Dlaczego PALEO?

Masz dość wiecznych nieskutecznych diet? A może wciąż czujesz głód i nie potrafisz przestać myśleć o jedzeniu? Marzysz o tym aby jeść do syta i nie liczyć kalorii? Chcesz zrzucić tkankę tłuszczową, mieć więcej energii, lepsze samopoczucie? Cierpisz na otyłość, choroby autoimmunologiczne, cukrzycę, choroby serca, alergie, trądzik, depresję lub kiepski nastrój, problemy trawienne, PCO, zaburzenia hormonalne, brak energii? Jeżeli tak, jesteś w odpowiednim miejscu!

O paleo, medycynie naturalnej i odchudzaniu w oparciu o badania, fakty, doświadczenie. Analiza powszechnych przekonań dotyczących diety, odchudzania i zdrowia oraz holistyczne podejście do człowieka na podstawie konkretnych argumentów.

Szukaj

Loading

27.01.2017

Dieta Cię (nie) wyleczy

Zazdroszczę wielu moim, najczęściej mniej doświadczonym, koleżankom i kolegom po fachu wiary w dietę. W pewnych środowiskach to prawie fanatyzm :) W teorii przy dowolnych problemach wystarczy wyeliminować gluten, nabiał, przetworzoną żywność, czasem produkty pochodzenia zwierzęcego i będzie dobrze. W praktyce czasem faktycznie jest dobrze, ale częściej potrzeba czegoś więcej...

Zmieniając dietę na zdrowszą, może nawet na najzdrowszą jaką możemy mieć, mamy nadzieję na konkretną poprawę stanu zdrowia i jednoczesną profilaktykę. Poprawa po jakimś czasie przeważnie następuje. Gdy efekty są więcej niż zadowalające, zaczynamy wierzyć, że dieta działa i jest rozwiązaniem na każdy nas zdrowotny problem. Potem życie toczy się dalej, pewne dolegliwości przyplątują się po drodze, i większość osób doszukuje się przyczyn tego stanu w jedzeniu. Zaczyna się gdybanie czy nie za mało węglowodanów, czy nie ma reakcji immunologicznej na dany produkt, czy problemy jelitowe nie są od tego czy tamtego itd. Rzadko kiedy zdarza się pacjent, świadomy jak ważna jest dieta, który w tym momencie weźmie pod uwagę inne czynniki. Jedzenie jest oczywiście ważne, i bez odpowiedniego odżywiania ciężko opanować chroniczne dolegliwości, ale to nie jedyny element, jaki ma znaczenie. Zdrowa dieta w praktyce często oznacza, że osoba nie zwraca uwagi na wszystko co dzieje się poza jedzeniem. A życie ma wiele aspektów, i wiele czynników ma wpływ na nasze samopoczucie, a co za tym idzie też na zdrowie. Praca, relacje z innymi, sen, geny czy aktywność fizyczna to niektóre z nich. W momencie gdy zaprzestałam przyjmowania nowych pacjentów, zaczęłam analizować przypadki, które prowadzę od jakiegoś czasu, i które nie końca czują się dobrze. Nie było ani jednej osoby, u której nie dałoby się zidentyfikować długoletnich problemów natury innej niż zdrowotna. Najczęściej były to nieudane małżeństwa i stresujące sytuacje zawodowe, których zmiana nie była łatwa. Nie możemy negować, że to co nas otacza nie ma wpływu na nasze zdrowie, ponieważ żadna dieta nie będzie w stanie tego zbilansować. Osobiście z doświadczenia byłabym nawet skłonna stwierdzić, że to co nas otacza, nasza przeszłość medyczna i nastawienie mają nawet większy wpływ na zdrowie niż idealna dieta.

Inną kwestią jest profilaktyka zdrowia. Wierzymy, że jedząc zdrowo będziemy zdrowi. Niestety żadna dieta nie jest gwarancją zdrowia. Istnieje tona czynników, na które nie mamy większego wpływu. U kobiet sporo chronicznych problemów pogarszają wahania hormonalne (ciąża, menopauza). Powietrze, woda, i wiele substancji z jakimi spotykamy się na co dzień, również mogą skutecznie nasilać nasze dolegliwości. Niektóre grupy zawodowe nie są w stanie uniknąć takich czynników (budowlańcy, fryzjerzy, pracujący na zmiany, chemicy, stomatolodzy itd.)  Nie wspominając, że w wielu przypadkach choroba nie ma żadnego wyjaśnienia, chociażby gdy dotyczy małych dzieci, które nie są jeszcze narażone na negatywne konsekwencje nieodpowiedniej diety czy ekspozycji na toksyny.

Chcielibyśmy wierzyć, że organizm przy odpowiednich warunkach ma moc samouleczenia, ale w praktyce często te "odpowiednie warunki" są po prostu leczeniem. Dziś dietetycy kliniczni wydają się być coraz bardziej skuteczni niż kiedyś. Faktycznie obecnie wiedza o odżywianiu jest dużo większa niż jeszcze dekadę temu, ale przede wszystkim skuteczne terapie nie kończą się na diecie. Co dziś robimy z pacjentami? Nie negujemy potrzeby stosowania leków takich jak hormony (tarczycy, płciowe, nadnerczy), naltrekson czy suplementy, którym bliżej do leków niż suplementów. Nie odrzucamy potrzeby interwencji chirurgicznej. Nie odradzamy ani konwencjonalnych ani naturalnych terapii, jeśli ich zastosowanie przyniesie wymierne i długotrwałe korzyści. Bez tego wszystkiego sama dieta mogłaby dać konkretną, ale niewystarczającą poprawę zdrowia. Mowa oczywiście o pacjentach z przewlekłymi, chronicznymi chorobami. W przypadku niektórych z nich (po transplantacji, z niewydolnością organów, w chorobie onkologicznej) nie ma mowy o zastosowaniu tylko diety. Nie wyobrażam sobie, w przypadku wielu różnych schorzeń, wdrożenia diety, jako jedynej strategii. Dla przykładu SIBO czy inne poważne infekcje przewodu pokarmowego lub płciowo-moczowego nie ustąpią całkowicie po zmianie sposobu odżywiania. Tak samo jak pacjenci z Hashimoto często nie obejdą się bez hormonów tarczycy, bo o ile dieta i suplementacja mogą poprawić wydajność pracy gruczołu, konwersję hormonów czy zwiększyć wrażliwość receptorów, to nie spowodują, że uszkodzony organ wróci do stanu pierwotnego. Nawet najbardziej znane terapie naturalne np. w przypadku chorób nowotworowych, wzbogacone są o ogromną ilość suplementów diety, przy czym granica między suplementem, a lekiem jest bardzo cienka. Wielu chorych będzie wymagało wsparcia ze strony leków lub suplementów diety do końca życia, a każda próba odstawienia będzie pogarszać symptomy chorobowe. Taki urok wielu chorób, którymi jesteśmy w stanie „zarządzać”, ale nie możemy się z nich wyleczyć raz na zawsze. Dążymy do tego, aby okresy remisji były jak najdłuższe, ale naiwnym byłoby sądzić, że nie będzie momentów gorszego samopoczucia.

Każda przewlekła choroba uczy pokory. Nawet przy idealnej diecie, trzeba liczyć się z sinusoidalnym charakterem chronicznych dolegliwości, między innymi dlatego, że nie na wszystkie czynniki mamy wpływ. Poza dietą, środowiskiem jakie nas otacza, relacjami z bliskimi, sytuacją zawodową, aktywnością fizyczną, predyspozycjami genetycznymi czy historią medyczną ważne jest też pozytywne nastawienie, czego życzę wszystkim czytelnikom Tłustego. A gdy macie wrażenie, że dieta przestaje działać, lub nie działa szukajcie też przyczyn poza nią, zarówno patologii wewnątrz organizmu, jak również negatywnych czynników na zewnątrz. 

39 komentarzy:

  1. Czy w takim razie poprzednie wpisy są nadal aktualne, czy wymagają modyfikacji? Ten kg to skarbnica wiedzy i nie wiem jak się odnieść do tego co napisałaś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdroworozsądkowo - tak samo jako MS poruszyła zagadnienie w powyższym poście.

      Usuń
    2. no własnie mnie też trochę ten post wybił z rytmu... Bo trochę odbiera nadzieję w to, że poprzednie posty miały sens. Przynajmniej ja to tak rozumiem. Generalnie moim zdaniem sama dieta przez dobrze dobranych ziol i suplementacji faktycznie nie ma sensu. Przynajmniej mnie pomogło całe kombo naraz, dopoki stosowalam jedynie dietę, to niewiele sie dobrego działo.

      Usuń
  2. Po wielu miesiącach nie odwiedzania tłustego, weszłam dziś przypadakiem i okazało się że został dodany właśnie post o bardzo aktualnej mi tematyce.

    Mam 21 lat i od mniej więcej 5 lat próbuje się wyleczyć się z ogólnego braku energii, motywacji, depresji oraz kolejnych symptomów, które były rezultatem tych trzych pierwszych. Rok temu dowiedziałam się, że mam hashimoto oraz niedoczynność tarczycy. Przez 4 lata próbowałam się wyleczyć sama tylko jedzeniem. Nie wiedziałam co mi dolega, ale że lista symptomów które miała zgadzała się z tymi często podawanymi na stronach paleo, przeszłam na paleo. Próba wyleczenia się przez jedzenie, jest mi bliska sercu, bo moja mama po moim urodzeniu zachorowała na żółtaczkę, po której lekarz polecił jej stosować zdrową dietę. Byłam wychowana z pewnym jedzeniowym reżimem, więc przejście na paleo wydawało mi się takie naturalne i oczywiste.

    Niestety jedzenie to nie wszystko. Trzymałam się paleo kurczowo, przechodząc przez to przez wiele rzeczy. Generalnie dużo cierpiałam, z braku energii, trochę wariowałam, nie wiedziałam o co chodzi. Stałam się bardzo nostalgiczna tęskniąc za starymi czasami. Odizolowałam się od ludzi, bo było to dla mnie po prostu za wiele.
    W końcu zgłosiłam się na terapię, została zdiagnozowana u mnie dystymia.
    Aby móc zacząć terapię, po spotkaniach próbnych, musiałam udać się do lekarza po skierowanie. Opowiedziałam co mi dolega, po czym zostałam skierowana na badania krwii. TSH 11, T3 bardzo nisko, diagnoza hasimoto, dostałam hormony T4.

    Moje sampoczucie się lekko poprawiło, ale nie wiele, dalej miałam uczucie jakby się ziemia podemna uginała 24/7. Po diagnozie przeszłam też na protokół autoimmulogiczny. Została mi zwiększona dawka hormonów, dalej czekałam na poprawę. W listopadzie 2016 przeczytałam książkę The Paleo Thyroid Solution. Do tego czasu moje THS wprawdzie zamalo do 1, ale T3 było dalej poniżej normy, a ja mimo że lepiej się czułam, dalej nie chciało mi się wierzyć, że tak się czuję reszta świata bez problemów z tarczyca. Mój lekarz (a raczej lekarze, byłam chyba u 10) mówił(a) mi, że z T3 już nic nie da się zrobić, tak już jest. Gdy zobaczył(a), że moje antyciała spadły, powiedział(a), że tak już będzie - one będą czasem wyższe, czasem niższe. (spadły po AIP)
    Postanowiłam więc działać na własną rękę i zamówiłam naturalną tarczyce. Tą książka jest napisana bardzo prostym językiem i w sumie głównym jej celem jest pomoc ludziom w dozowaniu naturalnej tarczycy (albo T3) więc stwierdzialam, że za dużo źle zrobić nie mogę. To okazało się strzałem w 10, biorę naturlna tarczyce od miesiąca plus parę dni i od nieczego w tak krótkim czasie nie odczułam tak dużej poprawy jak od tego. Moje samopoczucie pozostawia jeszcze wiele do życzenia, ale czuję, że jestem na dobrej drodze.

    Na protokole jestem od 6 miesięcy i przerywam go 31.01. Nie jestem w stanie powiedzieć na ile mi pomógł, na pewno zdrowotnie wpłyną na mój cały organiym, ale wpłyną też bardzo toksycznie na moje życie. AIP jest dietą do wykonania, ale wymaga dużo poświęceń i czasu. Lubię gotować i spędzać czas w kuchnii, ale w moim przypadku jest to czas który mogłabym wykorzstac gdzie indziej i lepiej. Moje życie emocjonalne jest rozbite na kawałki - dopiero zaczynam je powoli zbierać, doopiero zaczyna być dla mnie znowu ważny kontakt z ludźmi. Niestety, ale zamiast brać pod lupę swoją dietę na początku choroby, powinnam znalesc kogoś z kim mogłabym porozmawiać o tym jak się czuję, nie uniknęłabym może sympotomow choroby, ale uniknęłabym może ból i rozczarowanie które wiąże się z tym, kiedzy Twoje ciało przestaje pracować tak jak Ty tego chcesz.

    Opisałam swoją historię, żeby pokazać, że a)dieta to nie wszystko b)mimo wszytsko samokształcenie, dowiadywanie się na temat swojej choroby w moim przypadku było kluczowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że AIP trzeba stosować w warunkach sterylnych, bez życia codziennego. Tu nie chodzi o to, że tą dieta jest nie wykonalna, bo jest, ale ona zajmuje tyle miejsca w życiu, że brakuje wtedy miejsca na coś innego. Muszę przestać, żeby zadbać o inne rzeczy, zobaczyć co się pojawi.

      Na koniec dodam jeszcze, że tak na prawdę boję się strasznie. Boję się nie mieć idealnej diety (wg. moich domniemań), bo zawsze to była jakaś podporą, próba kontrolii nad moim ciałem, które tak wiele razy mnie zawiodło, ale muszę spróbować, bo inaczej nigdy się nie dowiem co mogę zyskać.

      Ja życzę wszystkim nie dać się zwariować, dbać przedewszytskim o kontakty ludzkie i może po prostu czasem sobie porzypomniec że nie ma diety idealnej, chodź nie wiem iloma by nie była ona badaniami poparta, to nie jest gwarancja niczego.

      Z Pozdrowieniami,
      A.

      Usuń
    2. Eh... Trzymam za Ciebie kciuki, bardzo dobrze Cię rozumiem, trochę jak bym czytała o sobie samej...a choroba to choroba poprawiamy swój stan dieta, wspomagamy się suplementami i lekami, ale ciągle ja mamy to nie jest tak że nagle będziemy od tego zdrowi, będziemy się lepiej czuć, ale ewentualne odstepstwo- zakazane jedzenie, przerwanie leków, eksperymentowanie (jak się potem okazuje ) z dietami nie dla nas szybko przypomina nam, że jesteśmy chorzy i nie będzie inaczej ...

      Usuń
    3. Ja też mam hashimoto, zażywam Letrox od pół roku i czuję się już od pierwszej tabletki całkiem nowym człowiekiem, ale zastanawiam się jak by to było u mnie po śwince? Jestem na AIP już pięć miesięcy, szczerze mówiąc przyzwyczaiłam się i już mnie ta dieta tak nie boli, nawet ją polubiłam... Jeszcze na początku tęskniłam za bezglutenowym chlebem, czekoladą itp, ale teraz przeszło mi całkowicie. Czasami tylko napiłabym się prawdziwej kawy, bo niestety z tych dostępnych na AIP żadna mi nie smakuje... AIP bardzo sobie chwalę ponieważ, gdy go zaczynałam, to miałam okropne wyniki, mnóstwo niedoborów, dysbioze jelit, problemy z wchłanianiem (jestem po operacji gastric bypass, więc nie mam części jelit), podejrzenie choroby Crohna (po badaniu MicrofloraScanPlus), M2 PK tak wysokie, że po przeszukaniu internetu okazało się, że test nie jest w stanie pokazać więcej! Szczęśliwie okazało się, że to najpewniej sprawka tabletek przeciwbólowych łykanych jak cukierki przez ostatnich 10 lat, bo głowa bolała tak, że nie dało się wytrzymać, a bolała od stanu zapalnego i spadków cukru, na AIP bolała tylko dwa razy, gdy miałam przymusowy post przed gastroskopią i kolonoskopią (kolonoskopia po miesiącu leczenia jelit wyszła bardzo dobra), a więc bolała od spadku cukru... Dalej niestety zostałam z zapewne głównym problemem, bo w międzyczasie robiąc najróżniejsze badania wyszła mi borelioza i jej koinfekcja mekoplazma... Czekam na wizytę u lekarza ILADS, ale już się boję...

      Usuń
    4. Na boreliozę polecam badanie biorezonansem i terapię generatorem plazmy ale tylko w sprawdzonym gabinecie ponieważ jest wielu partaczy liczących tylko na kasę. Osobiście korzystałam i znam wile osób, którym to pomogło, włącznie z takimi którzy w to nie wierzyli ale była to ostatnia deska ratunku bo po antybiotykach dożylnych były nawroty.

      Usuń
    5. Hej A,

      No to brzmi jak ja... Niedlugo bedzie 24 w metryce, a z zywieiem zmagam sie od 10 lat. Od dziecka mialam bolace stawy, duzo cwiczylam i twierdzono, ze to, dlatego, ze rosne. Dostawalam tabletki wielkosci mentosa i tyle. Za kazdym razem to samo. Bolace kolana nadal czasem bola, mam coraz bardziej agresywne reakcje alergiczne i autoimmunologiczne, a u mojej mamy stwierdzono Hashimoto (prawdopodobnie mam je i ja).

      Jestem juz tym wszytkim zmeczona i chetnie bym porozmawiala z ludzmi, ktorzy sa swiadomi swojego stanu i chca z tym cos zrobic. Wiekszosc ludzi prowadzi niezdrowy tryb zycia i pomimo tego, ze maja objawy, nie widza zwiazku ze swoja dieta, bo przeciez zgada, wzdecia, bole glowy, zmeczenie sa tak powszechne, ze sa juz ignorowane, bo jest to 'norma'...

      Jesl ktos chcialby sie wymienic doswiadczeniami albo opiniami o lekarzach, zostawiam kontakt czarna.mandaryna@gmail.com Chetnie poznam ludzi w podobnej sytuacji.

      W

      Usuń
    6. Witam

      Mam podobne odczucia i przejścia....

      Zaczęło się standardowo wypadanie włosów i przybieranie na wadze.
      Kolejno co roku spada na mnie nowa diagnoza, gorsza od poprzedniej.
      Ma pani niedoczynność tarczycy - myślę sobie super przeżyję, będzie dobrze. Później ma Pani początek cukrzycy 2 - myślę sobie okey dam radę, chociaż ubolewam nad stratą wszystkich rzeczy do jedzenia które kochałam (owoce głównie). Później ma Pani rozwalone nadnercza, kortyzol wybity w kosmos - myślę, sobie ja pierdole co jeszcze? Dieta coraz bardzie rygorystyczna, najpierw zmiany na zdrowy tryb bo niedoczynność, potem kolejne większe zmiany bo cukrzyca. Teraz nadnercza, alergie pokarmowe, nietolerancję, alergie skórne... jak to wszystko uspokoić i co do cholery jeść. A jakby było mało to ma pani jeszcze IO. Mój obecny stosunek do jedzenia jest taki, że boje się otworzyć lodówkę bo wszystkiego nie moge, nie mam ochoty iść do restauracji bo przecież nic nie mogę. Serio, żyć się odechciewa. A jeszcze pamiętaj aby myśleć pozytywnie, i się nie stresować. Jak ja się stresuje otwarciem lodówki......mam przejść na AIP ale nie wiem serio czy mam tyle siły obecnie, na kolejne wyrzeczenia.

      Też mam ochotę się komuś wygadać...

      Usuń
  3. MS - po pierwsze świetny post, cieszę się, że o tym piszesz i że masz takie spojrzenie na to. "Holistyczne" podejście nie może ograniczać się tylko do diety, bo wtedy nie jest już holistyczne...
    Widzę też po komentarzach, że nie tylko ja mierzę się ze swoimi problemami. Od lat walczę z ogromem objawów, których nie udało się do tej pory dopasować do konkretnych przyczyn. Głównie dlatego, że zwyczajnie mnie olewano. Pewne badania wychodziły "w normie", więc odsyłano mnie do domu. Dopiero niedawno trafiłam na lekarzy, którzy stawiają na diagnostykę zamiast na ślepy traf.
    Oprócz tego, że szukam pomocy u różnego rodzaju lekarzy "od ciała", chodzę również na psychoterapię i do psychiatry. Być może nie da się znaleźć jednego lekarza, który pomoże nam na wszystko, ale wielu lekarzy, którzy są świadomi tego, że życie i związane z nim problemy nie są ograniczone do dziedziny, w której się specjalizują, naprawdę pomaga to wszystko poskładać do kupy i solidnie się tym zająć.
    Co do diety - uważam, że ma wpływ i to realny. Ale - tak jak piszesz - to tylko jeden z wielu czynników!

    OdpowiedzUsuń
  4. bardzo dobry wpis.czy jest juz mozliwosc zapisu na konsultacje czy jeszcze nie przyjmujesz?

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochani, psyche i soma to nierozlaczna para... Wiadomo o tym nie od dziś. Soma żywi się, oprócz diety samej w sobie, jakością wody i powietrza, suplementami czy ziołami, ale także mikrobami obecnymi wszędzie (grzybica, wirusy, bakterie,itp)... Trzeba w końcu pamiętać, że nie mamy żadnej gwarancji, że nasza ZDROWA dieta składa się z WOLNYCH OD CHEMII składników (pestycydów i nawozów), że nie zawiera trucizn jak fluor, aluminium,inne metale ciężkie. Ale to "tylko" dieta.
    Ważne jest przecież JAKI TRYB ZYCIA prowadzimy...np. Ile czasu spędzamy przed komputerem, telewizorem,itp.statycznie...bez ruchu...bez wystarczającej ilości TLENU. ILE CZASU aktywnie spędzacie na świeżym powietrzu..W LESIE, w górach czy nad morzem, czy na pobliskiej łące... DOTLENIENIE KOMÓREK jest na wagę złota,bez tlenu komórki obumieraja,rakowacieją
    Czy ten czas ma świeżym powietrzu jest spędzony z bliskimi POZYTYWNYMI LUDZMI? To Równiez b.wazne, bo wpływa na psyche. Ale zanim przejdę do psyche, dodam jeszcze takie kwestie jak nadmiar fal elektromagnetycznych (WiFi,telefony, komputery, wszelkie odbiorniki) zaburzajace nasz stan psyche i somy, rozregulowujace nasz układ odpornościowy, HORMONALNY, a co wpływa na RESZTE procesów w naszym organizmie... A nasz dom w jakim jest stanie?? Kurz, roztocza,pleśń,czy nadmiar chemikaliów zapachowych do czyszczenia i ODŚWIEŻANIA zapachów??? Trucizny.
    Temperatura w domu?? 25st.?? czy może wystarczające 18-20? Wietrzymy?? Czy używamy toksycznych świec zapachowych??
    A może nadmiaru kosmetyków do wszelkich części naszego ciała o zbyt skomplikowanym składzie pełnym...trucizn??
    A ubranka poliestrowe, od których DUSZĄ SIE nasze ciała (vide niedotlenienie), jakich pełno w sklepach za niebagatelne sumy??
    Itd.
    Co do psyche, atmosfera wśród ludzi też nie napawa optymizmem, co widzę choćby np. po tym jak dzieci w klasie mojej 9latki odnoszą się do siebie... Jestem rocznikiem '72, nie pamiętam takiej wrogości,arogancji, konkurowania o byle co kiedy byłam w tym wieku ja i moje koleżanki.. Ale cóż....rodzice zestresowani pracą lub jej brakiem, kredytami na głowie lub brakiem możliwości wzięcia kredytu, rachunkami, itp. nie są wzorem do naśladowania, sami szczerzą kły do dzieci albo dla odmian kupują im co popadnie. Cd poniżej

    OdpowiedzUsuń
  6. Rodzice NIE UTRZYMUJA BLISKICH,SERDECZNYCH RELACJI z własnymi dziećmi, nie uczą ich robić rzeczy DOBRYCH, MADRYCH I PIEKNYCH, bo przecież świat JEST TAKI ZLY...Mówią ODDAJ!UDERZ! KOPNIJ! A KTO GO TWORZY, ZAPYTAM??? Rośliny??? MY!! Moi drodzy, MY SAMI.
    Zatem czas się wziąć za psyche... Myśleć za wszelką cenę pozytywnie, dążyć do jakichś celów, sprawiać sobie przyjemności, mieć grono POZYTYWNYCH osób wokół siebie i SIAC POZYTYWIZM!!!, gdziekolwiek jesteście... Wyciągać rękę do innych potrzebujących..wspierać ich, to też wpływa na nasze psyche, wziąć psa czy kota, wstawić kwiaty do wazonu, itp.
    Jeśli dzisiejsze pokolenie zostało wychowane na chamskich i debilnych, przepraszam, próżnych serialach na Nikelodeon, Disney czy innych..to nie ma co się dziwić, że z psyche jest problem.
    Do 21latki, nie martw się, w tym wieku też przechodzilam stany depresyjne...Głównie z racji tego, że rodzice byli emocjonalnie zbyt daleko od nas...że ujme temat skrótowo. Zmarł mi ojciec, potem ojczym. Jednak praca nad sobą, modlitwa, JAKAKOLWIEK BYLE POZYTYWNA, czynienie dobra, szukanie rzeczy/nastrojów/wrażeń pięknych, czytanie i szukanie wszelkiej uniwersalnej mądrości, hobby-czyli nasz własny świat, dzielenie go z innymi, podobnymi lub innymi ludźmi, ALE ZAWSZE POZYTYWNYMI - CHYBA ZE CZUJEMY SIE NA SILACH WALCZYC ZE ZLEM W LUDZIACH, ale do tego trzeba dużo mądrości,spokoju i siły w sobie. Na to przyjdzie czas.
    POWODZENIA!!!
    Choć dotknęłam tu zaledwie wierzchołka góry lodowej, wszystko to przetestowałam na sobie i wiem jak to działa.
    Mam Hashimoto, przedwczesne menopauzalne zmiany od 37 roku życia (2 lata po porodzie), zapewne wynikłe z wielu lat funkcjonowania w korporacji, czyli życia w nieustannym stresie, w sprzedaży w bankowości korporacyjnej. Dołożylo sie do tego nieudane małżeństwo (choć praca nad nim wciąż trwa, nie poddaje się), ciężar obowiązków macierzynskich,itp.
    Życzę zdrowia wszystkim!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cheer up, w tej czesci Twojej wypowiedzi piszesz o byciu w czasie teraźniejszym,lub krótko w TERAZ. Zachwytu kwiatami,zwierzakiem, widokiem dookoła, wdechu pełną piersią i kontroli myśli doświadczamy będąc TU i TERAZ. Oprócz naszego środowiska, w którym żyjemy, które jest mniej lub więcej toksyczne, sami fundujemy sobie toksyczne EGO, które udając prawdziwe JA próbuje kierować naszymi emocjami podpowiadając nam to i owo. Tak się rodzą emocje podwyższające poziom kortyzolu i braku budulca na inne hormony . Jesteśmy w ciągłym stresie nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Dieta ma ogromny wpływ na zdrowienie, trzeba wspomóc jeszcze wyjście z jazgotu jaki funduje nam umysł. Myślotok to jak choroba psychiczna, której jeszcze nikt nie nazwał. Od jakiegoś roku stosuję obserwację myśli, dążę do stanu pustki czyli nie narzucam niczego, nawet pozytywnych myśli. Jest to taka medytacja w ruchu i to daje uspokojenie i podnosi jakość kreatywnego myślenia. Bardzo polecam nie rozpamiętywać przeszłości, a przyszłości nie planować na poziomie emocjonalnym,np. jak dzieci podrosną to.. , albo "jeszcze rok popracuję i zacznę spełniać marzenia" Takie myśli nie tworzą nic dobrego. Dobrze, że walczysz o związek... Przeczytaj cos Ekharta Tolle, albo znajź go na YTube

      Usuń
    2. Zofia, absolutna zgoda...
      Nie sposób ująć syntetycznie to, co najważniejsze w obszarze zwanym życiem, w krótkim, nieuczesanym tekście, pisanym w autobusie w drodze z pracy...
      Mam wrażenie, że uspokojenie myśli przychodzi do mnie z wiekiem, im bardziej nad sobą pracuję. Jednak stan równowagi myślowej, póki co, w miarę osiągam tylko podczas urlopu z córką - jeśli wyłączę komórkę, zwłaszcza służbową) lub przy pracy w ogródku (czy udzielając się kulinarnie we własnej kuchni - gdyż, jak wiadomo, w naszym przypadku zdrowa dieta to podstawa i styl życia...)
      Pozdrowienia

      Usuń
    3. Zofia, absolutna zgoda...
      Nie sposób ująć syntetycznie to, co najważniejsze w obszarze zwanym życiem, w krótkim, nieuczesanym tekście, pisanym w autobusie w drodze z pracy...
      Mam wrażenie, że uspokojenie myśli przychodzi do mnie z wiekiem, im bardziej nad sobą pracuję. Jednak stan równowagi myślowej, póki co, w miarę osiągam tylko podczas urlopu z córką - jeśli wyłączę komórkę, zwłaszcza służbową) lub przy pracy w ogródku (czy udzielając się kulinarnie we własnej kuchni - gdyż, jak wiadomo, w naszym przypadku zdrowa dieta to podstawa i styl życia...)
      Pozdrowienia

      Usuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak zawsze super tekst, w całości się zgadzam. Holistyczne podejście to nie tylko dieta, a zebranie wszystkich aspektów życia razem... Myślę, że wielu pacjentów nie zdaje sobie z tego sprawy i zbyt pedantycznie podchodzi do diety co niestety może wcale nie być takie dobre. To wszystko jest procesem i każdy musi naprawdę zastanowić się nad sobą czy przypadkiem nie kopie dołka sam pod sobą, a przyczyn szuka gdzie indziej. Na dietę też trzeba być przygotowanym i pogodzonym z nią bo prowadzenie jej z wewnętrzną niechęcią i negatywnymi emocjami może przynieść znikome efekty, a wręcz mogę pokusić się o stwierdzenie, że bardziej może nam zaszkodzić bo będzie ciągłym stresorem. Musimy mieć szeroko otwarte oczy i nie skupiać się na jednym elemencie, pracować też z samym sobą i tak jak wyżej zostało napisane być pozytywnej myśli�� piszę to wszystko z poziomu pacjenta i mogę się obydwiema dłońmi podpisać pod stwierdzeniem choroba uczy pokory ba czasem nawet myślę, że musiałam to wszystko przejść żeby poznać siebie i spojrzeć na własne życie z innej perspektywy...nie jest to łatwe, ale ze wszystkiego trzeba wyciągać lekcję... Życzę wszystkim zdrowia i czekam na kolejne artykuły, przede wszystkim ten o SIBO��

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale to nie jest tak, że każdy człowiek jest chory w takim przypadku, ja też tak mysłałem na początku i mój dietetyk, ale jak schudłem to problem ustał.


    ________________________
    OCT Gliwice

    OdpowiedzUsuń
  11. Polecam wszystkim Ojca Adama Szustaka na YouTube i innych ,czasem znajdziecie tam zawsze wskazowke,ukojenie duszy i przypomnienie waznych wartosci o ktorych zapominamy i to tez wplynie na stan naszego organizmu,psychiki, codziennego postrzegania rzeczy waznych

    OdpowiedzUsuń
  12. Moniko, jestem pod wrażeniem Twojej ogromnej wiedzy i mam do Ciebie wielką prośbę, ponieważ żaden lekarz czy dietetyk nie potrafi naprowadzić mnie na przyczynę moich problemów.
    Głęboko wierzę, że coś mi podpowiesz ponieważ widzę, że oni nie dorastają Ci do pięt.
    7 lat temu straciłem około 10 kg masy mięśniowej. Teraz ważę 51 kg przy wzroście 170 cm. Lekarze sądzą że mam anoreksję i nie traktują mnie poważnie. Tylko będąc na ketozie masa mięśniowa (po 3 miesiącach) się zwiększa ale niestety posłuchałem rad dwóch osób i rok temu zwiększyłem ilość spożywanego tłuszczu do 5g/1kg masy ciała (wcześniej było 3g) ograniczając warzywa zgodnie z ich sugestią i dostałem czegoś w rodzaju uczulenia na tłuszcz przez co puchnie mi brzuch gdy spożywam za mało błonnika. Teraz starając się nie dopuścić do problemów jelitowych jednocześnie nie mogę wprowadzić się w stan ketozy.
    Jestem pewien, że ketoza szkodziła temu co szkodzi mi i dlatego po dłuższym czasie pojawiała się wtedy poprawa sylwetki.
    Dodam że mam przewlekłą chorobę bakteryjną więc jednym z możliwych powodów są toksyny LPS, ale czy ketoza może sprzyjać ich usuwaniu?
    W 2010 roku stres dołożył się do nagłego pogorszenia stanu zdrowia i wyglądu (tak jak napisałaś w tym artykule), jednak od kilku lat nie mam problemów emocjonalnych.
    Liczę na Twoją odpowiedź.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Witam,
    Czytam strone od jakiegoś czasu i bardzo mnie ciekawi temat wyczerpania nadnerczy itp, ponieważ od ponad roku cierpie na częstomocz nocny. W dzień jest 'normalnie' natomiast w nocy muszę budzić się około 3 razy w celu oddania moczu.Godne uwagi jest to że nie ważne czy wtedy oddaje (w nocy ) dużo moczu czy nie. Zawsze po prostu budzę się po 3 razy . Od ponad roku chodze po różnych lekarzach i wychodzi że jestem zdrowy jak ryba.
    Muszę dodać że od tamtego właśnie mniej więcej połtorej roku temu dość mocno miałem stresujące życie( żyłem w ciągłym stresie) z powodów związku (kłótnie) jak i nowa praca- generalnie mówiąc nie odpoczywałem wogóle.
    Dodatkowo też dużo ćwiczę- intensywne treningi często bardziej beztlenowe jak interwały.
    Nie mam żadnych innych objawów ze strony swojego ciała nic nie boli ani nic, jedynie często się przeplata bezsenność, brak koncentracji itp itd.
    Wszystkie badania są dobre jedynie TSH jest lekko podwyższone (od 3.0 do 4.0) - inne markery tarczycy w porządku.
    Sam już nie wiem gdzie mam szukać pomocy bo przez nocny częstomocz jestem niewyspany cały czas.
    Czy to może być spowodowane nadnerczami itp? jeśli tak jest jakiś sposób żeby to zdiagnozować i się upewnić? bo denerwujące jest to że nawet nie wiem skąd to się bierze - żadnej diagnozy dotychczas....
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Można się dietą wyleczyć ale to zależy od etapu choroby na jakim jesteśmy. Jeśli choroba jeszcze nie zrobiła spustoszenia nieodwracalnego, jeśli jeszcze organizm potrafi się regenerować to dieta nam pomoże i będziemy mogli żyć bez leków.

    OdpowiedzUsuń
  15. Wielu ludzi jednak dalej w to wierzy i ślepo się katują dietami ;/ Użyteczny wpis, dzięki.

    OdpowiedzUsuń
  16. Witam. Też mam Haszimoto. Leczyłam sie syntetyczny hormonem. Od kilku dni jestem na naturalnym hormonie. Diete stosuje od początku jak tylko sie dowiedziałam że cierpię na zapalenie tarczycy. Nigdy nie miałam problemu z odmawianiem sobie przyjemności płynącego z jedzenia. Bo całe życie się odchudzalam. A efektów nie bylo. Teraz to co jem to nie dieta a styl życia który trzeba prowadzić do końca życia. Skoro do konca zycia to musi być też rozsądek. Człowiek nie moze całe życie odmawiac sobie glutenu cukierkow Michałki czy wódeczki bo to źle wpłynie na naszą psychikę. A niespokojny umysł to chory orgaznizm. Trzeba zmienić podejście do naszego problemu. Skazani jesteśmy na chorobę na całe życie. Nie wyobrażam sobie skupiać cała uwagę na to co do buzi wkładam. Bo to może zrujnować nasza głowę. Nie mówię że codziennie mamy robić sobie upust co by nie zwariować i jeść Michałki i krążki cebulowe. Trzeba żyć w zgodzie ze swoim ciałem i umysłem. Jesteśmy tylko ludźmi i tak wszyscy umrzemy. Trzeba żyć i wmawiać sobie że jest dobrze. Ktoś mądry kiedyś rzekł: "problemem nie jest problem tylko podejście do problemu jest problemem". Karmy nasze ciała najlepszym paliwem. Karmy nasze umysły spokojna myślą.

    OdpowiedzUsuń
  17. Jeśli cukierki Ci szkodzą, a gluten i jego otoczenie powodują tycie, to nie nalezy tego jeść. Ciało mówi nam czego nie chce, ale umysł szepce: "michałki są takie pyszne, jeden Ci nie zaszkodzi, a ta babeczka taka nadmuchana, nic nie waży...." Zarówno umysł jak i ciało potrzebują naszej prawdziwej uwagi. Jeśli umysł jest wypoczęty od natłoku myśli, wtedy można żyć z nim w zgodzie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo że cukierki są złe jak gluten. Wszystko co jest przetworzone jest złe. Mi chodzi o zdrowe podejście do jedzenia. Od czasu do czasu (mam na myśli raz na 2tyg) zjedzenie cukierka na którego mamy ochotę nie zniszczy nam życia. Bo jak pisalam wcześniej że ważne jest rozsądne podejście do jedzenia.

      Usuń
  18. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  19. Witam. Mam takie pytanie: czy toksoplazmozę, cytomegalowirus i wirus różyczki można leczyć/niwelować przy pomocy diety? ewa

    OdpowiedzUsuń
  20. Jak dla mnie ten post jest wielkim zwątpieniem autora w to co robi. Widać dieta paleo to nie to! Szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ludzie, czytajcie ze zrozumieniem :)
    JA tu nie widzę zwątpienia (chyba, że wśród komentujących), widzę za to dojrzałość. Autorka nigdzie nie napisała, że dieta nie ma sensu, napisała jedynie, że są sytuacje, w których sama dieta może nie wystarczyć. Jako przykład tych sytuacji podała dośc ciężkie przypadki jak np nowotwory czy transplantacja narządów.
    Nie uważam, też, że tym wpisem MS neguje swoje poprzednie, ja kojarzę poprzednie wpisy, chociażby np o SIBO, w których wspomina, że może nie obyć się bez leku np antybiotyku - źródła wszelkiego zła na świecie ;)
    Przeproście się, proszę, ze spójnikiem "i", bo większość niestety uznaje tylko "albo". Są sytuacje, jak chociażby nieszczęsne sibo, które akurat i mnie dotyczy, gdzie należy brać pod uwagę i konwencjonalne metody czyli antybiotyk i dietę. Nie jestem fanką brania antybiotyków na każdy katar, sama nie brałam ich 14 lat ale uważam, że dobrze, że medycyna konwencjonalna je odkryła i są sytuacje, gdzie ich użycie jest zasadne i konieczne, tak też jest z wieloma innymi lekami. Zdrowy rozsądek oraz "i" uważam za klucz do zrozumienia powyższego tekstu ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Świetny blog, znalazłam dziś, bede czytać regularnie. Trochę właściwa dieta jednak leczy... Odkąd odżywiam sie samym mięsem, tłuszczem i jajami z rzadkim i niewielkim dodatkiem warzyw czuje się o wiele lepiej. Ale każdy organizm jest inny, warto eksperymentować.

    OdpowiedzUsuń
  23. Świetny blog, znalazłam dziś, bede czytać regularnie. Trochę właściwa dieta jednak leczy... Odkąd odżywiam sie samym mięsem, tłuszczem i jajami z rzadkim i niewielkim dodatkiem warzyw czuje się o wiele lepiej. Ale każdy organizm jest inny, warto eksperymentować.

    OdpowiedzUsuń
  24. The share your really gives us excitement. Thanks for your sharing. If you feel tired at work or study try to participate in our games to bring the most exciting feeling. Thank you!
    hotmail sign in | red ball | 192.168.1.1

    OdpowiedzUsuń