Dlaczego PALEO?

Masz dość wiecznych nieskutecznych diet? A może wciąż czujesz głód i nie potrafisz przestać myśleć o jedzeniu? Marzysz o tym aby jeść do syta i nie liczyć kalorii? Chcesz zrzucić tkankę tłuszczową, mieć więcej energii, lepsze samopoczucie? Cierpisz na otyłość, choroby autoimmunologiczne, cukrzycę, choroby serca, alergie, trądzik, depresję lub kiepski nastrój, problemy trawienne, PCO, zaburzenia hormonalne, brak energii? Jeżeli tak, jesteś w odpowiednim miejscu!

O paleo, medycynie naturalnej i odchudzaniu w oparciu o badania, fakty, doświadczenie. Analiza powszechnych przekonań dotyczących diety, odchudzania i zdrowia oraz holistyczne podejście do człowieka na podstawie konkretnych argumentów.

Szukaj

Loading

03.03.2014

Potrzeba odchudzania

Regularnie co jakiś czas dostaję wiadomości na temat liczenia kalorii, a jeszcze częściej piszecie ogólnie i problemach z odchudzaniem. Co zaskakujące, autorzy najczęściej nie mają problemów z nadwagą, ale wiadomo...zawsze jest jakieś kilka kilogramów do zrzucenia. Dziś post bardziej skierowany do kobiet. 



Nie trzeba mi tłumaczyć intencji kryjących się za redukcją wagi - wiem co dana osoba chce osiągnąć i rozumiem ją absolutnie. Kto by nie chciał umięśnionego ciała z niskim poziomem tkanki tłuszczowej? Problem pojawia się jednak, gdy dana osoba nie zdaje sobie sprawy do czego dąży i swój cel utożsamia ze zdrowiem. Uważam, że w większości przypadków nie ma szans na bycie zdrowym i jednocześnie wyglądanie jak modelka fitness 24h.
Nie oceniam nikogo kto ma taki cel, ale wolałabym aby nie była do tego dorabiana ideologia pod tytułem "zdrowie". Jeśli chcesz w taki sposób potraktować swoje ciało (czytaj głodząc się i katując treningami) to nie mam nic przeciw, ale trzeba sobie zdawać sprawę, że zdrowie może bardzo ucierpieć i nie jest to optymalna strategia. Jeśli jesteś w stanie poświęcić mniej lub bardziej swoje zdrowie i osiągnięcie wymarzonej sylwetki da ci szczęście to może jest to jakaś opcja. Dla mnie długo też była.


Po co dieta?
Ale jeśli jedząc zdrowo i będąc aktywną dostajesz frustracji, że nie wyglądasz "dobrze" (czytaj mięśnie i niski bf) to znak, że Twoim największym problemem nie jest fizjologia. Zmieniając swój sposób odzywania, zwłaszcza przechodząc na paleo, wiele z Was liczy na szybki spadek tkanki tłuszczowej. I wielokrotnie tak się dzieje, ale niektórzy nie chudną nic, a inni nawet tyją. To są właśnie uroki gęsto odżywczej diety - nigdy nie wiesz jak organizm zareaguje na budulce jakie dostanie. Być może okaże się, że zmobilizuje to spalanie tkanki tłuszczowej, a może na odwrót - zaczniesz w końcu przyswajać składniki odżywcze i waga chwilowo pójdzie w górę. Nie ma to znaczenia, dopóki zdajesz sobie sprawę, że gdy odżywiasz organizm, on reaguje naturalnie w optymalny dla jego zdrowia sposób. Twoje ciało ma gdzieś jak wyglądasz nago, ale wie doskonale z jagą wagą zmniejszyć wydajność tarczycy, zablokować okres, pozbawić Cię włosów czy obdarzyć trądzikiem.

Po co składniki odżywcze?

Jeśli postrzegasz jedzenie tylko w kontekście kalorii to jednocześnie w długoterminowej perspektywie sabotażujesz swoją redukcję. Witaminy, minerały, aminokwasy, antyoksydanty czy niezbędne kwasy tłuszczowe nie tylko zapewniają nam dobry humor, regularny okres, ładną cerę, mocne włosy, silne kości, sprawny detoks czy dobrze funkcjonujące organy, ale również są niezbędne dla produkcji energii (ATP) i utylizacji tkanki tłuszczowej. Oczywiście, że schudniesz ograniczając coraz bardziej kalorie, ale fizjologia się nie zmienia, wciąż będziesz potrzebować składników odżywczych dla wszystkich tych procesów, więc skąd je pozyskasz? Tak, z własnego ciała - z organów, kości czy mięśni. Oczywiście niedobory nie powstają w kilka dni czy nawet tygodni, ale wielu ze składników wychodźczych nie magazynujemy i muszą być nieustannie dostarczane z jedzeniem. W konsekwencji uboga odżywczo dieta oraz restrykcja kaloryczna dają idealne podłoże dla rozwoju wielu chronicznych chorób. W pierwszej kolejności oczywiście rozregulowania systemu hormonalnego i metabolizmu organizmu.


Postrzeganie kobiecego ciała
Nasze postrzeganie kobiety i ocenianie jak bardzo gruba jest, totalnie mija się z biologicznym i ewolucyjnym punktem widzenia. Przeciętnie modelka lub atletka mają ok 17-18% tkanki tłuszczowej. Poziom poniżej 12% dla wielu kobiet jest już śmiertelny. Okres zanika ok. 18% tkanki tłuszczowej, czasem nawet przy wyższym poziomie, w zależności od siły organizmu, metabolizmu i pracy jajników. Niektóre kobiety są naturalnie chude, i nie wywołuje to żadnych zaburzeń w funkcjonowaniu organizmu. Większość nie jest. Sporo kobiet mając prawidłowy poziom tkanki tłuszczowej próbuje na siłę odtłuścić się do wybranego wzorca. Niewiele zdaje sobie sprawę, że te ostatnie kilka procent tłuszczu, zwłaszcza ten wokół bioder, pośladków i ud, który jest charakterystyczny dla naszej płci, jest niezbędne dla dobrego zdrowia i samopoczucia.


Po co nam tkanka tłuszczowa?
Tkanka tłuszczowa nie tylko pozwala nas chronić przed głodem (kobiet dużo bardziej niż mężczyzn), ale również daje biologiczną pewność, że kobieta będzie miała wystarczająco składników odżywczych oraz energii do posiadania potomstwa. Tłuszcz jest też niezbędny aby DHA prawidłowo docierało do płodu.
Ewolucyjnie kobiety są stworzone do zachodzenia w ciążę i rodzenia dzieci, stąd kwestia płodności jest niezwykle istotna. Najbardziej płodne kobiety to te powyżej 22% tkanki tłuszczowej, nie te najszczuplejsze...wiele badań dodatkowo wskazuje, że kobiety uważane obecnie za grube (25%-29% tkanki tłuszczowej) są dużo zdrowsze i żyją dłużej niż kobiety o niższej wadze. Poniżej 19-20% tkanki tłuszczowej wiele z nich odczuwa objawy takie jak: depresja, bezsenność, spadek libido, problemy z włosami, paznokciami i cerą, niedoczynność tarczycy czy bezpłodność. I to właśnie brak tego tłuszczu w strategicznych miejscach u kobiety może być przyczyną.


Punkt wagowy
Ewolucja pozwoliła nam uzależnić przetrwanie naszego gatunku od ilości posiadanego tłuszczu. I to właśnie tkanka tłuszczowa decydowała o naszym losie. Za mało powodowało głód i śmierć, za dużo nie pozwalało na np. polowanie czy ucieczkę przed drapieżnikiem. Organizm ma więc system, który pozwala na utrzymanie odpowiedniej ilości tkanki tłuszczowej, który nazywany jest homeostazą energii i to właśnie on odpowiada za fakt, że np. ciężko nam utrzymać wagę po odchudzaniu. Dlaczego ta się dzieje? Dlatego że ten system reaguje na każdą zmianę w tkance tłuszczowej. Gdy chudniemy, system zwiększa nasz apetyt, zmniejsza energię wydzielaną w spoczynku i stara się zmagazynować jak najwięcej energii z jedzenia, więc tak naprawdę efektywność metaboliczna rośnie. Wszystko po to aby wrócić do punktu wagowego. I tak samo w drugą stronę. Jeśli przytyjemy zmniejszy się głód, zwiększy wydatek energetyczny przez co więcej kalorii będzie spalane podczas np. siedzenia czy spania.  Ktoś tak ma? Taki mechanizm jest prawidłowy dla osób zdrowych. U osób otyłych mechanizm w pewnym momencie został wyłączony, a punkt wagi przesuwa się w górę, z powodu wzrostu tkanki tłuszczowej. Dlatego taka osoba próbuje schudnąć, a jej organizm (naturalnie) walczy o utrzymanie punktu wagi, tylko ten punkt jest już dużo wyższy. Niektórzy z czasem odzyskują swój dawny punkt wagowy po odchudzaniu. Taki reset punktu jest jednak niezwykle trudny, ponieważ zależy jednak od wielu czynników, np. geny, dieta, ilość toksyn w organizmie, flora bakteryjna itd.


Konsekwencje niepotrzebnej  redukcji
Co więcej, sam proces pozbywania się niechcianego tłuszczu wywołuje sporo komplikacji zdrowotnych. Niezależnie od sposobu: restrykcyjna kalorycznie dieta, brak tłuszczu w jedzeniu, niskowęglowodanową dieta czy forsowne ćwiczenia wpływają na zdrowie psychiczne, poziom energii, jakość snu, sygnały wysyłane przez insulinę i leptynę, aktywność tarczycy, detoks itd. Każda redukcja jest stresem i wysyła do ciała sygnał o konieczności samoobrony. Dlatego wiele kobiet po rozpoczęciu odchudzania zaczyna tyć. Nasze ciało po prostu nie daje sobie rady z taką ilością stresorów, zwłaszcza że kobiety mają tendencję do restrykcyjnego przestrzegania zaleceń, zarówno dotyczących jedzenia jak i aktywności.
Jest więc granica, gdzie odchudzanie nie jest nam potrzebne ze względu optymalnego zdrowia czy jakości życia, ale ma zadowolić nasze ego i zbliżyć nas do modelu atrakcyjności kreowanego przez społeczeństwo.


I dalsze skutki...
Cena jaką za to płacimy nie jest tylko kwestią naruszenia naturalnej równowagi organizmu, ale też wpływa głęboko na naszą psychikę nie pozwalając nam po prostu czuć się dobrze. Raz gdy myśli o konieczności nieustannej walki i kontroli opanują naszą głowę, nie ma już odwrotu. Chęć posiadania wymarzonej sylwetki będzie silniejsza niż zdrowy rozsądek, zagłuszy każdy sygnał ostrzegawczy, który wysyła nam ciało i da motywację do szukania idealnego sposoby, aby tylko zbliżyć się do celu. Stąd na forach często czytam o magicznych sposobach na odchudzanie obejmujących: preparaty naturalne pomagające w redukcji, wykańczające diety i głodówki, stosowanie niebezpiecznych suplementów i wspomagaczy itd. I wszystko dla wyglądu...nie, nie mówię, że to próżne, wierzę że świat jest próżny i nie mam nic przeciw, dopóki nie obraca się to przeciwko nam. Bo na końcu tego wszystkiego, za parę lat konsekwencje naszego postępowania będą dużo większe, niż chwilowa radość z posiadania wymarzonego rozmiaru. Niestety szkody mogą być nieodwracalne.


Czemu skupiać się na składnikach odżywczych?
Składniki odżywcze powinny być zawsze naszym celem gdy myślimy o jedzeniu czy zastanawiamy się co jeść. Jest to szczególnie ważne, żeby zdawać sobie sprawę, że nie możemy pozwolić sobie na mniejszą ich konsumpcję kosztem czegoś mniej odżywczego. Czyli zjadłam czekoladę, więc nie zjem obiadu nie jest dobrą strategią. Potrzebujemy aby ten worek ze składnikami odżywczymi zawsze był pełny, co może zapewnić tylko gęste odżywczo jedzenie. I to wciąż może być za mało. Dlaczego?

1) Mniej wartości odżywczych w jedzeniu - szacuje się, że dzisiejsze uprawy są o kilkadziesiąt procent uboższe w witaminy i minerały niż miało to miejsce w latach 60 tych. Gleba jest wyjałowiona, brakuje w niej minerałów, a do tego dochodzą takie aspekty jak transport żywności, sposób przechowywania, obróbka termiczna czy zbyt szybkie zbiory. Wszystkie te procesy skutecznie uszczuplają wartość odżywczą jedzenia. Nie można też zapomnieć o toksynach środowiskowych, które są w powietrzu czy wodzie, więc mają wpływ na wszystkie żywe organizmy.

2) Zmniejszona zdolność absorpcji - nie ma tak naprawdę znaczenia co i ile jesz dopóki nie jesteś w stanie tego przyswoić. Stres, leki (antybiotyki, leki przeciwbólowe, sterydy, tabletki antykoncepcyjne itd.) skutecznie zmniejszają możliwości trawienne, a co za tym idzie przyswajanie składników odżywczych. Do tego dochodzą niektóre problemy zdrowotne jak niedoczynność tarczycy, zespół jelita wrażliwego, infekcje jelitowe, czy wszelkie chroniczne choroby, które albo bezpośrednio wpływają na absorpcję składników odżywczych, albo wymagają ich zwiększonej podaży.

3) Styl życia - jeśli żyjesz w stresie, masz wymagająca pracę, nieudany związek, chroniczną chorobę, pijesz alkohol, palisz papierosy, mało śpisz, nie jesz regularnie czy też masz intensywny plan treningowy to zdecydowanie Twoje zapotrzebowanie na składniki odżywcze wzrasta. Im dieta będzie bardziej odżywcza tym łatwiej organizm będzie sobie radził z negatywnymi skutkami Twojego stylu życia.

4) Stan zdrowia - wiele schorzeń wymaga odpowiedniej podaży konkretnych składników odżywczych. Np. tarczyca lubi witaminę A czy selen, trądzik cynk oraz witaminy z grupy B, a np. detoks związków siarki, witaminy E czy aminokwasów. Oczywiście można dziś dostarczyć wszystkich niezbędnych składników odżywczych poprzez suplementację, ale nie lekceważcie synergii jedzenia, czyli symbiozy naturalnie występujących substancji w "żywym" jedzeniu, które ma cenną dla nas energię.


Zmiana podejścia
Jesz zdrowo - dbasz aby w diecie były warzywa, owoce, zdrowe tłuszcze czy proteiny z mięsa, ryb oraz jaj, unikasz zbóż zmniejszających dostępność minerałów i negatywnie wpływających na stan przewodu pokarmowego, nie jesz komercyjnego nabiału, przetworzonej żywności czy nadmiernej ilości cukru, a mimo to nie możesz schudnąć? Może właśnie jesteś w swoim słodkim punkcie optymalnego zdrowia i Twój organizm zdecydował, że jest mu tam dobrze. Twoje postrzeganie tego co zdrowe lub tego jak chcesz wyglądać nie musi iść w parze z faktycznym zdrowiem. To jak zmienia się Twoje ciało w odpowiedzi na gęstą odżywczo dietę jest zawsze pozytywna zmianą, która staje się problemem gdy nie odzwierciedla Twojego wyobrażenia na temat własnej sylwetki. Nie masz żadnego logicznego argumentu wskazującego na to, że ważąc mniej (zakładając że nie masz ogromnej nadwagi) będziesz zdrowsza czy ta wagą będzie w jakiś sposób lepsza - tylko Twoje wyobrażenie i wizja jak powinno być sprawia, że jakaś waga jest postrzegana jako lepsza. Zamiast patrzeć na niski poziom tkanki tłuszczowej proponuję zwrócić uwagę na komunikaty wysyłane przez ciało takie jak: poziom energii, nastrój, cera, włosy czy regularny okres. Co ja obserwuję często gdy kobieta chudnie za bardzo: trądzik, nieregularny okres, zmienny nastrój, zachcianki, brak libido czy wieczne zmęczenie.

Jestem nierzadko przerażona jak mało kobiety potrafią jeść, zwłaszcza w połączeniu z wysokim poziomem aktywności. I nie chodzi tylko o ilość, ale również jakość jedzenia. Warzywa często są dodatkiem do dania, a nie jego bazą. Dieta paleo uwzględnia zwierzęce białka w większej niż standardowa dieta ilości, ale nie uważam aby jedzenie np. 300-400 gram mięsa dziennie było korzystne dla zdrowia. Białko nie jest i nie powinno być efektywnym źródłem energii. Niezależnie nawet czy jesteś wege czy paleo, podstawą diety powinny być warzywa, nie mięso, nie tłuszcz, nie zboża czy strączki. Brokuł do obiadu, czyli mięsa smażonego na oleju kokosowym, pomidor do jajecznicy czy kawałek papryki do kolacji to zdecydowanie za mało składników odżywczych aby nazwać dietę zdrową. Pomijając niektóre wyjątkowe sytuacje jak np. problemy pokarmowe, powinniśmy dbać o to aby jeść dziennie jak najwięcej warzyw. Napiszę co jem dziennie, co może wiele osób zszokować: 1/3 sałaty, 1 marchew, pół ogórka, 1/3 papryki, 3 łodygi naciowego, 1,5-2 cukinie, pół małego brokuła, pół małego kalafiora, 2-3 rzodkiewki, duży pomidor, garść kiełków, pół kopru włoskiego, 2-3 cebule, ogórka kiszonego, 2 łyżki kapusty kiszonej, 1-2 ziemniaki, kwas buraczany, pół awokado i obowiązkowo jakieś grzyby. Do tego jabłko lub banan co jakieś 2 dni i codziennie kilka suszonych moreli lub fig. Dużo? Nie bardzo jak wrzucimy to do byle jakiego kalkulatora i zobaczymy ile taka podaż ma składników odżywczych. Oczywiście jest to więcej niż dzienne zapotrzebowanie, ale naiwne byłoby wierzenie, że wszystko co jemy się przyswoi. Aby była jasność: kiedyś miałam problem aby zjeść jogurt, musi i jabłko na raz ;)

Inną kwestią jest unikanie tłuszczu, który wciąż stanowi barierę psychologiczną dla wielu kobiet. Olej kokosowy jest najczęściej preferowanym źródłem tłuszczu, ale jednocześnie tłuste kawałki mięs, ryby, masło czy żółtka są lekceważone. Analogicznie obserwuję strach przed węglowodanami takimi jak ziemniaki, banany, buraki czy miód. Tymczasem nasz układ hormonalny, zwłaszcza tarczyca, potrzebuje glukozy dla optymalnej pracy, a węglowodany skrobiowe są dobrym źródłem prebiotyków, które są niezbędne dla zdrowej flory bakteryjnej jelit.


Co zrobić?
Rozwiązanie jest proste: skupić się na zdrowiu. Oznacza to nie tylko dbanie o własną dietę, sen, relaks ale również i może przede wszystkim akceptację własnego ciała. Niewiele z nas tak naprawdę lubi siebie, i najczęściej z powodu niedoskonałości w naszym wyglądzie. Ile z Was nie lubi siebie, bo jesteście nerwowe i kłótliwe...a ile z powodu za grubych nóg i za dużego brzucha? Nie mówię, że nie są to istotne kwestie, ale nie powinny mieć priorytetu nad naszym zdrowiem. To nasze ciało decyduje przy jakiej wadze czuje się i funkcjonuje najlepiej. To nasze ciało decyduje kiedy jest głodne lub zmęczone. Nie nasze oczy czy rozmiar kostiumu kąpielowego. Naszym zadaniem jest słuchać sygnałów wysyłanych przez nasz organizm i reagować. Być może kiedyś społeczeństwo również dojdzie do takiego wniosku, ale kto z nas ma czas czekać? Może czas odciąć się do powszechnie przyjętych norm i zacząć walczyć o własne szczęśliwe, silne, zdrowe ciało, o prawidłowo funkcjonujący organizm,  pozytywne emocje, spokój ducha i przede wszystkim o pozbycie się tej okropnej presji, która ciąży każdego dnia wielu kobietom od momentu wstania, przez każdy posiłek, aż do nocy.

Poza tym nie zapominajcie o cierpliwości. Jeśli robisz wszystko "prawidłowo", a mimo to waga  rośnie lub nie spada, (a masz nadwagę) to warto dać sobie trochę czasu, aby organizm zaadoptował się do nowych zmian. Co często obserwuje to szybkie i nieprzemyślane zmiany strategii. Często dotyczy to zmniejszania ilości kalorii, dorzucania dodatkowych treningów albo manipulacji składnikami makroodżywczymi np. przejście na dietę niskowęglowodanową lub szukanie rozwiązania w postach (IF). Takie interwencje nie zawsze są korzystne, bo dużo częściej jest to kolejny, po zmianie diety, stresor dla organizmu. Czas jest najlepszym rozwiązaniem w wielu problemach.


Co jeść?
Przede wszystkim dbać aby bazą każdego posiłku były warzywa. Moją strategią jest aby warzywa stanowiły min. 50-60% objętości jedzenia. Jedna porcja owoców dziennie dla zdrowej osoby nigdy nie będzie problematyczna, a jeśli nie masz problemów z fruktozą i jelitami, to zdecydowanie warto dorzucić jeszcze jakieś owoce do diety.
Zamiast skupiać się na chudych kawałkach mięs, warto jeść całe zwierzę wraz z gęstymi odżywczo podrobami oraz wykorzystując kości do ugotowania rosołu.
Nie zapomnij urozmaicić spożywane tłuszcze. Olej kokosowy jest świetny, ale mamy jeszcze wiele innych tłuszczy, które warto włączyć do diety jak awokado, oliwę, masło, smalec, orzechy czy pestki, ale nie zapominajcie o tłustych rybach.
I oczywiście są jeszcze fermentowane produkty jak kiszonki, kombucha czy kefir wodny.
Gdy mamy taką podstawę diety zapewniamy sobie odpowiednią podaż gęstego odżywczo jedzenia, więc jeśli czujemy taką potrzebę możemy dodać coś extra: kawałek gorzkiej czekolady, kieliszek wina czy trochę ryżu do posiłku. Co prawda nie jestem zwolenniczką zbóż ani roślin strączkowych, ale też nie uważam, że zdrowej osobie (zwłaszcza bez problemów pokarmowych i chorób autoimmunologicznych) wprowadzenie małej ilości ryżu czy soczewicy zaszkodzi. Moją obawą jest natomiast nieodpowiednie przygotowanie tego typu produktów oraz mała ich gęstość odżywcza, która może zastąpić jedzenie dużo bardziej bogate w składniki odżywcze, gdy w zamian zmniejszona zostanie konsumpcja innych produktów.


Notka ode mnie: wiele kobiet (w tym ja) ma granicę wagi, poniżej której problemy zaczynają się pojawiać, np. zaczyna się bezsenność, trądzik czy zmiany nastroju. Jedzenie do syta, i od czasu do czasu nawet więcej niż zdrowy rozsądek podpowiada, pozwala organizmowi nie czuć się w żaden sposób zagrożonym i zestresowanym zmniejszoną podażą energii, jednocześnie dając mu wszystkie niezbędne dla optymalnej pracy składniki odżywcze. Dlatego nawet gdy chcesz (z jakiegokolwiek powodu) stosował diety redukcyjne to raz lub dwa w tygodniu pamiętaj o małym doładowaniu (głównie węglowodanami), a po 4-6 tygodniach zrób dłuższą przerwę w redukcji, aby restrykcja kaloryczna jako narzędzie utraty wagi, nie straciło swojej efektywności.

66 komentarzy:

  1. Ten post pojawił się w idealnym dla mnie momencie :). Też teoretycznie mam wagę w normie, ale niestety moje ciało nie wygląda zdrowo. Nagromadzenie tkanki tłuszczowej w okolicach brzucha i boczków jest co najmniej kłopotliwe i zaburza proporcje. Wiem, że może mieć to związek z problemami hormonalnymi i bardziej na tym założeniu opieram swoje obecne odżywianie. Chciałabym schudnąć, ale mam wrażenie, że dopóki nie ustabilizuję zdrowia to będę się tak tułać rozpoczynając redukcję z liczeniem kalorii po tysiąc razy bez widocznych efektów. Dzisiaj miałam już oszacować kalorie ,ale stwierdziłam, że zawsze było to dla mnie tylko źródłem stresów, a koniec końców i tak po kilku tygodniach się wyłamywałam. Zdrowa dieta, trening siłowy (ale oczywiście bez przesady) i co jak co ,ale ogólny wygląd ciała powinien się poprawić :).
    A jeszcze pytanie mam. Od jakiegoś czasu jestem na paleo i niespodziewanie 2 dni temu pojawiły się u mnie zajady... Zastanawiam się czym to może być spowodowane i jak temu zaradzić? Jem tłusto, sporo warzyw, owoców, orzechów, od kilku dni piję tran.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zajady są powszechnie powiązane z niedoborami witamin z grupy B, i to może być prawda, ale może też po prostu kiepskie przyswajanie lub coś innego je zużywa np. stres.

      Usuń
    2. Kurcze dopiero teraz mnie oświeciło. Co tam zdrowa dieta i suplementy jak się czyni takie głupoty jak ja. Ostatnio miałam bardzo dużo nauki i piłam ... 3 czarne mocne kawy dziennie. Najgorsze jest to że zdążyłam się od tego trochę uzależnić i teraz senność mnie łapie kilka razy w ciągu dnia. Możliwe , że wchłanianie jest zaburzone właśnie przez to ?

      Usuń
  2. pamiętam post o rozkładzie BTW, tego trzymam się bardziej niż kalorii, nie wiem czy to dobrze, ale zdarzają mi się w tygodniu dni, że pochłaniam do 3000 kcal ( mam 170) -głównie gdy jem orzechy, ale są dni, że 1500 kcal, chciałam zapytać, czy rozkład % B/T/W na poziomie 25/50/25 jest ok?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem można uzyskać optymalną sylwetkę na rożnych proporcjach makro. Bylam na diecie wysokowęglwoodanowej, niskotłuszczowej, ketozie itd. i wielkich zmian w kwestii wagi nie odczuwałam, w kompozycji owszem. Bardziej stawiałabym jednak na jakość jedzenia. Co do wyliczeń pisałam już kiedyś http://www.tlustezycie.pl/2013/10/kalorie-biako-wegle-tuszczlicz-tylko.html

      Usuń
    2. dziękuję -nie wiem czemu, ale przegapiłam ten post:D
      -
      ja obecne ćwiczę coraz mniej - Twoja zasługa:D , ok 150 min tyg ( ale poza tym moja aktywność się konczy, siedze w pracy, wszedzie jezdze samochodem, ogólnie to strasznie leniwa jestem jeśli chodzi o ruch poza siłownią) dlatego, muszę pokombinować z zalecanymi przez Ciebie proporcjami i mam pytanie, czemu przy mniejszej ilości ćwiczeń zalecasz wiecej tłuszczu? czy to kwestia ilości białka? ogólnie to przy takiej aktywności utrzymuję raczej proporcje osoby niećwiczącej -czy dobrze robię? czuję się dobrze, ale nie chciałabm sobie w dłuższej perspektywnie zaszkodzic

      Usuń
  3. bardzo dobry artykuł i bardzo dla mnie aktualny. Próbuję odnieść go do siebie, jednakże ciężko mi się pogodzić z tym, że moje ciało wybrało sobie "bycie nieestetycznym". Nie wierzę, że cellulit i opona na brzuchu to oznaka tego, że obecny poziom bf odpowiada mojemu organizmowi. Stres i flustracja z tym związane na pewno mają ogromne znaczenie. Zastanawiam się jakie było by najbardzej optymalne wyjście z takiej sytuacji, bo np moim największym problemem jest zniechęcenie, Jeżeli od dłuższego czasu (parę miesięcy) jem dobrze (warzywa, mięsa, rózne tłuszcze, trochę zboża, owoców) trenuję i nie ma efektów to motywacja jest równa zeru. Nie tylko efektów sylwetkowych - nie zauważyłam również poprawy zdrowia, cery czy paznokci. Jak żyć? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeciętna zdrowa kobieta kojarzy mi się z krągłościami. Może nie a la rubens, ale wiecie o co mi chodzi :) Sama dieta to nie wszystko, do bólu powtarzam, że to nasza fizjologia decyduje jak organizm będzie reagował na dietę i ćwiczenia. Jedzenie może wpłynąć na tą reakcję, ale często to za mało.

      Usuń
    2. Mi się ogromnie podobają krągłe babki, ale ja sama niestety, nawet jak przytyję, nie wyglądam zbyt fajnie, kwestia proporcji, niestety. Więc wolę być szczuplejsza, skoro i i tak krągłości to niewypał.

      Usuń
    3. MS ja zdecydowanie jestem za krągłościami - ale zdrowymi. NIestety moje "krągłości" lokują się na brzuchu - bardziej odstaje mi brzuch niż biust :) i to nie jest ani sexi ani kobiece.

      Usuń
  4. Przysięgam, że jesteś jedyną osobą, którą znam, która je tyle warzyw. Nawet na blogach paleo gdy pokazuje się dania, nie ma koło nich sterty warzyw. Trochę mnie to dziwi, bo rozumiem intuicyjnie, że ta dieta właśnie na nich powinna się opierać. Sama od kiedy próbuję być paleo, zdecydowanie podniosłam ilość warzyw, ale nadal jak widzę jest to za mało. Co do sportu, to świadomie wolę być wysportowana i mniej zdrowa, ale to mój prywatny wybór. Dobrze, że napisałaś tego posta. Sama zbierałam się do czegoś takiego, ale dobrze, że Ty to zrobiłaś - Twoja wiedza jest ogromna. Nie mogę znieść wychudzonych nastolatek zajadających słodkie jogurty z musli i piszących, że jest to #healthy. Tak samo jak dieta kulturystów w postaci kurczaka z ryżem i połową brokuła 5 razy dziennie.

    Zaciekawiło mnie, że piszesz, że 300-400 gram mięsa dziennie to za dużo. Z czego w takim razie czerpać białko? Ważę 75kg, więc 300g mięsa nie pokrywa mojego podstawowego dziennego zapotrzebowania, a jestem aktywna więc niby powinnam jeść jeszcze więcej. Co z osobami, które ważą więcej niż ja?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może dlatego, że jestem byłą wegetarianką i jednak studiuję medycynę naturalną, a tam to norma :)

      Co do mięsa sprostuję: pisałam wagę po obróbce termicznej, to pewnie zmieni postać rzeczy. 100 gram mięsa wtedy ma ok. 22-32 gram białka. Jest kontekst aktywności, do pewnego stopnia, bo z zaawansowaniem wzrasta też efektywność dysponowania proteinami, i wcale nie potrzebujemy ich więcej. Jeśli chodzi o odbudowę to wcale więcej nie oznacza lepiej, ostatnie badania wskazują na 1.6 gdy mowa o efektywności. Są jeszcze jajka, ryby i nie możemy negować warzyw, też dorzuca do puli. Abstrahując od ilości białka w mięsie, to co mi się nie podoba to cały bagaż jaki z nim idzie: AA, PUFA, palmitynowy itd.

      Diety ketogeniczne mają ok. 50 gram białka i to wystarczy aby zachować, a nawet wg niektórych, budować masę mięśniową. To tak dla refleksji.

      Usuń
    2. Więc podsumowując nie chodzi mi o ilość białka, tylko ilość mięsa w diecie. No i kwestia czy mówimy o sytuacji: trenuję fizycznie vs siedze i nic nie robię albo chcę mieć idealne ciało vs chce mieć zdrowe ciało. Jestem w stanie w tych pierwszych przypadkach dopuścić myśl o większym spożyciu mięsa, ale coś za coś. Czyli dbamy o większą ilość warzyw, albo męczymy nerki...http://www.nutricionhospitalaria.com/pdf/6165.pdf To nowe badanie tak btw.

      Usuń
    3. Właśnie zauważyłam trend, że nawet niektórzy zawodnicy schodzą z białkiem poniżej 2g/kg masy ciała. Dzięki za wyjaśnienie - przestaję się przejmować ilością zjedzonego mięsa a zaczynam zjedzonych warzyw. ;)

      Usuń
    4. Zawsze mamy dylemat: sportowe strony nakazują jeść ok. 2g białka na kg ciała, z drugiej strony nikt z nas nie przywykł do takiej ilości mięsa, jeszcze inni po traumie wege jak ja czują się nienaturalnie jedząc taką ilość mięsa. I po kolei, sportowcy nie jedzą mięsa w ogromnej ilości, większość ich białka pochodzi z odżywek, co moim zdaniem jest zupełnie racjonalnym podejściem. Inna sprawa, że wyliczenie g/kg ciała nie jest precyzyjne, bo czy mamy brać pod uwagę tylko chudą masę ciała czy całkowitą? :)
      W ramach ciekawostki, największy przyrost mięśni miałam osobiście będąc na diecie wege (dużo jaj, tofu, strączki i te sprawy) i pijąc 2 razy dziennie białko :P

      Usuń
  5. O nie, nie lubię Cię, zepsułaś mi tym postem wszystko!
    Jestem z tych, co przytyły na paleo. Po 3 miesiącach ciężkiego wchodzenia w nową dietę (dziki szał jelitowy) i miesiącu względnego spokoju się jestem dziś o ponad 4 kg (przy 160cm, z 49 na 53) cięższa. Faktycznie, zdecydowanie mi się to nie podoba, ale jest jak piszesz (o rozpaczy):
    czuję się lepiej, mam więcej energii, więcej siły
    skóra się poprawiła, włosy, paznokcie (nigdy nie miałam taaakich paznokci)
    poprawił się wzrok (heh, ciekawe)
    poprawiła mi się pamięć i koncentracja (wow, to chyba jednak możliwe)
    hormony idą w dobrą stronę
    podniosła się odporność
    (i jeszcze trochę mogłabym pisać)

    Aczkolwiek niestety, ciężko się sobie podobać, kiedy mam uda jak kloce, a na topie jest dziura między nogami. Zazdroszczę tym, którym idzie w tyłek, a nie w uda. Tyłek da się przeżyć, wygląda spoko, ale wielkie uda są przykre ;) I mimo, iż zgadzam się z tym postem, to ciężko mi zastosować do siebie, już dziś i tak poważnie rozważałam ketozę oraz IF, choć ostatnia moja próba głodówki skończyła się tragicznie. Zwłaszcza, że ciągle mnie ktoś torturuje, że: "tak zdrowo się odżywiasz, a nie jesteś szczupła". Heh.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też się wzrok poprawił i się zastanawiałam ostatnio czy to od diety i kiedy to się stało :)
      No niestety, też nie jestem z tych, którym idzie w tyłek, ale ogarnęłam temat w innny sposób: przestałam ćwiczyć nogi. Są silne z natury.

      Odżywiasz to pół biedy, gorzej jak ktoś rzuca: "Ty coś ćwiczysz?" :)

      Usuń
    2. * którym nie idzie miało być, idzie niestety w uda

      Usuń
    3. Hm, faktycznie niećwiczenie nóg może dać efekt mniejszego uda? Nie wiedziałam, ja akurat zaczęłam je ćwiczyć, licząc przy okazji na likwidację opadu pośladów. Muszę głębiej zgłębić temat ;)

      Usuń
    4. Przepraszam, że tak wprost, ale masz chyba poważny problem z postrzeganiem swojego ciała. Przy 53 kg wagi nie można nie być szczupłym.

      Nie wiem, co za ludzie Cię otaczają, ale zastanów się, czy ich nie wymienić na lepsze modele.

      Usuń
    5. Nie wiem, chyba wyglądam masywnie (trudno mi samodzielnie ocenić). Być może większość mówi to spoglądając na moje udka, a tu się nie mogę z nimi nie zgodzić, bo przy dzisiejszej modzie na patyki, moje nogi są zdecydowanie nie na topie.

      Usuń
    6. Nie dadzą efektu mniejszego uda, po prostu nie będą się powiększać na skutek treningu ;) Moje uda reagują mocno na trening niestety. Za to muszę dużo bardziej pracować nad górą by były jakiekolwiek efekty.

      Usuń
    7. Pani Ponura - argument przyjęty :)

      Usuń
    8. Zapewne autorka pierwszego komentarza juz tego raczej nie przeczyta, ale moze zrobi to jakas inna przedstawicielka plci pieknej. Dziewczyny, pamietajcie, ze istnieja rozne typy sylwetek. Sa panie z duzymi biustami, szerokimi biodrami [i ogolnie dosc "masywnym dolem"], sa wysokie z duzo drobniejszymi ksztaltami, sa takie, ktore maja duzo na gorze a malo na dole. Nie oceniajcie swoich czesci ciala na podstawie wygladu innych, bo to moze was tylko zdolowac. Podejrzewam, ze taka klasyczna "klepsydra" [typowo kobieca sylwetka] nie bedzie miala raczej nog jak patyki. I jeszcze ostatnie: w kazdym typie figury jest cos ladnego :>

      Usuń
  6. Przyznaję, że nieco jestem zaskoczona, bo byłam nastawiona na low-carb.
    Czy jedząc tyle warzyw nie czujesz się szybko głodna?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeciwnie, błonnik w nich zawarty to zapychacz, co prawda na krótko, ale jem też białko i tłuszcz, więc spokojnie 4h mnie trzyma. Zresztą będę szczera: nie wiem czy mnie trzyma, bo przeważnie jestem tak zajęta, że nie zwracam uwagi na nic, a bywa nawet, że nie jestem głodna jak idzie obiad. Za to głodomór mi się włącza z samego rana i wieczorem.

      Usuń
    2. Hej, dlaczego odpowiadasz jako autorka bloga?? Zaburzenie tożsamości, w tym płciowej?

      Usuń
  7. po warzywach być głodnym? ja jem +/- 2,5kg dziennie żeby właśnie nie być głodnym :D do tego kasza jaglana/ryż/owies .. Wy wliczacie warzywa zielone w bilans? szczerze mówiąc ja nie widzę sensu bo w takim kalafiorze czy fasolce szparagowej węgli tyle co nic.. co innego korzeniowe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie do końca, jak zobaczysz moje menu to wyjdzie, że z warzyw i jednego owocu można dobić do ponad 200g węgli :) Więc dla tych co muszą zwracać uwagę, bo np. mają hipoglikemię warto wliczać wszystko. Reszta to w ogóle nie powinna liczyć nic :)

      Usuń
    2. Ja jestem ciągle głodna, a jak się najem warzyw to po 2 godzinach mnie zasysa.

      Usuń
    3. nie wiedziałam - wydawało mi się, że warzywa zielone są tak ubogie w kalorie, że nie warto zwracać na nie uwagę. Na razie nie potrafię jeszcze jeść bez liczenia, ale będę iść w tym kierunku- szkoda na to życia. MS mam jeszcze pytanie, bo chyba nie do końca rozumiem/nie potrafię na blogu znależć - odradzasz w ogóle jedzenie węgli złożonych? tj kasz/ryżu/ziemniaków etc.? w artykule proponujesz od czasu do czasu porcję ryżu i raz na jakiś czas ładowanie ww, a na co dzień ww z warzyw, owoców. Jak się to ma do kwestii tarczycy? czy tak uboga w ww dieta nie zwolni jej pracy? piszę uboga bo ja jedząc dużo warzyw zielonych i owoce jagodowe raz dziennie z ww uzbieram ok 60g a to cholernie mało

      Usuń
    4. Pokazywałam kiedyś swoje menu, jak łatwo jest warzywami i jednym owocem dobić do 200 g węgli http://pdfcast.org/pdf/food-4 I to moim zdaniem nie był nawet dzień z większą ilością węgli ;)

      Usuń
    5. dziękuję, rozważę paleo jako sposób na zdrowe, lepsze życie.

      Usuń
  8. "Raz gdy myśli o konieczności nieustannej walki i kontroli opanują naszą głowę, nie ma już odwrotu. Chęć posiadania wymarzonej sylwetki będzie silniejsza niż zdrowy rozsądek, zagłuszy każdy sygnał ostrzegawczy, który wysyła nam ciało i da motywację do szukania idealnego sposobu, aby tylko zbliżyć się do celu."

    Trafiłaś w samo sedno. Ten moment, kiedy odżywianie staje się obsesją... Przykre, ale prawdziwe. Sama tego doświadczyłam i doświadczam na co dzień. Jedzenie zdominowało każdy inny aspekt mojego życia. Nie potrafię o niczym innym myśleć. U mnie historia była podobna - w te wakacje cieszyłam się wymarzoną sylwetką, było idealnie, jak nigdy - dobra forma treningowa, dużo energii, siły i chęci do życia. Wtedy trafiłam na paleo i tak się zaczęło... Poleciałam 10 kg w górę w niecałe 3 miesiące... I co gorsza dalej tyję i nie potrafię z tym nic zrobić. Wcale nie czuję się dobrze - jestem ciągle zmęczona, ociężała i gorzej mi się trenuje. A badania krwi niby wyszły książkowo. Co w takim wypadku zrobić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem jak jesz, więc ciężko mi tutaj gdybać. Wiem na pewno, że to nie jest zawsze jednoznaczne - może faktycznie tyjesz ku dobremu, ale może jesz za dużo, bo jednak paleo jest gęsta odżywczo i wcześniej wiele osób jak ja jadło sporo ale wciąż nisko-energetycznie, a tu nagle mięso, kokos, orzechy, masło itd. Można mocno przesadzić nieświadomie. Być może wtedy jadłaś bardziej w kontrolowany sposób, i teraz zwiększenie ilości czy jedzenia czy energii wymaga adaptacji, ale 10 kg to znaczący wzrost, więc przeanalizowałabym dietę, stan zdrowia i dopiero wyciągnęła wnioski. Tarczyca aż się prosi o badanie :(

      Usuń
    2. Jem dalej paleo, 3 razy dziennie, średnio co 5 h. Węgle tylko po treningu, w dzień białko i tłuszcze warzyw nie liczę). Nie przeszkadzałyby mi te kg, gdyby nie złe samopoczucie - senność, osłabienie, zmęczenie, uczucie ciężkości. Tarczycę miałam niedawno badaną - TSH lekko ponad 3, anty-TPO poniżej 1 (lekarz rodziny uznał, że jest w normie). Jakie badania powinnam zrobić? Nie wiem od czego zacząć, a chcę odzyskać siły i dobre samopoczucie.

      Usuń
    3. Norma funkcjonalna TSH jest od 1,8 do 3. Zbadałabym ft3 i ft4, może morfologię. Nie masz spadków cukru?

      Usuń
    4. Tak zrobię, zbadam ft3 i ft4. Morfologię robiłam - na paleo wyniki wręcz książkowe. A o co chodzi z tymi spadkami cukru? Mam czasem tak, że czuję się źle i zmęczona, a węgle mnie natychmiast wręcz "doładowują". Nie wiem czy o to chodziło? Generalnie przy małej ilości węglowodanów jestem strasznie rozdrażniona, ale nie wiem czy to ma jakiś związek :)

      Usuń
  9. Czy dla kobiety ważącej 51 kg, 165 cm wzrostu, 29lat, proporcjeB/T/W 20-25/20-25/50-60 dziennie i 1800-2100 kcal jest odpowiednie? Jem przy tym ok. 1kg warzyw dziennie (papryka, pomidory, cebula, ogórek,awokado,szpinak,sałata, kalarepa), więc około 80g węgli otrzymuję z samych warzyw,do tego 2 owoce (grejpfrut, morele szuszone),co daje mi kolejne 60g i kolejne 60g pozyskuję z ziemniaków. Węgle w diecie zwiększyłam (staram się zawsze mieć powyżej 200g węgli,) gdyż podejrzewam u siebie lekką niedoczynność tarczycy.(stąd też unikam warzyw krzyżowych). Białka mam ok 70-100g (z czego pochodzenia zwierzęcego jest 35-70g, a reszta pozyskana z warzyw) Tłuszcze stosuję awokado, oliwę z oliwek, olej kokosowy i jem codziennie 30g pestek dyni i 25g orzechów włoskich, co daje mi 70-100g tłuszczu/dzień. Na diecie bez nabiału, zbóż i strączków jestem z powodu trądziku. NIgdy nie miałam problemów z wagą, nie odchudzałam się i na diecie za sprawą Twojego bloga jestem od października. Wcześniej inteswywnie uprawiałam sport, ale odkąd przeszłam na dietę zaprzestałam jakiegokolwiek wysiłku fizycznego, gdyż miałam problemy z okresem. Jeśli chodzi o problemy z cerą- jest poprawa (oczywiście są też gorsze momenty i wtedy obsypuje mnie bardzo mocno), natomiast zauważyłam ostatnio, że więcej włosów mi wypada, a czasem też brwi i rzęsy (5 przy demakijażu, to chyba dużo..) Czy popełniam jakieś błędy żywieniowe?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 70 x 4 = 280, plus 200 x 4 = 800, plus 70 x 9 = 630, co nam daje dużo mniej niż Twoje zapotrzebowanie i liczę w najmniejszym wariancie, Moim zdaniem to może być problem, ale jeśli nawet jesz 2000 to 20% węgli z tego to będzie ok 100 gram tylko, co moim zdaniem jest niedopuszczalne. W ogóle nie widzę sensu jedzenia 60% tłuszczu jeśli jesteś szczupła, bardziej bym stawiała na węgle. Zwłaszcza jeśli już układ hormonalny jest naruszony. Podniosłabym te węgle do 300 aż okres wróci i może nawet na nich została jeśli będziesz czuć się ok. Plus Twoje oznaki wskazują na zmniejszoną wydajność tarczycy.

      Usuń
    2. dziękuję za odpowiedź. Zaistniały chyba pewne nieścisłości- węgli jem 50-60%, co daje mi zawsze powyżej 200g, a najczęściej oscyluje w przedziale 215-235g. Poza tym strasznie ciężko mi uzyskać więcej węgli w diecie ze względu na trądzik i obawy, że produkty węglowodanowe go nasilą ( większość ma wysoki IG). Dobijam najczęściej selerem surowym, ale mój żołądek i tak się buntuje zbyt dużą ilością warzyw. Tłuszczu mam około 20-25% diety (60-90g najczęściej), nigdy więcej, więc absolutnie nie jest to 60% diety. Nie uprawiam żadnych sportów odkąd zaczęły się problemy z okresem i przeszłam na dietę. Ile kcal powinnam zatem przyjmować? Czy stosowanie kozieradki jako wcierki w skórę głowy (przeciw wypadaniu) nie naruszy gospodarki hormonalnej?( słyszałam, że ma działane estrogenne)

      Usuń
  10. A może od czasu do czasu powrocisz do wrzucania menu dziennego? Nawet bez fotorelacji i nie do konca idealne ;) twoj deser z dyni i miodu to moje uzaleznienie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jem codziennie to samo: w sensie baza 3 posiłków i tylko dodaję inne deser czy przekąski, nie wiem jak to nazwać, bo jem to po posiłku raczej. W weekendy tylko jem inaczej. W tygodniu to jest mięso z sałątką na śniadanie, podroby lub ryba z kolejną sałatką na drugie, zupa z warzywami, a raczej warzywa z zupa na kolację. I owoce, czekolada gorzka, orzechy, kokos, galaretka, ostatnio kasztany, pestki dyni, mleko lub krem kokosowy jako zagryzki. Moge napisać np. jutrzejsze menu.

      Usuń
    2. Niby tak, ale zawsze cos ciekawego u ciebie jest :) a nawet jesli nie to i tak fajnie czasem zobaczyc jadlospis kogos na paleo zeby sprawdzic czy je sie odpowiednia ilosc warzyw / podrobow etc. zwlaszcza ze wszedzie widac dziewczyny zyjace na fitelli z jogurtem...

      Ja tez ostatnio mam faze na zupy - krem pieczarkowy to moja ulubiona. Chociaz czesto dodaje poprostu do bulionu warzywa jakie mam pod reka i tyle.
      No i sos holenderski - moja slabosc, moglabym jesc go do wszystkiego.

      Usuń
    3. Ja jestem bardziej prymitywna - dodaję do rosołu to co ugotowałam na parze.
      Co to jest sos holenderski? :)

      Usuń
    4. Sos z surowych żółtek i roztopionego masła. Pycha! 3 surowe żółtka zblenderować z sola. Roztopić 4 łyżki masła. Dodawać bardzo powoli roztopione masło i caly czas blenderować (tu trzeba być bardzo cierpliwym) - sos powiniem być gęsty. Tu problem moga miec osoby bojace sie surowych zoltek, ale naprawde polecam - albo do lososia albo do jajek w koszulkach albo do szparagow... Ja moge go jesc solo ;)

      Usuń
  11. A ja mam odwrotnie - mam wagę, powyżej której zaczynam czuć się gorzej, w sensie okres, skóra itp.

    MS - mam pytanie. Otóż 5 mcy temu przeszłam na bezglutenową, nadal jem zboża ale mało i głównie ryż i grykę, stopniowo zmniejszam ilość węgli. Mam Hashi, ZJW, zespół złego wchłaniania czy jak to zwą. Chyba jem dobrze, bo jest do syta, lepiej trawię warzywa i owoce (nadal głównie gotowane lub duszone, świeże zbyt ciężkostrawne). Czuję się jak młody bóg, mam conajmniej tyle siły co wcześniej.
    Schudłam 5-6kg, teraz ważę ok. 50kg. Nie wiem, czy przyjąć nową wagę do wiadomości i tyle - czy się zmartwić i lecieć zbadać tarczycę?
    Pytanie nr 2 - czy jeśli po jajkach nie mam dolegliwości pokarmowych to mogę jeść?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tarczycę badać regularnie, w Hashi nic nie jest pewniakiem. Największym problemem z jajkami czy zbożami jest to, że nie chodzi o reakcje ze strony układu pokarmowego...może ich nie być, ale tarczyca może to odczuć dotkliwie. Jeśli bym komuś radziła powrót do zbóż czy jajek w chorobie auto to po upewnieniu się, że jelita są szczelne i po kilku tygodniach prowokacji/eliminacji.

      Usuń
    2. Czy robiona niedawno biopsja dwunastnicy wystarczy? Kosmki są cacy, tylko przekrwienie i stan zapalny.

      Usuń
  12. Ja zjadam zupy blendowane z warzyw i zieleniny bo są najzdrowsze. Blender miksuje warzywa, zieleninę surową - jak wiadomo gotowane warzywa tracą na wartości a sam blender miksując lekko podgrzewa. Można powiedzieć, że to prawdziwa bomba witamin - w końcu same warzywa i zielenina :]

    OdpowiedzUsuń
  13. Szkodam ze wyzsza podaz miesa nie jest optymalna, najchetniej jadlabym 200g do kazdego posilku :p

    OdpowiedzUsuń
  14. Dzis odebralam wyniki badan (zrobionych przez ginekologa, kierunek->niemoznosc zajscia w ciaze) I wszystko jest ok (proby watrobowe, tarczyca, testosterone, morfologia, magnez potas, profil kostny, glukoza), nawet alegia na pszenice mi nie wyszla (a mimo to czuje znaczna roznice jak zjem cos z glutenem po miesiacu niejedzenia go), jedyne co to: progesteron wyszedl bardzo niski (robiony w 21 dniu cykly, USG w tym dniu wykazalo niedawno pekniety pecherzyk), cholesterol bardzo wysoki (6,4 mmol) I testy po ang to nie nazwya anti-nuclear antibody wyszlo pozytywne, I tu sie boje...bo nie mialam zadnej infekcji ostatnio. Jem paleo od 5 tygodni, nie schudlam raczej nic (po lekturze tego artykulu juz nie wiem jak mam jesc), a lekarz co zrobil? Przepisal mi lek o nazwie Glukophage ktory podaje sie cukrzykom...nie wiem juz co robic, czy nie wrocic to tradycyjnego liczenia kalorii...wiem ze musze schudnac zeby wyeliminowac problem nieplodnosci I myslalam ze zmniejszenie wegli mi w tym pomoze (kiedyz wegle byly podstawa kazdego posilku u mnie). MS, co myslisz, brac ten lek? Ja szczerze mowiac chce jeszcze poczekac, troche 'pozmieniac' to moje paleo na korzysc wiekszej ilosci warzyw I zobaczyc...natomiast nie wiem juz zupelnie czy jest choc troche tych wegli (mysle o ryzu glownie, ale w niewielkiej ilosci) Bede wdzieczna jak cos napiszesz, co o tym myslisz, skad moze byc ten cholesterol..od lat za wysoki (aha, wszystkie badania byly robione z miesiac temu, po paru dniach dopiero na paleo, bez wegli).

    OdpowiedzUsuń
  15. Witam wszystkich! Podpowiedzcie proszę jak używacie oleju kokosowego, bo dużo u MS na blogu czytam o tym, jak on jest wspaniały ale nigdy tego nie próbowałam. Widzę że ma on postać raczej stałą, więc co z nim robicie< A może jest też płynny?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olej jest stały w temperaturze do dwudziestu kilku stopni. Używam do smażenia, pieczenia, gotowania albo jem łyżką ze słoika, kiedy czuje, że posiłek był zbyt niskokaloryczny. Poza tym robię z niego balsam do ciała- mieszam z nierafinowanym masłem karite.

      Usuń
    2. Używasz jak zapragniesz.
      Do smażenia, pieczenia, jako smarowidło do chleba, możesz z niego zrobić czekoladę, czy jakiś rodzaj nibynutelli, dodać do kawy... :)
      Jako balsam do ciała, odżywkę do włosów, nawilżacz do nosa (ha), zmywacz do oczu, także jako składnik pasty do zębów ;)
      Olej kokosowy jest dosłownie do wszystkiego :D

      Usuń
  16. MS, co sądzisz o diecie surowej? Czy dla osoby młodej, bez chorób będzie odpowiednia? A może przeniesie więcej szkody niż pożytku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Surowa, czyli same warzywka, owoce i orzechy?
      Pierwsze, co przychodzi mi na myśl to: niedobory.

      Usuń
  17. Świetny blog. Jestem fanką od ... kilku dni :) Powinnaś mieć zajęcia w gimnazjach!

    OdpowiedzUsuń
  18. Zawsze się wystrzegałam grzybów, myślałam że to raczej toksyny. A tu czytam, że jednak są ważne :O

    OdpowiedzUsuń
  19. MS, bardzo proszę o wskazanie jakie warzywa jeść przy Hashi, aby zapewnić sobie optymalne źródło węgli w diecie - myślę, że wiele z nas potrzebuje takiej wskazówki. Skoro nie można psiankowatych, krzyżowych (a jest ich całe mnóstwo z rukolą na czele), to co jeść ? Nie mogę cały czas być na marchewce, selerze i buraczku. Uwzględnij proszę porę roku, gdzie większość warzyw nie jest dostępna (pomijając szklarniowe).
    Dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  20. Pragnę przypomnieć MS, że obiecałaś wrzucić dzienny jadłospis ;P

    OdpowiedzUsuń
  21. A mnie przeraził ten artykuł - MS, skomentujesz jakoś?
    http://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje-pogoda/ciekawostki,49/dieta-bogata-w-zwierzece-bialko-zwieksza-o-74-proc-szanse-na-raka,115477,1,0.html
    Greige

    OdpowiedzUsuń
  22. czy to prawda ze noszenie okularów przy krótkowzroczności pogorszy tj osłabi jeszcze bardziej wzrok czy lepiej nie nosić?

    OdpowiedzUsuń
  23. W odchudzaniu pomaga też terapia biorezonansem. Ja robiłam taką w Gliwicach http://terapia-odchudzanie-gliwice.pl/ Efekty są. Nie podjadam nocą czekolad i schudłam ;)

    OdpowiedzUsuń