Dlaczego PALEO?

Masz dość wiecznych nieskutecznych diet? A może wciąż czujesz głód i nie potrafisz przestać myśleć o jedzeniu? Marzysz o tym aby jeść do syta i nie liczyć kalorii? Chcesz zrzucić tkankę tłuszczową, mieć więcej energii, lepsze samopoczucie? Cierpisz na otyłość, choroby autoimmunologiczne, cukrzycę, choroby serca, alergie, trądzik, depresję lub kiepski nastrój, problemy trawienne, PCO, zaburzenia hormonalne, brak energii? Jeżeli tak, jesteś w odpowiednim miejscu!

O paleo, medycynie naturalnej i odchudzaniu w oparciu o badania, fakty, doświadczenie. Analiza powszechnych przekonań dotyczących diety, odchudzania i zdrowia oraz holistyczne podejście do człowieka na podstawie konkretnych argumentów.

Szukaj

Loading

02.12.2013

Mięsne mity

Zostałam ostatnio zmuszona do obrony występującego w mięsie kwasu arachidonowego, który zarówno w konserwatywnym, jak i alternatywnym podejściu jest traktowany jako sprzymierzeniec stanu zapalnego. Byłam zaskoczona, że oprócz cholesterolu i kwasu arachidonowego nic innego nie zostało zanegowane. Przeciwnicy spożywania mięsa maja przecież wiele rożnych argumentów. Pytałam Was nawet poprzez Facebooka jakie są typowe przekonania na ten temat. Wymieniliście oczywiście cholesterol, człowiek jako roślinożerca, gnicie mięsa w jelitach czy też też rakotwórcze jego właściwości. Dziś nie poruszę tematu cholesterolu,bo zasługuje na odrębnego posta, oraz wpływu dużej ilości białka na nerki (tu z kolei sprawa jest skomplikowana i krótko mówiąc nie jestem za wysoką podażą protein w diecie, niezależnie od źródła).



Skupię się na trawieniu mięsa oraz dlaczego człowiek powinien je jeść. I dodam, bo pewnie nie każdy czytelnik Tłustego wie, że ponad dekadę byłam wegetarianką. Nigdy nie lubiłam jeść mięsa tak naprawdę ,i nie bez konkretnych powodów włączyłam je znów do diety. Muszę przyznać, że nadal mam problem z bardziej przetworzonymi produktami jak kiełbasy czy wędliny, nawet gdy są z zaufanego źródła lub ekologiczne. Po prostu czuję stopień przetworzenia, a z kolei moje mięso dla wielu osób smakuje jak surowe - obrabiam je bardzo delikatnie.

Nie podejmę tematu etyki w tym poście. Nie sadzę aby ktokolwiek logicznie myślący uważał, ze agrokultura zabija mniej żywych organizmów. Bo przecież wszystko co żyło na terenach, które są teraz zasiane zbożami nie ma znaczenia, woda, lasy... to co żywiło dzikie zwierzęta i zostało poświęcone na uprawę zbóż również...rzeczywiście sterylizacja terenów jest wege...

A wracając do mięsa warto pomyśleć na czym polega jego rozkład w naszym organizmie. Trawienie białka ma na celu rozbicie go na pojedyncze klocki zwane aminokwasami, które mogą zostać wchłonięte w jelicie i wykorzystane przez nasz organizm. W żołądku białko poddane zostaje działaniu enzymu - pepsyny oraz kwasowi solnemu. PH żołądka wynosi średnio ok. 2, więc cała miazga pokarmowa również ma odczyn bardzo kwaśny. Teraz niech ktoś mi powie jak cokolwiek może gnić w takim środowisku? Mięso nie gnije w żołądku :)

Mięso nie zalega też w żołądku. Średni czas opuszczania posiłku składającego się z białka, węglowodanów tłuszczu nie jest dłuższy niż 5 godzin. Samo mięso od 2 do 4 godzin, ale np. indyk znajduje się w żołądku krócej niż gotowana marchew (zobacz str. 292).

W każdym razie w końcu treść żołądka wędruje do jelit. Tam zostaje poddana solom i enzymom trzustki. Żółć emulguje tłuszcze i neutralizuje kwas solny. Lipaza rozbija tłuszcz, trypsyna i chymotrypsyna białko, a węglowodany (cukry i skrobia) zostają poddane działaniu enzymów takich jak amylaza, maltaza, cukroza i laktaza. Jelito cienkie natychmiast wchłania wszelkie rozbite monocukry, aminokwasy czy wolne kwasy tłuszczowe. Co nie zostanie strawione ma szansę zostać rozłożone w jelicie grubym. Tam niezliczone ilości bakterii działają nad rozkładem tego czego nie potrafiły rozłożyć enzymy (1,2). Niestrawiona reszta plus martwe bakterie nazywamy kałem.

Gdy pomyślimy o trawieniu mięsa mamy: pepsynę, trypsynę, chymotrypsynę i inne enzymy trzustkowe trawiące białko oraz sole żółciowe i lipazę odpowiedzialne za rozkład tłuszczu. Całe trawienie odbywa się za pomocą enzymów produkowanych przez organizm. To co jest rozkładane przez bakterie w jelicie to nie mięso, a cukry, skrobia czy błonnik. Innymi słowami w jelicie ma miejsce ostateczny rozkład zbóż, warzyw itd. Proteoliza byłaby w jelicie grubym znacząca gdyby było to miejsce rozkładu mięsa, a tak nie jest.

Biorąc pod uwagę, że gnić oznacza wg Słownika Języka Polskiego "ulegać procesowi rozkładu pod wpływem działania drobnoustrojów: bakterii i grzybów" można łatwo odpowiedzieć sobie co naprawdę gnije w jelicie. Na pewno nie mięso. Gniją (fermentują) zboża, warzywa, owoce itd.

Produktem ubocznym tego procesu są gazy...czy ktoś ma gazy po spożyciu mięsa....a ile osób ma po zbożach lub roślinach strączkowych? To one powodują, że wytwarzają się gazy takie jak metan czy dwutlenek węgla. Do najbardziej gazotwórczych należą rośliny strączkowe, czosnek, cebula, por, rzodkiewki, owies, przecznica i warzywa krzyżowe. Gazy oznaczają, że enzymy nie poradziły sobie ze strawieniem pokarmu i pałeczkę przejęły bakterie jelitowe.

Jedzenie roślin ze względu na ich skomplikowane trawienie wydaje się nieefektywne. Dużo łatwiej jest pozyskać zarówno energię jak i wartości odżywcze z mięsa niż ze źródeł roślinnych. Poza tym, jeśli trawienie mięsa jest tak problematyczne, to czemu w toalecie nie obserwujemy kwaków mięsa tylko najczęściej niestrawione resztki roślin? Większość jadalnej części roślin to polisacharyd (celuloza), której człowiek nie potrafi rozłożyć za pomocą enzymów (chociaż są dowody na częściowy jej rozkład przez niektóre bakterie). Jedyną opcją pozostaje użycie bakterii jelitowych. Nie mamy też dodatkowego żołądka jak np. konie czy nie jemy swoich odchodów jak króliki lub cofniętej treści pokarmowej jak krowy. Gdyby człowiek był roślinożerny mielibyśmy większe zdolności trawienne do rozkładu roślin, i uzyskiwalibyśmy z nich znaczącą część energii. Nie potrafimy tez jak ptaki czy gryzonie jeść nasion (zbóż itd.) w ich naturalnej postaci ponieważ zwyczajnie są dla nas trujące. Musimy je gotować, fermentować, mielić itd. Nawet osoby na surowej diecie ich nie jedzą w naturalnej postaci.

I nie bez powodu mamy mniejsze wnętrzności niż roślinożercy - według jednej z hipotez dzięki temu nasz mózg mógł rosnąć.Nasze jelito grube stanowi ok 17-23% całości jelit podczas gdy np. jelito szympansów (naszych najbliższych krewnych), które pierwotnie odżywiały się tylko owocami. Ludzie mają siekacze po obu stronach szczęki, roślinożercy tylko na dolnej. Ponadto nasza szczęka porusza się pionowo rozdzierając i miażdżąc pokarm podczas gdy roślinożercy poruszają szczęką w obrotowy sposób i mogą nawet mielić jedzenie. Mamy stosunkowo małe żołądki, które co 2,5-3 godziny opróżniają się, podczas gdy żołądki roślinożerców nie opróżniają się i posiadają sporą ilość bakterii. I oczywiście PH naszego żołądka jest dużo niższe niż roślinożerców i niewiele procesu trawienia i absorpcji ma tam miejsce, co z kolei jest kluczowe u roślinożerców. Odróżnia nas również posiadanie pęcherzyka żółciowego (przynajmniej w porównaniu z niektórymi roślinożercami). Nie mamy za to ani żwacza, ani jelita ślepego.

I tak się zastanawiam czy ktokolwiek popatrzył kiedyś na optymalne źródła białka jeśli chodzi o dostępność i trawienie? Protein Digestibility Corrected Amino Acid Score (PDCAAS) to ogólnie przyjęta metoda szacowania jakości protein. Na pierwszym miejscu mamy jajka, mięso, nawet soję i strączki (odpowiednio przygotowane), ale niestety zboża pozostają daleko w tyle.

Nie uważam jednak, że możemy żyć jedząc tylko produkty zwierzęce. Białko nie jest efektywnym źródłem energii, a zdolności konwersji protein w glukozę są ograniczone. Ponadto trawienie białka jest wysoko energetycznym procesem i jego nadmiar może osłabić ratę metabolizmu (oraz zdolność do tworzenia ATP).
I aby była jasność: wszystkie proteiny są konwertowany do amoniaku, problem pojawia się gdy amoniak nie może być przekształcony do kwasu moczowego. I jest to dużo częstsze zjawisko w przypadku spożywania kiepskiej jakości protein, ponieważ łatwiej przesadzić z ich ilością. Ale nie tylko dlatego, niekompletne proteiny mają większe szansę zostać przekonwertowane do postaci glukozy lub wydzielone. Pełny profil aminokwasowy zdecydowanie mniejsze.

I na koniec: wegetarianie cierpią częściej na nowotwory jelita niż mięsożercy. A jeśli ktoś uważa, że mięso zalega w jelicie to czemu z tysiąca zdjęć z kolonoskopii, które można wyszukać w sieci na żadnym nie ma takich dowodów? Czyżby dwa dni postu potrafiły pozbyć wszelkiego gnijącego mięsa? Nie wydaje mi się;) Ale powiem Wam jedno: mięso zaczyna gnić dużo wcześniej niż w naszym przewodzie pokarmowym. Gnije już od momentu zabicia zwierzęcia. Niestety warzywa i owoce również, wiele nawet przed zbiorem.

Uprzedzę, że wszelkie dyskusje na temat tego czy jesteśmy roślinożerni pozostawiam bez komentarza. Celem posta jest pokazanie, że człowiek je, trawi i ma się całkiem nieźle na diecie z udziałem produktów zwierzęcych. I obalanie kilku mitów związanych z (nie)trawieniem mięsa.

110 komentarzy:

  1. W końcu nie jakieś chipsy z jarmużu czy brownie tylko ciekawszy artykuł. Zapewne zaraz na artykuł rzucą się wegetarianie... Ja już wręcz nie mogę patrzeć na tą ofensywę, z której niby wszyscy byli wegetarianami. Wszystkie niezwyciężone armie to wegetarianie itd. Nawet jak się poda odnośniki im do kronik historycznych to od razu wszystko zanegują i napiszą, że oni gdzieś słyszeli, że tak nie jest ale gdzie to nie wiedzą...
    Nawet w diecie Gersona (antyrakowej) są soki z wątróbek oczywiście wegetarianie przerobili ją po swojemu i teraz wszyscy tylko wiedzą, że tam się pija tylko soczki z owoców...
    opiotr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam, naleśniki są w kolejce.

      Ale wiesz, zastanawiam się jak osoby, które wierzą w tą jak to nazwałeś propagandę, wyobrażają sobie nas x lat wstecz...jakbyśmy przetrwali bez mięsa...cholera, szczerze...nie zeszlibyśmy z drzew dosłownie.

      Usuń
    2. I właśnie ci bidni, chudzi bladzi weganie nie zeszli jeszcze ze swoich drzew, ba, raz jeszce dobrowolnie na nie weszli./ Cofają się w rozwoju :D

      Usuń
  2. "Nie podejmę tematu etyki w tym poście. Nie sadzę aby ktokolwiek logicznie myślący uważał, ze agrokultura zabija mniej żywych organizmów. Bo przecież wszystko co żyło na terenach, które są teraz zasiane zbożami nie ma znaczenia, woda, lasy... to co żywiło dzikie zwierzęta i zostało poświęcone na uprawę zbóż również...rzeczywiście sterylizacja terenów jest wege..."

    Tak, a zwierzęta hodowlane żyją powietrzem i miłością ;).

    "I nie bez powodu mamy mniejsze wnętrzności niż roślinożercy"

    Ale też dłuższe, niż mięsożercy. Jesteśmy wszystkożerni, po prostu, radzimy sobie dobrze i na takiej, i na takiej diecie (chociaż zapewne są osobiste preferencje w jedną lub drugą stronę).

    Myślę, że większość czytelników tłustego życia nie ma takie wątpliwości na temat tego, czy powinni jeść mięso, częściej widzę tu raczej zastanawianie się, jakie to mięso należy jeść itd. Jako wegetarianka mam dodatkową przyjemność, że nie muszę się tymi wszystkimi hormonami, sterydami itd przejmować ;).
    Co do strączków - dużo zależy od tego, jak się je przygotowuje. W każdym razie ja nie miewam problemów ze wzdęciami od dawna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jelito cienkie ma ponad 6m, co jest prawie 6 razy tyle co długość przewodu pokarmowego, mierzona od ust do odbytu. Roślinożercy mają 12-20 razy dłuże. Bliżej nam zedcydowanie do mięsożerców, plus mam krótsze jelito grube, co wskazuje na mniejszą zdolniść trawienia roślin (fermentacji tak naprawdę)
      http://www.mitodascalorias.com/wp-content/uploads/2013/06/Voegtlin_1975_The_Stone_Age_Diet.pdf
      http://carta.anthropogeny.org/moca/topics/smalllarge-intestine-length-ratio
      http://jn.nutrition.org/content/133/11/3886S.long

      I masz rację, zwierzęta dziś nie są chowane jak powinny, ale mamy na to wpływ prawda? Ponadto zjem zwierzę, które pozostawia po sobie potomstwo - chronię życie, jem zboże przez które ginie multum życia to chronię własny tyłek. Jak dla mnie argument etyczny nigdy nie był przekonujący i nawet jak byłam wege nie posługiwałam się nim. Nie wspominając, że większość wege je produkty zwierzęce (często nieświadomie).

      Usuń
    2. "I masz rację, zwierzęta dziś nie są chowane jak powinny, ale mamy na to wpływ prawda? Ponadto zjem zwierzę, które pozostawia po sobie potomstwo - chronię życie, jem zboże przez które ginie multum życia to chronię własny tyłek. Jak dla mnie argument etyczny nigdy nie był przekonujący i nawet jak byłam wege nie posługiwałam się nim."

      Proszę Cie. Wszyscy jemy, żeby chronić własny tyłek, to zupełnie naturalne. Od nas zależy, po czyich trupach będziemy iść do tego celu.Jakie potomstwo, jaka ochrona życia. MS, chyba nie masz dużego pojęcia o hodowli.
      Dla mnie argument etyczny jest w zupełności wystarczający.

      Usuń
    3. Mnie zawsze ten tzw. "argument etyczny" śmieszy jak go słyszę. I nie, nie jestem nieczułym mięsożercą mającym gdzieś biedne zwierzątka. Akurat mięso od dzieciństwa lubiłam średnio. Poza tym jestem osobą bardzo wrażliwą na losy innych stworzeń, i owszem, kraja mi się serce na myśl o tych umęczonych zwierzętach na fermach. Tylko, zastanówcie się "wege bojówki", ile daje to wasze GŁOSZENIE wszem i wobec waszych poglądów i wykłócanie się z 'mięsożercami'? Od tego, że nie jecie mięsa nie ginie wcale mniej zwierząt. Giną tak samo niezależnie od tego czy kupicie ten kawałek schaba czy kiełbasy, czy nie. Nie ma na to również wpływu mieszanie z błotem osób, które mięso jedzą. Tak naprawdę to jest z waszej strony tylko poprawianie sobie samopoczucia, bo prócz podkreślonego specjalnnie GŁOSZENIA jak to te zwierzątka są biedne, nie robicie nic w kierunku poprawy ich warunków bytu. Skoro jesteście tacy super, to zamiast gadać faktycznie działajcie coś w tym kierunku.

      Usuń
    4. Anonimowy - chętnie się dowiem, co Ty robisz, w razie czego nawet się przyłączę.
      No i nie wydaje mi się, żeby hodowcy zwierząt robili to dla hobby, jest popyt, jest podaż. Nie uważam, że można hodowlę wyeliminować całkowicie, ale ludzie mają możliwość głosowania portfelami, każdy robi to według własnego sumienia.
      Masz rację z tą poprawą samopoczucia, sumienie mnie gryzło, gdy jadłam mięso, więc przestałam je jeść. Dla mnie same korzyści. Kogoś innego gryzie sumienie, to dla poprawy własnego samopoczucia będzie szukał argumentów przeciw byciu wege. Ktoś jeszcze inny dla własnego dobrego samopoczucia będzie się starał w ogóle o tym nie myśleć. Dyskusja o tym, co jest bardziej egoistyczne, mogła by być trochę jałowa, ale fakt faktem, nie znam zbyt wielu ludzi, którym naprawdę wszystko jedno, jaki los miał jego schabowy i dla których jedzenie mięsa nie stanowi w jakimś stopniu problemu etycznego.

      Usuń
    5. "Tak, a zwierzęta hodowlane żyją powietrzem i miłością" - błąd logiczny. To, że X jest złe, nie znaczy, że Y jest dobre.

      Usuń
    6. A gdzie ja oceniam? Zwierzęta hodowlane po prostu też muszą jeść, główne zboża i strączki, a pasza nie jest przecież wykorzystywana 1:1 na przyrost masy.

      Usuń
  3. brawo! WRESZCIE w jednym miejscu znalazlam tak rzeczowe zestawienie argumentow ZA jedzeniem miesa- MS,wymiatasz z postem jak zwykle :) Prosze o czestsze wpisy! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak to dobrze, że jest taki wybór jedzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  5. jedzenie miesa wspolczesnemu czlowiekowi jest niepotrzebne- no chyba ze mieszka na Syberii albo gdzies na kole podbiegunowym-- tam faktycznie ciezko o inne pokarmy ktore dostarcza tyle kalorii. Ale w cywilizowanych krajach w ktorych wiekszosc zycia spedza sie za kolkiem/biurkiem spozywanie miesa prowadzi tylko do chorob cywilizacyjnych heh. Tym bardziej ze jak juz ktos spozywa mieso to spozywa je conajmniej 3 razy dziennie. Typowy miesozerca nawet sobie nie potrafi wyobrazic wlasciwie 'wartosciowego bezmiesnego posilku'. Dlatego pewnie takie osoby zyja krocej i choruja czesciej. Do tego dochodzi kwestia etyki, ekologii (hodowla bydla jest bardzo nieekologiczna i nieekonomiczna), faszerwoanie zwierzakow hormonami i innymi swinstwami zeby w ciagu 3miesiecy urosly wielkie i gotowe na rzeznie- co skraca proces i jest tansze - o zdrowiu konsumenta zaden producent nie mysli. Jedyne co mnie w tym pociesza ze takie zwierze krocej zyje w tym obozie koncentracyjnym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jaki jest wartościowy posiłek bezmięsny? Podaj go, rozbijemy go na składniki pierwsze ;)

      Usuń
    2. To może ja podam przykładowo, kotlet z jajek, soczewica z cebulą w sosie pomidorowym + surówka warzywna np. z kapusty kiszonej, marchewki i jabłka, ewentualnie kefir do picia. To taki pierwszy pomysł który przychodzi mi do głowy.

      Usuń
    3. No co Ty! Strączki, krzyżowe, nabiał! Jeszcze obtocz kotleta w bułce i będziesz mieć śmiercionośny komplet ;). Aż dziw, że wciąż żyjemy ;).
      Dziwnym trafem nie mam połowy tych dolegliwości, o których tu się pisze, chociaż nie twierdzę, że przez niejedzenie mięsa akurat :).

      Usuń
    4. Zjeść taką mieszankę, to tak samo jakby wsadzić sobie petardę w tyłek.

      Usuń
    5. Waldek, nie wiem, co Tobie się dzieje po takim posiłku, w każdym razie ja się czuję dobrze. Dużo też zależy od sposobu przygotowania. No ale ja nigdy nie miałam żadnych specjalnych problemów trawiennych, również nie będąc wege.

      Usuń
    6. U mnie po zjedzeniu takiego posiłku to z W.C. nie schodzę przez godzinę, jadnak jakbym wyciął całą surówkę lub kefir to wtedy tak, mogę to wchłonąc bez problemu

      Usuń
    7. Co do menu - najbardziej interesuje mnie odpowiedź MS :) Bo ja nie mam żadnych problemów żołądkowych po takim posiłku :)

      Usuń
    8. Obroniłeś się, ale z mojej winy, bo ja zawsze rozumiem: nie jem mięsa = nie jem nic zwierzęcego. Jajko Cię uratowało, ma kompleks aminokwasów, nawet bez strączków.
      Strączki mają dla mnie jedną wielką wadę: lektyny i niekoniecznie je odczujesz od razu po zjedzeniu posiłku. Więc tak, makro, mikro się obronią, ale są jeszcze antyodżywcze składniki, które dla mnie są problemem. Namaczanie czy fermentacja trochę pomoże swoją drogą. Ale jakoś idea jedzenia nasion mnie nie przekonuje, wolę jeść całe warzywo niż nasiona....:)

      Usuń
    9. Ale lektyny zawiera tak naprawdę większość produktów żywieniowych, szczególnie dużo zawierają ich też np. ślimaki, dozwolone w paleo.

      Usuń
    10. Post stary, ale muszę skomentować.
      Zwierzęta na fermach hodowlanych nie są faszerowane hormonami - jest to surowo zabronione i kontrolowane na wielu etapach procesu produkcji żywności. Być może takie przypadki się zdarzają, ale jest to surowo karane przestępstwo. Nikt o zdrowych zmysłach nie zaryzykuje tego na fermie.
      "Inne świństwa". Jeżeli wiesz jakie to świństwa to łaskawie napisz jakie. W skrócie dieta zwierząt hodowlanych (w szczególności na fermach trzody chlewnej) składa się w większości ze zbóż oraz dodatków, tzw koncentratów, zawierających substancje pochodzenia naturalnego dobrane w taki sposób, aby umożliwić szybki przyrost masy mięśniowej, coś jak dieta dla kulturystów (i tak jak napisałeś - skraca to proces ale niekoniecznie jest tańsze). Do paszy dodawane są też antybiotyki, stosowane tylko w celu poprawy zdrowotności zwierząt. W tej chwili utrzymanie świni w stylu "chłopskim" - na obierkach od ziemniaków i otrębach zbożowych, ale z pominięciem antybiotyków jest bardzo trudne a czasem wręcz niemożliwe. Z drugiej strony świnia podczas cyklu produkcji otrzymuje znacznie mniej dawek antybiotyku niż statystyczny człowiek podczas życia.
      MS mogę opisać dla Ciebie proces masowej produkcji zwierząt - być może rozwieje to kilka mitów... Jeżeli chcesz, odpisz w tym komentarzu

      Usuń
    11. Jasne :)
      Napisz do mnie na maila proszę.

      Usuń
    12. czytałam niedawno "Nowoczesne zasady odżywiania" dr.Campbella i wszelkie badania wskazuja ze jednak mięso jest szkodliwe dla ludzi. Wiekszosc chorób cywilizacyjnych to zasługa jedzenia mięsa.
      Zwariowac mozna juz nie wiem w co wierzyc....warzywa i owoce zdrowe a tu czytam ze pomidry, papryki itp nie....nabiał rakotwórczy i osteoporoza, fluor w pastach ponoc niszczy zeby a nie zapobiega pruchnicy. Mam PCOS problemy z zajsciem w ciąże i chyba zaraz zwariuje bo juz nie wiem co mam jesc. Odstawiłam cały nabiał i mięso. Jem głównie owoce, warzywa, orzechy nasiona. Wpadłam na pomysł by tez odstawic gluten. Wszystko po to by zajsc w ciaze bo mało juz mi czasu zostało. Sadziłam ze mi to pomaga ale teraz to juz nic nie wiem. Zawsze znajdzie sie badanie, teza twiedzaca ze to co jem jest niezdrowe. Co robić, w co wierzyć, jak sobie nie szkodzic?

      Usuń
    13. Może pora na "Niskowęglowodanowe oszustwo", także tego autora? Książka nie jest specjalnie gruba, a w znacznej części jest to polemika z moda na paleodietę. Czyta się bardzo przyjemnie, to znaczy chodzi mi o wielką dbałość ze strony Campbella co do podstaw naukowych. Bez napinki, spokojnie i na argumenty. No ale to jest naprawdę najwyższej miary naukowiec.

      Usuń
  6. Co do wędlin to mam podobnie większość kiełbas mi przestała smakować, a po jakimś salami to się mi się aż ciepło robi na policzkach i uszach (ciekawe co tam wrzucają). Staram się jeść mięso świeże przez siebie przyrządzone. Z wędlin polecam salcesony. opiotr.

    OdpowiedzUsuń
  7. MS, w badaniach notorycznie wychodzi mi, ze mam za mało amylazy w surowicy. Na co to dokładnie wpływa? Czy dieta mogę wesprzeć jej wydzielanie lub też odciążyć organizm bo jest jej mało?
    Dodam, ze z uwagi na celiakie i Hashimoto prowadzę dietę bezglutenowa, bezskrobiowa, bezstraczkowa.

    OdpowiedzUsuń
  8. Amylaza to enzym rozkładający węglowodany. Produktowany jest przez gruczoły ślinowe i trzystkę. Niski poziom może świadczyć o zaburzonej pracy trzustki lub wątroby, spotykany jest też w mukowiscydozie. Ale dośc częstym powodem jest insulinooproność/ duża podaż węglowodanów. Niski poziom amylazy może pogorszyć stan uzębienia.
    http://www.medscape.com/viewarticle/771134

    OdpowiedzUsuń
  9. Kojarz ktoś, czy MS pisała coś o kukurydz, dlaczego nie jest paleo.... szukam czegoś na ten temat i nie mogę znaleźć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to zboże :)

      Za to bogate w leucynę, więc ma też swoje plusy, niemniej jednak cieżko ją trawimy, a niektórzy wydalaja ja w całości :)

      Usuń
    2. Ja mam spory problem z trawieniem kukurydzy. Tzn. normalnie w ogóle jej nie jadam, ale przyznam, że taki domowy popcorn do filmu byłby bardzo miły...

      A.

      Usuń
    3. Dziękuję za odpowiedź. A jak jest z groszkiem?

      Usuń
  10. Za czasów młodości mojej mamy, mięso było spożywane co najwyżej raz w tygodniu, mój dziadek jadał mięso jeszcze rzadziej, oby dwoje dobrze się mają :)
    Dzisiaj spożycie mięsa jest nagminne i myślę, że tego powinniśmy obawiać się bardziej, niż tego czy mięso jest lepszym pokarmem niż rośliny.
    Jakość dzisiejszego mięsa odbiega dalece od pojęcia zdrowa żywność, a spożywanie go 3 razy dziennie na pewno nie pomaga w osiągnięciu zdrowia.

    Znam wielu witarianów i zapalonych mięsożerców, każdy z nich daje sobie radę. Uważam, że nie można demonizować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że ilość ma znaczenie, nie częstotliwość. No i jedli inne źródła białka.
      Ale przyznam, że czasem też mam wrażenie, że mięsa dużo w niektórych menu.
      Białko powinno być spożywane w odpowiedniej dla potrzeb ilości, ale moim zdaniem lepiej je czerpać z mięsa niż z fasoli czy zboża.

      Usuń
    2. Ps. moja babcia mięsa nie jadła częściej niż 2 razy w tygodniu, nie jadła też cukru, za to jadła tonę zbóż i dziś ma osteoporozę,cukrzyce,nadciśnienie i jest po udarze. Więc jak widzisz nie jest to zasada,

      Usuń
    3. A nabiał? Największa zachorowalność osteoporozę występuję w krajach gdzie odnotowano największe spożycie nabiału. Nie wierze w całkowity przypadek tych dwóch faktów. Proponuję poczytać też o szkodliwości nabiału.
      Wszystko jest dla ludzi - dla tych którzy potrafią z tego korzystać Z UMIAREM. Kiedyś mięso było lepszej jakości - bo mniejsze było na nie zapotrzebowanie. Kurczaki nie musiały przybierać masy w jak najkrótszym czasie by jak najszybciej być gotowymi do zabicia, więc nie dostawały też tak dużej dawki świństw. Podobnie z mlekiem - chociaż ono samo w sobie zawiera wiele substancji jak np. kazeiny które nic dobrego nam nie robią. Nie rozumiem tej nagonki na picie mleka. Nie rozumiem potrzeby picia mleka

      Usuń
    4. Trafiłam na materiał, gdzie niektórzy naukowcy twierdzą, że osteoporoza to choroba wymyślona przez przemysł farmaceutyczny. Że u ludzi po 30stce zawsze następuje ubytek w kościach, i że porównywanie wyników badań osób w wieku 80stki do 20stego roku życia (ponoć tak są normy budowane przez farmację) to zawsze wyjdzie niedobór w kościach i to niezły interes dla farmacji bo każdemu trzeba zaaplikować lek na tą chorobę. Podobnie jak z cholesterolem. Nie mogę go teraz znaleźć ale link wzięłam z filmu jaki ktoś podał MS na facebook.

      Usuń
    5. Oczywiście, do pewnego stopnia jest to naturalne i podobno to, co sobie wypracujemy do 30 roku życia, to będziemy mieli, potem już lepiej nie będzie. Ale co innego naturalny proces, a co innego, gdy ktoś się łamie z byle powodu, to naprawdę ciężka choroba.

      "Kiedyś mięso było lepszej jakości - bo mniejsze było na nie zapotrzebowanie. Kurczaki nie musiały przybierać masy w jak najkrótszym czasie by jak najszybciej być gotowymi do zabicia, więc nie dostawały też tak dużej dawki świństw."

      Zgadzam się. Do pewnego stopnia to też na pewno kwestia postępu, ale też trochę naszego myślenia. Mitem jest, że nasi przodkowie samym mięsem żyli, jadło się sporo tłuszczów zwierzęcych, ale samo mięso było dość drogie i rzadziej dostępne. Dziś ludzie oczekują, że mięso będzie zawsze dostępne i tanie, trudno wtedy oczekiwać wysokiej jakości czy godziwych warunków hodowli. Jak np. patrzę, jak ludzie po skończonym grillowaniu wyrzucają niezjedzone kiełbasy do śmieci, to mi się nóż w kieszeni otwiera, że ludzie tak nie szanują życia i cierpienia innych istot.
      W pewnym momencie rozważałam jedzenie mięsa z ekologicznych hodowli oraz dziczyzny (mam w rodzinie kilku myśliwych, więc dostęp bardzo łatwy, co dla mnie równie ważne, znam te osoby i wiem, ze polują etycznie), ale doszłam do wniosku, że gdyby to ode mnie zależało, to nie pociągnęłam bym za spust. Nie uważam, że etyczna hodowla czy etyczne polowanie to coś złego, ale ja po prostu nie chciałabym tego robić. Mięso z masowych hodowli mnie odrzuca zupełnie.

      Usuń
    6. Fakt, osobiście widzę duże napędzanie przemysłu farmaceutycznego w sztuczny wręcz sposób. Reklamy leków, witamin na wszystko. Może niedługo przestaniemy spożywać posiłki, a zamiast tego będziemy łykać kompozycje kilku kolorowych pastylek. Cieszę się, że od 7 lat nie chorowałam i nie mam potrzeby napędzania tej organizacji.
      Z cholesterolem jest tak, że produkty odzwierzęce jako jedyne go zawierają, więc weganie nie mają skąd czerpać tego złego cholesterolu.
      Ja z kolei czytałam materiał (nie jeden zresztą) gdzie stwierdzono, że picie mleka krowiego, spożywanie jego przetworów w dużej ilości przez kobiety w ciąży bądź karmiące piersią może negatywnie wpłynąć na układ oddechowy dziecka - "Mleko krowie powoduje zaburzenia oddychania u niemowląt z powodu podwyższonej zawartości [w surowicy] bydlęcej beta-kazomorfiny 5. O tutaj o - http://weganizm.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?1001036
      Biorąc pod uwagę, że człowiek jest jedynym gatunkiem pijącym mleko innych ssaków i jedynym mającym problemy z gospodarką wapnia w organizmie - jakiś związek tu występuję. Podobnie jak z tym, że spożycie mleka wypłukuje wapń. Nie jest to uwzględnione w reklamach szczęśliwych krówek super mleka - przecież gospodarka nie może ucierpieć. W zestawieniu gospodarka vs. zdrowie niestety przegrywamy. Jesteśmy oszukiwani w wielu kwestiach, niestety.
      Tyle się mówi o tym, że dieta wegańska jest niezdrowa/lub bardzo zdrowa. Wyszczególnia sposób odżywiania. Myślę, że każda dobrze zbilansowana jest dobra - zarówno taka w której występują produkty zwierzęce jak i te w których ich nie ma. Osobiście czuję jednak pogardę dla roślinożerców ze strony lekarzy, srogie spojrzenia restauratorów, krzywe ludzi z otoczenia. I teksty które świadczą o niewiedzy ludzi "umrzesz/skąd będziesz czerpać białko". Przejście na weganizm to pierwszy krok zainteresowania się tym co spożywa - i to jest jak najbardziej dobre! Nie oszukujmy się, większość mięsożerców niestety nie zastanawia się co wrzuca do gara. Dieta powinna być dobrana indywidualnie - dobrze, że w dzisiejszych czasach mamy wolny wybór odnośnie odżywiania.

      Usuń
    7. "Z cholesterolem jest tak, że produkty odzwierzęce jako jedyne go zawierają, więc weganie nie mają skąd czerpać tego złego cholesterolu. "

      Tak, ale my go też produkujemy sami.


      "Biorąc pod uwagę, że człowiek jest jedynym gatunkiem pijącym mleko innych ssaków i jedynym mającym problemy z gospodarką wapnia w organizmie - jakiś związek tu występuję. "

      Czy ja wiem? Zwykle do 30 wszystko jest ok, a tyle mniej więcej byśmy żyli w naturze :). Trudno ocenić, myślę, że nie możemy się porównywać z dzikimi zwierzętami.


      "Tyle się mówi o tym, że dieta wegańska jest niezdrowa/lub bardzo zdrowa. Wyszczególnia sposób odżywiania. Myślę, że każda dobrze zbilansowana jest dobra - zarówno taka w której występują produkty zwierzęce jak i te w których ich nie ma"

      Zgadzam się, chociaż każda dieta eliminacyjna wymaga, moim zdaniem, wzmożonej czujności.


      " Osobiście czuję jednak pogardę dla roślinożerców ze strony lekarzy, srogie spojrzenia restauratorów, krzywe ludzi z otoczenia. I teksty które świadczą o niewiedzy ludzi "umrzesz/skąd będziesz czerpać białko". "

      O tak, jestem "tylko" wegetarianką, ale znam to, znam. Ale ostatnio jest coraz lepiej.

      Usuń
    8. ech cholesterol dobrze ze go człowiek produkuje bo z niego powstaje wiele potrzebnych hormonów, i naprawdę nie ma dobrego i złego cholesterolu, i człowiek dieta może tylko manipulować w granicach 5%. I jedyne co jest złe to leki na ich zbijanie bo wyrządzają ogromne szkody. Dziś więcej ludzi żyje ze zbijania cholesterolu niż od niego umiera!

      A ten materiał nieźle opisuje mity o wegetarianizmie:
      http://wolnemedia.net/zdrowie/mity-wegetarianizmu-cz-1/

      http://wolnemedia.net/zdrowie/mity-wegetarianizmu-cz-1/

      Usuń
    9. A kwestia etyki: jesteśmy w łańcuchu pokarmowym i czy zjemy owoce czy mięso to dalej łańcuch pokarmowy, i na nas tez zwierzęta drapieżne będą polować bo taki jest łańcuch pokarmowy.
      W ramach naszego dobrego samopoczucia możemy dziękować Naturze, za to że pozwoliła na to aby urosło takie czy inne jabłko z które zjemy, i oczywiście nie kupujemy żeby marnotrawić itd. Każdy może mieć swój sposób na podziękowanie Naturze za umożliwienie przetrwania kolejnego dnia w tym łańcuchu pokarmowym. W warunkach naturalnych jakie mamy na Alasce, Syberii czy Grenlandii to już nie jest takie łatwe, ale za to tam widać jak ten łańcuch naprawdę funkcjonuje.

      Usuń
    10. Badania wykazują, że osoby które chorujące na nowotwory często mają niski cholesterol czyli po niżej 200 jednostek, a jak ktoś ma 140-150 czuje się fatalnie. A są osoby co mają wrodzoną wadę i miewają cholesterol na poziomie 4tys, i też się świetnie miewają bez leków!
      Cholesterol to mistrzostwo świata marketingu!

      Usuń
    11. Ale my nie musimy, mamy wybór. Jeśli ktoś źle się czuje jedząc mięso, nie musi tego robić. Pewnie na Alasce czy Syberii bym jadła, jak już pisałam, zastanawiałam się nad dziczyzną. Ale żyję w miejscu, gdzie półki w sklepach uginają się pod ciężarem wszelkiego jedzenia, jakie sobie wybiorę. Nie ja tak wymyśliłam naturę, wiem, że ona jest piękna, ale też okrutna. Natomiast masowa hodowla z naturą nie ma już nic dla mnie nic wspólnego.
      Wiem też, że moje jedzenie pociąga za sobą śmierć. Pomijając już kwestię cierpienia marchewki, w trakcie uprawiania pól ginie wiele zwierząt, niejeden dzik też pewnie zginął, bo miał apetyt na moje przyszłe płatki kukurydziane. Ale mimo wszystko wolę być bliżej w tym łańcuchu pokarmowym, bo, jak już wcześniej tu pisałam, zwierzęta hodowlane też muszą coś jeść.
      Co do cholesterolu, to w sumie się zgadzam. Jeśli tylu ludzi ląduje poza normą, to coś z normą chyba nie halo. Wpływ cholesterolu w diecie podobno zależy od osoby, tylko jakiś tam procent rzeczywiście reaguje na zmiany w diecie.

      Usuń
    12. W przypadku cholesterolu problem jest w ustalaniu tych norm, bo koncerny farmaceutyczne z roku na rok je próbują obniżać, i tak zresztą robią, z 3 lata temu górna granica była 250 (to taka średnia dla przeciętnego człowieka), rok temu było jeszcze 200, a w tym roku jest już 190. A spróbuj znaleźć jakiekolwiek badania na podstawie których to ustalono?
      Warto zajrzeć do prostego materiału Hartenbacha (chirurg który widział na oczy ten brak zależności pomiędzy wysokim cholesterolem a niezapchanymi żyłami) też do prac U. Ravnskova (prowadził badania nad cholesterolem, prace są dostępne) a można też zajrzeć do materiałów:
      http://nowadebata.pl/2011/04/23/nie-bojmy-sie-cholesterolu/
      i wiele innych materiałów na ten temat na tym portalu. Tam można znaleźć historię wprowadzenia "walki z cholesterolem" czy też poczytać o "„Paradoksie Eisenhowera” i wtedy człowiek zauważa, że w otoczeniu ma znajomych co pasuja idealnie do tego przypadku. I znajdą się osoby co mają cholesterol 400 od 10lat i bez leków mają super serce choć mają po 60lat, i takich osób jest naprawę mnóstwo.
      A jak jeszcze poczyta się badania i zrozumie, ze cholesterol jest nam potrzebny do zdrowego funkcjonowania to zupełnie przestajemy się martwić wysokością cholesterolu.

      Usuń
    13. Ravnskov jest ekspertem jeśli chodzi o cholesterol :) A prostszym językiem http://www.cholesterol-and-health.com/Does-Cholesterol-Cause-Heart-Disease-Myth.html

      Dzięki Anonimowy za przypomnienie, że ta norma była faktycznie wyższa lata temu.

      Usuń
    14. Jest też taka ciekawostka: są osoby co mają cholesterol 4tys, po prostu tacy się urodzili, nie biorą żadnych leków na zbijanie cholesterolu, i nie mają chorób serca. Miewają się dobrze.
      U osób, które odstawiają leki na zbijanie cholesterolu zauważa się samoistny spadek cholesterolu do wartości około 250. I przy okazji odstawienia statyn znikają bóle mięśni, normuje się sód, potas i generalnie osoba odczuwa poprawę samopoczucia.

      Usuń
  11. No tak ilość oczywiście też jest bardzo ważna :)
    Co do Twojej babci - ale nie jesteś w stanie stwierdzić co wpływało na jej zdrowie, dieta z dzieciństwa i młodości czy dieta współczesna.
    Oczywiście nie twierdzę, że zboża nie mają negatywnego wpływu na zdrowie, próbuję jedynie ocenić czy jesteśmy w stanie stwierdzić u osób 80,90 letnich co wpłynęło na ich zdrowie. My jednak jesteśmy trochę bardziej skażeni chemią.

    Ja nie jem mięsa, ale jem ryby. Nie wiem czy to dobrze czy nie, nie mogę się przełamać do powrotu do mięsa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zapominajmy, że starsze osoby zazwyczaj nie odchodzą od produktów na których się wychowały lub dodadzą do nich te dzisiejsze. Np moja babcia opowiadała, że w dzieciństwie mięso było tylko na święta, później to nie częściej niż 2 razy w tyg. Cukru też dużo nie jadła. Podstawą diety moich dziadków był i jest chleb, mleko, nabiał ogólnie , ziemniaki. Ale zboża przede wszystkim ;) A babcia ma miażdżyce, osteoporozę, dziadek też coś z sercem, więc różnie to bywa.

      Usuń
    2. szczerze... wystarczy zobaczyć ile starszych ludzi jest w poczekalni w przychodni i jakie są kolejki, posiedzieć tam kilka h i już wiesz na co chorują i to nie jest jedna choroba tylko kilka, dostają lekarstwa na 1, a potem się leczą na 2 itd
      tak samo w sklepie, jak ja robię zakupy w supermarkecie i patrzę, co starsi ludzie kupują to aż się dziwię, chociaż w sumie kiedyś też tak jadłam i do niczego dobrego mnie to nie doprowadziło, większość z nich kupuje pieczywo, ciasta, ciasteczka, płatki owsiane, czekolady i jeszcze alkohol i oczywiście żeby nie było, że generalizuję i że wszyscy tak robią, ale większość z nich tak
      co do szkodzenia to to jest tak, teraz jesteś zdrowa i uważasz, że wszystko jest ok, bo nie masz objawów, ale wszystko się zmienia, może przyjść większy stres, jakaś trauma, jeden sobie organizm z tym poradzi inny nie, tak samo trzeba pamiętać o tym, że to że teraz uważasz, że jesteś zdrowa nie znaczy, że tak jest, bo choroba to nie jest coś co mamy nagle, one najczęściej powstają latami, lata takiego odżywiania, stylu życia i po jakimś czasie zaczynamy chorować- mamy objawy, a większość nie łączy przeszłości z tym co jest teraz

      wiwi

      Usuń
    3. Zgadza się, że szkód od nie spożywania mięsa i nadmiaru węglowodanów nie widać od razu. Znam kilku byłych wege, z różnym stażem. Zrezygnowali z tej diety bo zaczęły pojawiać się różne wysypki, bielactwo, leki nie pomagały. Powróciły do mięsa, i tłuszczu i praktycznie z dnia na dzień stan cery/skóry się poprawiał. Wyglądało to tak jakby brakowało witamin bo skóra po kilku dniach jedzenia mięsa wyglądała dużo lepiej. A po jakimś czasie jak odstawiły zboża to wysypki kilku miesięczne zaczęły znikać. Może gdybym nie widziała tych kłopotów i tej zmiany po powrocie do mięsa to pewnie wierzyłabym że wege jest ok:-)

      Usuń
    4. A wiesz, ilu ja znam wegetarianów, którzy uważają, że od odstawiena mięsa poprawia im się zdrowie, cera, kończą kłopoty trawienne, spada waga w ogóle czują się tak lekko ;). Efekt placebo jest bardzo silny. Znam takie osoby, którym się co kilka lat poprawia po zmianie diety na taką, która jest aktualnie na topie ;).
      Oczywiście, nie neguję, że dietę można mieć lepszą i gorszą, ale nie sprowadzałabym tego do jednego składnika.

      Usuń
    5. Część tych osób dalej twierdzi, że wege jest najzdrowsze i chce wrócić do tej diety ale za każdym razem gdy odstawiają mięso i tłuszcz zwierzęcy pogarsza im się skóra, a jak tylko zjedzą zboża glutenowe to mają wysypkę, opuchlizna jakieś części ciała jak dłoń i jest to na tyle dotkliwe, że potrafi zaburzyć im spanie. Ich miłości do diety nie neguje, ale z ciekawością przyglądam się ich walce do powrotu diety wegetariańskiej:-) I sama jestem ciekawa co zwycięży: uwielbienie diety czy też zdrowie bo objawy dotyczą już zdrowia, stąd jakby zaczęły zastanawiać się nad tym co jedzą:-)

      Usuń
    6. "Część tych osób dalej twierdzi, że wege jest najzdrowsze (...) I sama jestem ciekawa co zwycięży: uwielbienie diety czy też zdrowie bo objawy dotyczą już zdrowia, stąd jakby zaczęły zastanawiać się nad tym co jedzą:-)"

      To jest jeszcze inna inkszość, niektórym wegetarianom wydaje się, że mięso samo w sobie jest jest złe i wystarczy wyrzucić kotleta i nie myśleć nad resztą. A to tak nie działa. Uważam, że każda dieta wymaga pewnego wysiłku w kwestii bilansowania.

      Usuń
    7. Co do jednego składnika - jeden składnik a ma ogromne znaczenie - taki jeden składnik wyciął mi kilka lat z życiorysu - wszech obecny gluten. Może znaleźć się na surowym mięsie, na surowych rybach, na surowych jabłkach, surowych owocach i żadną obróbką nie da się tego zniszczyć. Wystarczy, że sprzedawca jadł kanapkę, nie umył rąk i już mamy przeniesiony gluten. Wystarczy, że pakowanie ryb/mięsa odbyło się w tym samym miejscu co wcześniej pakowano cokolwiek w panierce mącznej. I już wszystko jest w glutenie.
      Jeden niewidocznym gołym okiem składnik a potem się cierpi wiele godzin, i nie ma znaczenia czy zjedliśmy go niewidoczną ilość czy kęs.
      W niektórych sklepach ekologicznych obsługa mówi wprost, że nie wie w jakich warunkach kurczaki były przygotowywane więc nie może zagwarantować, że surowe mięso kurczaka jest bez glutenu.
      Osobiście tego nie mogę zrozumieć, że coś czego nie mogę dostrzec wyrządza takie szkody, a jednak tak jest. Jeden składnik a ma znaczenie:-)

      Usuń
    8. Ale ja nie mówię o ludziach z celiakią czy nietolerancją, bo to oczywista oczywistość. Mówimy o diecie eliminacyjny z powodów ideologicznych. Samo wyrzucenie/włączenie mięsa nie czyni jeszcze od razu diety zdrowej czy zbilansowanej. Dieta bezglutenowa też wymaga pewnej uwagi, owszem, pozbywasz się jednego składnika, który ewidentnie Ci szkodzi (albo przynajmniej próbujesz, bo do zera trudno wyeliminować gluten z powodów wymienionych przez Ciebie), ale to nie znaczy, że pociągniesz w zdrowiu jedząc same wafle ryżowe.

      Usuń
    9. Ale na tym blogu raczej skupiamy sie na zdrowiu, a nie na ideologii :-)

      Usuń
    10. Odnośnie wege: ja odczułam poprawę po przejściu na wege, dziś myślę, że było to kwestią kilku rzeczy. Jadłam mniej akcal, bo wege to czesto = brak tłuszczu, więc waga spadła. Żle trawiłam mieso wiec problemy trawienne leko odeszły...i parę pozytywnych aspektów w zwiazku z utratą wagi...ale do czasu. Co prawda ja nie byłam jakaś mocno zbożowa nigdy, więc też nie odczułam aż tak bardzo jak wielu z Was skutków odstawienia glutenu czy zbóż, ale odczułam mocno brak nabiału. Być może dlatego, że jadłam go 2-3 razy dziennie. I ogromne ilości soi. Jadłam też strączki ale namaczałam je. Niemniej jednak na diecie mięso plus tluszcz nie wytrzymałam również. Dla mnie coś po srodku jest odpowiednie, co prawda zboża wciąż mnie nie przekonują, ale już skrobia tak. Uczono mnie generalnie, że tylko brązowy ryż i proso są wartościowe. Ja osobiście zastosowałabym ryż (odpowiednio przygotowany) i komosę jakbym miała wybierac.

      Usuń
    11. Ah wafle ryżowe - to był szał anonimowy, wraz z styropianem Wasy - marzenie każdej kobiety na diecie :)

      Usuń
    12. "Ah wafle ryżowe - to był szał anonimowy, wraz z styropianem Wasy - marzenie każdej kobiety na diecie :)"

      Pamiętam, pamiętam :).
      Na styropian Wasy patrzeć nie mogę, ale wafle ryżowe + kefir to jedna z moich ulubionych przegryzek w pracy :).
      No i ja też namaczam strączki, wszystkie jak leci, soję to nawet 2 dni.

      Usuń
    13. Skrobia - ostatnio mnie zainteresowała jak trafiłam na opis pracy z archeologii - coś w stylu rozwój cywilizacji z uwzględnieniem wpływu na zdrowie. Autor pracy twierdzi, że skrobia nie powinna być spożywana przez człowieka, po jej spożyciu w społeczeństwie rozwijają się choroby jelit. I że owszem pozwoliła człowiekowi przetrwać "czasy wielkich głodów" ale człowiek wytwarza mechanizmu obronne przed nią jak choćby wytwarzanie amylazy.
      Dla mnie ciekawe podejście tym bardziej, że skrobia faktycznie pogarsza mój stan jelit, ale temat dopiero zgłębiam:-)

      Usuń
  12. Ludzi (zwłaszcza starsi) dzisiaj w dużej mierze chorują też przez LEKI. Wolą oni co miesiąc przeznaczać 200zł albo i więcej na leki niż polepszyć swoje jedzenie. Powoduję to na starość dosłownie chorowanie na wszystkie możliwe choroby 'cywilizacyjne' jakie wymyślono wydawanie wszystkiego na leki i brak pieniędzy na cokolwiek innego niż najgorsze produkty: chleb, makarony i cukierki dla wnusia... opiotr.

    OdpowiedzUsuń
  13. Najlepszą antyreklamą wege jest Lierre Keith, 20sto letni staż wege, który doprowadził ją do ruiny zdrowotnej i dziś odradza wege między innymi w ksiażce "The Vegetarian Myth: Food, Justice, and Sustainability".

    OdpowiedzUsuń
  14. Droga MS konie nie posiadają dwóch żołądków a jeden bardzo mały - kiepsko trawiący.

    Artykuł bardzo ciekawy, wyjaśniający wiele moich wątpliwości. Zachwycona jestem połączeniem profesjonalnego podejścia z osobistym kontaktem z czytelnikami.

    Gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, nie wiem skąd mi się to wzięło. Dziękuję :)

      Usuń
  15. Akurat ten argument o L. Keith jest nic nie wart. To tak jakby pisać o jednym mięsożercu, który napisze książkę o tym jak mięso go zrujnowało ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A znasz przynajmniej jeden przykład takiego "mięsożercu" któremu mięso zaszkodziło? bo ja nie.

      Usuń
    2. Tabuny wegetarian twierdzi, że mięso rujnowało zdrowie :). A czy to prawda to inna bajka.

      Usuń
    3. Angelina Jolie też jest byłą wege, która mówi wprost, że ten sposób odżywiania by ją zabił.

      Usuń
    4. Eh ostatnio widziałam badania, w których okazauje się, że 1/3 wege je produkty mięsne, świadomie lub nie...i potem są brani do badań i nam się wydaje, że oni tak na soi i sałacie żyli :)
      Moim zdaniem można sobie poradzić na diecie wege, ale wymaga to trochę starań i nie jest na pewno dobre dla wszystkich. Najgorsze jest to, że większość demonizujących mięso badań w ogóle nie uwzględnia kwestii jakości mięsa, więc nie dziwi mnie ta stereotypowa opinia.

      Usuń
    5. To zależy, jak to liczyć :). Ja np. gdy kupuję jedzenie, to zwracam uwagę, żeby było bez dodatków pochodzenia zwierzęcego, czytam składy itd. Ale gdy jestem w gościach, to już nie wnikam, czy zupa jest na kościach albo czy w jogurcie, którym polana jest sałata, jest żelatyna. Nie jest moim celem robienie komuś przykrości i problemów. Czasami dość dużo czasu schodzi mi na wytłumaczenie, że nie jadam też drobiu, szynki ani ryb :). W restauracjach jestem już bardziej wybredna, chociaż zdarzało mi się znaleźć kiełbasę w teoretycznie wegetariańskiej zupie. Natomiast są wegetarianie, którzy robią takie dochodzenie, są też tacy, którzy w ogóle aż tak nie przykładają do tego wagi. To śliski temat. Generalnie bycie w gościach przy diecie wege jest dla mnie trochę trudne, szczególnie wśród ludzi, którzy uważają, że robię sobie straszną krzywdę i próbują na każdym kroku mnie namówić do jedzenia mięsa albo wręcz przemycić mi je do talerza. To mnie bardzo denerwuje. Natomiast gdy ktoś z niewiedzy poczęstuje mnie np. sosem na mięsie, to nie robię z tego tragedii. Nie sądzę jednak, żeby tego typu dodatki stanowiły jakiś istotny procent w mojej diecie.

      Usuń
    6. Znajoma demonizuje mięso i nawet podesłała mi badania na ten temat, a jak się człowiek wczytał to wyraźnie było napisane w pierwszym zdaniu, że wykazano negatywny wpływ mięsnej żywności przetworzonej jak kiełbasa, boczek itd. i że podczas tych badań wykluczono negatywny wpływ mięsa nieprzetworzonego jak wołowina, jagnięcina czy wieprzowina. Jak widać zależy kto co chce przeczytać:-)

      Usuń
  16. a co jesli w ogole ni czuje sytosci? jem posilki wysokotluszczowe do tego kupa warzyw i zawsze jakies mieso czy jajka a potem i tak nie moge sie powstrzymac zeby nie zjesc pare lyzek oleju kokosowego czy tez smalcu. nastepnie po paru minutach podjadania tluszczu zmuszam sie by przestac a potem czuje otepieni umyslowe, napiety brzuch i ociezalosc jak i sennosc. przez jakis czas jz tak robie i przytytylam tylko....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niepotrzebnie od razu zajadasz posiłek. Poczekaj paręnaście minut aż dotrze sygnał sytości i wtedy się przekonasz, że jednak jesteś najedzony/na. Jesteśmy przyzwyczajeni do szybkiego uczucia sytości po tradycyjnej polskiej kuchni, na posiłkach paleo trzeba się trochę przestawić. Przynajmniej zauważyłam to po sobie :)

      Usuń
    2. Podejrzewam, że to początek Twojej przygody z paleo... jeśli tak to mini, w sensie wyreguluje się i ośrodek głodu i sytości. Często jest to oznaka stresu i problemów z nadnerczami. Możesz spróbować jeść białko najpierw (wraz z tłuszczem) daje większy sygnał sytości.

      Usuń
  17. czy taki tunczyk w kawalkach w sosie wlasnym z puszki jest przetworzona zywnoscia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. już wiele razy było mówione dlaczego omijać puszkowaną żywność

      Usuń
    2. Jezus, też to przegapiłam. Wszystkiego już trzeba unikać. Dlaczego?

      A.

      Usuń
    3. wiem o co chodzi z tymi metalami ale mi zalezy aby sie dowiedziec czy taki sam w sobie tunczyk jest przetworzony w jakis sposob czy to poprostu ryba w kawalkach wlozona do puszki

      Usuń
    4. Tuńczyk zawiera rtęć, dlatego trzeba z nim uważać, a poza tym ryby puszkowane są gorszej jakości, plus oczywiście dochodzi kwestia samych puszek.

      Usuń
    5. Ja nie unikam puszek, tuńczyka raczej tak, bo są mieszane dowody na ten temat. Puszki ogólnie to kwestia producenta, generalnie nie sądzę aby były totalnie nieszkodliwe, ale z moich sardynek nie zrezygnuję i będę je jeść nawet jak puszki okażą się bardzo niezdrowe :)

      Usuń
  18. Ja schudłam 10kg- odrzuciłam fast-food'y, słodycze, białe pieczywo itd., ćwicząc regularnie i stosując tabletki z zielonej kawy (mojazielonakawa. edu.pl) Teraz chce utrzymać moja obecną wagę. To co publikowane jest na tej stronie na pewno przyda mi się bardzo. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogłaś sobie darować ten spam z linkiem do tabletek.

      Usuń
  19. Co powiesz MS na to że ogólnie przyjęte jest że mięso gnije ale nie w żołądku tylko w jelitach?
    A to dlatego że nie zostało dokladnie strawione w żołądku, tylko czy z żołądka może ot tak sobie wyjść coś co nie zostało dokładnie strawione?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W jelicie cienkim wciąż działają enzymy trawienne, więc ciężko o gnicie u zdrowego człowieka :) Gnicie oznacza rozkład przez bakterie, więc jeśli nie masz SIBO to nierealne.

      Usuń
  20. ja mam takie pytanie odnośnie fermentacji tzn wiem, że mi coś fermentuje, tylko zastanawiam sie, gdzie czy już w żołądku, czy w jelicie
    np. ok 15 jem łososia i ok 19 odbija mi się i czuję jeszcze smak tego łososia- tzn. że ten łosoś zalega mi jeszcze w żołądku i tam fermentuje czy może już fermentuje w jelicie?
    dodam, że ciągle mam takie odbijanie między posiłkami i zawsze czuję to, co wcześniej jadłam, a zgagi takiej typowej nie mam, tylko właśnie te odbijania między posiłkami noi gazy


    wiwi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na lososia czy w ogole? Bo losos daje czesto takie objawy i wydaje mi sie, ze jest to kwestia jego jakosci.
      Odbijanie jest najczescej kwestia zbyt malej ilosci kwasu solnego. Ale gdy czujesz wzdecia i gazy to moze byc znak SIBO lub innych problemow na dalszym etapie przewodu pokarmowego.

      Usuń
    2. raczej w ogóle tzn. to jest tak, że jem śniadanie np. o 8 i odbija mi np po 30 min od jedzenia i czuję to, co jadłam albo w niedzielę znowu jadłam łososia ok godz 15 i odbiło mi się gdzieś o 21 czyli po 6h od jedzenia tego łososia i nie wiem czy on mi zalega w żołądku tak długo czy w jelicie fermentuje?

      to, że mam za mało kwasu solnego to jestem prawie pewna, bo test z sodą to potwierdził, w ogóle mi się nie odbiło, mimo że po jedzeniu to jest norma,, generalnie mój dzień od przebudzenia wygląda tak- gazy, odbijanie, gazy odbijanie i tak w kółko i nie wiem już sama co robić :(
      po kazdym nawet najmniejszym posiłku czuję się pełna i wzdęta, napompowana jakbym miała zaraz wybuchnąć i odlecieć, już po przebudzeniu mam gazy, po wypróżnieniu jest na kilka h lepiej, ale nie zawsze noi dzień w dzień gazy znowu zaczynają się ok godz 15 mniej więcej pora obiadowa, czasem nawet wcześniej i trwają aż do momentu kiedy się położę, tak jakby to jedzenie zalegało i fermentowało. poza tym to mój układ pokarmowy od rana do wieczora odgrywa całą symfonię dźwięków od przelewania w brzuchu, syczenie w tyłku, kruczenie, jakieś odgłosy jakby mi powietrze pękało w brzuchu, tak jakbym puściła wbrzuchu bąka :( mimo że tego nie zrobiłam, no ja już nie wiem, co mam robić, jak z tym walczyć, czuję się jak jakiś dziwoląg

      robiłam Twój test diagnostyczny i wyszły najważniejsze problemy to żoładek, jelito cienkie i grube oraz wątroba czyli praktycznie wszystko, poza tym praktycznie ciągle boli mnie brzuch z lewej strony pod żebrami wg Twojego testu to jest jelito cienkie


      uznałam, że to pewnie sibo i nawet u paleo mamy czytałam, że często ma to miejsce na styku jelito cienkie i grube, ale czasem sięga jeszcze wyżej, a u Ciebie na blogu przeczytałam, że te mikroby mogą nawet wędrować do żołądka, stąd moje pytanie czy już tam mi nie fermentuje? pisałam do Ciebie kilka razy, poradziłaś dietę fodmaps- żadnej poprawy, ciągle czytam, edukuję się sama na anglojęzycznych blogach i żadnej poprawy :( no nie powiem ale jestem załamana, od prawie 4 lat jestem chora, a ostatnio to jest coraz gorzej, już boję się wychodzić z domu, całkowicie się odizolowałam od ludzi

      pisałam do Ciebie meila o tym jakie suplementy brałam i ja nie wprowadzałam wszystkiego na raz, najpierw brałam pau darco, olejek z oregano i echinacę z goldenseal, a dopiero później marshmallow root i na końcu enzymy i kwas i i tak różnicy żadnej nie ma

      pewnie sama sobie zaszkodziłam i po ostatnim Twoim wpisie na facebooku wnioskuję, że te bakterie pewnie się udoporniły na te naturalne środki, no bo ja innej przyczyny nie widzę, ale nie wiem już jak sobie sama pomóc, skoro niezależnie co jem mam takie same objawy, suplementy nie pomagają, napisałaś, żeby poszukać osoby, która zna się na leczeniu jelit, ale nie wiem czy taką w PL znajdę, gdybyś mogła polecić kogoś z okolic Warszawy to ja byłabym bardzo wdzięczna, bo jestem już zdesperowana, całe życie mi się wali, nie mam na nic ochoty, nie chce mi się żyć, siedzę tylko w domu, a mam dopiero 22 lata....


      wiwi Ewelina

      Usuń
    3. a jeszcze jedno napisałaś, że może być sibo albo inne problemy na dalszych etapach- jakie problemy?

      Usuń
    4. Wiwi, ja mialam tak przez dobrych kilka lat. Pojawil mi sie tradzik rozowaty i dermatolog na wszelki wypadek postanowil sie pozbyc helicobacter pylori (bo oprocz wrzodow zoladka moze ona miec tez wplyw na stan skory). No i powiem ci ze niemal jak reka odjal! Nadal mam okazjonalne rewolucje przewodowo-pokarmowe ale zdecydowanie nie jest to to na co cierpialam przez dlugie lata. Biorac pod uwage fakt ze nawet 85% ludzi jest zainfekowanych bakteria sa duze szanse ze ja masz a ze moze ona powodowac tak roznorodne objawy mysle ze warto sprobowac. Powodzenia

      Usuń
    5. 1) kuracja musi być przeprowadzona według schematu aby miala sens zadziałać, wiec jak pisalam usuwamy, uzupelniamy, regenerujemy
      2) jesli sa pasozyty, grzyby czy H.pylori to wszelkie zmiany dietetyczne moga byc nieskiueczne, to samo z przerostem Candidy

      Z Twojego opisu wyglada to na kiepskie trawienie od samej gory, a co za tym idzie na samym dole również beda problemy. Jak czesto sie wyprozniasz? Cieżko mi powiedziec cokolwiek bez wyaiwdau, to rownie dobrze moze sie okazac problemem z tarczyca i zwolnionym metabolizmem, wiec perystaltyka jest tak wolna, ze jedzenie ma za dlugi czas pasazu i zaczyna fermentowac.

      A robilas gastroskopie?

      Usuń
  21. Uważam, ze jednym pomaga taka dieta, innym inna. Byłam na Paleo i czułam się ocieżała, miałam do tego wielkie pryszcze na brodzie.
    Na diecie surowej cera była śliczna, ale doprowadziłam się do niedowagi.
    Teraz jem sporo zbóż (makrobiotyka) i zero mięsa, ale wciąż mam problemy z brakiem miesiączki i przez to zerowym libido. Ale za to mnóstwo energii.
    I tak naprawdę nie wiem już sama jaka dieta jest słuszna. Ale i tak bardzo lubię tego bloga i czytanie nawet o Paleo.
    (PS) Nie neguję jedzenia miesa, tylko boję się tych hormonów i antybiotyków którymi jest ono obecnie faszerowane....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak z tłuszczami w Twojej diecie? Bo moim zdaniem ten brak miesiączki, to może być raczej skutek niskiej podaży tłuszczu.

      Usuń
    2. Violina ale możesz być zdrowym wege :) No moze nie wege wege ale jedzac jajka i ryby, suplementujac B12 i nie unikajac tluszczy. Ja bedac wege radzialm sobie niezle generalnie, ale jak juz zmadrzalam i stosowalam proteiny mieszane z roznych zrodel i oczywiscie unikalam glutenu.

      Usuń
  22. Kloro...
    Mnie ostatnio zaczęło się chudnąć. O dziwo, jem różne - czytaj też z mąką rzeczy.
    Stres dobił do wysokiej poprzeczki, co spowodowało zerowy apetyt.


    Pozdrawiam,
    dziuba

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziuba ale od braku jedzenia się chudnie, więc to akurat prawidlowa reakcja organizmu. Tylko najczesciej nie ubywa tkanki tluszczowej, a cenne miesnie gina.

      Usuń
    2. Czyli nie mam z czego się cieszyć. A szkoda. Jedyną aktywność fizyczną ostatnio mam taką, że nie siedzę prawie w ogóle, bo na budowie mnie roznoszą.

      dziuba

      Usuń
  23. Niedawno trafiłam na Twojego bloga, poszukując pomocy dla swoich jelit (aktualnie mój brzuch jest jak balon, a lekarze, oczywiście, nie potrafią pomóc). Od trzech dni stopniowo modyfikuję dietę. Ale właśnie z mięsem mam problem. Nie jestem wege, ale od wielu lat nie jadam mięsa (zawsze mnie jakoś odrzucało, od dziecka jadłam bardzo niewiele, potem, kiedy zaczęłam ćwiczyć jogę tym bardziej porzuciłam mięso). Teraz też mam opory, choć niestety, przy ostatnim ataku jelit jedyne co pozostało, to mięso :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po latach przerwy w spożywaniu mięsa możesz mieć problem z jego trawieniem. To klasyczne.

      Usuń
  24. Trochę późno, ale pozwolę sobie na parę słów komentarza do tematu trawienia i gnicia białka, bo mam wrażenie, że ten artykuł pomija kilka ważnych zagadnień. Po pierwsze, enzymy trawiące białka działają w pewnej, ściśle określonej kolejności, tnąc skomplikowane struktury białek na coraz prostsze, krótsze elementy, aż do pojedynczych aminokwasów. Pepsyna rozpoczyna ten proces i jest w tym niezastąpiona. Jeśli pepsyna nie zrobi dobrze swojej roboty, to pozostałe enzymy są bezradne, bo nie są w stanie dobrać się do pojedynczych łańcuchów polipeptydowych.
    Kiedy pepsyna nie zadziała? Gdy pH w żołądku jest za wysokie, bo np. rozcieńczamy sok żołądkowy pijąc przed, w czasie, i po jedzeniu, albo zjadamy niewielką ilość białka łącznie z górą kartofli i surówek.
    Pepsyna jest też bezradna, gdy jemy w pośpiechu, bez dokładnego przeżucia kawałków mięsa. W takiej sytuacji pepsyna po prostu nie ma fizycznie możliwości dostać się do "środka" kawałków mięsa. W diecie raw paleo brak przeżucia nie jest dużym problemem, bo nieobrobione termicznie białko, niezdenaturyzowane, jest podatne na dyfuzję pepsyny do środka. Niestety, czym bardziej obrobione białko, tym gorzej strawne. Pieczone i grillowane mięso, łykane w dużych kawałkach i popijane kuflami piwa to najgorszy możliwy styl odżywiania.
    A co się dzieje, gdy pepsyna nie zadziała (lub nie skończy swojej pracy)? Następuje gnicie mięsa, czy generalnie białka, w jelicie cienkim i grubym, trwające wiele, wiele godzin. I to jest największy problem osób jedzących duże ilości mięsa. Samo mięso nie jest szkodliwe. Szkodliwe jest wtedy, gdy przez naszą niewiedzę nie zostanie prawidłowo strawione w żołądku.

    OdpowiedzUsuń
  25. https://www.facebook.com/photo.php?fbid=805474802805012&set=a.632710446748116.1073741828.632542430098251&type=1&theater

    OdpowiedzUsuń
  26. Mam pytanie, co należy zrobić, jeśli po dłuższym okresie niejedzenia mięsa i jedzenia małej ilości tłuszczy chce się do nich wrócić? Czy warto się wspomagać jakimiś suplementami? Jakie produkty są dobre na początek? (zakładając ogólny dobry stan organizmu, bez poważniejszych chorób)
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  27. bzdury ! naukowo brzmiące bzdury, W tym ów portalu o zdrowiu chyba zapomnieliscie , że tracicie zdrowie każdego dnia i każdego dnia jesteście bliżej śmierci. zakładam że każdy z was tu ludzi dbajacych o zdrowie nie pali i nie piję alkocholu, które jak wiemy szkodzą zdrowiu, że każdy z was chodzi z maską na twarzy zeby nie wdychac zanieczyszczonego powietrza i oczywiście chodzi w odpowiednim skafandzrez bo przecież skóra to największy organ przez który syf i toksyny wchodzą i wychodzą. każdy z was je zdrowe bio eko produktu roślinne lub pochodzące z mordu na zwierzęciu które uwaga bylo dobrze traktowane zanim go zabito. do tego wodę z krany która gotujecie też wcześniej filtrujecie zeby pozbyć się chlirow i innych złogów, no bo przecież każdy tutaj turbo zdrowo żyje. Więc koledzy i kolezanaki , któ odbiera życie komuś innemu. dla swoich zachcianek smakowych popełnia błąd, grzech, tworzy negatywną karme w różnych tradycjach inaczej to nazywają. I nikt z was zdrowi ludzi nie wziął pod uwagę jedzienia na zdrowie psychiczne. Niech każdy z was idzie własnoręcznie zabije zwierzę , obedrze że skóry , wybebeszy, oddzieli mięso od kości. I co dlaczego tego nie zrobicie, bo 99% ludzi są psychicznymi miesozercami, nie lubią krzyku cierpienia zwierząt, nie lubią krwi tryskajacej z aorty, ani dźwięku przelamywanych kości, na dodatek zapach flakiw czy krwi powoduje u nas odroch wymiotny,. nikt nie chcę mieć na rękach ciepłej krwi zwierzęcia czy ciepłych jeszcze ruszqjacych się flakow, rozmiazdzonych mózgów, klejacych się galek ocznych i poczucia że właśnie odebrał komuś życie. Więc helol, co to ma znaczyć że nie poruszamy tu kwrsti etycznych? czyli co w życiu kuerujesz się tylko żołądku? awruk mac, zacznijcie myśleć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mialo byc 99% ludzi jest psychologicznymi wegetarianami

      Usuń
  28. I nikt z nas nie chce słuchać bełkotu pseudo ekologów.
    Dodać też trzeba, że z aminokwasów zwierzęcych tworzy się kolagen z którego jest złożone 30% naszego białka. Weganie- hindusi wcale nie żyją dłużej a wyglądają jak krakowska podsuszana.

    OdpowiedzUsuń
  29. Tylko debil mógł napisać coś takiego,SŁUCHAJCIE PASOŻYTY JESTEŚCIE ZAKAŁĄ TEJ PLANETY I ŻYCZĘ WAM MIĘSOŻERCY NAJGORSZEGO RAKA

    OdpowiedzUsuń