Dlaczego PALEO?

Masz dość wiecznych nieskutecznych diet? A może wciąż czujesz głód i nie potrafisz przestać myśleć o jedzeniu? Marzysz o tym aby jeść do syta i nie liczyć kalorii? Chcesz zrzucić tkankę tłuszczową, mieć więcej energii, lepsze samopoczucie? Cierpisz na otyłość, choroby autoimmunologiczne, cukrzycę, choroby serca, alergie, trądzik, depresję lub kiepski nastrój, problemy trawienne, PCO, zaburzenia hormonalne, brak energii? Jeżeli tak, jesteś w odpowiednim miejscu!

O paleo, medycynie naturalnej i odchudzaniu w oparciu o badania, fakty, doświadczenie. Analiza powszechnych przekonań dotyczących diety, odchudzania i zdrowia oraz holistyczne podejście do człowieka na podstawie konkretnych argumentów.

Szukaj

Loading

22.10.2013

Dlaczego ćwiczysz?

Umieściłam ostatnio na facebooku ciekawy artykuł zbierający sporo dowodów naukowych na destrukcyjny wpływ chronicznego cardio na nasze serce. I czytając go miałam pewną refleksję na temat tych wszystkich uzależnionych od dużej intensywności i dużej ilości ćwiczeń osób, które nie mają nic zawodowo wspólnego ze sportem. Zaczęłam się zastanawiać po co tak właściwie to robią, ponieważ abstrahując od klasycznego mechanizmu uzależnienia związanego z wysiłkiem fizycznym (poprzez wydzielanie endorfin, stymulowanie dopaminy etc), może być kilka innych powodów.
Byłam w tym miejscu nie raz. Tak naprawdę moje doświadczenia z ogólnie pojętą dietetyką i później medycyną naturalną zaczęły się od sportu. To były co prawda czasy, gdy nie rozstawałam się z odżywką białkową i wszystko co trawiłam było uwzględnione w jakimś programie komputerowym, który idealnie wyliczał mi wszelkie proporcje makro. Ćwiczyłam wtedy dużo i bez żadnego zdrowego rozsądku, przez jakiś czas byłam gościem honorowym kilu klubów fitness. W pewnym momencie moje życie zawodowe i rodzinne zaczęły mnie mocno ograniczać w tej kwestii, więc przeniosłam ćwiczenia na środek dziennego pokoju, robiąc z niego mini siłownię. Przerobiłam chyba większość programów do samodzielnych treningów jakie do tej pory wydano. Były momenty trenowania dwa razy dziennie, lub po kilkanaście godzin tygodniowo. I chyba tak naprawdę tylko dwa razy w życiu, w ciągu tych wszystkich lat, osiągnęłam swój cel. Dlaczego? Bo nie trenowałam dla mojego celu, i jak wiele osób, robiłam coś innego niż to co powinno mnie doprowadzić do sukcesu.

Stąd pytanie podstawowe: po co trenujesz? I dzisiejszy post jest dla wszystkich osób, które sama decydują co i kiedy ćwiczą, które nie są ekspertami w dziedzinie i nie mają nikogo kto mógłby ich pokierować. Oczywiście jest net i wszystkie dobra z nim związane, ale klęska urodzaju rzadko kiedy jest dobrym doradcą. Informacji jest za dużo i często są sprzeczne, aby przeciętny nie zaangażowany w temat człowiek mógł wyciągnąć odpowiednie wnioski i zastosować je dla swojego indywidualnego przypadku. I piszę tu zwłaszcza o wielu kobietach, z którymi mam kontakt, i które codziennie w pocie i bólu pracują nad lepszą sylwetką, zdrowiem i samopoczuciem. Nie wspomnę, że moje "początki" w necie zaczęły się od forum fitnessowego na Wizażu. Dziś pewnie wstydziłabym się części mojej ówczesnej wiedzy :)

Powracając do pytania: po co trenujesz? Osobiście mam pragmatyczne podejście do tematu. Ćwiczę dla zdrowia, lepszego samopoczucia i lepszych kształtów. Ktoś uwierzył? To bzdura, przynajmniej w moim przypadku. Po pierwsze wcale nie wierzę, że bez ćwiczeń nie można być zdrowym, po drugie wcale nie czuję się dużo lepiej gdy ćwiczę (to raczej jak zapalanie dla nałogowego palacza), po trzecie nie mam lepszej figury (w sensie takiej jaką bym chciała mieć). Inną moją klasyczną odpowiedzią jest: ćwiczę bo lubię. Kolejna bzdura, lubię uczucie po, ale nie przepadam za poceniem się, bólem, problemami ze złapaniem oddechu czy wstawaniem o godzinę wcześniej rano. Może i były okresy gdy ćwiczenia były "fajniejsze" i pewnie jeszcze będą, ale statystycznie rzecz ujmując, większość czasu nie lubiłam ćwiczyć. Jednak z jakiegoś powodu wciąż jestem o 6 rano na macie, i znów abstrahując od kwestii uzależnienia, po chwili refleksji doszłam dlaczego ćwiczę: dla wyników. Po prostu.

Takie są realia i z tego powodu robię tak głupie rzeczy jak ciężkie ciężary, treningi funkcjonalne, praca nad równowagą itd. Ktoś robił P90X 2? To jest właśnie taki typ treningu, który lubię. Wymagający, trudny, angażujący wiele partii mięśni, uwzględniający konieczność równowagi czy elastyczności. Tak sytuacja wygląda na chwilę obecną, bo pewnie za jakiś czas przyjdzie chęć na coś nowego. Po MMA i treningach typu Body Beast myślałam, że znalazłam swój ulubiony sport czy też ich hybrydę, ale z czasem nabrałam takiej kondycji jakbym mogła góry przenosić. Więc do następnego przetrenowania chciałam więcej i więcej. I tak było odkąd pamiętam, moje decyzje co do ćwiczeń były podejmowane według (zapewne chorej) ambicji.

Wstyd się przyznać, ale nawet osłabienie treningiem i ogólnym stresem, efektywnej pracy tarczycy mnie nie powstrzymało na dłużej. Oczywiście zwolniłam, skupiłam się na stymulacji ogólnej pracy tarczycy, unikałam wszelkich innych źródeł stresu, jadłam dużo więcej, przestałam się bać węgli itd., ale tylko po to aby znów móc się forsować. I takie cykle są u mnie regularne. Widocznie robienie pompek na piłkach medycznych i stanie na rękach są moimi celami. Są?

Nie są. Jeśli zastanowię się czego bym chciała od treningu to będzie to: jak najmniej wysiłku, jak najwięcej efektu jeśli chodzi o wygląd, i pozytywny wpływ na zdrowie. Jak to osiągnąć? Na pewno nie tym co robię od lat. Wysiłku mam za dużo, co jest równoznaczne, z nadmiarem stresu, okresami chronicznego przetrenowania, większym apetytem, gromadzeniem tkanki tłuszczowej (via hormony stresu i zwiększona podaż jedzenia). To wszystko nie wpływa ani dobrze na moje zdrowie, ani na wygląd - czyli jestem bardzo daleko od swoich celów. Nie mam co prawda 20 lat już, ale mój organizm wciąż pozwala mi robić takie rzeczy, które za 10 lat by pewnie mnie wykończyły. Nigdy nie miałam problemu z kontuzjami ani jakimś dłuższym spadkiem formy, co tym bardziej pozwala mi lekceważyć inne ważne, negatywne aspekty ćwiczeń.

A powinnam wiedzieć lepiej, prawda? Zwłaszcza, że moje zalecenia sprawdzają się idealnie u innych. I chociażby dlatego, że swoje cele (długoterminowo) osiągnęłam dwa razy w życiu dzięki zupełnie innemu podejściu. Pierwszy to był czas po operacji, gdy nie mogłam ćwiczyć intensywnie i robiłam interwały dla "seniorów" połączone z ćwiczeniami siłowymi od czasu do czasu. Jadłam wtedy więcej niż zawsze i schudłam kilka kilo, i to był tłuszcz głównie! Drugi okres to był czas gdy zmieniałam dużo w swoim życiu osobistym (mieszkanie, ślub) i miałam czas tylko na krótkie i niezbyt wyczerpujące ćwiczenia. W obu przypadkach czułam się pełna energii, poziom tkanki tłuszczowej był niski, spałam bez problemów i nie miałam po żadnym treningu uczucia, że zaraz umrę, jak to się zdarzało od czasu do czasu.

I celem tego posta nie jest ostrzeżenie przed negatywnym skutkami przetrenowania (o syndromie atletki już było), tylko jest zachęta do refleksji nad tym co robimy i sensem tych działań. Jeśli dążysz do jakiegoś wyniku sportowego, to nie mi jest oceniać czy jest to warte tylu poświęceń, zwłaszcza jeśli chcesz zapłacić tą cenę. I nie oceniam ludzi, którzy w jakiś sposób niszczą swoje zdrowie (sportem, złym trybem życia, przepracowaniem), aby osiągnąć swój cel. Mimo, że cel nie uświęca środków, wciąż uważam, że życie to coś więcej niż zdrowie i warto je przeżyć tak jak sobie wymarzymy. Tylko pytanie czy naprawdę masz taki cel jaki uzyskasz robiąc do robisz teraz? Dlatego opowiedziałam swoją historię, żeby pokazać jak łatwo stracić ten cel z oczu, gdy po prostu wpadniemy w wir  jego realizacji. No i sam cel też się zmienia wraz z tym czego się uczymy i co życie przyniesie.

Moim pierwszym celem, który motywował mnie do rozpoczęcia treningów była zmiana kompozycji ciała. I oczywiście to nastąpiło, ale nigdy tak naprawdę według  moich planów. Ćwiczyłam przez te lata wszystko co uważałam za sensowne, było chroniczne cardio, były ciężkie ciężary, gimnastyka, joga, sporty walki, trampolina, piłki wszelkiego typu, sprinty, HIITy, tabaty, interwały, drążki, taśmy, gumy...i masę gotowych programów. W ostatnim czasie dobierałam plany treningowe sama, co często kończyło się przetrenowaniem, bo szybko rezygnowałam z tego co zaplanowałam i zwiększałam intensywność lub po prostu trudność treningów. Z kolei z góry narzucone programy dawały mi mieszane rezultaty jeśli chodzi o mój cel pierwotny. Byłam silniejsza, miałam lepszą kondycję i ogólnie sprawność...ale do dziś irytują mnie moje rozbudowane po Body Beast nogi :) I ramiona, które nie chcą rosnąć tak szybko jak ja bym chciała. A przecież wystarczyło tylko dobrać odpowiedni trening dla siebie, zamiast kierować się ambicją, ciekawością czy czasami lenistwem. I nie jest tak, że narzekam, bo patrząc z zewnątrz można by powiedzieć, że jest super: i ogólny fitness, i budowa ciała nie są u mnie problemem przecież. Jednak moje cele były inne, i nigdy tak naprawdę nie zastanowiłam się jak do nich dążyć, aby je uzyskać. I niezależnie czy ktoś mi powie, że wyglądam szczupło, grupo, masywnie czy w ogóle nie widać, że ćwiczę to nie będzie miało znaczenia, bo to wciąż nie to czego chciałam. Po prostu zapomniałam o swoich celach.

Ogólnie podzieliłabym cele na trzy główne:


  • wynik sportowy
  • zdrowie
  • wygląd

I w zależności od dominującego warto ustalać sobie metodykę pracy. Można oczywiście robić wszystko na raz, jak ja to mam w zwyczaju, ale naprawdę ciężko wtedy o satysfakcjonujący efekt. Inną kwestią są realne możliwości, które zależą od kilku różnych czynników, między innymi od tego ile czasu możemy poświęcić na trening. Jeśli ktoś jest zapracowaną mamą to nie będzie w stanie odwiedzić siłowni cztery razy w tygodniu na godzinę. Dużo lepsza opcją będzie wtedy HIIT, który spokojnie można wykonać w 20 minut.

Często jesteśmy w stanie tak ułożyć sobie plan tygodnia, aby możliwe było wyodrębnienie chociażby tych kilku treningowych dni. A ile razy w tygodniu ćwiczyć? Nie za dużo, i wystarczająco dla dobrych efektów. Tylko ile to jest? Moim zdaniem to zależy od trzech głównych czynników:
  • innych obecnych stresorów
  • zaawansowania/doświadczenia w treningu
  • wieku

Pisałam już wcześniej,  że są sytuacje, które powinny wymuszać restrykcję w zakresie aktywności fizycznej. Nie jest to oczywiście  na zasadzie "wszystko albo nic", ale z pewnością w pewnych warunkach dużo lepszym pomysłem będzie codzienne cardio o bardzo niskiej intensywności jak np. spacery, niż wymagający plan treningowy.

Nasze wcześniejsze doświadczenia związane ze sportem pozwolą określić ilość treningów. I moim zdaniem są tu dwie opcje: zaczynać powoli (np. od 10-20 min) dziennie o lekkiej intensywności, lub iść wg zasady: 3 treningi/tyg gdy masz małe doświadczenie ze sportem, 4 treningi/tyg gdy ćwiczysz od 2 do 5 lat lub powyżej 5 treningów gdy trenujesz profesjonalnie. I nie wszystkie z tych treningów muszą być długie, intensywne lub wymagające. Co ćwiczysz to zupełnie inny temat dyskusji.

Jeśli mowa o wieku to im starsi jesteśmy tym zmniejszają się nasze zdolności treningowe. I pośrednio i bezpośrednio. Mamy mniejszą zdolność regeneracji, więc więcej czasu potrzebujemy między treningami na regenerację, i życie daje o sobie znać: pojawiają się wyzwania zawodowe, rodzina, więcej zmartwień, problemów i spraw do załatwienia. Generalną zasadą byłoby skrócenie intensywności, i wydłużenie czasu mniej intensywnych ćwiczeń lub zwiększenie ich częstotliwości.


Ilość treningów wg celu i zaawansowania (trening siłowy/trening kondycyjny):
  • ogólne zdrowie
2/1 (początkujący)
  • redukcja tkanki tłuszczowej/wygląd:
1/2 lub 2/2 (zaawansowani)
  • wynik sportowy:
3/2 lub 2/3 lub 4/1 1/4 (bardzo zaawansowani)

Nie będę dziś pisać jakie ćwiczenia warto wykonywać i co będzie lepsze. Opcji jest multum w zakresie zarówno treningu siłowego, jak i kondycyjnego i każdy z nas, albo korzystając z pomocy jakiegoś eksperta, albo po prostu eksperymentując musi dojść empirycznie co dla niego jest optymalna opcją. Te opcje oczywiście co jakiś czas mogą się zmieniać, i niektóre ciała z pewnością zyskają na częstych manipulacjach w zakresie treningu. Jeśli czujesz stagnację w dążeniu do swojego celu to różnorodność jest tu kluczem. Inne osoby, lub części innych osób (jak moje ramiona), dla zadowalających efektów wymagają nudnego i konsekwentnego powtarzania jednego typu treningu.

Dla przykładu (celowo pominę budowę mięśni/siłę) plan treningowy dla zdrowia może składać się z 3 treningów tygodniowo: dwa siłowe klasyczne treningi całego ciała, jedno cardio o niskiej intensywności lub jeden HIIT, siłowe o większej intensywności i jedno cardio o niskiej intensywności. W celu redukcji to może być: dwa razy cardio o niskiej intensywności, jeden trening siłowy całego ciała i jeden HIIT.

Warto pamiętać, że więcej nie znaczy lepiej w tym przypadku. Na pewno znacie wiele przypadków osób, które ćwiczą dużo i intensywnie, a ich efekty nie są nawet zadowalające. Lub odwrotnie, niektórzy trenują 2-3 razy w tygodniu i mają idealne sylwetki. Kwestia do przemyślenia. Dużo i mało to pojęcia względne.

Przy okazji często pytacie o trening siłowy. Jest wiele dróg do celu jeśli mowa o podnoszeniu ciężarów i myślę, że warto spróbować różnych podejść od klasycznej kulturystki po trójbój siłowy. JOsobiście lubię proste rutyny jak zwiększanie ciężaru, zmniejszanie ilości powtórzeń czy 5x5. Przez długi czas stosowałam zasadę 8-10 powtórzeń w 3 seriach (wolne ciężary głównie).

Co jeśli chcesz się budować i redukować? Opcji jest wiele i każda ma swoich zwolenników i przeciwników. Moim zdaniem, sprawdza się typowo kulturystyczne podejście, np. dodanie niskpoziomowego cardio po treningu siłowym. Zawsze sprawdzi się zwiększenie naszej codziennej aktywności typu zostawiamy samochód daleko od celu i idziemy pieszo. U niektórych dobre efekty daje zmiana czasu ćwiczeń, czyli zazwyczaj przesunięcie ich na rano. I chociaż badania tego nie popierają jednoznacznie, to indywidualne doświadczenia pokazują, że trening kondycyjny na czczo może przerwać zastój w redukcji. A jeśli to nie pomoże? Czasem i dla niektórych (np. dla mnie) jest proste rozwiązanie: dieta. Ciężko jeść ok. 2 tyś kalorii (przy moim wzroście zwłaszcza) i zastanawiać się czemu waga nie spada.

Niestety w tym przypadku przeważnie mamy transakcję obustronną, a walutą są też mięśnie. Jak pokazują badania, to nie brak białka ale brak kalorii są odpowiedzialne za utratę masy mięśniowej podczas diety redukcyjnej.  Im większy deficyt tym więcej potencjalnie mięśni można stracić. (1,2,3)
Wydaje się, że rozbudowa tkanki mięśniowej podczas diety redukcyjnej jest raczej wyjątkiem od ogólnej zasady, i to przeważnie zauważalnym u osób zaczynających przygodę z treningiem siłowym, i u tych z większą nadwagą.

Podsumowując to jak ćwiczyć (co, ile i kiedy) będzie wypadkową doświadczenia danej osoby, ogólnej sprawności, zdrowia, wieku i celu. Dla niektórych osób niektóre typy treningu z ww powodów będą niedostępne np. z powodu zdrowia czy preferencji. Moim zdaniem im nasza ogólna sprawność fizyczna jest niższa i poziom tkanki tłuszczowej jest wyższy, tym mniej intensywny trening będzie korzystny, i analogicznie mniejsze ciężary (ze względu na większe ryzyko kontuzji) powinny być używane. Forma powinna iść pierwsza, bo nie sztuką jest zrobić 20 byle jakich pompek czy machnąć 10 razy hantlami. Trening progresywny z punktu widzenia bezpieczeństwa wydaje się najbardziej korzystny dla wszystkich początkujących, a notabene dla osoby z dużą nadwagą i bez doświadczenia w sporcie czym innym będzie wysoka intensywność niż dla szczupłej nastolatki. Intensywność to bardzo subiektywne pojęcie.

W zakresie preferencji również wiele można zmienić. Oczywiście gdy celem jest budowa mięśni, możliwości są ograniczone, bo podnoszenie czegoś w jakiś sposób zawsze będzie częścią treningu, chociaż dla danej osoby to może robić wielka różnicę czy to będzie wolny ciężar, maszyna czy ciężar własnego ciała. Gdy mowa o redukcji rozwiązanie może być banalne, jak i skomplikowane. Powiedziałabym, że dla osoby z nadwagą, każda początkowa intensywność będzie stymulowała pozytywne zmiany w zakresie spalania tkanki tłuszczowej. Często obserwujemy, że osoba która nie ma doświadczenia ma doskonałe pierwsze wyniki, i dopiero te ostatnie 5 czy 10 kg zaczynają być problematyczne (być może 2 czy 3 kg :)). Wtedy nadchodzi czas na zmiany, zarówno w zakresie ćwiczeń, jak i diety. Dojście do optymalnego punktu, który będzie stabilny zarówno dla naszego zdrowia, kondycji czy wyglądu zajmuje sporo czasu i niesie za sobą wiele możliwości do popełniania błędu. I myślę, że warto te błędy popełniać, ale jednocześnie nigdy nie traktować czegoś jako pewniak. To co działało idealnie dwa lata temu, dziś może się zupełnie nie sprawdzić. To, że koleżanka wykonuje trening X i ma świetne efekty nie oznacza, że te ćwiczenia będą odpowiednie dla Ciebie.

Coraz bardziej popularne są gotowe programy treningowe. Pomijając jak wielki udział w ich "skuteczności" odgrywa marketing, to sens ich stosowania nie jest oczywisty. Wiele z nich wymaga bardzo dobrej kondycji i sprawności, których brak nie pozwoli jakiejś części ćwiczących nawet dokończyć treningu. Najbardziej popularne Insanity czy Turbofire wiele osób doprowadziły do stanu przetrenowania. Chociaż nie negowałabym ich psychologicznych korzyści, bo jakby nie patrzeć, dzięki takim produktom, wiele osób jest w stanie ruszyć swoje tyłki sprzed komputera. Ale jak z dietą, wiem że jeden ułożony dla wszystkich schemat, nie będzie odpowiedni dla większości, a dodatkowo nie pozwoli na poznanie treningowych potrzeb własnego ciała i osiągnięcie celu. Obroniłabym może Body Beast, bo jako jeden z niewielu gotowych programów ma określony kierunek i od razu wiadomo czego się po nim spodziewać. Generalnie stricte siłowe programy bronią się same, chociaż takich nie jest wiele na rynku.

Nie oznacza to jednak, że odradzam korzystanie z gotowców. Jakby nie patrzeć dużo można się z nich nauczyć na temat chociażby formy, co w przypadku niektórych typów aktywności jest krytyczne (np. joga).  Wiele osób woli też pewien nie do końca racjonalny aspekt "społeczny" takiego typu treningu. Ja lubię jak ktoś ćwiczy ze mną, nawet jak ma 10 cm i jest na szklanym ekranie. Co jednak bym doradzała to mieszanie różnego typu ćwiczeń z rożnych programów. Naprawdę dla zdrowia i ciała bez zbędnej tkanki tłuszczowej z zarysem mięśni trzeba o wiele mniej niż większości się wydaje. Zdrowa dieta, zaadresowanie problematycznych kwestii zdrowotnych (tarczyca, poziom cukru we krwi, problemy trawienne, stres, system odpornościowy), rozsądna dawka ćwiczeń i dużo więcej codziennej aktywności to gotowa recepta dla większości osób.

I pisząc to, zamiast mojego zoptymalizowanego planu treningowego, który przynosił całkiem niezłe efekty, postanowiłam potestować P90X 2. Jak nie ujrzę kortyzolowego brzucha to pewnie się nie poddam, później pokornie wrócę do klasyki, aż do kolejnego głupiego pomysłu, który odciągnie mnie od pierwotnego celu. Na swoje usprawiedliwienie powiem, że mimo dużego zainteresowania sportem (w teorii), uważam że niewiele wiem. A raczej wiem już za dużo, żeby wiedzieć czy cokolwiek co wiem ma sens :) Jeśli ktoś uważa, że zna się na treningu i wie należy robić, a co nie...to może jeszcze nie siedzi w temacie wystarczająco długo? Ja zdecydowanie nie wiem, mogę podać argumenty za i przeciw wielu teoriom, stąd powyższy post należy potraktować bardziej jako inspirację niż materiał dydaktyczny.

PS. Dobra rada dla szczupłych kobiet zaczynających ostry trening siłowy: kupcie sobie od razu spodnie w większym rozmiarze :) To pozwoli uniknąć frustracji.

Powiązane posty:
Kiedy ćwiczenia są złem...czyli dlaczego niektóre osoby nie powinny ćwiczyć
Jak ćwiczyć gdy nienawidzi się sportu

57 komentarzy:

  1. Zdarzył się w moim życiu moment, w którym zaczęłam biegać i to sprawiało mi ogromną przyjemność. Takie 40 minut tylko dla mnie. Niestety, z przyjściem jesieni i chłodniejszych i krótszych dni, odechciało mi się... I tak naprawdę, dzięki Twoim postom o diecie i ćwiczeniach siłowych, nadal wierzę, że uda mi się spalić trochę tłuszczu. Osobiście bardzo lubię ćwiczyć razem z YouTube, polecam Tiffany Rothe Workouts - można się przy tym naprawdę dobrze bawić, oprócz intensywnego ćwiczenia :)

    Niestety, moje przejście na paleo idzie coraz gorzej... Staram się unikać zbóż i nabiału (odstawienie go poszło mi bardzo łatwo), jeść więcej tłuszczu, w tym naprawdę sporo rzeczy kokosowych (olej, mleko, chipsy, wiórki), ale po podliczeniu kalorii raz na jakiś czas okazuje się, że przekraczam swoje zapotrzebowanie i to o około 500 kcal. Zaczynam się tym martwić, bo potrawy białkowo-tłuszczowo-warzywno-owocowe przestały mnie sycić :/

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo zainteresowały mnie interwały dla seniorów:D mogłabyś coś napisać? to może być coś dla mnie bo jak ciwczę zbyt intensywnie to mój trądzik różowaty się pogarsza:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Interwaly na zasadzie 3 min marszu, 1 minuta pajacykow, pompek czy innych bardziej intensywnych :) Wtedy testowałam też turbo jam i mimo, ze to cardio to u mnie sprawdzilo sie calkiem niezle, nie jest o stalej intensywnosci i jest stosunkowo krotkie.

      Usuń
  3. Oj MS, Ty to potrafisz namieszać w głowie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. zgadzam sie z tymi spodniami!!!!:))))

    OdpowiedzUsuń
  5. Ostatnio dla zabawy - czytaj inspiracja movnat :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdy zaczęłam przygodę z treningiem siłowym moim celem była sylwetka, chociaż żadne konkretne cele (poza talią ;)). I efekty, albo raczej możliwość podniesienia kosza z zakupami bez bólu pleców, podbiegnięcie do autobusu bez zadyszki.
    Na początku ćwiczyłam nawet 5 razy w tygodniu, efekty w sylwetce były zauważalne nawet dla otoczenia. Ale po jakimś czasie częstotliwość i intensywność spadła. Najpierw myślałam, że to mój "słomiany zapał", ale potem doszłam do wniosku, że to chyba jakiś wewnętrzny głos mądrości. Bo przecież 1-2 treningi tygodniowo w zupełności mi wystarczają i sprawiają przyjemność. Nie czuję presji, że muszę iść ćwiczyć, bo inaczej dzień będzie stracony, bo nie osiągnę celów wystarczająco szybko. Moja doba też sie nie wydłuża, praca zawodowa i rodzina pochłaniają sporo czasu, a i wszystkich wolnych chwil nie mam ochoty poświęcać na treningi. Jest sporo ważniejszych i ciekawszych rzeczy do zrobienia ;)
    Lubię też cwiczyć w samotności, dla mnie to całkowite wyłączenie się i pomimo stresu fizycznego, pełne wyciszenie.
    I też wiem, że z czasem będę silniejsza i sylwetka ładniejsza.

    Także w tej chwili mogę powiedzieć, że ćwiczę dla równowagi duchowej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten kosz z zakupami z wiekiem zaczyna być wielką sprawą :)

      Usuń
  7. Myślę, że treningi Zuzkilight i Melissy Bender z Youtube byłyby dla ciebie idealne i ogólnie dla wielu osób. Są bardzo krótkie, Zuzka większość ma 15 min, ona sama chce spędzić jak najmniej czasu na treningu, a jak widać jej sylwetka jest godna pozazdroszczenia, włącza również w swoje programy ciężary. Sama na przestrzeni lat ćwiczyłam wiele programów, najbardziej lubię Insanity, ale lepiej włączać pojedyńcze treningi do własnego planu (zjechane kolana i ćwiczenie praktycznie cały tydzień daje się we znaki)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zuzka mne nie rusza, 15 min to nie trening tylko rozgrzewka :) I nie mowie o przetrenowaniu tylko o innyn podejsciu di treningu ogolnie, A nim Zuzka doszla do 15 min dziennie to na moje oko bylo kilka godzin dziennie :) Ale to rozwazania na inny dzien.

      Usuń
  8. a ja muszę powiedzieć, że uwielbiam ćwiczyć i, niestety, uwielbiam się katować treningiem, co już ma swoje negatywne skutki, jeśli chodzi o zdrowie. pocieszające, że im jestem starsza, tym mądrzejsza, więc liczę na to, że kiedyś pójdę, MS, w Twoje ślady i zacznę dbać bardziej o zdrowie, niż o zaspokojenie moich chorych ambicji.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ah, kiedys się bedziemy zastanawiać po co nam to było :)

      Usuń
  9. Zawsze lubiłam sport, ale niedawno stwierdziłam ,że urodziłam się za wcześnie. W latach mojej młodości nie było klubów fitness, jeśli juz to typowe pakernie dla facetów. Też tam chodziłam. Ostatnio od paru lat mam stały karnet open do klubu. Chodzę 3-4 razy w tygodniu, na zajęcia, które lubię, czyli pump, siłownia, "zdrowy kręgosłup". W internecie szukam porad, jakie jeszcze ćwiczenia wykonać, i dlatego znalazłam fitblogerkę, a od niej tłuste życie, ćwiczenia od Irka na blogu healthysportlife, i inne. Nie przemęczam się, ale trenuję, mam mięsnie, które nie wiszą jak u pań ok. 50. mięsnie brzucha ( mały "kaloryferek"), Niestety nie do końca jestem z wyglądu zadowolona, bo mam chore noi (żylaki) i one pięknie nie wyglądają. Ponadto zima to narty, lato - baseny, spacery itp. Uwielbiam po wysiłku na siłowni mokre ciałao, które naturalnie się odmładza. Polecam ruch w każdej formie dla ludzi w każdym wieku. trzeba to polubić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj słychac, ze lubisz :) Ja mam wciąż mieszane relacje ze sportem.

      Usuń
  10. Czy marchewka jest fodmaps czy nie? Bo można ją jeść w diecie eliminacyjne, w diecie scd już na etapie intro oczywiście gotowaną, ale nie wiem czy to ona szkodzi? znalazłam informacje, że należy do fodmaps i juz jestem zdezorientowana. Naprawdę MS czy mogłabyś mi pomóc tzn doradzić co mogłabym jeść, zalecałaś odstawienie fodmaps i tak zrobiłam, z drugiej strony pisałaś, że w przypadku stanu zapalnego należy zmniejszyć spożywanie mięsa. Ja już nie wiem, co mam jeść.

    Mam stan zapalny żołądka, po wypiciu octu jabłkowego na czczo rozbolał mnie brzuch, ale z drugiej strony mam za mało kwasu solnego- ciągłe rozpieranie, wzdęcia gazy więc na razie nie piję octu na stymulowanie hcl. Nie wiem tylko jak mam jeść. Czytałam, że zalecasz dietę antyzapalną tzn. co dokładnie- odstawiłam zboża, nabiał, złe tłuszcze, za to wprowadziłam olej kokosowy, masło i rosół na kościach, z warzyw do tej pory jem tylko cukinię i marchewkę oraz pora, w weekend zjadłam gotowane buraczki. Większość warzyw mi nie służy tak samo jak owoców więc stwierdziłam, że zwiększę ilość mięsa, ryb i tłuszczu, ale to podobno nie jest wskazane wg Ciebie, lepiej ograniczyć. Mięso też wymaga większej ilości kwasu solnego. Nie wiem co mam jeść. Chodzę głodna i tylko sfrustrowana, że tego nie mogę jeść bo ma sibo, tego nie mogę bo nie mam kwasu, tego nie mogę bo nie toleruję fruktozy, tego nie bo fodmaps. Niedługo przejdę chyba na leczenie pozajelitowe, bo ja już innego wyjścia nie widzę


    wiwi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpierw trzeba zażegnać stan zapalny. Inaczej ciezko aby uklad trawienny pelnil swoja funkcje. Jesli chcesz samodzielnie leczyc sie to scd bedzie pierwsza opcja foodmaps druga. Jak sie dobrze czujesz po miesie to jest to odpowiedni produkt, mimo ze istnieje szansa ze niezostanei dobrze strawiony, chociaz tego nie wiemy. Sluzowka musi sie zagoic i zastanawiam sie czy masz na tyle cierpliowsci aby dac jej szanse na regeneracje samoistnie. Najlepsza opcja bylaby kuracja wspomagajaca pislam juz o samodzielnym leczeniu problemow trawiennych. Kazdy z nas jest inny, ja majac problemy pokarmowe trawilam wszystko gotowane ale surowizny nie i bialko tez tak sredio, inni na scd jedza tone miesa i maja sie dobrze. Wszystko jest kwestia co bylo przyczna, czy za malo kwasu, czy sibo czy cos innego. Mialas wykonywane konkretne badania?

      Usuń
    2. tylko, że ja już przeszłam na dietę scd, potem też za Twoją radą dołożyłam fodmaps i nic, żadnej poprawy... ostatnio miałam taki okres, że przez 2 dni jadłam tylko gotowaną marchewkę z masłem, galaretkę winogronową i w ciągu dnia popijałam to rosołkiem, a gazy i tak i tak były... ja już nie wiem na prawdę, co mam jeść, nie ma takiej rzeczy, którą toleruje, którą normalnie trawię bez problemu



      na stan zapalny włączyłam galaretkę, rosół oraz l glutaminę, nie wiem co jeszcze mogłabym zrobić na zaleczenie tego stanu zapalnego, jak masz jakąś radę to napisz
      wydaję mi się, że moim problemem jest i sibo i za mało kwasu, a co było przyczyną to ciężko stwierdzić, wielokrotnie pisałaś, że jeśli robimy różne rzeczy z dietą, a nic nie pomaga i niezależnie od tego, co jemy są objawy, to sibo może być przyczyną naszych problemów, a sibo jest połączone z kwasem solnym
      czytałam Twoje posty o kwasie solnym i mam większość objawów- czyli gazy, wzdęcia, uczucie ciężkości po posiłku, odbijanie między posiłkami, niestrawione resztki pokarmowe w stolcu, poza tym robiłam test z sodą i w ogóle mi się nie odbiło po sodzie, dopiero jak zjadłam śniadanie to mi się odbiło


      miałam robione badania, ale z żadnego badania nic nie wynikło
      miałam robione badanie kału na pasożyty, na krew utajoną, usg brzucha i to dwukrotnie, gastroskopię i kolonoskopię i wszystko ok, każdy patrzy na mnie jak na wariatkę i że sobie zmyślam, a jestem zdrowa jak ryba, ja już mam dość chodzenia po lekarzach i mówienia, że to ze stresu i proszę się przestać denerwować to przejdzie, nie przechodzi już przez 3,5 roku i niedługo to ja w tworkach wyląduję, bo nie pamiętam już normalnego dnia, dnia bez problemów z brzuchem, tylko każdy dzień jest taki sam i nawet jak nie jestem zdenerwowana to i tak jest to samo....

      Usuń
  11. mogłabyś mi napisać, co Ty sama jadłaś jak miałaś zjd? i coś więcej o tej diecie antyzapalnej- jakie produkty włączyć?

    wiwi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. popieram, może nowy post o deicie antyzapalanej!!!

      Usuń
    2. To by bylo mniej wiecej paleo ;)

      Usuń
  12. świetny post!! daje do myślenia! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Czy uczucie slabosci i braku energi oraz bole glowy na rano moga swiadxzyc o braku regeneracji organizmyu po zbyt obfitej kolacji? Jem po 20 a ide spac o 23. Spie 8h codziennie o stalych porach. Jem 3 razy dziennie zawsze jest tluszxz bialko i wegle w posilku na noc troche mniej tluszczu dajw

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wątpie....nadnercza, tarczyca kojarza sie od razu. Byc moze jakies nietolerancje pokarmoe np. histamina.

      Usuń
  14. świetny post, czytałam od początku do końca z pełną koncentracja i zaangazowaniem. dochodzę powoli do takich samych wniosków jak Ty, tzn. z wiekiem moja chora ambicja coraz mniejsze narzuca mi wyzwania sportowe i moge naprawdę odetchnąć, poniewaz kiedyś ćwiczyłam z uporem maniaka nie mając zadnych spektakularnych efektów wyłaczając przetrenowanie i satysfakcję, że daje radę ... obecnie niegdzie mi się nie spieszy i zamierzam postawić raczej na zdrowie, a ta wymarzona sylwetka kiedyś byc moze stanie sie realna jak dojdę do jakiejs wiekszej harmoni w zyciu ... naprawde super POST, dziekuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mysle, ze ludzie trenujacy dla wynikow maja sylwetki, o jakich nie marzyli, ci trenujacy dla wygladu rzucaja sie w wir wyzwan sportowych...at ludzka pokretna natura :)

      Usuń
  15. MS, czy jest sens robić leczniczy rosół, jeśli nie można go odpowiednio ugotować? Wstawiłam go dzisiaj na najmniejszym możliwym gazie, ale i tak zamiast leciutko pyrkać, to normalnie się gotuje, boję się że przez to nie wyjdzie tak wartościowy, jak powinien :( Czy mimo to warto go pić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dołączam się do pytania. Nie wiem, czy to nie jest kwestia garnków- ostatnio gotowałam makaron dla męża- w małym garnku na minimalnym ogniu- ledwo pojawiały się bąbelki. Rosół gotuję w garze dużym-i na takim samym, małym ogniu wrze jak szalony. Taka porcja rosołu wystarcza mi na ponad tydzień- po kubku dziennie, połowę muszę jakoś konserwować, bo kiśnie. Czy mogę go po prostu zamrozić? czy lepiej zawekować?

      Usuń
    2. Gotowania rosołu z makaronem nie ma co porównywać. Tu się kłania fizyka, gęstość, lepkość i wiele innych własności obu wywarów ;)

      Ja jak gotuję rosół, to zawsze trochę uchylam pokrywkę, wtedy nie wrze. A jeśli i to nie pomaga, to co za problem ogotwać bez pokrywki.
      No chyba, że gotujecie już bez pokrywek.

      Usuń
    3. Z pokrywką, gdybym gotowała bez, to po tych kilku godzinach większość by wyparowała. Spróbuje uchylać, najwyżej doleję później wody. Ale upierałabym się, że od garnka tez trochę zależy. Teraz produkuje się garnki z grubym, ciężkim dnem- mój do rosołu taki jest. I to ma być chyba energooszczędne i powoduje że wszystko gotuje się szybciej.Może w takim staroświeckim, emaliowanym garnku rosół gotowałby się wolniej?

      Usuń
    4. Myślę, że tu wszystko ma znaczenie, od kuchenki po garnki. Przykrywka z dzurka sie sprawdza u mnie, ale i tak jak gotowalam w garnku mialam problem zeby lekko pyrakl. Mam kuchenke elektryczna, na gazowej u mojej mamy mozna dokladniej wyregulowac caly proces :) Czy bedzie mniej wartosciowy....nie wiem, i nawet nie sądze aby ktos byl w stanie nam odpowiedziec, bo po prostu nikt tego nie beda :) Ja bym pila :)

      Usuń
    5. *bada

      Ps. te emaliowane garnki teraz tez maja ta gruba powloke od dolu przystosowana do plyt

      Usuń
  16. jestem pozytywnie zaskoczona iherb-ceny nawet w przeliczeniu na pln są o wiele mniejsze niz na allegro, czy znasz jeszcze jakiś innym tak fajny sklep internetowy, który mogłabyś polecić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. najlepiej jakiś bliżej - z europy?

      Usuń
    2. Szukałam ale iherb pobija cenowo wszystko :)

      Usuń
  17. Jak tu inspirująco! Jak tu fachowo i rzetelnie!
    Od soboty począwszy, wywróciłaś mój żywieniowo- zdrowotny świat do góry nogami. Na początku było niedowierzanie, później zaprzeczenie i frustracja- zwłaszcza kiedy do mnie powoli zaczęło docierać że to co piszesz NAPRAWDĘ ma sens!
    Oczywiście, jestem jedną z tych stereotypowych fit i "zdrowych": owsianeczki, serki, jogurty 0%, ryż, ziarna, masa owoców o wysokim IG... oczywiście tłuszczu yy-m-m, ani troszkę bo to be!
    Przebrnęłam przez większość Twoich wpisów i mam kilka pytań:
    -co z pieczywem wasa? ma niski IG, niby to ziarna a ziaren unikamy ale jakoś takoś mam szwedzki sentyment do tegoż chrupkiego chlebka...
    -a co myślisz o miodzie? (eko, z pasieki) od poniedziałku jestem na 'mniej-więcej paleo' i mam ochotę pożreć wszystkie słodycze świata więc próbuje jakoś uspokoić się miodem :) czy to zaszkodzi bardzo?
    -jakieś nowe rady dla osób od zawsze walczących z trądzikiem? jestem szczupła, nigdy nie miałam problemów z wagą, ale z uciążliwymi wypryskami walczę bezskutecznie od kilku(nastu) lat

    No i na koniec- chapeau bas! każdy Twój post jest naprawdę obszerny, poparty naukowo i bardzo inspirujący, kawał świetnej roboty!
    Pozdrawiam!

    Stała czytelniczka od zeszłej soboty,
    a.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpisz w google 'dieta przy trądziku tlustezycie', znajdziesz od razu artykuł bardzo fajnie napisany, co do słodyczy ja od siebie polecam czekolady raw z jak największą zawartością kakaa (nawet 100%), lub suszone owoce, tylko musisz uważać żeby nie były siarkowane (podają w składzie) - przykładowo siarkowane morele są pomarańczowe, te naturalnie suszone na słońcu - czarne, dużo tego typu rzeczy mają w sklepach ze zdrową żywnością, a jak nie masz pod ręką takiego to przez net.

      Usuń
    2. Wasa nie wiem na jakiej to jest mące, jeśli pszennej, to na najgorszego typu. To po pierwsze, po drugie, to sprasowana mąka i w tej swojej formie chlebka dziwnie twarda i trzeszcząca, więc jest to produkt jak na moje oko bardzo silnie przetworzony - co za tym idzie, nie może to mieć niskiego IG i rzeczywiście, te 35 IG TO troszkę za dużo, zwłaszcza jak sobie sprawdzisz jaki jest ładunek glikemiczny na 100 gram takiego chlebka (ŁG prawie 23) czyli nie stety najwyższy i nie dozwolony. Ale pocieszę się, o ile duża ilość takiego chlebka, zaszkodzi, to Ładunek glikemiczny w odróżnieniu od IG mówi, ile możesz czego zjeść i tak, wychodzi, że spokojnie możesz zjeść trzy a nawet cztery takie chlebki :) bo to będzie odpowednik 10 ŁG a więc ten najniższy. Co do uczucia łaknienia na słodkie, prawdopodobnie bierze się z tąd, że dopuszczasz do uczucia głodu, bo za mało jesz, albo komponujesz złe posiłki. Nie dopuszczaj do uczucia głosu, spada Ci wtedy cukier i stąd to poczucie...

      Usuń
    3. Wasa to produkt wysoko przetworzony, plus to są zboża...moim zdaniem nie ma w niej nic dobrego. Lepiej upiec psedo podplomyki. Miód ma tone super wlasciwosci, dla osob z niestabionym pozioem cukru nie jest zalecany, chociaz ja uwazam, ze suma wegli ogolnie ma wieksze znaczenie niz IG. |Slodkie zachcianki po zmniejszeniu ilosci wegli chociazby ze zboz sa czeste i z czasem sie stabilizuja, jak organizm nauczy sie pozyskiwac eergie w inny sposob Ale moze byc tez tak jak napisala Emace :)

      A co do frustracji to pamietam swoja jak serki i jogurty okazywaly sie coraz to bardziej niezdrowe :)

      Usuń
  18. Polecam zoabczyć:
    http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/jedza-tylko-surowe-mieso,103432.html
    Telewizja naprawdę ogłupia społeczeństwo...

    OdpowiedzUsuń
  19. MS, sprawa jest poważna i zaczynam lekko panikować, proszę o odpowiedź. Otóż kilka dni temu, w poniedziałek konkretnie, z jakiegoś głupiego powodu postanowiłem, że przejdę na dietę raw - owoce/warzywa. No i tak zrobiłem, cały dzień jadłem różne surowe warzywa i owoce, i byłoby pewnie ok gdyby nie fakt, że jestem alergikiem. Na niektóre świeże owoce/warzywa mam natychmiastową reakcję alergiczną w postaci Oral Allergy Syndrome - puchnie i drapie mnie wtedy przełyk. I tych na których reakcja jest bardzo duża unikałem (jabłko, śliwka, wiśnia), ale te, na które reakcja jest mniejsza (ale jest) jadłem, były to ananas, banan, awokado, zielona papryka. I teraz tak - po dwóch dniach takiego jedzenia zacząłem czuć się fatalnie, już pal licho pulsujący ból głowy, ale najgorszy jest problem z trawieniem. Wcześniej, na paleo z dużą ilością tłuszczy czułem się świetnie, zero problemów, zdrowe i zbite stolce i ogółem ZERO problemów trawiennych, nawet zgaga ustąpiła po wyeliminowaniu glutenu. Teraz jest istny dramat, nudności, jakieś przelewanie, ostra biegunka cały dzień, odbijanie cały czas i co gorsza końca nie widać. Kiedyś zdarzała się biegunka po czymś niestrawnym, ale trwała pół dnia, góra cały dzień, a rano byłem jak nowo narodzony. Mój stan trwa od wtorku i czuję, że z każdym dniem jest coraz gorzej, przestałem jeść już jakiekolwiek świeże warzywa i owoce, wróciłem głównie do mięsa i ziemniaków, ale poprawy nie ma i nic się nie zapowiada żeby szybko nastąpiła. Pytanie - czy to może być zapalenie jelita grubego? A może tylko jakaś reakcja organizmu na zbyt dużą ilość fruktozy? Boję się, że to może być zapalenie, napisz proszę jak ty to widzisz, bardzo mi na tym zależy, jutro w planach mam zamiar iść do lekarza, ale szczerze wątpię żeby w czymś mi pomógł (i ewentualnie zrobić jakieś badania). Jaka dieta? Aktualnie suplementuję chelat cynku, omega 3, l-glutamine i jakiś kiepski probiotyk.
    Pozdrawiam mocno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie juz po sprawie, to tylko zapytam co sie okazalo? Z opisu wygladalo to jak albo zatrucie albo kryzys leczniczy (czesto takowe trwaja do 8 tyg i czasem pacjenci nawet musza lezec).

      Usuń
  20. Tez jestem ciekawa tych interwalow dla seniorów.

    OdpowiedzUsuń
  21. Bardzo dobry post, dał mi do myślenia. Po zastanowieniu dochodzę do wniosku, że ja też ćwiczyłam dla wyników. Wydawało mi się, że dla kompozycji ciała, ale prawda jest taka, że i tak nie byłam w sumie zadowolona i to raczej w mojej głowie siedziało, bo obiektywnie ciało miałam świetne. Kiedy wyleczyłam się z kompleksów, trenowałam dość długo tylko dla wyników, do czasu, aż się moje zdrowie przez to posypało. Teraz mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że moim głównym celem jest zdrowie. Nie mogę powiedzieć, że żałuję tych lat intensywnego treningu, przeżyłam coś naprawdę fajnego, poznałam wielu świetnych ludzi, chociaż teraz zrobiłabym wiele rzeczy inaczej, to jednak cenne doświadczenie. Dziś wyżywam się w pracy i tam zaspokajam moje ambicje, sport już tylko w ramach relaksu i odpoczynku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez powoli zaczyna myslec, ze ambicje zawodowe sa duzo bardziej satysfakconujace niz te sportowe ;)

      Usuń
  22. MS mam pytanie z innej beczki. A mianowicie gluten.

    Czy możesz mi polecić jakieś wiarygodne linki, badania itd., które mówią o szkodliwości glutenu na nasze zdrowie (najlepiej po angielsku ;))
    Wszystko co znajduję, to raporty dotyczące osób z celiakią, IBS, NCGS. Ale jak to się ma do osób zdrowych, które nie wykazują żadnych objawów nietolerancji, są generalnie zdrowe.
    Czy gluten też ma destrukcyjny wpływ na ich zdrowie?

    Ja mam najzwyczajniej w świecie problem w przetłumaczeniu mężowi, że gluten może szkodzić zarówno jemu, jak i naszym dzieciom, które od czasu do czasu dostają niewiadomego pochodzenia wysypu na skórze. Dla niego to moje "może" już jest argumentem przeciw całkowitemu wyeliminowaniu glutenu (ograniczenie wg niego wystarczy). On sam też sobie poszukał nt glutenu i znalazł wiele informacji, że gluten jest dobry, wręcz konieczny, bo zawiera witaminy, sprzyja florze bakteryjnej. No na takie kontra rozkładam tylko ręce, bo moje podejście do glutenu jest czysto intuicyjne. Jemu to nie wystarcza. Jestem w kropce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://www.greenmedinfo.com/blog/200-clinically-confirmed-reasons-not-eat-wheat

      Usuń
    2. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/10585617

      Usuń
    3. http://www.amazon.com/Grain-Brain-Surprising-Sugar--Your-Killers/dp/031623480X/ref=sr_1_1?ie=UTF8&qid=1382698200&sr=8-1&keywords=grain+brain

      http://www.wheatbellyblog.com/

      Usuń
    4. źródeł jest bardzo dużo, MS często podaje różne badania na facebooku
      ja polecam też książkę dieta bez pszenicy- tak na początek, dobrze wszystko wyjaśnia
      noi strasznie jestem ciekawa, co to za badania Twój mąż znalazł, że gluten sprzyja florze bakteryjnej... hah chciałabym, po tylu latach glutenu byłabym tak zdrowa
      najlepszym rozwiązaniem byłoby umówić się, że nie jemy glutenu przez 30 dni, wtedy na prawdę można zauważyć różnicę

      Usuń
    5. http://www.jle.com/en/revues/medecine/ejd/e-docs/00/04/15/1E/article.phtml

      Usuń
    6. Nietolerancja u osob bez celiakii to w ostatnich latach czesty temat badan http://www.mdpi.com/2072-6643/5/10/3839
      Ale moze bardzej przekonaly by go podcasty
      http://blog.paleohacks.com/dr-obryan/
      http://www.glutenfreeschool.com/2013/10/03/dealing-with-grain-brain-with-david-perlmutter-md-gfs-podcast-episode-020/
      http://legendarystrength.com/podcast-gluten-sensitivity/

      Usuń
  23. Ja się od dawna zastanawiam czy istnieje jakiś klub zrzeszający osoby, które ćwiczą dla zdrowia, bez parcia na żadne wyniki. Lub jakaś strona internetowa. Ci powinni mieć właściwie dwa cele, wydłużenie sobie życia tak na prawdę i by móc ze czystym sumieniem, pozwolić sobie od czasu do czasu na jakieś grzeszki kulinarne, lub zwyczajnie móc pozwolić sobie na zdrowe jedzenie w większych ilościach (orzechy, tłuste ryby, trochę gorzkiej czekolady). Tymczasem jest tak, że sportowcy mają ścisłą dietę i często sobie odmawiają, a normalni ludzie raczej co do jednego powinni bardziej przejść na dięte, niż myśleć o jedzeniu. Obydwie "klasy" szkodzą sobie albo z przetrenowania, albo z powodu zasiedzenia.

    Biegam co dwa dni, od maja 2012 bez przerwy, do dnia dzisiejszego schudłem 30 kg. Biegam, by móc jeść bez wyrzutów sumienia i by przeżyć co najmniej 5 lat dłużej. Oczywiście, gdzieś w połowie czasu, gdzie spostrzegłem się, że stać mój organizm na coś, czego nigdy w życiu bym nie podejrzewał, zacząłem myśleć o wynikach, nawet o tym, by uczestniczyć w półmaratonie potem w maratonie. Wtedy zacząłem szukać specjalnych diet i programów. Dobrze, że mi to przeszło… po miesiącu szukania i tracenia czasu tak na prawdę, na ogarnięcie tego nowego etapu, przypomniałem sobie po co zacząłem biegać. Oprócz tego, chcę bez stresu jeść w większych ilościach zdrowe rzeczy, oczywiście własnej roboty, nie kaloryczne, ale smaczne… A jest jeszcze jeden motyw, biegam, by mieć siły żyć, by mogła się ze mnie cieszyć żona, by przestali się martwić rodzice, i bym miał siły na zabawę z dziećmi.

    Gdy zacząłem biegać, nie planowałem schudnąć. Chciałem wyzdrowieć. Słyszałem kiedyś, że biegacze rekreacyjni żyją 6 lat dłużej. Wtedy był to okres, kiedy cały czas bałem się, że zaraz zachoruję, że stanę się zbędnym tonażem dla całej mojej rodziny i całej rodziny mojej żony. Dla samej mojej żony na co dzień, będę jak ten kamień przywiązany do szyi. Chciałem im wszystkim darować chociażby samych myśli, które im z pewnością przychodziły do głowy, na samo wspomnienie o mnie.

    Ważyłem 102 kg przy wzroście 180 cm- miałem jedno zboczenie, w tygodniu musiałem duszkiem wypić 4400 ml jogurtu (16 butelek) a w sam weekend (w dwie noce) 6 do 8 butelek - do dzisiaj prowadzę w weekendy nocny tryb życia...

    Jeśli chodzi o wagę, to wiem, to tylko spora nadwaga, i wcale tak strasznie nie wyglądałem (przynajmniej w lustrze) ale jak do tego dodać totalnie siedzący tryb życia, problemy z wątrobą, to mogło być tylko gorzej...


    Jak nigdy, przy tym moim lekko gapiowskim podejściem do życia (nie twierdzę, że jestem bezrefleksyjny w ogóle) tak od ostatnich dwóch lat, miałem bardzo ponure myśli. Bałem się o swoje zdrowie, o siebie, a przede wszystkim zaczęło brać mnie na boleści jak pomyślałem, jakich problemów narobię innym... Byłem najmniej i oczywiście dużo mniej dbającym o siebie, członkiem rodziny. Byłbym gnojkiem, jakbym musiał im wyszarpnąć tą energię w momencie, jakbym zarył o ziemię, a oni musieli by mnie od tej chwili tachać...

    Chciałem też zyskać "trochę" czasu, bo kiedy człowiek ma nie odżyć, jak dopiero na emeryturze ? Jest to czas, kiedy ma się 100% wolnego czasu. Teraz, ma się tych godzin realnie trzy dziennie (nie licząc weekendu, kiedy załatwia się zaległości i czeka na długi tydzień) reszta czasu to kręcenie się wokół szefa, albo obskakiwanie domu. Dla mnie doba ma o 24 godziny za mało.

    OdpowiedzUsuń
  24. CD:

    Spietrałem się, kiedy doszedłem do wniosku, ile czasu zmarnuję sobie i żonie po 80-tce, jak bardzo udaremnię nam, naiwne zresztą, oczekiwanie na "wolność"... dołowałem się coraz bardziej... Miałem wizję, że w wieku 60 lat, znowu przewija mnie moja mama. Jakiś demon szeptał mi koło głowy, że to nie ja będę opiekować się moimi starymi rodzicami, tylko oni wspólnie z moją żoną, będą opiekować się mną. Wizje tego typu, że leżę sztywny, karmią mnie rozwodnioną kaszką i przewijają mi pampersy jak dzidziusiowi... To nie dawało mi spokoju.

    W maju 2012 z domu wypchnął mnie rozsądek, a właściwie podświadomość... dopiero po tygodniu który trwał dosłownie minutę, zorientowałem się co się dzieje... że tu się dzieje jakieś rzemiosło, po chwili wiedziałem już, o co chodzi :) to ma być rozwiązanie każdego mojego problemu !

    Jeśli chodzi o sport, to nigdy nie uprawiałem żadnej dyscypliny. Nawet nie interesuję się sportem i na pewno nigdy się nie zainteresuję, można powiedzieć, gardziłem sportem, nienawidziłem ruchu.

    ps. nie czujesz, że lepiej się czujesz, bo granica jest bardzo "rozmazana"
    ja też niby nie czuję, ale potrafię bez zająknięcia chociażby zawiązać buta kiedy się schylam, rok temu pamiętam - że gdy się schylałem, sapałem i stękałem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawy wpis :) Nie sadze aby moj sport mi wydluzyl czy tez polepszyl jakosc zycia...raczej na odwrot..nadnercza wyczerpane, oslabiona tarczyca, zaburzenia cyklu, kontuzje itd - to konsekwnecje u wielu kobiet, ktore wymagaja wiecej od organizmu niz jego zdolnosci lub nie zaspokajaja jego zwiekszonych potrzeb treningowych.I czesiej obserwuje wraz z przetrenowaniem i uezaleznieniem od sportu pogorszony nastroj, zmiany w zyciu spolecznym, presje ktora osoba sama sobie narzuca, duzo emocji gdy trening nie jest mozliwy lub inne destrukcjne zachowania. Jak ze wszystkim, lekarstwo jednego bedzie trucizna drugiego.

      Usuń
  25. Ćwiczę dla mózgu. Umiarkowany wysiłek - taniec 2-3 razy w tygodniu poprawia moją koncentrację i koordynację w codziennej pracy oraz dodaje energii. Jest też bardzo przyjemny i relaksujący :)

    OdpowiedzUsuń