Dlaczego PALEO?

Masz dość wiecznych nieskutecznych diet? A może wciąż czujesz głód i nie potrafisz przestać myśleć o jedzeniu? Marzysz o tym aby jeść do syta i nie liczyć kalorii? Chcesz zrzucić tkankę tłuszczową, mieć więcej energii, lepsze samopoczucie? Cierpisz na otyłość, choroby autoimmunologiczne, cukrzycę, choroby serca, alergie, trądzik, depresję lub kiepski nastrój, problemy trawienne, PCO, zaburzenia hormonalne, brak energii? Jeżeli tak, jesteś w odpowiednim miejscu!

O paleo, medycynie naturalnej i odchudzaniu w oparciu o badania, fakty, doświadczenie. Analiza powszechnych przekonań dotyczących diety, odchudzania i zdrowia oraz holistyczne podejście do człowieka na podstawie konkretnych argumentów.

Szukaj

Loading

12.08.2012

Jedzenie wcale nie powinno być idealne

Czuje potrzebę napisania paru słów odnoście zdrowego jedzenia w praktyce. Wiele osób zarzucało mi, podejście zahaczające o ortoreksję i wiele było mocno zaskoczonych, gdy w jednym z postów pisałam, że jem lody cały tydzień :)  
Nasza relacja z jedzeniem jest różna w zależności od wielu czynników, takich jak: wychowanie, choroby, doświadczenia przeszłe, indywidualne skłonności itd. Ja lubię jeść, i to lubię jeść dużo i jedzenie jest dla mnie jakimś komfortem. Niezależnie jak bardzo jestem świadoma zdrowego odżywiania, czasem mam ochotę rozpieścić to małe dziecko, które każdy z nas w sobie nosi.


Tydzień temu na imprezie ze znajomymi zjadłam 300g pistacji. Wiem dokładnie ile, bo sama je kupiłam, przyniosłam i sama zjadłam :) Nie zastanawiałam się czy są zdrowe czy nie, ile mają kalorii, i czy od takiej ilości tłuszczu nie będzie mnie bolał brzuch. Po prostu miałam ochotę. Miałam też ochotę na ciasto. I gdybym mogła to pewnie bym się nie zastanawiała ani chwili. Jedynym powodem, dla którego ciasto zostało ocalone jest fakt, że moja insulina za dużo już namieszała w moim zdrowiu i strach przed konsekwencjami wygrał. Udało mi się pozbyć leków i nie chcę tego psuć. Ale w innym przypadku lub gdy bym nie miała tej świadomości to ciasto na pewno byłoby pochłonięte.

Zastanawiam się skąd mam różne potrzeby zapewnienia sobie komfortu jedzeniem. I dokładnie wiem kiedy się zaczęły. Wraz z pierwszą dietą i pierwszą próbą odchudzania (jakieś 15 lat temu). I tak jest zawsze. Rozpoczęcie diety jest jak ruszenie kostki domina. Im bardziej się ograniczamy tym większa szansa, że po jakimś czasie to czego sobie odmawiamy wróci do nas ze zdwojoną siłą. Nie od razu. Na początku łatwo wytrwać. Po jakimś czasie, być może po tygodniu, być może po roku,  na skutek ograniczania ilości i typu jedzenia zaczynamy odczuwać dziwne potrzeby. Czasem jest to związane z wieloma procesami, które zachodzą w naszym ciele (niedożywienie, niedobór witamin i minerałów, zaburzenie równowagi hormonalnej)....a czasem jest to psychologiczna potrzeba. Zwłaszcza gdy nasza dieta nie do końca nam odpowiada. Jeśli lubimy jeść pieczywo i makarony, a nagle każą nam odstawić zboża to w przypadku, gdy sami naprawdę tego nie będziemy chcieć, zrodzi się bunt i potrzeba znalezienia jakiegoś zamiennika. Nie można jeść non stop tego co nam nie odpowiada, zwłaszcza tego co nie smakuje. Jak nie lubimy mięsa to dieta paleo doprowadzi nas do frustracji. Jak nie lubimy warzyw to wegetarianizm będzie nierealny itd. Oczywiście można zmienić podejście i ja staram się iść w tą stronę. Rozumiem co szkodzi, co pomaga, jaki efekt ma to co jemy na nasz organizm i łatwiej mi odpuścić pewne rzeczy. Ale mimo tego, i mimo tego, że jem co lubię, bo uwielbiam mięso i warzywa, to wciąż co jakiś czas pojawia się potrzeba zjedzenia czego zakazanego. Czasem zaspokojona mija, czasem nie mija przez tydzień lub nawet miesiąc. Co wtedy robię? Odpuszczam. Zawsze. Kiedyś walczyłam z sobą, uważałam że silna wola jest kluczem do sukcesu. Zachcianki nie mijały i często kończyły się kompulsywnym objadaniem, a później poczuciem winy. To tona stresu, którego nie potrzebuje w życiu.

Więc odpuszczam. Co prawda nie oznacza to, że kupuję pudło lodów i jem całe na raz (kiedyś tak notabene robiłam :) ). Ale np. jem więcej tego co lubię i co mogę jeść. Często to jest słoik kremu kokosowego lub połowa pieczonego kurczaka. Zdarza się, że po takim objedzeniu nie chcę patrzeć na jedzenie przez następny dzień :) Ale staram się jeść świadomie i traktować to jak ucztę i jak coś pozytywnego. Nie chcę myśleć negatywnie, że znów jem za dużo lub że to co robię mi szkodzi, mimo że taka ilość tłuszczu, białka czy w ogóle jakiegokolwiek jedzenia nie jest wcale zdrowsza niż paczka ciastek. Czasem nie mam ochoty na moje jedzenie i chcę przerwy od tych wszystkich zdrowych rzeczy. Wtedy jem lody. Ze wszystkiego co uważam za niezdrowe lody po prostu lubię najbardziej. Czasem jem trochę i wystarczy. Czasem jem codziennie trochę przez tydzień. Gdybym myślała negatywnie o tym, to pewnie zaczynając jeść trochę byłoby mi wszystko jedno i zjadłabym wszystko.
A sęk w tym, żeby nauczyć się równowagi i kontroli. A aby mieć kontrolę nie można się ograniczać, ani sobie odmawiać. Brzmi paradoksalnie, ale tak jest. Nie nauczymy się nic robić dobrze, jeśli ciągle będziemy bać się popełniania błędów. I trzeba też nauczyć się wybaczać sobie te błędy. Nie rozpamiętywać, nie drążyć, nie analizować, nie kombinować jak teraz złagodzić konsekwencje (jeść następnego dnia mniej czy więcej ćwiczyć). 

Pamiętajcie, że jeśli będziemy myśleć, że robimy coś złego czy zakazanego, to nasze ciało zareaguje jakbyśmy naprawdę je krzywdzili. A to tylko jedzenie. I ważniejsze jest to co myślimy o nim, niż to jakie ono jest. Oczywiście zakładając, że mamy zdrową  dietę, a raz na jakiś czas wyjdzie inaczej :)
Dobrą i skuteczną techniką jest podejście do jedzenia na zasadzie 80/20, czyli 80% naszego jedzenia jest zdrowe, a pozostałe 20% to nasze słabostki. To w zupełności wystarczy dla zapewnienia sobie optymalnego zdrowia zarówno psychicznego jak i fizycznego. Nie chodzi o idealizm, chodzi o konsekwencję w tym co robimy.

Osobiście byłam długo w trybie idealnego jedzenia, ważenia, liczenia kalorii, ćwiczeń itd. Oczywiście wiązało się to co jakiś czas z napadami głodu na cokolwiek, ale szczerze mówiąc nie widzę korzyści. Nie byłam ani zdrowsza, ani chudsza, ani bardziej szczęśliwa. Teraz robię dokładnie na odwrót - jem ile chcę, nic nie liczę, nic nie ważę, ćwiczę mniej i efekt jest dokładnie ten sam odnośnie mojej wagi/wyglądu. Za to z pewnością jestem zdrowsza i szczęśliwsza. W dużej mierze jest to kwestia mojej diet, ale myślę że jest więcej. Być może z wiekiem i świadomością zmieniły się moje piorytety. Być może też znudziło mi się to skrupulatne przestrzeganie zasad. Albo poczułam się już na tyle swobodnie, że mogę przesuwać granicę....niemniej jednak nigdy by do tego nie doszło gdybym dalej się ograniczała, odmawiała sobie wielu rzeczy i dążyła do chorego perfekcjonizmu. My kobiety tak potrafimy. Dlatego błagam, jeśli ktoś ma takie skłonności, postarajcie się coś zmienić, nie bądźcie swoimi największymi wrogami ;)

16 komentarzy:

  1. przy kazdym postem mam wrazenie,ze lepszego juz byc nie moze ;p a jednak! :D Te wnioski sa genialne.....sama prawda.Moje doswiadczenia sa identyczne, po prostu slowo w w slowo....lata liczenia kalorii,trzymania wyznaczonych planow,rystrykcji,ktorych"trzeba"przestrzegac doprowadzily do tego,ze w efekcie ogromnych napadow nabijalam wiecej niezdrowego zarcia niz jadlabym bez jakichkolwiek diet....chyba trzeba swoje przezyc i dojrzec,zeby wiedziec,ze prawdziwa kontrola i "silna wola" to wlasnie rownowaga,umiar i zycie w zgodzie z samym sobą :)

    OdpowiedzUsuń
  2. genialny tekst :) ja czasami zjadam wszystko co popadnie, a czasami rygorystycznie liczę kalorię. schizofrenia :)

    pozdrawiam!
    http://setkado40stki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam pytanie:) Ale może zacznę trochę od czego innego, a mianowicie bardzo mi się podoba Pani blog, nie miałam jeszcze czasu żeby przeczytać wszystkie wpisy, ale mam zamiar to zrobić w niedalekiej przyszłości, świetnie się czyta te posty, pokazują bardzo przydatną wiedzę, która, mam wrażenie(a może to nie jest wrażenie), że jest przed nami, konsumentami, ukrywana dlatego też dziękuję, i oto następuje moje pytanie, chciałabym zmienić swój sposób żywienia, ale nie wiem od czego zacząć, czy od wyrzucenia "złych" produktów z lodówki? czy drastycznego odstawienia cukrów i przetworzonych rzeczy? wydaje mi się, że od obydwu jestem uzależniona... z góry dziękuję za odpowiedź

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej,
      Może to pomoże:
      http://tlustezycie.blogspot.com/p/odzywianie.html
      http://tlustezycie.blogspot.com/2012/04/do-startu-gotowi-start.html
      http://tlustezycie.blogspot.com/2012/04/dobra-strategia-nie-jest-za.html
      Jeśli nie to pytaj :)

      Usuń
  4. Jedzenie ma być przede wszystkim smaczne:D. Pozdrawiamy:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Właśnie a ja mam często taki problem jak tu napisałaś że jesz te lody np. przez tydzień po trochu (to suchy przykład) a ja mam właśnie tak że jak się dorwę to zjem wszystko (powiedzmy całe te pudełko lodów) a jutro nic (lodów oczywiście)- ( a nie że nic nie zjem). Nie umiem tak sobie rozłożyć podzielić ..bo tak jakby wtedy się ograniczam.. i wsuwam wszystko. Uczę się tego pomału..idzie opornie, ale myślę że do przodu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja problem slodyczy rozwiazuje w ten sposob, ze sam je wytwarzam, wg wzorca: duzo tluszczu, sredno bialka, malo weglowodanow(smietanka 36%) + zoltka + troche cukru np. w postaci rodzynek, prazonych jablek, gruszek, itp., itd... W sieci jest duzo przepisow na takie "optymalne" i nie tylko frykasy. Nawet zaszalenie z takim deserkiem nie daje zadnych odczuwalnych efektow negatywnych.

      MS - dzieki za pozyteczna robote. Mam nadzieje, ze w Niebie bedzie Ci to policzone :) ;) :)(bezinteresownosc z jaka sie dzielisz swoim doswiadczeniem). W poszukiwaniu szczescia, juz tu na ziemi :), trafilem i na Twojego bloga.

      Robisz b. dobra robote!!!!! - to w odpowiedzi wszystkim zlosliwcom, ktorzy sie tutaj ujawniaja. Mysle, ze sa to w przewazajacej mierze, jacys "pogieci" diabetycy-idiotycy i "detektywi" przemyslu farmaceutycznego. Napedza ich strach "chudych lat", ot co ... To taka moja teoria spiskowa - uech, uech, uech...:). A na powaznie, taki blog jak Twoj, w jakis sposob uderza w to lobby. Nie pisze tego bezpodstawnie - jestem nie wykonczona(chyba tylko z uwagi na nie najwyzsze dawki - wszak nie zabija sie kury co znosi jajka, niekoniecznie zlote :) ) ofiara chemii farmaceutycznej, m.inn. tzw. statyn - ktore zazywalem od grubo ponad 10 lat. Nie chce sie rozpisywac. "Powiem" tylko tyle: po odstawieniu tego chemicznego "syfu" i przejsciu na tlusta diete jestem wypelniony po brzegi, bez uczucia przesytu, kontentnoscia :) :) :) .... Jak bylo przedtem, niech kazdy kto chce, sobie wyobrazi ... .

      marcopolo kontentny :)

      Usuń
    2. Dziękuję bardzo, i jak już wiele osób zauważyło tutaj jeden męski głos jest dla mnie jak 10 kobiecych :D To tak półżartem :) A z ciekawości co sie zmieniło po zmianie diety?

      Usuń
  6. Fajny i przydatny wpis, może się też przydać taki kanał https://www.youtube.com/user/tomehoppl - też mówi o zdrowiu i innych tego typu sprawach.

    OdpowiedzUsuń
  7. In fact, a huge number of online portals spawning every dday means that content and posts and similar textual matter is required every other day.
    If you can follow simple step by step instructions and you have basic typing skills, you are eligible to
    enter data. One of the best ad placement proograms I
    have ever worked with is Google Adsense.

    Also visit my blog :: gagner de l argent

    OdpowiedzUsuń