śniadanie i obiad (więcej w dzień treningowy) i najwięcej węgli to oczywiście warzywa. Tłuszcz raczej do wszystkiego.

      Usuń
    2. A jak z nabiałem w twojej diecie , czy jest wyeliminowany jesli moge zapytac czy naprzyklad 1 serek wiejski dziennie to bedzie zly pomysl a i jeszcze jedno jakie wegle dostarczasz do sniadania zlozoneze zboz czy proste z owocow. I jezeli jesz juz wegle to czy wybierasz produkty pelnoziarniste czy oczyszczone ?

      Usuń
    3. Uwielbiam nabiał i ciężko mi się go pozbyć na razie (wszystko stopniowo, na razie wykluczam powoli zboża, więc na nabiał sobie pozwalam). Jem półtłusty twaróg tak z 3 razy w tygodniu, to samo serek wiejski (ale tylko jeśli ma "czysty" skład i tłuszcz zawarty), mleko tylko jak prosto od krowy uda się załatwić.

      Na śniadanie to złożone węgle z płatków owsianych górskich. Pełnoziarnistych rzeczy raczej nie jem już (typu chleb, makaron). Węgle proste tylko do pół godziny po treningu i są to albo dojrzały banan, albo daktyle albo generalnie jak mam ochotę na jakieś węgle proste to tylko wtedy. ;)

      Usuń
  6. czy pol lyzeczki soli morskiej jodowanej to nie za duza dawka do kazdego posilku codziennie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przecież taki posiłek to przesolony będzie

      Usuń
    2. Konkretne badania wskazują na 1,5 do 3,5 łyżeczki dziennie jako 'normę'.

      Usuń
  7. Trafiłam wczoraj na taki post http://huntgatherlove.com/content/breaking-paleo
    Myślisz, że dziewczyna może mieć rację? Czy może chodzi o kwestię indywidualnego podejścia do diety?[w sensie jego braku]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Melissa zdecydowanie miała swój głos w Paleo :) Nie przeczytałam całego posta, bo czasu brak ale dzięki wielki...
      Notabene kiedyś Nell Stephenson (paleo atletka)na swojej www podawała różne referencje (być może to był osobny link do innej strony) osób, które były Paleo i już nie są...całkiem ciekawe.
      Sporo z nich zrezygnowało po chwili, nie dając rady z symptomami związanymi ze zmiana diety. Ja osobiście nie wierze, ze mozna zle funkcjonowac na naturalnej diecie, ale wierze ze mozna calkiem niezle sobie radzic na kazdej innej. Musze dzis przeczytac tego posta, ciekawa jestem :)

      Usuń
    2. Słabo znam angielski, ale ogólny wydźwięk chyba zrozumiałam. Całkiem ciekawy post, zgadza się z moimi przemyśleniami (chociaż paleo nigdy nie byłam).

      Usuń
  8. MS pisalas kiedys, ze unikanie slonca jest bez sensu. Co sadzisz o unikaniu go w kontekscie zapobiegania powstawaniu zmarszczek?

    OdpowiedzUsuń
  9. Cześć MS:) Przeczytałam Twój blog niemal od deski do deski i jest on dla mnie dużą inspiracją dla zmian, których chcę dokonać w moim sposobie odżywiania, ale nadal mam masę wątpliwości, których nie potrafię ogarnąć ;) Jeśli miałabyś chwilę na przeczytanie moich wypocin (długich, wybacz), to byłabym bardzo wdzięczna...

    Przede wszystkim, staram się zrobić jakąś sensowną rozpiskę codziennych jadłospisów i ciągle wydaje mi się, że czegoś może brakować. Dodam, że na dietę chcę przejść po prostu dla zdrowia i tylko częściowo dla schudnięcia (nie mam szczególnych problemów z wagą, jednak mam za duży brzuch i jeśli przy okazji uda mi się go zrzucić, to będzie super).
    Próbuję też przestawić na zdrowsze żywienie moją rodzinę.

    Po przeczytaniu bloga tak mniej więcej wyobrażam sobie codzienny jadłospis:

    śniadanie: jajecznica z 1-2 jajek czy jakiś omlet czy cokolwiek jajcarskiego;) lub kawałek mięsa lub ryby gotowanej albo pieczonej + warzywa, ok. 1,5-2 szklanki (najróżniejsze, oprócz strączkowych) + łyżka oliwy z oliwek + kilka orzechów + herbata zielona + ewentualnie 1-2 kromki chleba z mąki ryżowej (za chwilę dojdę do problematycznej kwestii pieczywa:) )

    obiad: kawałek dowolnego mięsa lub ryba gotowana albo pieczona, ewentualnie w panierce z siemienia lnianego (rzadko) + najróżniejsze rodzaje warzyw surowych/gotowanych/pieczonych, łącznie około 2,5-3 szklanki + oliwa z oliwek lub olej kokosowy + ewentualnie trochę ryżu parboiled czy ziemniaków + jakiś owoc (ewentualnie owoc zjedzony wcześniej/później, między posiłkami) + herbata miętowa
    lub jakaś zupa, gulasz, sos, potrawka, wszystko na mięsie/rybie i warzywach, bez zabielana mąką ani żadnych takich cudów na kiju

    kolacja (2-3 godz. przed snem): nieduży kawałek dowolnego mięsa lub ryby gotowanej albo pieczonej lub np. kawałek wędzonej markeli czy łososia + porcja warzyw gotowanych lub lekko podsmażonych na maśle + np. ogórek kiszony + kilka orzechów czy trochę masła orzechowego (z orzechów włoskich) + herbata zielona lub owocowa

    + do wszystkiego trochę przypraw i ziół i pomiędzy posiłkami 1-2 owoce dziennie

    A żeby całkiem nie zwariować... ;)
    - czasem chipsy warzywne (ususzone samodzielnie marchewki, buraki itp.) lub od czasu do czasu kokosowe (cena troszkę wysoka...) lub ewentualnie owocowe,
    - czasem jakieś słodkości pieczone bez mąki, otrębów i innych ziaren (powiedzmy 1-2 razy w miesiącu),
    - napoje przygotowane z wodnego kefiru,
    - czasem cydr z jabłek w zastępstwie piwa :),
    - 1 kawa 100% arabica dziennie + 2-3 kostki czekolady gorzkiej
    To z przekąsek i napojów.
    A z grzechów obiadowych... Czasem, powiedzmy 1 w miesiącu, jakiś makaron, czasem parę pierogów i tego typu zbożowe grzeszki... Wiem, że powinno się zrezygnować z nich całkiem i nie wykluczam, że tak się w końcu stanie, ale na razie całkowicie zmieniam swoje podejście do jedzenia, do diety i nie chcę wprowadzać zbyt radykalnych zmian na raz, bo wiem, że mogę nie wytrwać, podobnie jak moja rodzina. A co będzie dalej, czas pokaże, może okaże się, że puree z selera czy kalafiora zasmakuje nam tak bardzo, że ryż okaże się zbędnym dodatkiem :)
    To, z czym będzie najtrudniej, to na pewno chleb, póki co moja rodzina nie wyobraża sobie śniadania bez chociaż kromki chleba... Czy więc chleb z mąki ryżowej będzie najmniejszym złem?
    Szczerze mówiąc kwestia pieczywa spędza mi już sen z powiek :P Bardzo zależy mi, żeby przestawić rodzinę na zdrowsze jedzenie i widzę, że są chętni i skorzy do wielu ustępstw, ale tego chleba przeżyć nie mogą... Dlatego próbuję wymyślić coś, co byłoby najmniejszym złem i pozwolić im (sobie czasem też... :P ) na te 1-2 kromki dziennie, a przy tym jeść zdrowe obiady i całą resztę.

    Przepraszam, że tak się rozpisałam, ale mam masę wątpliwości, do tego stopnia, że dzisiaj całą noc śniły mi się kwestie związane z odżywianiem, budziłam się co chwilę i długo nie mogłam zasnąć, bo miałam głowę pełną pytań :D

    Pozdrawiam :)
    Natalia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natalio, to czy pieczywo będzie dla Ciebie aż tak złe to jest kwestia wielu czynnikow. Zboza maja tone wad i to juz jest problematyczne samo w sobie. Jesli sa niewielka czescia diety i dana osoba nie ma problemow zdrowotnych zwiazanych np. z insulina, chronicznym stanem zapalnym, problemami trawiennymi, alergiami itd. to mniejsze szanse, ze bedzie to mialo drastyczne konsekwencje. Ale...zboza to nie to samo co chleb. Produkcja chleba to jest masakryczny proces, do ktorego uzywa sie multum szkodliwych substancji, stad mozna dobrze tolerowac zboza, a zle tolerowac chleb.
      Ten brzuch, o ktorym wspominasz jest niepokojacy - my kobiety nie magazynujemy w tym miejscu tkanki tluszczowej obficie. Moze to byc kwestia hormonalna (kortyzol lub insulina), moze to byc kwestia problemow pokarmowych (np. wzdecie ktorego nie czuc). Zdecydowanie należy się temu przyjrzeć.

      No i mozna jesc paleo rodzinnie bez wiekszych strat na jakosci jedzenia. Podesle Ci pare linkow:
      http://everydaypaleo.com/food/
      http://nomnompaleo.com/
      http://paleoparents.com/tag/recipe/

      Moja rada byłaby taka aby na miesiąc pozbyć się zbóz i zobaczyć czy poczujesz różnicę. Nie jest to pewny okres, ale przeważnie wystarczający. Jeśli stwierdzisz, ze jednak w Twojej diecie jest miejsce na zboza to polecam przygotowywanie ich w tardycyjny sposob czyli przez kiełkowanie, moczenie lub fermentacje. U nas jeszcze nie ma kielkowanych mak, ale sa to juz dostepne produkty :) I wtedy mozesz upiec cos sama bez martwienia sie o to wszystko co jest w kupnym pieczywie.

      A odnosnie samej diety, brakuje mi troche wiecej tluszczy nasyconych, podorobow, rosolu, naturalnych probiotykow. Ale to sa szczegoly i mozesz to potraktowac jako 'czepianie'. Tak naprawdę z tego co wymieniłas tylko zboze mnie naprawde niepokoi.

      Usuń
    2. Bardzo dziękuję za odpowiedź i za linki:)
      Jeśli chodzi o podroby, rosół itd. to zapomniałam o tym wspomnieć, ale również mam zamiar je włączyć do diety:) Aktualnie poszukuję namiarów na jakiegoś ekologicznego kurczaka, bo niestety nie mam możliwości kupienia od nikogo zaufanego.
      Jeśli chodzi o zboża, to jestem zdecydowana je odstawić chociaż na trochę i mam nadzieję, że po tym czasie już do nich nie wrócę. Po latach tragicznej diety i stresów mam różne problemy żołądkowe/jelitowe, stąd pewnie ten brzuch, o którym pisałam (nie jest on bardzo duży, ale nie jest też płaski; podobne problemy z wyglądem brzucha ma praktycznie cała moja rodzina i myślałam, że to geny i tyle, ale teraz postanowiłam coś z tym zrobić). Jestem przed wizytą u lekarza i badaniami tak na wszelki wypadek, ale w międzyczasie chcę zobaczyć, na ile dieta ma u mnie znaczenie, więc zastosuję się do Twoich wskazówek z tego wpisu http://www.tlustezycie.pl/2012/08/zdrowe-jelita-jak-sobie-pomoc.html a rodzinie zaserwuję pieczywo z mąki migdałowej, kokosowej czy ewentualnie siemienia lnianego :) Chleby gotowe nie wchodzą w grę, od dawna już nie mam do nich zaufania i piekę swoje, tyle że pszenne. Teoretycznie mogłabym dalej piec je dla rodziny, ale znam siebie i wiem, że na pewno przy pieczeniu nie zdołam się powstrzymać i coś tam skubnę dla siebie, więc wolę, żeby to było stosunkowo bezpieczne pieczywo ;)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    3. Myślę, że spokojnie paleo chlebek możesz jeść wraz z rodziną. Tylko raczej po załatwieniu kwestii związanych z trawieniem, bo zarówno orzechu jak i kokos mogą powodować objawy trawienne.

      Usuń
  10. A tak przy okazji, co sądzisz o serze feta raz na jakiś czas? Takim prawdziwym, nie podróbie z mleka krowiego:) Mówiąc raz na jakiś czas mam na myśli powiedzmy raz na 2 miesiące. A sery pleśniowe? I twarde żółte sery? Mam ogromną słabość do serów, zwłaszcza wszelkich intensywnych w smaku śmierdziuchów ;) i z tym chyba najtrudniej będzie mi się rozstać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nabiał ma dla mnie jedną wadę: jakość. Nie mówię już o laktozie, bo ten aspekt nie jest jednoznaczny. Po prostu mleko dziś, sposób jego pozyskania, pasteryzacja, homogenizacja czy kwestie takie jak hormony i antybiotyki mnie martwią. To samo dotyczy serów. Ale myślę, że można dostać sery robione ręcznie bez żadnych dodatków i dziwnych procesów.
      Być może są to jakieś droższe gatunki, być może od kogoś kto robi takie rzeczy...:)

      Usuń
  11. To jeszcze raz ja ;) Co sądzisz o składzie tranu Mollera http://www.lekolandia.pl/mollers-tran-norweski-plyn-250ml-p-618.html ? Szukam jakiegoś sensownego tranu, bo na opakowaniu swojego zobaczyłam całą masę chemii i przeraziłam się :P Chciałabym chociaż przez jakiś czas wspomagać się omega-3 z tranu, dopóki nie nauczę się odpowiednio komponować dietę, ale boję się, żeby przy okazji nie dostarczać sobie niepotrzebnie niezdrowych składników.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skład ma ok i kiedyś próbowałam poszukać info jak go robią, ale bez efektów. Więc nie wiemy wiele do sensownej oceny wciąż, ale ma dobre opinie ogólnie.

      Usuń
  12. Bardzo Ci dziękuję za odpowiedzi :)
    Przejdę w takim razie na ścisłą dietę, którą proponujesz na blogu, w międzyczasie zrobię badania krwi itd., gastroskopię, kolonoskopię i zobaczę, co w trawie piszczy ;) Mam nadzieję, że coś się poprawi, bo te problemy są coraz bardziej uciążliwe, a kiedy poszłam z tym do lekarza, to pierwsze co dostałam to antybiotyk (a antybiotyków to ja się już w życiu nabrałam sporo), przed jakimikolwiek badaniami ;/

    Póki co, po paru dniach paleo, zauważyłam jeden pozytyw: nie odrzuca mnie już od śniadania jak przy kanapkach (od dawna miałam tak, że rano byłam głodna i nie mogłam nie zjeść, ale te kanapki aż rosły mi w buzi, a jakoś nie miałam koncepcji na nic innego..), teraz jem rano mięso/jajka i warzywa i wcinam ze smakiem, bez żadnych problemów :)
    Z negatywów, to miałam dzisiaj hmm nie powiem, że biegunkę, ale jedno nadprogramowe pójście do wc ;) i myślę, że to może nadmiar tłuszczu (olej kokosowy, oliwa z oliwek, wiórki, ale tych ostatnich niewiele) albo brokuła i kalafiora. Albo po prostu to, że organizm nie jest przyzwyczajony do zdrowszego jedzenia i dziwnie na to reaguje. Zobaczę, co będzie dalej :)

    Pozdrawiam mocno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmiana diety na jakąkolwiek może powodować (nawet powinna) zmianę w stolcu :) Trzeba czasu nim trawienie się zaadoptuje.
      Ja chyba napiszę jeszcze raz i dokładniej o diecie eliminacyjnej, bo to bardzo ważny temat a stosowanie jej poprawnie wymaga sporej wiedzy, jako że nie istnieje jedna idealna wersja eliminacji.

      Może nawet sama na nią przeję wraz z Wami od jakiejś daty :) Kiedyś próbowałam, ale szybko mi się odechciało, później byłam w ketozie więc siła rzeczy prawie eliminacja i nie miałam już potrzeby, bo stan moich jelit był stabiilny.

      Usuń
  13. Czy w potrzebie prywatnych lub handlowych kredytów na różne cele? Jeśli tak, skontaktuj się poprzez ten e-mail ... johnsonleehloaninvestment@outlook.com
    Imię i nazwisko:
    Kwota potrzebna:
    czas trwania:
    kraj
    cel

    OdpowiedzUsuń
  14. Dobry dzień,

    Jestem Mis Nancy Leonard. Renomowanego, legalne i akredytowany pożyczkodawcy. Dajemy pożyczki wszelkiego rodzaju w bardzo szybki i łatwy sposób, pożyczki osobiste, kredyt samochodowy, Home Loan, Student Loan, Business Loan, kredyt Inventor, Konsolidacji zadłużenia. itp

    Uzyskać zezwolenie na biznesowych lub osobistych pożyczki dzisiaj i uzyskać fundusze w ciągu jednego tygodnia stosowania. Te osobiste pożyczki może zostać zatwierdzony, niezależnie od kredytu i jest tam wiele szczęśliwych klientów do kopii zapasowej tego twierdzenia. Ale nie tylko uzyskać pożyczki osobiste, czego potrzebujesz; otrzymasz najtańszy. To jest nasza obietnica: Gwarantujemy najniższą stawkę dla wszystkich kredytów z bezpłatnych dodatkowych korzyści. Więc email: ptlender01@gmail.com

    Dokładamy wszelkich starań, aby zostawić pozytywny niezatarte wrażenie przekraczając oczekiwania moich klientów w wszystko, co robię. Naszym celem jest, aby traktować z godnością i szacunkiem, zapewniając najwyższą jakość usług w odpowiednim czasie.

    KREDYT WNIOSEK:
    =================
    Pełna Nazwa: ................
    Kwota pożyczki Potrzebny :.
    Cel pożyczki: .......
    Kredyt Czas trwania: ..
    Płeć: .............
    Stan cywilny: ....
    Położenie: ..........
    Adres Domowy: ..
    Miasto: ............
    Kraj: ......
    Telefon: ..........
    Telefon komórkowy / Telefon komórkowy: ....
    Zawód: ......
    Miesięczny Dochód: ....

    Brak numeru Social Security wymagane i nie kredytowej sprawdzić wymagane, 100% gwarantowana.

    Więc email: ptlender01@gmail.com dziś ubiegać się o pożyczkę.
    ptlenders@yahoo.com lub ptlender01@gmail.com
    Z Poważaniem,
    Panna Nancy Leonard (MD).

    OdpowiedzUsuń
  15. How I Got My Loan From A Genuine And Reliable Loan Company

    Hello Everybody,
    My name is Mrs.Irene Query. I live in Philippines and i am a happy woman today? and i told my self that any lender that rescue my family from our poor situation, i will refer any person that is looking for loan to him, he gave me happiness to me and my family, i was in need of a loan of $150,000.00 to start my life all over as i am a single mother with 2 kids I met this honest and GOD fearing man loan lender that help me with a loan of$150,000.00 US. Dollar, he is a GOD fearing man, if you are in need of loan and you will pay back the loan please contact him tell him that is Mrs.Irene Query, that refer you to him. contact Dr Purva Pius,via email:(urgentloan22@gmail.com) Thank you.

    OdpowiedzUsuń