Kwiecień 21, 2013

Perspektywa, czyli jak zmieniło się moje myślenie i podejście przez ostatnią dekadę

Blog niedawno skończył roczek, ja zaraz skończę trzecią dekadę. Nieświadome zrobiłam małe podsumowanie na kilka tematów. I nie wiem czy to kwestia upływu czasu czy faktu, że ostatni rok był dla mnie bardzo intensywny (zwłaszcza w kwestiach związanych z tematyką poruszaną na blogu), ale zmieniło się bardzo dużo i w moim życiu i w mojej głowie. Dziś trochę bardziej osobista notka, bo wiele z Was często pyta kwestie, które chcę poruszyć.


Dieta

Od co najmniej 10 lat staram się jeść zdrowo, w mniej lub bardziej neurotyczny sposób. Pamiętam, że mając 20 lat zdrowe odżywianie było rozumiane przez mnie jako jogurt 0%, chrupka Wasa, trochę warzyw i owoców oraz koniecznie wszystko w wersji light. I do dziś się zastanawiam jakim cudem wytrzymałam na takiej diecie kilka lat. Ba, nawet udało mi się zredukować do niskiej wagi i ją utrzymywać przez kilka lat. Oczywiście coś za coś, bo utrzymywanie było wielką walką, a skutki braku odpowiednich składników odżywczych po latach dały o sobie znać. Cały ten czas byłam wegetarianką, co dodatkowo pogarszało sytuację. Nie wiem czy może być gorsze połączenie niż wegetarianizm z tłuszczofobią i zamiłowaniem do niskokalorycznych produktów.  W efekcie byłam szczupła z brakiem mięśni i masą tłuszczu. Skinny fat jak to teraz się ładnie nazywa. 
Mając 25 lat zaczęło mi to przeszkadzać. Nie wiem skąd wpadłam na ten pomysł, ale postanowiłam zająć się sportem. To całkiem nielogiczny i mało realny plan dla kogoś kto nawet nie chodził na WF w szkole i unikał jakiejkolwiek aktywności fizycznej. Wraz z treningami musiałam uporządkować swoją dietę. Podejście klasyczne w takich sytuacjach czyli żywienie w sporcie wydawało mi się idealne. To był czas 5-6 posiłków dziennie, codziennego ważenia się, odżywek białkowych wyliczania B/W/T i oczywiście liczenia kalorii we wszystkim co jadłam czy piłam. Wszystko dla lepszego metabolizmu. Nie powiem, żebym nie odnosiła początkowych sukcesów żyjąc w ten sposób. To był też czas gdy układałam jadłospisy innym, myśląc że znalazłam cudowny sposób dla każdego kto chce schudnąć. Przy okazji wszystkim, którym wtedy doradzałam winna jestem przeprosiny, nie wiedziałam tego co wiem teraz 🙁
Po jakimś czasie zauważałam, że na wiele osób ‚jedz mniej, ćwicz więcej’ nie działa. Czasami po prostu diety przestawały działać i żadne liczenie kalorii czy manipulacje w zakresie tego ile i co jedli również się nie sprawdzało. Zwłaszcza gdy mowa o osobach, które miały za sobą konkretną przeszłość dietetyczną lub problemy zdrowotne (przeważnie te aspekty idą w parze).
Ja sama po jakimś czasie całkowicie pozbyłam się większości przetworzonych produktów z mojej diety. Pozostawiłam sobie jedną porcję zbóż raz na jakiś czas i trochę nabiału. I mimo, że taka dieta była przez moich znajomych odbierana jako przesadnia zdrowa to nie czułam w 100%, że jest prawidłowa. Zawsze wydawało mi się, że jedzenie nie powinno być skomplikowane. Liczenie, ważenie czy mierzenie nie są naturalne i dają złudne poczucie kontroli, która z czasem przemienia się w obsesyjne zachowania, z którymi wiąże się zbyt dużo negatywnych emocji. Z dnia na dzień przestałam, zaczęłam jeść mięso, pochłaniać olej kokosowy łyżkami i jeść do syta bez patrzenia na zegarek.
To był pierwszy słuszny krok. I po jakimś czasie wyrzucenia zbóż, strączków i nabiału z diety wiedziałam, że to jest sposób odżywiania, który jest dla mnie naturalny i wkomponowuje się w moje życie. Moje poprzednie diety były ‚stylem życia’…co w praktyce oznaczało, że dominowały wiele aspektów mojej egzystencji. Same przestrzeganie pór posiłków, ważenie, liczenie czy planowanie. Cieszę się, że wtedy nie zaczęłam pisać bloga, chociaż sporo udzielałam się już na wizażu. A to dlatego, że po kilku miesiącach i zajęciu się bardziej tematyką zdrowotną zrozumiałam, że pozbycie się z diety szkodliwych substancji to tylko wierzchołek góry lodowej. Można być paleo i jeść w kółko brokuła i indyka, tylko wątpię, że w długoterminowej perspektywie ma to sens. Stałam się poszukiwaczem składników odżywczych, propagatorem tradycyjnych diet, przeciwnikiem niedoborów witamin, minerałów, aminokwasów, antyoksydantów czy kwasów tłuszczowych. Takie skupienie się na gęstości odżywczej pozwoliło mi poczuć się milion razy lepiej niż kiedykolwiek w życiu. I wiele osób nie wierzy, że różnorodność i zwracanie uwagi na składniki odżywcze są lekarstwem samym w sobie.
Praca
Nie mogę narzekać na moją pracę zawodową. Zawsze lubiłam to co robię, co prawda w ostatnim czasie ciężko to stwierdzić uczciwie, bo dużo bardziej wolałabym robić coś innego…ale wciąż nie powiem, że nie lubię tego co robię zawodowo.
Mam dobrą pracę, nie najgorsze zarobki, fajnych współpracowników i przyjemne warunki pracy. Mam też zawód, który daje mi możliwość rozwoju. Wszystko powinno być ok, prawda? Ale nie jest. W pewnym momencie przestało być. 
Mogę to nazywać różnie od kaprysu, po marzenie, głupotę czy jak ja wolę o tym myśleć: powołanie. Bo jak nazwać sytuację gdy osoba świadomie rezygnuje z awansu zawodowego, 6 cyfrowych zarobków rocznie (!) i decyduje się iść na studia, zarabiać połowę mniej, z czego większość wydawać na naukę, nie spać, nie mieć czasu wolnego i zupełnie zmienić całe swoje zawodowe życie? Pamiętam jak kilka late temu odbierałam dyplom i zarzekałam się, że nigdy więcej w życiu nie chcę studiować. A teraz…po pierwsze moje poprzednie studia wydają mi się banalne w stosunku do tego co teraz robię, po drugie uwielbiam się uczyć i chyba pierwszy raz w życiu robię to z własnej nieprzymuszonej woli. 
Dla ciekawskich: moja obecna praca ma dużo koncepcyjnie wspólnego z tym czym zajmuje się na blogu. A przynajmniej wymaga tych samych cech 🙂
Czas
To jest coś z czego jestem dumna. Nie chwaląc się, zawsze byłam dobrze zorganizowana….ale też zawsze miałam w sobie coś z lenia. Nie lubiłam się przemęczać, robić za dużo zadań w jeden dzień czy nie mieć chwili na swoje przyjemności. Ostatnie pół roku pokazało mi, że czas jest z gumy. Kwestia priorytetów oczywiście. 
Czasami się zastanawiam jak daję radę codziennie wstać na trening, iść do pracy, robić zakupy, prowadzić bloga, uczyć się dla siebie i uczyć się do szkoły (to zupełnie inne procesy), pisać pracę i jeszcze mieć czas dla rodziny. Co prawda nigdy nie jest to idealne i często coś cierpi, bo z rodziną nie widzę się tak często jakbym chciała, pracę czasem zawalę, na Wasze maile nie mam czasu odpisać…ale jakoś wszystko idzie do przodu. Staram się jak najszybciej uzyskać mój pierwszy tytuł czyli Diploma Nutrition, który pozwoli mi legalnie prowadzić konsultacje w zakresie odżywiania. No i później ukończyć mój docelowy program czyli Natural Medicine. 
Przyznam, że wszystko jest kosztem czasu wolnego, którego po prostu już nie mam. Nie ma szans na oglądanie filmów, czytanie książek dla przyjemności, wyjścia na miasto, regularne wyjazdy czy nawet spacery. Nie ma czasu nawet na pomalowanie paznokci 😉 Wstyd się przyznać, ale gdyby nie mój mąż to pisałabym do Was przykryta warstwami kurzu. Pewnie też nie byłoby czystego ubrania ani kubka. I broń Boże, nie namawiam nikogo do takiego stylu życia. Siedzenie po kilkanaście godzin przed komputerem, wieczna praca, zmęczenie i brak snu są świetne jak chcemy wypalić nadnercza, ale nic poza tym. Tylko czasem jest taki okres i trzeba go przejść, mimo że wiem doskonale jak powinno być optymalnie.
Pieniądze
To temat, który zawsze był dla mnie wrażliwy. Odkąd skończyłam studia dobra materialne były dla mnie ważne, chciałam mieć rzeczy jakich nie miałam wcześniej lub po prostu móc sobie na wiele pozwolić. Oczywiście dziś to ma troszkę inny wymiar, gdy bieda oznacza, że każdy ma własne mieszkanie na kredyt, samochód i wakacje za granicą. Ale kilka lat temu pieniądze dawały mi poczucie bezpieczeństwa. Ciężko pracowałam na swoje pierwsze pensje i miło było mieć świadomość, że wszystko co mam zawdzięczam tylko sobie. Mało z Was wie, ale miałam przez kilka lat kosztowne hobby. Interesowała mnie moda i bynajmniej na zainteresowaniu się nie kończyło. Spędzałam cały wolny czas w galeriach handlowych, studiowałam najnowsze trendy, kupowałam, mierzyłam, tworzyłam…jak się wyprowadzałam aby zamieszkać z mężem (wtedy chłopakiem) to szukanie mieszkania polegało na znalezieniu odpowiedniej garderoby. W pewnym momencie ilość sumach par butów przekroczyła 100…Całkiem sympatycznie wspominam ten czas. A dziś….pieniądze zaczęły mieć niesamowitą wartość. Fakt, że mam dużo więcej wydatków niż kiedykolwiek wcześniej, ale tak naprawdę stałam się skąpym minimalistą. Nie kupuje co mi niepotrzebne, nie chodzę po sklepach, nie śledzę trendów. Noszę w kółko te same rzeczy i nie potrzebuję nic więcej do szczęścia. Wszelkie oszczędności idą na rzeczy związane z nauką. I czuję się z tym cudownie. Non stop w pracy słyszę kobiece rozmowy na temat ciuchów oraz kosmetyków, i z sentymentem wspominam swoje stare czasu, ale nie tęsknie za nimi zupełnie. Nawet sporo rzeczy bez żalu sprzedałam aby mieć na pierwszą wpłatę za studia. Pozbycie się uzależnienia od pieniędzy jako wyznacznika bezpieczeństwa było jak zrzucenie konkretnego ciężaru.
Samoocena
To jest problematyczna kwestia dla wielu osób. Widzieliście reklamę Dove? Nawet gdy to czysty marketing to nikt nie zaprzeczy, że boleśnie prawdziwy….
Moja samoocena nigdy nie była niska, nie powiem aby była wysoka…po prostu nie miałam z nią problemów. 
Ale były dwa aspekty mojej fizyczności, które zawsze pozostawiały mnie w lekkim dyskomforcie. Pierwszy to cera. Jako weteran trądzikowy mam z tym problem. Mam przyzwoitą cerę od kilku lat, a mimo wszystko nigdy nie poczułam się pewnie w tej kwestii. Cera po trądziku jest specyficzna, nikt z zewnątrz tego nie jest w stanie zobaczyć, ale właściciel wie jak to jest…nawet gdy znikną stany zapalne to wciąż borykamy się z pewną dozą ‚kapryśności’ takiej cery. W każdym razie ja nigdy nie czułam się ‚normalnie’ nawet gdy ludzie komplementowali moją skórę. 
I co to zmieniło? Mega wysyp 🙂 Paradoksalnie….zaczęłam wielki detoks, o którym pewnie napisze jeszcze jak dobiegnie do końca, i oczywiście moja skóra zaczęła kwitnąć. Jak pisałam już w komentarzach, od dawna nie miałam wieki stanów zapalnych, ale po rozciągnięciu struktura skóry nie była równa, jakby ziarnista. I nagle ziarenka ożyły. Nie były to typowe zaskórniaki, a później typowe wypryski. To było i wciąż jeszcze jest dziwne oczyszczanie. Pojawia się stan zapalny, znika sam po kilku godzinach i tak w kółko. Gorzej jak zaczęły pojawiać się masowo….a w pewnym momencie cała moja broda była nimi pokryta. Jako osoba przyzwyczajona już do gładkiej skóry nie byłam szczęśliwa. I nie mijało długo…a ja paradoksalnie się z tym pogodziłam. Pierwszy raz w życiu. Bez dramatu, Jest co jest. W końcu zejdzie. 
Drugą kwestią jest waga oczywiście. Im chudsza byłam tym ważniejsze stało się aby tą wagę utrzymać, a najlepiej jeszcze zbudować super sylwetkę. To też wielki problem kobiet, które się do mnie zwracają. Brak akceptacji swojego ciała, uzależnienie swojego szczęścia od tego jaki rozmiar nosimy, dążenie do ideałów czy też negatywne uczucia w stosunku do własnej osoby. Takie myśli potrafią skutecznie zablokować każdą redukcję i pogorszyć nasze zdrowie. A za myślami często idą błędne decyzje o poważnych konsekwencjach (np. zaburzenia odżywiania), bo wiele kobiet nie zdaje sobie nawet sprawy, że potrzebujemy tkanki tłuszczowej. Moje niepokoje minęły same. Nie pamiętam kiedy ostatnio ważyłam się lub przejęłam, że coś jest za małe lub mnie jest za dużo. Po wyjściu z ketozy, pochłanianiu węgli na potęgę oraz ciężkich ćwiczeniach siłowych rozrosłam się może nie dużo, ale wystarczająco aby np. spodnie były za małe. Kiedyś to byłby dramat i natychmiastowa decyzja o restrykcji kalorycznej, a teraz po prostu wygrzebałam większe spodnie. I dziś już śladu nie ma po tamtej zwyżce. Nauczyłam się dzięki temu słuchać własnego ciała i zobaczyłam, że ono samo potrafi osiągnąć równowagę i wybrać wagę, z którą czuje się najlepiej. Po dłuższym czasie jedzenia w naturalny sposób i zaadresowaniu większych problemów zdrowotnych naprawdę nasze ciało zacznie z nami współpracować. W praktyce powie nam kiedy jeść, ile jeść lub jak potraktujemy je niewłaściwie. I nie wspomnę już jak odpowiednia dieta wpływa na nasz stan emocjonalny.
Blog i dalsze plany
Tłuste Życie nie powstało z dnia na dzień. Wiele lat myślałam aby zacząć pisać, wiele lat mówiłam o zdrowym odżywianiu i doradzałam innym. Oczywiście jak już wspomniałam sama definicja ‚zdrowego’ ewoluowała w moim przypadku dość istotnie. Blog początkowo ukierunkowany był na odchudzanie, ale im więcej pisałam i miałam kontaktu z Wami tym bardziej rozumiałam, że odchudzanie to tylko efekt uboczny innych procesów. Dziś wierzę, że każda redukcja powinna być powiązana z polepszeniem stanu zdrowia, inaczej nie ma sensu. Z tego powodu napisałam całą serię o fizjologicznych aspektach odchudzania. To nasza fizjologia decyduje jak będziemy reagować na dietę i ćwiczenia. 
Przez ostatni czas mocno skupiłam się na zdrowiu i w tym kierunku będę działać. Zdecydowanie nie jestem i nie będę ekspertem od wszystkiego. Kompletnie nie mam pojęcia na temat niektórych schorzeń lub nawet całych systemów. I w pewnym momencie wiedziałam, że chcę się określić. Zastanawiałam się miedzy dwoma specjalizacjami: hormony lub trawienie. I wybrałam trawienie, mimo że moje problemy trawienne trwały kilka miesięcy i tak naprawdę nie zapadły mi istotnie w pamięć 🙂 Jestem w trakcie zbierania materiałów do napisania e-booka o najczęstszych problemach trawiennych. Będzie mowa o tym czemu ZJD jest objawem a nie chorobą, czemu zdrowie jelit jest tak ważne, co może być nie tak w kwestii przewodu pokarmowego (kwas solny, enzymy, SIBO, cieknące jelita, nietolerancje, Candida, pasożyty) oraz co można z tym zrobić. To jest długi proces i wymaga sporo poświęceń, ale biorąc pod uwagę ile znam osób, które cierpią i zostają pozostawione same sobie z enigmatyczną diagnozą ZJD oraz receptą na środek rozkurczowy czy przeciwbólowy, potrzebuję to zrobić. Na pewno oznacza to mniej postów na blogu (na fb aktywność pozostanie bez zmian, bo pokochałam ten środek komunikacji), pewnie też mniej odpowiedzi na komentarze czy maile 🙁 Dlatego jeśli chcecie to zachęcam do odpowiadania sobie nawzajem. Tłuste Zycie czyta wiele osób, które mają sporo wiedzy i są na tyle kompetentne aby ją przekazać dalej.
Ciekawa jestem jak zmieniło się Wasz myślenie i podejście w temacie diet, odchudzania czy zdrowia. Napiszcie koniecznie.
PS. Stworzyłam narzędzie diagnostyczne dla oszacowania z jakimi systemami mamy problem. Niestety z powodów technicznych nie jestem w stanie go umieścić dziś. Jeśli jest wśród Was jakiś znawca blogów/marketingu internetowego please help ! 🙂

Darmowy
test diagnostyczny

Dowiedz się, które obszary Twojego organizmu nie funkcjonują poprawnie.

dieta
eliminacyjna

Samodzielne rozwiązywanie problemów pokarmowych.

pobierz
przewodnik

Paleo w pigułce.

Zapisz się na
konsultacje

Najczęściej czytane

Rola hormonów kobiecych w chorobach autoimmunologicznych

Temat chorób autoimmunizacyjnych w ostatnich latach jest coraz częściej poruszany. Chorzy przestają być biernymi pacjentami, skazanymi na farmakologiczny model leczenia, i zaczynają... Zobacz więcej


Gdy trawienie pójdzie w złą stronę

Gdy nie trawisz poprawnie, nie ma żadnego znaczenia jak wartościowa jest Twoja dieta. I nie jest to rzadka sytuacja, że dana osoba... Zobacz więcej


Funkcjonalna dietetyka w chorobie onkologicznej

W onkologii barwy są czarno-białe. Dla wielu osób zmagających się z chorobą nowotworową wybór terapii jest prosty: albo konwencjonalne leczenie, albo poszukiwanie... Zobacz więcej


Testy na nietolerancję pokarmową – oczekiwania vs rzeczywistość

Testy na nietolerancję pokarmową jeszcze kilkanaście lat temu były obiecującym rozwiązaniem wielu problemów zdrowotnych.  Ze względu na zaporową cenę byłą to jednak... Zobacz więcej


Fizjologiczne aspekty odchudzania – dysfunkcja komórki

Dziś kolejny, trochę traktowany po macoszemu i nie cieszący się dużą uwagą, aspekt fizjologiczny wpływający na odchudzanie – komórka i jej praca.... Zobacz więcej


Archiwum wpisów

Archives

Godziny otwarcia gabinetu:

PN-PT 10:00-18:00

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia.