Dlaczego PALEO?

Masz dość wiecznych nieskutecznych diet? A może wciąż czujesz głód i nie potrafisz przestać myśleć o jedzeniu? Marzysz o tym aby jeść do syta i nie liczyć kalorii? Chcesz zrzucić tkankę tłuszczową, mieć więcej energii, lepsze samopoczucie? Cierpisz na otyłość, choroby autoimmunologiczne, cukrzycę, choroby serca, alergie, trądzik, depresję lub kiepski nastrój, problemy trawienne, PCO, zaburzenia hormonalne, brak energii? Jeżeli tak, jesteś w odpowiednim miejscu!

O paleo, medycynie naturalnej i odchudzaniu w oparciu o badania, fakty, doświadczenie. Analiza powszechnych przekonań dotyczących diety, odchudzania i zdrowia oraz holistyczne podejście do człowieka na podstawie konkretnych argumentów.

Szukaj

Loading

29.07.2013

Dlaczego zdrowi ludzie chorują?

Dieta, którą uważam za zdrową, niezależnie od jej wariacji, z pewnością dla wielu osób jest dość restrykcyjna i pozbawiona tego co uważane jest za smaczne  (cukier, chleb, pizza czy cokolwiek innego) lub zdrowe (pełne ziarno, jogurty, oleje roślinne) jedzenie. Gdy ktoś już zaakceptuje argumenty stojące za takim podejście, często pojawia się pytanie czy można jeść inaczej i wciąż być zdrowym przez długie lata? Myślę, że jest to realne w niektórych przypadkach. Podobnie jak każda dieta może być odpowiednia dla pewnych osób. Niektórym silnym jednostkom ujdzie płazem nawet zarówno nieodpowiedni styl życia jak i mało optymalna dieta. Każdy z nas zna takie osoby, które latami np. paliły lub nie przywiązywały uwagi do odżywania, a mimo wszystko we względnym zdrowiu żyły długo i szczęśliwie.

Nie ma gwarancji zdrowia

Jeszcze bardziej zastanawiające może być czy zdrowe jedzenie i optymalizacją stylu życia daje gwarancję zdrowia? Niestety nie. W ostatnim czasie dopadła mnie koszmarna dolegliwość, która pośrednio wpłynęła na pracę mojej tarczycy oraz inne hormony. Wspomniałam o tym gdzieś przelotnie na blogu, ale nikt nie zapytał o szczegóły :) Moi znajomi i bliscy z kolei byli bardzo zdziwieni jakim cudem moje zdrowie zaszwankowało, bo przecież żyję zdrowo ;)

Czym jednak jest zdrowie? Opróćz klasycznej słownikowej definicji zdrowia rozumianego jako stan bez choroby, możemy definiować zdrowie jest wypadkową wielu różnych czynników, z którymi spotykamy się na przełomie całego naszego życia. Na swoim przykładzie postaram się wytłumaczyć czemu ani dieta, ani styl życia nie uchronią nas przed wszystkimi chorobami.

Nie mamy wpływu na wiele ważnych czynników
Czynniki, które mają znaczenie dla naszego zdrowia możemy podzielić na takie zależne od nas i na te, na które nie mamy zupełnie wpływu. Przede wszystkim nasze geny mają znaczenie. Naturopata wierzy, że człowiek rodzi się z pewną konstytucją, która odnosi się do jego ogólnej fizjologii. Możemy mieć ( i przeważnie mamy) niektóre organy słabsze, inne silniejsze lub mieć po prostu słaby lub silny organizm. Zidentyfikowanie takich dysfunkcjonujących aspektów naszego ciała i życia jest determinujące na każdym etapie egzystencji. 

Konstytucja jest wynikiem chociażby stanu zdrowia oraz diety naszych matek w czasie ciąży, na co oczywiście też nie mamy wpływu. Sposób dostarczenia dziecka na świat częściowo determinuje naszą przyszłą odporność. Dzieci urodzone przez cesarskie cięcie, nie mając kontaktu z florą bakteryjna matki (przez połykanie podczas porodu) są bardziej chorowite i ich stan jelit nie jest prawidłowy. Podobnie jak dzieci, które nie były karmione piersią. Na to również nie mamy wpływu. Kolejnym aspektem jest dieta, na której dorastaliśmy, stosowane w tym czasie leki oraz relacje w domu rodzinnym. Te aspekty rodzą wielkie fundamenty dla przyszłych chorób. Zarówno nieodpowiednia dla rozwoju dziecka dieta, jak i stres czy brak dobrych emocji wpływa istotnie na nasze zdrowie. Dzieci leczone we wczesnych latach antybiotykami, jak pokazuje wiele ostatnich badań, są bardziej narażone na choroby powiązane z zaburzoną florą bakteryjną.

Nie mamy wielkiego wpływu na nasze geny oraz pierwsze lata życia. Dla wielu osób dość szybko okazuje się to destrukcyjne, ponieważ małe dzieci chorują równie poważnie i często jak dorośli, a nawet coraz więcej wykrywanych jest chorób, które kiedyś u dzieci nie występowały. 


Ale możemy optymalizować stan zdrowia
Sporo z tych chorób, zarówno występujących u dzieci, jak i u dorosłych, występuje gdy warunki są sprzyjające.  Dzieje się tak dlatego, że nie potrafimy wykorzystywać w odpowiedni sposób tego na co nie mamy wpływu. Epigenetyka ma znaczenie. Nasze geny są jak talia kart. Dostajemy zarówno dobre i złe, ale to od nas zależy jakimi będziemy grać. Innymi słowy: nie ma znaczenia jakie masz DNA, ważne jakich genów używasz. I tutaj dochodzimy do punku, w którym dieta i styl życia odgrywają kluczowe znaczenie, ponieważ wpływają na ekspresję genów. Możemy w ten sposób geny włączać i wyłączać.

Można mieć pewne predyspozycje do występowania chorób np. celiakii, ale zachorujemy dopiero gdy nasz organizm wejdzie w kontakt z czynnikiem wywołującym ten gen (czyli glutenem). Podobnie kwestia dotczy innych chorób autoimmunologicznych czy tych, w których obciążenie genetyczne ma znaczenie.

Nasz nowoczesny styl życia skutecznie potrafi takie choroby aktywować. Nie na wszystkie aspekty mamy oczywiście wpływ. Nie możemy wiele poradzić na toksyny, które nas otaczają albo na stres dnia codziennego, ale co możemy zrobić to zoptymalizować dietę i styl życia, aby wzmocnić organizm i zapobiec chorobom cywilizacyjnym. 

Dieta nasuwa się jako pierwsza w kolejce, a w związku z nią eliminacja produktów, które są szkodliwe dla wszystkich oraz tych, które są nieodpowiednie dla danej, konkretnej osoby. Moim zdaniem każdy z nas zyska na wykluczeniu glutenu oraz olejów roślinnych z menu, ale zupełnie inne produkty bym wyeliminowała np. dla cukrzyka i dla kogoś z chorobami tarczycy. To nasz stan zdrowia w głównej mierze decyduje jaka dieta będzie najlepsza. I takie zalecenia na przełomie miesięcy, a nawet lat mogą się zmieniać. Od dawna jadłam dużo tłuszczu, a od kilku tygodni jem ogromne ilości węglowodanów - bo moje ciało w tym momencie tego potrzebuje. Jestem za dietą paleolityczną, ale w momencie gdy osoba zmaga się z ogromnym stanem zapalnym doradziłabym minimalizację mięsa i tłuszczu na korzyść warzyw.

Z dietą oczywiście związany jest stan naszych jelit. Głęboko wierzę, że jelita są kluczowe dla naszego zdrowia. Ich dysfunkcja prowadzi (udowodniono) do chorób takich jak alergie, cukrzyca, otyłość, zła praca tarczycy, problemy z wątrobą, depresja, autyzm, choroby skóry czy nawet nowotworów. Nieszczelna śluzówka jelit jest nieodzownie związana z chorobami autoimmunologicznymi. Każdy z nas ma za sobą historię przyjmowania antybiotyków, środków przeciwbólowych, tabletek antykoncepcyjnych czy innych leków, które zaburzają poprawną pracę jelit powodując zaburzenie równowagi bakteryjnej lub fizyczne uszkodzenie ich szczelności. Na szczęście jelita można zregenerować, chociaż z własnego doświadczenia wiem, że po wielu latach stosowania antybiotykoterapii jest to niezwykle trudny i czasochłonny proces. W sieci można doszukać się informacji, że wystarczą dwa tygodnia, realny czas to od pół roku do dwóch lat.

Oprócz jelit krytyczne jest zdrowie wątroby, bez której cały nasz metabolizm i detoks nie będą zachodzić poprawnie. Wiele osób w dzisiejszym świecie ma mocno zaburzone procesy detoksu i eliminacji, dzięki czemu ich organizmy nie radzą sobie z toksycznym przeładowaniem, z jakim mamy non stop do czynienia. A krążące w naszym ciele toksyny skutkują rozwojem chorób. Na nieprawidłową pracę wątroby wpływa alkohol, leki, nadmiar fruktozy, całkowita eliminacja tłuszczu, niedobory, tytoń itd. Jestem winna wielu z tych grzechów.

Kolejnymi aspektami są stres, sen, relaks oraz aktywność fizyczna. Najczęściej złapanie równowagi pomiędzy nimi jest dużo trudniejsze niż zapanowanie nad dietą. Zbyt dużo wysiłku fizycznego , zbyt mało lub nieodpowiedni oraz zaburzone schematy snu obserwuję u niemal każdego, kto ma problemy ze zdrowiem. Kobiety w tej kwestii są dużo bardziej wrażliwe i podatne na zmiany dotyczące stylu życia. Większość z nich próbując pogodzić pracę, dom oraz treningi, odnajduje się w dziwnym, pełnym niepokoju stanie, z wieloma różnymi niespecyficzny dolegliwościami, które z tygodnia na tydzień się mnożą. To może być wyczerpanie nadnerczy. Sam brak snu potrafi przyczynić się do rozwoju chorób takich jak insulinoporność czy zaburzyć równowagę hormonalną. Młody organizm zdecydowanie łatwiej sobie radzi z takimi problemami, dlatego studencki styl życia u większości osób nie powoduje większych problemów. Z czasem nasza odporność na stres maleje, a ilość stresorów wzrasta i wtedy łatwo o kaskadę problemów. Czas też jest niezbędny aby odczuć skutki nieodpowiedniej diety, takich jak niedobory czy restrykcje kaloryczne. 11 lat byłam wegetarianką i dopiero po ok. 7-9 zaczęłam odczuwać skutki niepełnowartościowej diety.

Ważne aby widzieć cały obrazek
Ale dlaczego osoby, takie jak ja, które zdają sobie z tego wszystkiego sprawę, również mogą zachorować? Odpowiedź jest banalna. Jesteśmy tylko na tyle silni, na ile silny jest nasz najsłabszy system. Inaczej rzecz ujmując, nawet gdy wzmocnimy wszystkie aspekty naszego życia, które wydają nam się problematyczne, a zapomnimy o tylko jednym, to mamy ogromną szansę na porażkę. Odżywiam się zdrowo, ćwiczę, wspomagam ciało poprzez suplementy, które uważam za niezbędne dla mnie, dbam aby walczyć ze stresem...tak było i jest. A mimo wszystko dopadł mnie dziwny wirus. Tak naprawdę wiedziałam od jakiegoś czasu, że coś mnie spotka. Dlaczego? Bo czułam, że nie mam równowagi - pracowałam po 16h dziennie, spałam 6h, trenowałam codziennie i ciężko, przeprowadzałam mega inetsywny detoks ciała i na wiele sposóbów po prostu naruszyłam swoją odporność. Cała degeneracja mojego organizmu trwała pewnie z kilka miesięcy, oczywiście dzięki diecie i innym pozytywnym aspektom mojego stylu życia, przez ten czas wszystko uchodziło mi na sucho, i gdyby nie konwencjonala medycyna, pewnie sytuacja byłaby mało poważna, ale o tym w innym poście.Tak czy siak przeładowałam fizyczne zdolności mojego organizmu.

Na moim przykładzie doskonale widać, że mamy dziwną skłonność do wzmacniania obszarów naszego życia, które już są mocne. Nie zliczę ile znam osób, które mają optymalne diety, a kombinują z proporcjami B/W/T czy próbują IF albo różnych kombinacji z jedzeniem. Inni z kolei dokładają sobie wysiłku fizycznego, gdy ich treningi już były sensowne, jeszcze inni mają na cel redukcję tkani tłuszczowej podczas gdy np. ich hormony szaleją...i wszyscy nie widzą swoich słabych stron. To może być sen i przepracowanie fizyczne jak u mnie, ale równie dobrze może to być np. stres emocjonalny czy nieodpowiednia dieta lub niezaadresowany problem zdrowotny. Niemniej jednak ważne jest, aby nauczyć się identyfikować dysfunkcyjne aspekty naszego zdrowia i stylu życia oraz odpowiednio je optymalizować. Nie powiem, że uchroni nas to przed chorobą, bo tak jak pisałam, zależy od tony innych czynników, ale jestem pewna, że zmniejszy nasze szanse na rozwój chociażby chorób cywilizacyjnych. I zdecydowanie gdy jakaś choroba nas dopadnie, pozytywnie wpłynie na jej przebieg.

A z każdej choroby można wyciągnąć wnioski i potraktować ją jako ważną lekcję. Ja sama przez ostatnie tygodnie nauczyłam się jak tak naprawdę zarządzać swoim czasem i obowiązkami, aby wiecznie nie gonić za wszystkim. To była nauka odpuszczania. Pierwszy raz wyznaczyłam jakieś priorytety. Wcześniej mój dzień zaczynał się o 5 rano, a kończył o 21 i przez cały ten dzień był tylko: trening, praca, nauka, blog i odpowiadanie na Wasze wiadomości i realne konsultacje. W niedziele przez 5-6 odpisywałam na maile, a codziennie na komentarze. Każdą wolną chwilę poświęcałam na naukę. Nawet jadąc autem lub robiąc zakypu słuchałam e-booków. Żyłam na autopilocie i co najgorsze, lubiłam takie tempo. Dziś wydaje mi się to bardzo abstrakcyjne. Teraz staram się balansować wszystko, skoncentrowałam się na nauce i praktycznie ostatnie dwa miesiące nie pracuję tylko kończe swoje prace naukowe, aby zdać egzamin i uzyskać prawo do prowadzenia legalnych konsultacji :)
No i chyba nie muszę dodawać, że moje zdrowie nigdy nie było lepsze, bo w końcu skupiłam się na odpowiednim jego aspekcie.

I mała refleksja: nigdy nie wiecie jak naprawdę zdrowa jest dana osoba. Nie jesteśmy w stanie tego ocenić bez wyników badań czy szczerości tej osoby. Wiele osób, które znacie np. z blogów sportowych lub tych o odchudzaniu  pisze do mnie z poważnymi problemami...ja z kolei mam tendencję do dramatu, więc byle ból brzucha i powiem, że jestem chora...tymczasem, mimo lat leków, stresu, wyniszczających diet czuje się zdrowa jak nigdy wcześniej, dodatkowo w dobrej kondycji psychicznej i fizycznej...to naprawdę relatywny temat, dlatego proszę: nie oceniajmy zdrowia innych na podstawie kilku faktów (zwłaszcza wagi) i nie patrzmy na innych. Każdy z nas musi być znawcą swojego organizmu i najlepsza rzecz jaką warto dla siebie zrobić to nauczyć się słuchać sygnałów ciała, zamiast ślepo podążać za tym co chcielibyśmy osiągnąć.

37 komentarzy:

  1. zapalenie ukladu pokarmowego miesiac po narodzinach, lata lykania antybiotykow jako dziecko, 3 miesiace na antybiotyku w wieku 15 lat, fatalna dieta oparta na przetworzonych weglowodanach, zbyt mala aktywnosc fizyczna, stres. przy takiej przeszlosci scenariusz na przyszlosc nie wydaje sie byc optymistyczny, mam jednak nadzieje, ze paleo go poprawilo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak naprawdę większość z tego o czym piszesz dotyczy wielu osób. Nie znam nikogo kto nie stosował antybiotyków. Ale...wierzę, że wiele konsekwencji jest odwracalnych. Nasze organizmy są dużo silniejsze niż myślimy.

      Usuń
    2. oby:) naprawde ciesze sie, ze trafilam na twoj blog. ciekawe ile jeszcze chodzilabym sobie z niezdiagnozowana celiakia, gdyby nie on. moze i cale zycie.

      Usuń
  2. Super post naprawdę czytałem z zainteresowaniem. Dużo życia w tym wszystkim.. :)

    Tak jak mówisz, odnaleźć w tym wszystkim równowagę to klucz.. Mimo tego iż to wiem i tak skupiam się na diecie zamiast rozwiązać stres emocjonalny w moim życiu. Mam trądzik i coś z jelitami ale zawaliłem życie towarzyskie przez dietę, chyba czas to zmienić i popracować nad sobą.

    OdpowiedzUsuń
  3. to co w końcu Ci było? bo ja chciałam zapytać, ale skoro napisałaś, że powiesz w odpowiednim czasie to czekałam
    robisz realne konsultacje, jeśli tak to na czym to polega?
    to szybko jak na te konsultacje, mówiłaś wcześniej, że 2 lata trwa nauka

    skupiłaś się na odpowiednim aspekcie czyli jakim?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja nauka jest kilku stopniowa. Pierwszy etap to dyplom dietetyka (tlumaczac na polski), drugi naturopaty. Ten pierwszy spokojnie upowazxnia do ustalania diet i edukacji na temat odzywiania. Ten drugi jest konieczny do 'leczenia' i zdobycie go zajmie mi pewnie z rok jeszcze.

      Narzucilam sobie szybkie tempo, ale jakby nie patrzec od kilku lat zajmuje sie odzywianiem i juz 4-5 lat temu ukladalam diety, po prostu z innym podejsciem.

      A konsultacje prowadze od jakiegos czasu - na zasadzie warsztatow - wiele osob slyszac co mowie o odzywianiu prosi o spotkanie. Nie ustalam diet, po prostu edukuje na temat odzywiania i mysle, ze taka metoda sie sprawdza.

      Skupilam sie na tym czego mi brakowalo: odpoczynku.

      Usuń
  4. kiedy bedzie obiecany wpis o Hashimoto? :D

    OdpowiedzUsuń
  5. MS a myślisz o własnej działalności zawodowej związanej z dietetyką? Tzn. standardowej jaką jest gabinet i pacjenci? :)

    Trzymaj się i wiedz,że to co robisz jest genialne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chcę się zajmowac terpią holistyczną...i ciężko, oj ciężko na to pracuję. Ale to nie jest łatwe zadanie, zwłaszcza jak mam stała prace dzienna, ktora jest moim glownym zrodlem utrzymania i nie moge z niej zrezygnowac :(
      Dziękuje za mile slowa :)

      Usuń
  6. Zainteresował mnie ten post, gdyż jako cukrzyk i zawałowiec szukam dla siebie optymalnej leczniczej diety. Moje pytanie dotyczy diety związanej z grupą krwi; napisz proszę, co myślisz o takiej diecie.

    OdpowiedzUsuń
  7. W zasadzie świerzbiło mnie już pod notką na temat sportu. Otóż uważam, że dietetyka jest dla wielu osób czymś podobnym, często też zamiłowanie na granicy nałogu dotyczy obu tych sfer. Znam osoby, które z powodów dietetycznych zaniedbują kontakty z ludźmi, zjedzenie zapiekanki z budki powoduje większy stres, niż ta zapiekanka warta itd. Czasami okresy ścisłego dietowania przerywają napady kompulsywnego objadania. Myślę, że obsesyjne myślenie o tym też wcale nie jest zdrowe. Po części wynika to z tego, o czym piszesz, wydaje się nam, że dzięki własnej zapobiegliwości oddalimy od siebie choroby i widmo starości oraz śmierci. I w pewnym sensie tak jest, zdrowy styl życia może nam dać dużo, ale czasami przeceniamy swoje możliwości. Cudów nie zdziałamy, nie na wszystko mamy wpływ. Pogodzenie się z tym faktem daje dużo spokoju. Takie na wpół religijne podejście do jedzenia ma jeszcze ten minus, że większość z nas żyje i jest zdrowych tu i teraz, trzeba z tego korzystać, bo nie ma żadnej gwarancji, że jutro też tak będzie. Chodzi mi o to, żeby nie ładować całej energii w konserwowanie stanu obecnego, który często i bez naszej specjalnej interwencji by trwał. Nie twierdzę, że należy się rzucić w wir imprez i przygodnego seksu, ale korzystać z uroków życia, a jedzenie jest jedną z przyjemności. Można, oczywiście, być szczęśliwym człowiekiem na diecie bezglutenowej, ja jestem wegetarianką i też nie czuję się źle na tej diecie eliminacyjnej, wręcz przeciwnie. Ale jestem przeciwna stosowaniu bardzo rygorystycznych diet "na zapas". Gdybym była chora na celiakię, to bym musiała się z tym zmierzyć i pozostać przez resztę życia na diecie bezglutenowej. Ale jestem zdrowa, mogę zjeść tę pizzę, jeśli mam ochotę, więc dlaczego mam sobie tego odmawiać? Choroba obniża jakość życia i wymaga od nas dostosowania się, wymaga siły psychicznej i radzenia sobie ze stresem. Myślę, że nie ma szczególnego sensu fundowanie sobie tego samego, będąc zdrowym. Oczywiście, trzeba o zdrowie dbać, według naszej najlepszej wiedzy, ale zachować też w tym trochę dystansu.
    Warto też dodać, że nasza najlepsza wiedza w stanie obecnym wcale nie musi odpowiadać rzeczywistym potrzebom organizmu. Przykład: ostatnio na forum przeczytałam historię dziewczyny, która tak się przejęła przypadkami cukrzycy w swojej rodzinie, że stosowała konsekwentnie i bardzo rygorystycznie dietę dla cukrzyków, czyli niski IG, ogromne dawki błonnika. Była przekonana, że to świetna, bardzo zdrowa dieta, wmówiła sobie, że nic innego nie będzie jej smakować. Jej jelita zastrajkowały, ale trudno było ją przekonać do zmiany. Oczywiście, zwolennicy paleo napiszą, że to wszystko zboża, gluten, przetworzona żywność itd. Ale, moim zdaniem, wcale nie jest powiedziane, że to rozwiązanie lepsze, założę się, że są organizmy, które świetnie funkcjonują na diecie opartej o zboża (np., odpukać, mój własny). Kiedyś ciemne pieczywo i sałatki polane oliwą były dietetycznym "hitem", dziś jest nim paleo. Co będzie jutro? Może za parę lat będziemy zupełnie inaczej na to patrzeć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo prawdy w tym co piszesz...ale miałam jedną myśl, skąd wiemy czy te neurtyczne podejścia są takie naprawdę? Nawet jak kogoś znamy...Osobiście nie znam takich osób. Co prawda wierzę w to co pisze, ale jestem tylko człowiekiem, i zdarza się jakas czekolada czy lody czy nawet tona gum do żucia. Zdarzają sie zarwane noce czy emocjonalne pochłanianie calego sloika kremu koksowego. I mam okresy idealnie czytego jedzenia, ale raczej nie jest to planowane i nie odbtywa sie kosztem jakiegos neurotyzmu...niemniej jednak moje podejscie sprowadza sie do tradycyjnego jedzenia. Gestego odzywczo, bez kombinowania, bez superfoods, bez specjalnych diet...ot co jest naturalne w swojej postaci. I wiekszosc osob na takiej diecie nie czuje zadnej restrykcji. A jesli cos nam sie przytrafia to modyfikacja wydaje mi sie konieczna.
      Swoja droga podziwiam te osoby, ja jak mam ochote na zapiekanke to ja zjem...i nie wazne czy beda wyrzuty sumienia czy nie...zjem i juz, podziwiam tych z silna wola ;)

      Usuń
    2. Wiesz, maniacy fitness też są zdania, że robią, co lubią, że od czasu do czasu pozwalają sobie na luz, że nie przekraczają możliwości swojego organizmu. I zwykle tak jest, ale czasami człowiek tego od razu nie widzi. Bardzo łatwo przekroczyć tę granicę.

      Usuń
    3. Bo moderacja jest przereklamowana niestety :(

      Usuń
    4. Moim zdaniem wszystko co jest ciału dostarczane z umiarem nie powinno szkodzić. Czerwone wino w niewielkich ilościach jest zdrowe ale.butelka dziennie to już alkoholizm. Do czego zmierzam, narzucanie sobie restrykcji a propo jedzenia chodzby nie.wiem co, stresuje. Wyrzuty sumienia. Z tym związane nie są tego warte. Objadanie się ciągle mięsem zakwasza organizm, nie jedzenie go w ogóle może tez powodować zaburzenia. Wydaje mi się ze świadome życie i świadoma dieta to jest to ( musimy wiedzieć co jest dla nas dobre a co złe, ale jednocześnie nie zadreczac się małymi dietetycznymi grzeszkami, nikt nie jest idealny)

      Usuń
  8. odradzasz jedzenie mięsa przy dużym stanie zapalnym na rzecz większej ilości warzyw, ja jestem na diecie scd i czy też mam jeść mniej mięsa? bo nie ukrywam, że od ponad mięsiaca moim warzywami są marchewka i cukinia oraz sporadycznie kalafior i nie wiem co bym miała jeść jak miałabym ograniczyć mięso

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stan zapalny na tle np. infekcji bakteryjnej czy wirusowej...to jest duży stan zapalny, masz podniesione CRP lub OB? Jak nie to nie widzę problemu.

      Usuń
    2. podniesione OB mam już od kilku lat ale nie jakoś bardzo
      a CRP w normie

      Usuń
  9. Hej, nie wiem czy mnie pamiętasz, pisałam już odnośnie nadczynności tarczycy u mamy. Wykonała ona badania, o których mówiłaś. Dopisuję też wyniki z lutego, bo thyrozol zaczęła przyjmować w marcu.

    luty TSH 0,258
    FT4 16,94
    marzec wprowadzono Thyrozol, 2x10 mg - przez 2 tyg., potem 2x 5 mg

    kwiecień TSH 0,937
    FT4 17,9 Thyrozol nadal, j.w.,

    maj biopsja (liczne guzki), zmiany łagodne -koloidalne (z cechami zwyrodnienia oraz z niewielkimi zmianami polekowymi w komórkach pęcherzykowych)

    30 lipca TSH 4,064 (N: 0.27 - 4.20)
    FT4 14,45 (N: 12.00-22.00)
    Anty TG <6,4 (N: < 18)
    Anty TPO <0,8 (N: < 8.0)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak długo są podobne wyniki? W sensie wczesniej byly problemy ztarczyca np. przez x lat?
      Czy mama ma jednoczesnie objawy nadczynnosci i niedoczynnosci?
      I jak sie czuje po lekach, bo jak widac wynik sie wyrowanal.

      Usuń
    2. Cytuję:
      'Pierwszy epizod z tarczycą był ok. 15 lat temu - nagle pojawił się guz tak duży, że nie mogłam zapiąć kołnirzyka od bluzki (hormony - w normie), pierwsza sugestia lekarza dotycząca operacji, ale po biopsji (dużo materiału ściągnięto) guz zniknął. Lekarz polecił kontrolować tarczycę, ale tego nie robiłam.
      8 lat temu, podczas usg wykryto liczne guzki, hormony w normie, ale TSH bliskie dolnemu krańcowi przedziału.Od tego czasu w kolejnych badaniach liczba guzków (drobnych) przybywała, a TSH stopniowo spadało, aż spadło lekko poniżej normy (przy FT4 w normie). Ze względu na objawy podobne do menopauzy lekarz wprowadził Thyrozol. Po leku wszystko wróciło do normy. Lekarz uznał, że to nadczynność utajoną. Tak wysokie TSH mam po raz pierwszy. Na wczorajszej wizycie zmniejszył mi dawkę Thyrozolu o połowę, do 2.5 mg x2. Co 3 mies. mam kontrolną wizytę - morfologia, hormony, wywiad, serce, ciśnienie, itp. Dlatego, że nie godzę się na radykalne rozwiązanie. Jednocześnie jest przekonany,że po odstawieniu leku objawy by wróciły - moje guzki powodują nadprodukcję hormonów.'

      Usuń
    3. Kilka waznych kwestii: dieta mamy i czy jest po menopauzie. Jakies inne problemy zdrowotne? Mam wciaz obawy, ze podloze moze byc autoimmunologiczne. Na poczatku TSH bylo niskie, ale inen hormony tarczycy w normie. TSH jest hormonem przysadki, wiec ja bym sie dlugo zastanowila przed przepisaniem hormonow na tarczyce. Guzki nie maja aktywnosci endokrynologicznej....
      MOnza szukac przyczyn w nadnerczach lub zlej pracy przysadki. Mozna tez pomyslec o optymalizacji diety, kilku suplementach i ja bym w ta strone poszla. Jakie sa inne objawy? Czy nadczynnosc powodowala klasyczne zaburzenia pracy serca, bezsennosc, wieczne uczucie goraca, chudniecie itd?

      Usuń
    4. "Jestem przed menopauzą.

      Inne problemy zdrowotne - żylaki kończyn dolnych (stają sie moją zmorą), alergia (w testach wyszło, że na wiele czynników np. na 13 z 14 testowanych wziewnych, pokarmowe - też kilka, kontaktowe -bardzo na barwniki) jakoś z nią żyję, raz lepiej, raz gorzej (problemy głównie skórne).

      Tarczyca.

      Zaczęłam mieć objawy do złudzenia przypominające menopauzę - budziłam sie w nocy (lekko "rozdygotana"), miałam kłopoty z ponownym zaśnięciem, pociłam się (też w nocy), miesiączka nie pojawiała sie przez 2 miesiące. Po Thyrozolu wszystkie te objawy zniknęły. Czuję się normalnie, śpię dobrze, cykl wrócił do normy. U p. endokrynolog byłam w upalny dzień i sama zauważyła, że się nie pocę. Praca serca, ciśnienie - ok. Wagę mam raczej stałą ok.65 kg przy 163 cm wzrostu (nigdy nie chudłam).

      Pani doktor też używała określenia na moje problemy, że są typu autoimmunologicznego. A ostatnio stwierdziła, że (o ile dobrze zapamiętałam) jest to przypadek "subkliniczny"? Była pewna, że to nie nadczynność, ale menopauza, a moja reakcja na Thyrozol nieco ją zdziwiła, ale uznała, że widocznie jest to nadczynność utajona.

      Nie znam sie na tym, ale może jest to jakiś wpływ hormonów tarczycy na płciowe? Stąd ta pozytywna reakcja oraganizmu na Thyrozol? Bo chyba nie jest to przypadek?

      Obawiam się, że sugerowana zmiana diety + suplementy, żeby odnieść skutek, musiałyby być bez przyjmowania Thyrozolu. Nie należę do osób pewnych siebie i miałabym obawy,czy odrzucając zaleconą (w tej chwili co prawda minimalną) dawkę leku , sobie nie zaszkodzę."

      Co do diety mamy to aż mi głupio pisać. Dużo zbóż, nabiału, cukru, mięs przemysłowych...
      Przykładowo: śniadanie - chleb, masło,twaróg, warzywa albo muesli z jogurtem
      obiad - mięso, ziemniaki, warzywa albo makaron z sosem
      po obiedzie - często czekolada/ciastka/wafelki/wypieki
      kolacja - chleb z wędliną/pomidory ze śmietaną + chleb

      Dopiero niedawno udało mi się przekonać rodziców do zaprzestania używania przemysłowych olejów roślinnych, ale dalej ani rusz...

      Usuń
    5. Ja tez bym podejrzewala cos na styku autoimmunologicznym, ale nie wiem czy w strone nadczynnosci. Hashimoto np. kojarzy sie z niedoczynnoscia, a tak naprawde daje objawy na zmiane z zakresu nad i niedoczynnosci. Biorac pod uwage inne problemy jak alergia, choroba autoimmunologicna jest bardzo mozliwa. Nie zawsze przeciwciala sa obecne.
      Czy kiedykolwiek bolala tarczyca?

      Chociaż musze się poprawic, niektore guzki tarczycy moga stymulowac jej prace. Czytalam kilka razy co napisalas, i mysle, ze nie ma sensu szukac tu na sile skomplikowanych sciezek, jak zawsze robimy to przy niedoczynnosci. Bardziej zalozylabym, ze byla nadczynnosc latami i zaczyna sie przesadzac w autoimmunolopgiczna kwestie, co jest powszechne przy chorobach tarczycy. Zdecydowanie wykluczenie glutenu i zajecie sie jelitami pomoze, jak i niektore suplementy (selen, melisa, b-complex). Sprawdzic poziom witaminy D oraz kontrolowac poziom cukru we krwi.

      Usuń
    6. Bardzo dziękuję za pomoc! Czy zostawienie w diecie zbóż bezglutenowych i jakiegoś nabiału byłoby możliwe? Wiem, że jesteś przeciwko, ale staram się patrzeć realistycznie na to, do jakich zmian uda mi się nakłonić mamę...

      Usuń
    7. Jeśli nie wyłaczy się czegoś na 100% to ciężko ocenić jaki ma wpływ, dlatego zawsze staram się przekonac do chociaż 4-6 tyg 'czystych', a następnie właczaniu pojedynczo produktow. Dla tarczycy gluten to zawsze bedzie nie, kazeina moim zdaniem tez, ale byc moze np. pseudozboza sie sprawdza. Dzis opublikuje posta na temat Hashimoto, i ogolnie autoimmunologicznych chorob tarczycy, wiec moze to bedzie jakas pomoca.

      Usuń
  10. Pisałas ze jesz ostatnio sporo wegli. Ile mniej wiecej? + z jakich źródeł?
    Ja ostatnio poza owocami mam fazę na ziemniaki w mundurkach z masłem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie liczę, ale myślę że z 200 będzie. Miód, słodkie ziemniaki, owoce głównie. Same 3 łyżki miodu to ok. 50g. Generalnie nie mialabym problemu aby dojsc do 400 nawet.

      Usuń
  11. Droga autorko bloga, czy mogłabyś napisać post o zatrzymywaniu wody w organizmie? Jestem zrozpaczona, bo nasila się to u mnie coraz bardziej :( Przebadałam tarczycę i hormony płciowe- wszystko jest w porządku. Endokrynolog stwierdziła, że będzie lepiej, gdy odstawię tabletki anty- odstawiłam pół roku temu i jest coraz gorzej. Jem właściwie tylko mięso, warzywa i ryby- rzadko owoce- ostatnio w sezonie trochę malin, jagód i truskawek. Czasami nabiał- tłusty. I tyję. Sama już nie wiem, czy to tłuszczu mi przybywa, czy to ta przeklęta woda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś uważałam, że tylko hormony są tu winowajcą...dziś składniam się, ze niskopoziomowy stan zapalny odgrywa ważną rolę. W praktyce np stres lub problemy jelitowe.
      Zatrzymaną wodę łatwo poznać, bo masz momenty, że ona schodzi i nagle jest rozmiar mniej...zwłaszcza po nocy.

      Usuń
    2. Miałam to samo. Głupio to zabrzmi, ale wyleczyłam się pilnowaniem picia - woda i 2 kubki zielonej herbaty na dzień. Ale u mnie to wynikało z braku picia w codziennej diecie, nie wiem jak u Ciebie...

      Usuń
  12. MS, czy koktajle mogą być dobrym sposobem na zwiększenie dziennej dawki kalorii? Np. taki koktajl z bananów, orzechów czy masła orzechowego, mleka kokosowego czy wiórków kokosowych, winogron itp? Szukam sposobów na jedzenie większej ilości kalorii, bo sporo schudłam na paleo i mam już lekką niedowagę. Tak naprawdę to moja naturalna waga, zawsze taka byłam (to rodzinne), dopiero jakiś czas temu przytyłam, ale czułam się bardzo nienaturalnie, jakbym była napuchnięta. Teraz to wszystko ze mnie zeszło i znów, jak dawniej, mam problem żeby przytyć, no a niedowagi mieć nie chcę i przede wszystkim nie chcę dalej chudnąć. Wiem, że muszę jeść więcej tłustych mięs i ryb, i generalnie tłuszczu, więcej warzyw skrobiowych itd. ale boję się czy uda mi się w ten sposób osiągnąć odpowiednią ilość kalorii, bo gotuję też dla rodziny, która z kolei nie powinna tych kalorii zjadać tak dużo, więc dla nich nie mogę gotować tak kalorycznie jak dla siebie, a gotowanie 2 różnych posiłków mi się nie uśmiecha.. z kolei tych mniej kalorycznych nie wcisnę w siebie więcej niż teraz jadam. Myślę więc, co zrobić, żeby jakoś łatwo dodać tych kalorii i stąd pomysł na koktajle. Rosół też wydaje mi się sensownym pomysłem, kilka szklanek to chyba kilkaset kcal? Czy jest szansa, że picie koktajli i rosołu zahamuje moje chudnięcie?
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo tłuszczu i węglowodanów to idealna tucząca mieszanka :)Puszka mleka koksoowego z bananem i miodem u mnie by dała 4kg w miesiac :D
      Możesz sobie podjadać wiórki, suszone owoce, orzechy, krem kokosowy itd. Zakładam, że nie potrzebujesz więcej niż 2-2,5 tyś kcal, więc to nie będzie aż tak trudne :)

      Usuń
  13. Wspaniały wpis! Zgadzam się w 100%. Też widziałam u siebie tendencje do bardzo restrykcyjnego przestrzegania planów ćwiczeń, martwienia się czy wykonuję te, które są najbardziej efektywne i zachowywania bazującego na przekonaniu, że jak jeden dzień nie poćwiczę to przytyję. Jednak po kilku latach trochę wyluzowałam. Ćwiczę to, co lubię - jogging i power jogę i dobrze mi z tym ;) Kiedyś ignorowałam kwestie odżywiania, jadłam tonę słodyczy i tłumaczyłam sobie, że przecież ćwiczę to muszę mieć energię ;) Potem zaczęłam się tym interesować, ale znowu poszłam za bardzo w drugą stronę, chciałabym być na czystym paleo, ale wywołało to u mnie frustrację i stres. Za dużo myślałam o jedzeniu, za dużo czasu poświęcałam na jego przygotowywanie, martwienie się, że nie mam co zjeść albo zjadłam coś zakazanego. W końcu postanowiłam dopasować jedzenie do własnych upodobań, trochę zwiększyć zakres spożywanych pokarmów i jest duuużo lepiej.
    Dla mnie ważne było też uświadomienie sobie, że bez ćwiczeń można być szczupłym. Zawsze to na nich opierałam sobie pewność, że utrzymam wagę. Po pierwsze jest to trochę nieprawdziwe, po drugie pomogło mi nieco się uspokoić. I bynajmniej nie zachęcam do porzucenia ćwiczeń, ale zaakceptowanie, że przede wszystkim, zarówno w kwestii ćwiczeń jak i jedzenia, potrzeba dużo rozsądku i spokoju.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  14. MOTTO: KOBIETY W MENOPAUZIE MUSZĄ MIEĆ ENERGIĘ, NAJLEPIEJ Z POŻYWIENIA. *****

    ZDROWIE ORAZ DOBRE SAMOPOCZUCIE POWINNY BYĆ WYNIKIEM JEDZENIA, CZYSTEGO ORAZ ENERGETYCZNEGO POŻYWIENIA:
    Głównie bez toksyn i oczywiście nie powodującego; otyłości czy też cukrzycy typu 2. Zdecydowanie uważam, że konsumowanie różnych produktów spożywczych w oparciu o tabele tzw. INDEKS ŻYWIENIOWY TJ. IŻ PRODUKTU; wystarcza aby menopauzę lub nawet przejściowe osłabienia przechodzić sprawnym żwawym krokiem.

    OdpowiedzUsuń
  15. Przedewszystkim co to znaczy coś takiego jak dieta PALEO ?

    Ludzie badają szczątki zebów człowieka paleoitu i na podstawie tego twierdzą co ci ludzie jedli nie jedli...

    Nikt nie wie co ci ludzie jedli ,co jadł neandertalczyk,

    podobnie jak nic nie wiemy o innych rzeczach to są tylko domysły ze wszytko wiemy o Rzymie ,Grecji,

    Neandertalczyk mógł jeść Figi z drzewa ,ktore ludzie zawsze prawdopodobnie jedli od zawsze ,

    mógł jeść też oprócz mięsa oczywiśćie,owady jak mrówki,rośliny i miał o nich pojęcie które leczą które są niejadalne..

    Nie istnieje coś takiego jak doskonała dieta,to wszystko jest uwarunkowane mnóstwem czynników

    jak środowisko,tryb życia,klimat,cykle roku,geny..

    OdpowiedzUsuń