Dlaczego PALEO?

Masz dość wiecznych nieskutecznych diet? A może wciąż czujesz głód i nie potrafisz przestać myśleć o jedzeniu? Marzysz o tym aby jeść do syta i nie liczyć kalorii? Chcesz zrzucić tkankę tłuszczową, mieć więcej energii, lepsze samopoczucie? Cierpisz na otyłość, choroby autoimmunologiczne, cukrzycę, choroby serca, alergie, trądzik, depresję lub kiepski nastrój, problemy trawienne, PCO, zaburzenia hormonalne, brak energii? Jeżeli tak, jesteś w odpowiednim miejscu!

O paleo, medycynie naturalnej i odchudzaniu w oparciu o badania, fakty, doświadczenie. Analiza powszechnych przekonań dotyczących diety, odchudzania i zdrowia oraz holistyczne podejście do człowieka na podstawie konkretnych argumentów.

Szukaj

Loading

07.04.2012

Piramidowe szaleństwo czyli jak tak naprawdę jeść

Ustalenie jak i co jeść od lat jest tematem dyskusji wśród specjalistów i amatorów zajmujących się żywieniem. W USA długo obowiązywała USDA, która następnie ewaluowała do talerzyka proponowanego przez choosemyplate.gov (http://www.choosemyplate.gov/downloads/mini_poster_English_final.pdf). W Polsce aktualną piramidą żywieniową jest proponowana przez Instytut Żwyności i Żywienia piramida z 2009 roku.
Piramida została zaktualizowana o wysiłek fizyczny, co niewątpliwie jest istotne ale co z pozostałymi klockami?

1. Produkty zbożowe
W zaleceniach zdrowego żywienia czytamy "Produkty zbożowe powinny być dla Ciebie głównym źródłem energii (kalorii)." Nie uwzględniono jeszcze podziału na produkty pełnoziarniste, jestem pewna, że nastąpi to prędzej lub później.  Co to zmieni? Niewiele. Umieszczenie produktów węglowodanowych jako podstawowych nie służy naszemu zdrowiu.Spożywanie produktów zbożowych oraz innych przetworzonych węglowodanów powoduje wzrost insuliny i dotyczy to zarówno węglowodanów prostych jak i złożonych, ponieważ każde węglowodany są w rezultacie przetwarzane do glukozy. Ciągłe dostarczanie węglowodanów powoduje, że insulina jest stale na wysokim poziomie. Podstawową funkcją insuliny jest dostarczanie składników odżywczych z krwiobiegu do mięśni, wątroby oraz komórek tłuszczowych. Nadmierna ilość insuliny w organiźmie powoduje, że poziom cukru gwałtowanie spada, co wywołuje nagły spadek energii i potrzebę doładowania kolejnym wysokowęglowodanowym produktem. Tak powtsaje błędne koło. Dodatkowo stale wysoki poziom insuliny blokuje wykorzystanie zgromadzonego w komórkach tłuszczu jako źródła energii. Hormonem antagonistycznym do insuliny jest glukagon. Pełni on funkcję regulującą przemianę węglowodanową, bierze udział w procesach glukoneogenezy i glikogenolizy oraz utleniania kwasów tłuszczowych. Gdy poziom insuliny jest wysoki, poziom glukagonu jest niski, co skutkuje że podczas głodu zamiast pobierać glukozę z zapasów z trzustki oraz syntezy białek, organizm domaga się energii z zewnątrz i to najlepiej cukru, który będzie mógł od razu wykorzystać.
Z tego powodu niemożliwe jest wykorzystywanie zgromadzonego tłuszczu jako preferowanego źródła energii. 
Pomijając kwestię odchudzania nadmierna obecność insuliny w organiźmie powoduje, że komórki przestają być wrażliwe na ten hormon, co w konsekwencji prowadzi do insulinooporności, a następnie cukrzycy, otyłości, chorób serca.
Więcej o wpływie ziaren (tak, nawet tych ,zdrowych' na gospodarkę węglowodanową opiszę w kolejnych postach).
2) Warzywa 
Warzywa, które z racji dużej zawartości witamin, minerałów oraz błonnika powinny być podstawą każdej zdrowej diety. Warzywa mają niski indeks glikemiczny (za wyjątkiem skrobiowych) i są idealnym źródłem węglowodanów, które nie powodują gwałtownego wzrostu insuliny. Skrobiowe powinny być spożywane z umiarem, osobiście jestem za teorią, że powinny być konsumowane tylko jako uzupełnienie energii w przypadku osób bardzo aktywnych fizycznie.
3) Owoce
Podobnie kwestia odnosi się do owoców. Jedna czy dwie porcje dziennie są jak najbardziej właściwym podejściem, ale w przypadku osób pragnących zredukować tkankę tłuszczową korzystniej jest ograniczyć owoce do minimum lub zera, ze względu na zawartą w nich fruktozę. Wszelkie suszone owoce oraz te o wysokim indeksie glikemicznym nie są wskazane dla osób o niskiej aktywności fizycznej. 
4) Nabiał
Według powszechnej opinii "Mleko i produkty mleczne powinny być stałym elementem codziennej diety".....bo wapń, bo białko? Nie mam pojęcia skąd wzięło się to przekonanie, ale nabiał nie zawiera wcale tyle wapnia czy białka ile nam potrzeba w diecie. Ponadto udowodniono, że nabiał powoduje nagły wzrost insuliny, w jednym z badań wykazano, że nawet większy niż biały chleb. Nie dotyczy to tylko masła i śmietanki, których spożycie nie objawia się nagłym wzrostem insuliny. Dlaczego jogurty, mleko oraz serki wiejskie, mimo niskiej zawartości węglowodanów na opakowaniu, dają taki efekt? Wszystko sprowadza się do ich profilu aminokwasowego, a w szczególności do aminokwasów takich jak: leucyna, lizyna, walina i izoleucyna, które wywołują reakcję insulinową. Badania wskazują silną korelację między wysokim spożyciem nabiału, a występowaniem cukrzycy drugiego stopnia.
Kolejnym argumentem przeciw nabiałowi jest nietolerancja laktozy. Wiele dorosłych osób nie trawi prawidłowo cukru zwartego w nabiale. 
Z drugiej strony wykazano, że nabiał poprawia siłę u sportowców (zwłaszcza dziedzin siłowych) i nie wpływa na skoki insuliny przy prawidłowej gospodarce węglowodanowej u zdrowego człowieka. 
Bezpieczną opcją pozostaje zawsze spożywanie sfermentowanych przetworów mlecznych, masła oraz produktów pasteryzowanych.
5) Mięso
Przykazanie piąte mówi 'Mięso spożywaj z umiarem.' Polecane jest zastąpienie mięsa rybami oraz produktami strączkowymi. Konwencjonalne podejście zakłada, że jedzenie tłuszczu zawartego w mięsie skutkuje odkładaniem tłuszczu oraz niekorzystnie wpływa na choroby serca, czemu zaprzeczają ostatnio przeprowadzone badania. Mięso, zwłaszcza z pewnego pochodzenia, jest doskonałym źródłem białka. Ponadto wspomaga prawidłowy metabolizm tłuszczów, pomaga w utrzymaniu masy ciała oraz stałego poziomu energii. Demonizowany cholesterol nie wykazuje związku z chorobami serca, czego nie można powiedzieć o nadmiernym spożyciu węglowodanów i niskim poziomie kwasów tłuszczowych Omega3.
Spożycie ryb jest niekwestionowane, podobnie jak mięsa (nieprzetworzonego, pochodzącego od hodowców nieużywających antybiotyków, karm zbożowych etc.) i powinno być podstawą diety. Zastępowanie mięsa produktami strączkowymi nie ma żadnego sensu biorąc pod uwagę chociażby fakt, że zwarty w nich kwas fitynowy osłabia wchłanianie minerałów takich jak wapń, magnez, żelazo czy cynk. Dodatkowo lecytyna znajdująca się w warzywach strączkowych wpływa niekorzystnie na układ hormonalny oraz choroby autoimunologiczne takie jak: reumatologiczne zapalenie stawów czy skleroza. Szczególnie niebezpieczna jest soja, której nadmierne spożycie wywołuje zachwianie gospodarki hormonalnej zarówno u kobiet i mężczyzn.
 6) Tłuszcze 
Konwencjonalne podejście mówi: Unikać! Ale dlaczego? Czytam, że kalorie, że choroby krążenia, że cholesterol...
Tłuszcz powinien być podstawowym i preferowanym źródłem energii dla człowieka, a co za tym idzie jego spożycie powinno mieć największą kaloryczną wartość. Tłuszcz nie sprawia, że odkładamy tłuszcz! Spożywanie odpowiedniej ilości kwasów Omega3 przy niskim spożyciu węglowodanów powoduje, że uwalniane są zapasy tłuszczowe z komórek w celu zapewnienia energii. Ograniczenie węglowodanów powoduje również prawidłowy poziom insuliny i glukagonu, co pozwala nie tylko na zużycie tłuszczu komórkowego ale również tego otrzymywanego z pożywienia. Z drugiej strony, jeśli w obecności dużej ilości tłuszczu, pojawią się węglowodany organizm zawsze wybierze je jako źródło pozyskania energii, co powoduje, że spożyty tłuszcz zostanie odłożony, a ten komórkowy pozostanie nietknięty. 
Istotne jest pochodzenie tłuszczy, preferowane są mięso, ryby, orzechy, awokado, oliwa, olej kokosowy oraz olej rzepakowy. Istotny jest też stosunek kwasów tłuszczowych Omega3 oraz Omega6 ale więcej o tłuszczach w kolejnych postach.

Lepsza piramida?
Jeśli miałabym wybrać ulepszoną o fakty i badania naukowe piramidę żywienia, opartą na prawdziwym nieprzetworzonym jedzeniu, wzorowałabym się na sposobie odżywiania naszych przodków (zdjęcie zapożyczone), których dieta obfitowała w mięso, tłuszcze, warzywa i owoce. Uboga w produkty przetworzone, ziarna, nabiał pozwala zachować odpowiedni poziom insuliny, a co za tym idzie tkanki tłuszczowej, a ponadto zapewniająca optymalny poziom energii oraz profilaktykę przeciw chorobami określanymi jako cywilizacyjne (cukrzyca, choroby układu krążenia, choroby autoimunologiczne).


Podsumowując....
Typowe myślenie wpajane nam od lat nie do końca sprawdza się w realnym życiu. Piramida żywienia ma kilka trafnych uwag, np.ograniczenie cukru, zwiększenie ruchu...a poza tym przedstawia nie do końca sprawdzony schemat jedzenia ukierunkowany na spożywania dużej ilości przetworzonych ziaren, ogromnej ilości węglowodanów i znikomej konsumpcji kwasów tłuszczowych. Być może dlatego od lat liczba chorób układu krążenia, cukrzycy, chorób autoimmunologicznych, alergii oraz ogólnego kiepskiego samopoczucia rośnie. Dostarczamy naszym organizmom dużo więcej energii niż są one w stanie zużyć, jednocześnie pozbawiając je wartościowych składników odżywczych. Przerażające jest też kryterium osób decydujących się walczyć z nadmiernymi kilogramami, które swoje decyzje żywieniowe opierają na zawartości kalorii w produktach (kaloria rzecz względna o czym jeszcze napiszę), nieregularnych posiłkach, małej aktywności fizycznej i spożywaniu pożywienia, które nie zapewnia podstawowych składników odżywczych, co skutkuje zachwianiem równowagi całego organizmu. Konsekwencją jest niedobór witamin i minerałów, nieprawidłowa gospodarka hormonalna, brak energii i początki chorób, które za kilkanaście lata dadzą o sobie znać.
Albo nie zwracamy uwagi na to co pochłaniamy, albo jesteśmy na diecie i ograniczamy kalorie (składniki odżywcze) wybierając produkty przetworzone o niskiej zawartości tłuszczu, które stymulują poziom insuliny utrzymując go na stale wysokim poziomie. Taki mechanizm nie zniszczy naszego organizmu w rok ani w kilka lat, ale z pewnością jest to równia pochyła do złego samopoczucia i poważnych dolegliwości zdrowotnych w przyszłości, a dla osób z nadwagą skuteczna zapora w odchudzaniu.

9 komentarzy:

  1. Zastępowanie mięsa produktami strączkowymi nie ma żadnego sensu biorąc pod uwagę chociażby fakt, że zwarty w nich kwas fitynowy osłabia wchłanianie minerałów takich jak wapń, magnez, żelazo czy cynk. Dodatkowo lecytyna znajdująca się w warzywach strączkowych wpływa niekorzystnie na układ hormonalny oraz choroby autoimunologiczne takie jak: reumatologiczne zapalenie stawów czy skleroza. Szczególnie niebezpieczna jest soja, której nadmierne spożycie wywołuje zachwianie gospodarki hormonalnej zarówno u kobiet i mężczyzn.
    ok a CZYM Zastąpić Mięso gdy się go nie jada (RYBY wyjątek) -ja nie toleruję mięsa-po prostu nie lubię, najgorsze to które bardziej krwiste, bardziej z wewnątrz i bardziej śmierdzi.
    Kiedyś oprócz zup na mięsie (nie smakowały mi bo często były zbyt tłuste (a na warzywach zupełnie inaczej mi smakują, jeżeli chodzi o tłuszcz to wolę kromkę z większą ilością masła lub oleje np. pistacjowy/dyniowy do czegoś), był kurczak-samo białe, kotlety schabowe ALE jak natrafiło się na żyłkę to był odruch obrzydzenia aż w końcu dosyć mi było tego 'natrafiania' i skończyły się schabki, parówki-ale wszystko co było źle zmielone byłe 'ble'. Hot dog kupowany w zasadzie dla bułki, surówki i keczupu-musztardy a parówka była wmuszana a w końcu została sama bułka z surówkami i resztą bezmięsną. Inne zwierzęta nie wchodziły w grę, do czasu aż McDonalds zawitał do kraju nad Wisłą, jakoś kiedyś (cholera nawet pamiętam jak to się zaczęło ani co mnie skusiło ????) wpadł w moje ręce burger-pewnie ten najzwyklejszy (wtedy jeszcze poza zwykłym, cheeseburg, big- i fishmackiem nie było wyboru). A teraz mi się przypomniało smakowały mi kurczaki-zaczęło się od 'nuggetsów' samych a jak zasmakowały mi sosy (one były w tym najlepsze, chociaż w połączeniu z "kurczakiem" lub tym co go udawało był całkowity 'efekt' smakowy bo wiadomo sam sos jeść troszkę chujowo. Potem aby dostać wszystkie 3 sosy kupowaliśmy większe opakowania i ciągle było ich za mało(sosów). Potem zasmakowało mięso hamburgerowe-a znowu raczej dodatki do tego-w sumie to sama chemia, bo ani tam pieczywa, ani mięsa ani warzyw, a keczup i musztarda to tez pewnie głównie wypełniacze a mało pomidorów i gorczycy. i w ten sposób 'zasmakowało' mi to 'inne' mięso. i właśnie tak w domu 'częściej- (u mnie znaczyło to raz na tydzień +/- ;) zagościło mięso inne niż kurczakowe, ale nie trwało to długo-wołowina śmierdziała i była wmuszana, Tylko Po Co??? skoro nie wchodzi to czego na siłę pchać. w końcu mięcho wyszło na dobre z domu... i tak jest do dziś (ryby wróciły-wyjątek, ale oślizgłe kawałki i inne niż białe-to brązowe -odpada)
    Jeszcze wspomnę że jako dziecko smakowały mi żołądki i serca (o dziwo) i pasztet-wiadomo zmielone -nic nie widać, nic nie czuć (żyły i inne farfocle).

    OdpowiedzUsuń
  2. I zastanawiam się jak ma się ta dieta paleo i Twoja piramida jak sama pisałaś "ulepszoną o fakty i badania naukowe piramidę żywienia" do mojej piramidy...której w zasadzie nie ma. chcę ułożyć sobie po prostu jadłospis, a raczej spis tego co mi wolno a co nie (zdrowie się posypało i życie (ale nie chodzi o brak mięsa). Bo skoro słyszę, że ta dieta jest taka super, mówię tu o różnych źródłach-nie chodzi o ciebie, ale każdy kto stosuje tą dietę pisze o samych zaletach, a np. strony/blogi weget/wegańskie/raw food piszą o wadach-tzn. że czegoś się w tej diecie nie dostarcza ze względy na wykluczenie jakiegoś produktu i czym trzeba/można to zastąpić.
    Co z tego, że i lekarze i dietetyce i zwolennicy zdrowego rozsądnego odżywiania i Bóg wie kto jeszcze piszą/Mówią "Jeść, chociaż TROCHĘ, ale JEŚĆ! (mięso)- A co w moim przypadku, Ja nie mogę, nie wchodzi/nie chce wejść i ja też nie chcę- bo na przykładach z przeszłości gdy trzeba była samemu (ale złe wspomnienia też były z przedszkola i szkoły) WMUSZAĆ -to jaki był/jest tego sens- nie pasowało mi i zostało wykluczone i było (Jest) mi z tym jak najbardziej ok. (i nadmienię, że nie chodzi tu o mięso sklepowe-często było to prosto ze wsi-od rodziny i to były czasy gdy tej chemii u nas w kraju nie było aż tyle (chyba że wkładali a nie pisali-ale raczej był cukier zamiast syropu glukozowo-frukt, sól zamiast glutaminianu sodu czy drożdzy i zwykła skrobia zamiast modyfikowanej, i brak/mało wypełniaczy itd. Itp.)
    Ale chodzi o fragment "Zastępowanie mięsa produktami strączkowymi nie ma sensu biorąc, zwarty w nich kwas fitynowy osłabia wchłanianie minerałów (wapń, magnez, żelazo, cynk). Lecytyna wpływa niekorzystnie na układ hormonalny, choroby autoimmunologiczne(reumatologiczne zapalenie stawów, skleroza). Soja- NADMIERNE spożycie wywołuje zachwianie gospodarki hormonalnej"
    To czym zastąpić-albo inaczej, bo to tak jakby pisać czy wodę zastąpić chlebem, bez sensu, po prostu co jeść aby dostarczyć tego co trzeba, w odpowiedniej ilości (co jest w mięsie) ale aby nie wpływało niekorzystne jak z powyżej przytoczonego fragmentu.
    Może po prostu jedni ludzie są bardziej mięso- a inni bardziej roślinożerni. I tyle.
    W tym fragmencie (i ogólnie w publikacjach o niekorzystnych wpływach związków w określonych produktach w konkretnych dietach, chodzi o Nadmierne spożywanie czegoś-wiadomo wegetarianie nie jedzący mięsa będą chcieli zastąpić to ‘Czymś’- i wtedy wybór pada na ‘strączki’- na bardzo ‘dużą’ ilość ich spożywania, a wiadomo „co za dużo to nie zdrowo”- CZEGOKOLWIEK. Dlatego Ty pisząc, że cię soja rozregulowała, wynikało z faktu że jadłaś jej spore ilości zapewne. Kiedyś jak jeszcze nie wynaleziono blogów, jedyne co głównie kojarzono z wegetariańskim jedzonkiem była SOJA- i ludzie jedli ją na morgi. To tak samo jak by ktoś odwrócił sytuację i zastąpił 50% zjadanych warzyw mięsem-też by ŹLE wyszło.
    A co do lecytyny, i np. ta skleroza, lecytyna(sojowa) jest właśnie w tabletkach-suplementach poprawiających pracę mózgu. np. ‘Doppelherz Aktiv dla mózgu’ i tekst ze strony, jeśli mogę to podam link,
    cytuję
    „Kwasy tłuszczowe DHA i lecytyna wspomagają procesy nerwowe w mózgu oraz dostarczają substancji budulcowych do kory mózgowej” i
    „Preparat uzupełnia również dietę o lecytynę, która pełni ważną rolę w przebiegu procesów uczenia i zapamiętywania. Jednocześnie przyspiesza regenerację układu nerwowego w stanach stresu i wyczerpania nerwowego.
    W skład lecytyny sojowej wchodzą ważne dla zdrowia substancje aktywne: cholina, inozytol i nienasycone kwasy tłuszczowe (NNKT). Składniki te są ważnymi elementami budulcowymi komórek nerwowych oraz umożliwiają syntezę neurotransmiterów - substancji odpowiedzialnych za przekazywanie impulsów nerwowych"
    pozdro
    anonim

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawe jest dla mnie też co innego, kolega je kromkę (zwykłego) chleba z czymś (zapewne mieso/ser) popija kolą. Jedna sprawa: to nic tu (raczej) wartościowego-czyli nie dostarczamy witamin i zw min., druga popijanie Od Razu po jedzeniu. Trzecia sprawa kolega ma się dobrze, zdrowy, szczęśliwy, nic poważnego mu nie dolega, chyba że się przeziębi i wyzdrowieje w 3 dni. Nie prowadzi zbytnio aktywnego trybu, zwykły,normalny (jazda na motorze nie liczy się).
    Tysiące ludzi żre co chce-ŚMIECI, ŚMIECI, ŚMIECI lub normalne, "zwykłe" jedzenie i nic im nie jest-mam na myśli że bez większego szwanku mogą spokojnie funkcjonować (jak ja kiedyś). I prawda, niektórzy coś zmienią w swoim życiu a inni Nie. i Ci 'INNI' też dożyją szczęśliwego życia-bezproblemowo, wiadomo bez zdrowia, pieniędzy, chleba, pracy nie ma życia -dla każdego do wyboru, a ktoś będzie miał problemy "Na Zawsze" mimo przestrzegania odpowiedniego odżywiania, aktywności itd. a jeżeli będzie chciał "oszukać" (jak np. "cheat day) to jedyne co oszuka to sam siebie i to na co tak długo pracował. W pewnych przypadkach nie ma cheat-day'ów. Np. alergie-'Nie Można' np. orzechów, truskawek, glutenu, zwierząt to NIE MOŻNA i chwila przyjemności może skończyć się wielomiesięcznym naprawianiem tego, aby doszło do jak najbardziej neutralnego punktu i stosowania dalszych dobrych wyborów. Jednak ciekawi mnie czemu nie można (A MOŻE I MOŻNA, nie wiem) przez jakiś okres np. kilka miesięcy, kilka lat, WYLECZYĆ się, doprowadzić organizm do zdrowia, a później jak się będzie chciało to zjeść i gluten, i trukawkę czy większą ilość owoców i mieć psa, a nawet cos śmieciowego, na przykład. Ale nie mam na myśli oczywiście POCHŁANIANIA w kilogramowych ilościach konkretnej rzeczy (no poza psem-jak będzie to już musi być na zawsze :)), tylko bycia zwykłą osoba, jedzącą 'zwykłe' jedzenie-wystarczy popatrzeć w sklepie na koszyki ludzi-o takie jedzenie mi chodzi-mniej lub bardziej zdrowe. Czy tak się nie DA?!>
    Mówię o tym w ten sposób ponieważ, przypomina mi się cały czas (a raczej gdzieś z tyłu głowy ciągle mam) historia chłopca, teraz już dorosłego mężczyzny dobrze po 30-tce, który nie mógł jeść prawie niczego-jego matka mówiła mi że dieta była bardzo restrykcyjna i nawet ziarenka czegoś źle wpływającego na jego organizm nie dostał. Ja 'profesjonalnej' diagnozy nie znam, wiem że było to coś z jelitami, jak to ona nazywała wrzody czy narośl czy cośtam w środku. Lekarze powiedzieli, że mogą operować-Wyciąć, ale że może pojawić się obok, i tak by go mieli co chwile ciąć, to nie byłoby w końcu co z niego wycinać. Ale naprawić trzeba było, inne czasy, internetu brak (może dobrze może nie- tyle tego jest, i nie wiadomo od czego się wziąć i kto ma "rację") a lekarz jak lekarze-wiadomo. Ona pojechała do W-wy na jakieś leczenie laserowe, to było u jakiegoś profesora robione, albo on kierował dokąd udać się, nie pamiętam. i tak kilka razy, aż to cos Zniknęło+ Dieta OCZZYWIŚCIE. Efekt jest taki, że facet może jeść co chce, żadnych eliminacyjnych/restrykcyjnych diet, może sobie nawet solidnie wypić. Mając doświadczenia z przeszłości jako chłopiec/nastolatek, pewnie nie przegina, ale raczej jest z tych co jedzą takie zwykłe "koszykowe" jedzenie z supermarketu, gdzie jest chleb zafajdany dziwnymi wypełniaczami(jakby maka nie była zbyt wypełniająca sama w sobie), cukier(+w czymkolwiek on jest np. keczup, jogurt), tłuszcze roślinne, smieciowe mięso, niekoniecznie hodowane eko -bez antybiot. i innych i sobie zdrowo żyje-mam na myśli, że po jego problemach ani śladu, No i się Dobrze Czuje i to co najważniejsze.
    jeszcze raz pozdrawiam
    anonim

    OdpowiedzUsuń
  4. proszę uprzejmie o uściślenie dot. zaleceń stosowania oleju rzepakowego. W tym artykule est zalecany zaś przy omawianiu dobrych tłuszcyt - wręcz zakazany.

    OdpowiedzUsuń
  5. MS ten artykuł ma... ciekawy link.
    http://www.tlustezycie.pl/2012/04/dupa.html
    Jacek

    OdpowiedzUsuń
  6. Tydzień temu odstawiłam zboża i w końcu, po 15 latach bólów brzucha, czuję się dobrze.
    Jednak mój niepokój budzi duże spożycie mięsa, które wiązane jest ze zwiększoną liczbą zachorowań na raka (np. Z rakiem walczy się przy stole. W stronę wegetarianizmu Umberto Veronesi ) lub sam fakt, że społeczności słynące z długowieczności nie spożywają dużych ilości mięsa codziennie.
    Planuję oprzeć odżywianie na rybach.
    Interesuje mnie Twoja opinia w temacie mięso-rak.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam pytanie dotyczące dny moczanowej, związanej ze spożyciem mięsa (przetestowane na sobie i na pacjentach). Równoważę to dużą ilością warzyw, generalnie stosunek mniej więcej 2:1 (warzyw do białkowych) i proszkiem zasadowym rano na czczo.
    a jak Ty sobie z tym radzisz?

    Co można zalecić aktywnym fizycznie mężczyznom, którzy jedli dużo mięsa a teraz chorują na dnę?
    Magda

    OdpowiedzUsuń
  8. Dieta paleo, jedzenie przodków, wszystko ok. Ale zasadnicze pytanie - skąd wiesz, że dieta przodków to dieta dobra dla organizmu? Oni jedli to co jedli bo nie mieli wyboru. Ale nie wiadomo czy cieszyli się dobrym zdrowiem, nie wiadomo ile taki paleo przeżywał, jakie miał parametry biochemiczne krwi, jaki miał cholesterol, czy nie padali na zawały. Pisanie - jedzmy to co przodkowie, oni się nie mylili - to zdecydowanie grube nadużycie

    OdpowiedzUsuń