Dlaczego PALEO?

Masz dość wiecznych nieskutecznych diet? A może wciąż czujesz głód i nie potrafisz przestać myśleć o jedzeniu? Marzysz o tym aby jeść do syta i nie liczyć kalorii? Chcesz zrzucić tkankę tłuszczową, mieć więcej energii, lepsze samopoczucie? Cierpisz na otyłość, choroby autoimmunologiczne, cukrzycę, choroby serca, alergie, trądzik, depresję lub kiepski nastrój, problemy trawienne, PCO, zaburzenia hormonalne, brak energii? Jeżeli tak, jesteś w odpowiednim miejscu!

O paleo, medycynie naturalnej i odchudzaniu w oparciu o badania, fakty, doświadczenie. Analiza powszechnych przekonań dotyczących diety, odchudzania i zdrowia oraz holistyczne podejście do człowieka na podstawie konkretnych argumentów.

Szukaj

Loading

13.11.2013

Ćwiczenia vs odchudzanie

Czasami wcale się nie dziwię, że tyle osób ma problemy z odchudzaniem. Skuteczna redukcja tkanki tłuszczowej niestety niewiele ma wspólnego z tym co przedstawiają nam media i w co często wierzymy. Cała koncepcja odchudzania, które musi być związane z wykańczaniem swojego ciała godzinami ćwiczeń oraz drakońską dietą jest błędna. Tak bardzo chcemy wierzyć, że dobra sylwetkę można mieć tylko dzięki godzinom spędzonych na siłowni, że zapominamy co jest naprawę niezbędne dla redukcji tkanki tłuszczowej.

Wiele kobiet ma problem z redukcja tkanki tłuszczowej, mimo kilku godzinnych treningów w tygodniu i idealnej diety. Mimo nieustannych zmian diety, i mimo zmian treningów. A nawet mimo zwiększania ilości ćwiczeń i zmniejszania ilości jedzenia. Taki stan na dłuższą metę jest frustrujący (i destrukcyjny dla organizmu), ale mimo wszystko wiele osób tkwi w nim wierząc w idiotyczne "prawdy", którymi karmią nas na każdym kroku.

Kilka z takich totalnie nierealnych zachowań jest na tyle powszechnych, że postanowiłam je opisać:

1) Liczenie kalorii - zjedzonych i spalonych
Mam nadzieję, że większość osób zdaje sobie sprawę, że kalorie nie są kaloriom równe. I to co nasz organizm zrobi z 1000 kalorii z brokuła nie będzie tożsame z racją na 1000 kalorii z ciasteczek. Abstrahując, że ciężko przeliczać kilogramy tkanki tłuszczowej na kalorie, kilogram tłuszczu to 1000 gram, nie 6,600 kalorii.

Badania jasno pokazują, że jeśli mowa o utracie tkanki tłuszczowej, wyliczania cyferek nie są dobra strategią. Oczywiście, pewien deficyt energetyczny jest zawsze potrzebny dla redukcji, ale nie jest równoznaczne z deficytem kalorycznym. Mowa to o wydatku energetycznych, który nie jest proporcjonalny do ilości kalorii w diecie. Konkluzja jest prosta: każdy z nas straci 1kg przy innym deficycie kalorii i rzadko to będzie 6,600! Co więcej, ta wartość nigdy nie jest stałą i  będzie się wahać podczas całego okresu odchudzania (najprawdopodobniej rosnąć). Co ciekawe szybciej będzie można zauważyć potrzebę zwiększania deficytu na dietach mocno restrykcyjnych, czyli np. 1000 kalorii. I uwaga! U kobiet efekt jest jeszcze potężniejszy, mamy dużo większy problem z utratą tkanki mięśniowej, chociaż jak widać w badaniu tracimy mniej masy mięśniowej w całym procesie.

To co jemy nie jest obojętne dla naszego organizmu. Każde jedzenie wywołuje jakiś efekt w kontekście reakcji biochemicznych i czy jest to związane z odpowiedzią hormonalną, tworzeniem energii czy też syntezą składników odżywczych, prawdopodobnie będzie mieć wpływ na redukcję tkanki tłuszczowej w mniej lub bardziej bezpośredni sposób. Stąd manipulacje dietetyczne jak ketoza czy dieta wysokobiałkowa sprawdzają się w wielu przypadkach (często krótkotrwale), a np. zaburzenia hormonalne są silniejsze niż jakakolwiek dieta i nie pozwalają na skuteczne odchudzanie.


2) Spalanie kalorii poprzez trening
To domena kobiet i treningu cardio (łatwo policzyć spalone kalorie), który często za radą "ekspertów" wykonywany jest przy określonym tętnie (vide fat burning zone). Niestety spalanie kalorii nie jest równoznaczne ze spalaniem tkanki tłuszczowej, a celem treningu nie powinien być tak naprawdę spalanie kalorii, tylko stworzenie podłoża/zbudowania ciała, które będzie spalało tłuszcz efektywnie 24h, prawda? Stąd też często zalecam treningi HIIT lub niskopoziomową aktywność połączoną z treningiem siłowym, Dla większości osób szukających tylko estetycznych wyników to zdecydowanie najlepsze rozwiązanie, dla bardziej zaawansowanych fitness tak naprawdę nie zna granic, ale w tym przypadku skupienie się na funkcjonalnym treningu pozwoli naprawdę poczuć się fit!

To badanie jest idealne, aby pokazać w jaki sposób można poprawić swoje zdrowie i sylwetkę niewielkim nakładem czasu. Jest to długoterminowe badanie na temat wpływu treningu HIIT na kompozycje ciała, kardiometaboliczne czynniki ryzyka oraz kondycję osób z otyłością brzuszną.
Naukowcy wprowadzili 9-cio miesięczny program, który obejmował pięć indywidualnych konsultacji dietetycznych, 2- 3 treningi HIIT lub siłowe w tygodniu w połączeniu z opcjonalnymi ćwiczeniami o średniej intensywności (marsz, jeżdżenie na rowerze) 2 razy w tygodniu. Trening siłowy trwał ok. 20 minut, a HIIT w formie 30 sekundowych sprintów ok. 10 minut. W rezultacie 54 minuty treningu tygodniowo przyniosły niesamowite efekty w wyżej wymienionych aspektach, mimo że ilość spalonych kalorii podczas treningu była niewielka.


3) Mniej znaczy więcej
Przynajmniej jeśli chodzi o trening, Wiadomo, że chroniczne wykańczanie organizmu, dzień w dzień przez X czasu będzie destrukcyjne. Nie jest to tylko kwestia stresu, jakim niewątpliwie jest trening, i mimo że dla wielu osób wciąż jest to dodatkowy czynnik do wielkiego wora stresu, w którym już siedzi praca, związek, dzieci, choroby, dieta itd., to tak naprawdę problematyczny jest brak odpowiedniej regeneracji po treningu. I mam tu na myśli zarówno dietę jak i sen. W konsekwencji pojawia się przetrenowanie przy jednocześnie relatywnie słabych treningach. Do tego często dochodzi restrykcyjna dieta i mamy idealne podłoże dla wyczerpania nadnerczy, osłabienia wydajności tarczycy lub syndromu atletki.

Warto przemyśleć pewne kwestie, bo może się okazać, że 50% mniej da 80% więcej, przynajmniej gdy mowa o lekkiej intensywności ćwiczeń. To badanie jest idealne, aby pokazać w jaki sposób można stracić tonę kalorii i ani grama tłuszczu
64 zdrowych uczestników z BMI>=25 i o siedzącym trybie życia oraz historią nieskutecznego odchudzania i nadmiernego wysiłku fizycznego przez 13 tygodni straciło ok 4g tkanki tłuszczowej przy pomocy klasycznego cardio o stałej intensywności.
Ćwiczenia były wykonywane 3 razy w tygodniu (>70% max. tętna), a przez 4 pozostałe dni uczestnicy mogli wykonywać dowolną aktywność fizyczną, która musiała stanowić 300 (średni pułap) lub 600 (wyższy pułap) kalorii deficytu (mierzonego pulsometrem). Zapisy zmian pulsu były co tydzień analizowane. Średnio obie grupy ćwiczyły ok. 6.2 razy na tydzień. Logicznym (przynajmniej według stereotypowego podejścia) założeniem byłoby, że grupa ćwicząca więcej i spalająca więcej kalorii będzie również miała większy spadek wagi czy tkanki tłuszczowej. 30 uczestników z grupy o średnim pułapie, którzy powinni spalić o ponad 27 tysięcy mniej kalorii, miało większy całkowity spadek wagi i tkanki tłuszczowej w porównywaniu z grupą o wyższym pułapie. I mimo, że grupa o wyższym pułapie straciła średnio 1.4 g tłuszczu, a grupa o średnim pułapie 1.1 grama na 1 gram całkowitej wagi ciała, to moim zdaniem badanie daje do myślenia, że skoro 2 razy więcej wysiłku nie skutkuje przynajmniej podobnym rezultatem, to może gra nie jest warta świeczki?

Konkluzja: ćwiczenia nie są najważniejszym elementem redukcji

Nasze zdrowie będzie determinować jak organizm zareaguje na ćwiczenia i dietę. Wszelkie problemy zdrowotne (ukryte lub jawne) mogą skutecznie blokować wysiłki w celu redukcji tkanki tłuszczowej i nie jest to sabotaż, który pokona silna wola. Zawsze trening powinien iść na końcu, gdy inne kwestie są chociaż częściowo zaadresowane.Oczywiście aktywność jest ważna i niskopoziomowy ruch przyda się każdemu niezależnie od stanu zdrowia, ale na intensywne i wykańczające treningi przyjdzie (lub nie) czas. A nim przyjdzie warto zająć się komponentami, które mają ogromne znaczenie dla redukcji tkanki tłuszczowej takimi jak: równowaga hormonalna, detoks toksyn, zdrowie jelit, niedobory składników odżywczych czy stres.


Posty powiązane:

56 komentarzy:

  1. MS, mam pytanie z zupelnie innej beczki... czekam na pierwsza w zyciu wizyte u gastrologa. Jak sie do niej przygotowac? Zrobic jakies badania - morfologia, tsh? Bede wdzieczna za podpowiedz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I pewnie już po wizycie, daj znac chociaz jak bylo...

      Usuń
  2. Kurcze, bardzo mądre rzeczy piszesz... Ja właśnie poszukuję powodów, dla których treningi nie przynoszą efektu a nawet odwrotny od zamierzonego (wzrost wagi). Pierwsze co wymyśliłam po doszkoleniu się z różnych dziedzin to brak porządnego posiłku potreningowego. Teraz tak myślę, że może jednak za mało kcal generalnie, no i chyba stres...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, że się wtrącę - wzrost wagi może być albo spowodowany zwiększeniem masy mięśniowej (bo mięśnie ważą więcej niż tłuszcz), albo no złe odżywianie...

      Usuń
    2. albo początek zaburzeń zdrowotnych - hormony, enzymy itd. o czym można poczytać na tym blogu:-)

      Usuń
    3. Gohs zobacz zakładkę odchudzanie :)

      Usuń
  3. Do rzadszych ćwiczeń mnie przekonałaś, ale powiedz - co zrobić z niszczącymi skutkami siedzącej pracy? (I to siedzącej-siedzącej, kilka-kilkanaście godzin dziennie za biurkiem)

    A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeździć rowerem do pracy, wysiąść 1-2 przystanki wcześniej, częściej chodzić do wc (w ramach małego spacerku ;)) plus lekki trening siłowy i lekkie rozciąganie
      i dużo rosołu i żelatyny :D
      u mnie działa fantastycznie, bóle pleców przeszły, do autobusu mogę podbiec bez zadyszki, po schodach wejść bez bólu kolan, zmiany pogody przechodzę bezobjawowo (wcześniej łamało mnie w kolanach i kostkach)

      Usuń
    2. Za cholerę nie wiem, jak miałabym dojechać rowerem od łóżka do biurka ;) Na tym dystansie nawet rower by mi się nie zmieścił.

      A.

      Usuń
    3. No chyba, że tak się sprawy mają :D
      to może jakieś przerwy co godzinę na małe ćwiczonka, albo większe ćwiczonka po pracy co drugi dzień?
      bo przy samym siedzieniu to niewiele da się zrobić ;)

      Usuń
    4. Mam ten sam problem. Siedzę w pracy dużo, po pracy piszę dalej swoje rzeczy lub czytam coś i nie mam nawet 5 min aby skłon zrobić. Generalnie złotych rad może być multum: od chodzenia na pieszo do/z/przed/po pracy, po spacery w przerwie, skakanie na skakance, lekkie 10 minutowe interwały czy cieższe siłowe...cokolwiek...ale czasem się nie da i już :( Nie dla kazdego zdrowie jest najwazniejsze i sa okresy w zyciu, ze nie jest. Wtedy moze w weekend dluzszy spacer? Nie wydaje mi sie aby nie bylo szans na wygospodarowanie godziny, ale jestem pewna, ze to moze byc kosztem czegos innego :)

      Wiem co pomoze: http://www.cheeseslave.com/wp-content/uploads/2013/05/lifespan-fitness-treadmill-desk.jpg

      Usuń
  4. Zasada jest prosta 70% dieta, 30% ćwiczenia. Przy czym pisząc dieta nie mam na myśli konkretnej diety, tylko zdrowe odżywianie ;)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ćwiczenia nie mają żadnego wpływu na chudnięcie. W liceum schudłam 15 kilo nie kiwnąwszy palcem (zaczęłam się nieco zdrowiej odżywiać - oczywiście nadal jadłam zboża, bo myślałam, że są zdrowe, ale jednak pilnowałam, żeby jeść "prawdziwe" jedzenie, a nie jakieś straszne świństwa).

      A.

      Usuń
    2. Racja, wysiłek fizyczny powoduje, że ma się większe zapotrzebowanie energetyczne. Ćwiczenia mogą spowodować, że nasze mięśnie będą elastyczniejsze, może będą "ładniej" wyglądać. Po odstawieniu zbóż, i żywności przetworzonej organizm sam osiąga własną masę ciała:-)

      Usuń
    3. Polecam książkę "good calories, bad calories" gdzie autor zebrał wszystkie badania prowadzone nad otyłością w ostatnich 100latach, analizuje te badania pod kątem metodologii badawczej, popełnił kilka błędów w tej analizie ale o tym możemy już doczytać na jego stronie internetowej. Bardzo ciekawa analiza, jeszcze ciekawsze badania, które potem już możemy sami zgłębiać aby zaspokoić ciekawość, zgłębić już nas interesujące zagadnienie.
      Po tej książce zrozumiałam, że jeśli następuje nagłe odkładanie tkanki tłuszczowej to należy szukać przyczyny: odżywianie, zaburzenia hormonalne, kłopoty z przewodem pokarmowym, enzymy itd ale na pewno nie należy więcej ćwiczyć bo to nic nie pomoże a może tylko pogorszyć stan zdrowia. Ta książka może być dobrym początkiem, żeby zacząć swoją przygodę ze zgłębianiem wiedzy w tym zakresie:-)

      Usuń
    4. Kolejna "specjalistka" od odżywiania i fitnessu. Cytat z jej bloga: " Węglowodany są trzecią grupą makroskładników, której nie wolno nam pomijać w naszej diecie. Całkowite zrezygnowanie z nich lub ich ograniczenie (w dużym stopniu) powoduje, że czujemy się zmęczeni i nie mamy na nic siły. To tylko odczuwalne symptomy braków węglowodanów w naszym organizmie, w rzeczywistości możemy doprowadzić do bardzo poważnych powikłań.
      Węglowodany to energia, którą żywi się nasz organizm, dlatego nie wolno nam o tym zapominać. Nasz organizm przekształca węglowodany i w formie glukozy wchłania się do krwiobiegu. Glukoza jest wyłącznym źródłem energii dla komórek układu nerwowego (mózgu) oraz krwinek czerwonych. "

      Usuń
    5. Nie jest to czarno biale, bo mozna wycwiczyc zla diete :) Ale na chwile...generalnie organizm musi byc gotowany na cwiczenia, inaczej nie bedzie na nie reagowal tak jakbysmy chcieli. Jesli fizjologia nie jest sprawna to ani dieta ani godziny cwiczen nic nie zmienia. Przynajmniej nie na lepsze...w dlugoterminowej perspektywie. Bo kazda zmiana bedzie dzialac przez chwile.

      Ale cwiczenia moga poprawic kilka problemow w naszym ciele: insulinoopornosc, kiepska konwersja hormonow tarczycy, autofagię, detoks itd,

      Usuń
  5. Hej MS. czy można w najbliższym czasie spodziewać się posta o wpływie stresu na prolaktynę, hiperprolaktynemii i co za tym idzie wtórnym zanikiem miesiączki? Lekarz zaleca wywołanie okresu Duphastonem, jednak nie wiem czy to dobry pomysł..wolę nie ingerować lekami i hormonami w organizm. Jestem przekonana, że to moje znerwicowanie jest tutaj winowajcą. Czy są jakieś naturalne sposoby na przywracanie miesiączki i obniżenie prolaktyny? Odwlekam moment wykupienia recepty, może robię tylko gorzej...Może możesz polecić jakieś artykuły na ten temat? Nie chcę sobie zaszkodzić...ale bardzo się tym martwię, nie mam miesiączki 5 mies a gin raczej pobłażliwie do tego podeszła, twierdząc, że "przytrafiło się" i "w końcu przywrócimy okres", tylko to pewnie wiąże się z mocną kuracją, przed którą mam obawy..nie chcę mieszać w hormonach :(

    A odnośnie powyższego posta.. mam również pytanie i zapotrzebowanie na informacje o domowym treningu siłowym. Planuję zacząć podnosić coś ciężkiego, jednak zupełnie nie wiem jak się za to zabrać a w internecie oczywiście chaos...Poza tym, czy znasz jakieś gotowe plany treningowe HIIT? W sieci trudno je odróżnić od zwykłych interwałów.
    Dzięki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam ten sam problem i również czekam na posta o HTZ z niecierpliwością. Niestety ja biorę syntetyczne hormony, bo jak na razie nie widzę innego wyjścia. Duphaston mi nie pomógł, biorę Femoston. Też nieszczególnie działa.... A wszystko stres i stres i dużo pracy. Bo odżywianie praktycznie 100 % paleo...

      Usuń
    2. Czyli opisany przeze mnie problem to HTZ? Rety, jestem w wieku rozrodczym, jak to ? ;( Gin raczej twierdzi, że to nic groźnego...sama nie wiem. Po teście prolaktyny z obciążeniem medoclopramidem wyszedł wzrost 5 razy czyli wskazywałoby to na hipprl czynnościową + u mnie jeszcze insulinooporność :(

      Usuń
    3. Napiszę. Generalnie dieta, szukanie przyczyny i w miedzyczasie u wikeszosci sprawdzi sie podwyzszenie porgetseronu.

      Ale HIIT przy rozregulowaniu hormonów to moim zdaniem kiepski pomysł. Nie wiem czy znam gorszy. Ja po kilku tygodniach regularnych HITTów zawsze konecze z nierównowaga hormonalna rówmnież,

      Usuń
    4. W takim razie, jakie ćwiczenia się sprawdzą przy braku miesiączki i IO? Z jednej strony HITTY poprawiają wrażliwość insulinową a z drugiej to kiepski pomysł . Tak samo węgle.. przy IO jednak lepiej je ograniczać a z drugiej strony za mało to też źle..już sama nie wiem co ćwiczyć, co jeść, czy w ogóle ćwiczyć :/ Chciałbym wiedzieć, że to co robię dla siebie i ze swoim ciałem jest dobre i ma sens. Jakiś czas temu porzuciłam domowe treningi..nie chcialam stresować organizmu i tym samym może przywrócić w naturalny sposób miesiączkę...jednak tej nadal nie ma. Codzienny trening był dla mnie bardzo stresujący psychicznie, ta cała insulinooporność ogólnie mi nie służy... brak efektów ćwiczeń i diety(bliskiej paleo(bo jem czasem trochę nabiału i fistaszki )1700-1800kcal, skutecznie osłabiły motywację co nie mogło obejść się bez reakcji organizmu na "zabranie" cyklu. Wolałabym jednak by ćwiczenia i dieta przynosiły efekty :(
      MS, powiedz, jak Ty to robisz, że mając IO teraz możesz pozwolić sobie na miód, bataty czy nawet snickersa ;) w dodatku ciesząc się dobrą formą.Podziwiam Cię za takie zdrowe podejście... czy to znaczy, że można uregulować na tyle wrazliwość insulinową by pozwolić sobie na takie produkty? Czy w ogóle dieta paleo jest dobra dla osób z IO? Czy właśnie należy ją modyfikować i wyeliminować produkty takie jak miód czy gotowane bulwy? Tak właśnie staram się komponować posiłki, tylko moim problemem są orzechy, jem je w każdej ilości :(
      Mimo iż trochę jest na tłustym, to czekam z niecierpliwością na kolejne wskazówki dla insnulinoopornych-nigdy za wiele ;)

      Pozdrawiam i dużo odpoczynku w Święta życząc od razu :)

      Usuń
    5. Oj ja od dawna nie mam insulinoopornosci. Stwierdzono mi ją w 2009 lub 20010 roku oficjalnie, ale ostatni rok problemow jaki pamietam to byla caly czas reaktywna hipoglikemia. Praktycznie zniknela jak porzucilam jedzenie 5 razy dziennie i nabial/zboze. I chyba jak przestalam sie bac tluszczu. Na pewno byly tez inne zmiany jakich nie kojarzylam wtedy czyli porzucenie kawy, troska o prawidlowy sen, z ktorym mam non stop problemy czy wlaczenie wiekszej ilosci bialka.

      120-150g wegli to ilosc jaka nie zaszkodzi diabetykowi. Ale długo jadłam mało węgli generalnie. Balam sie miodu i batata. Przestalam sie bac jak zrozumialam jak dziala insulina, i ze wazna jest ogolna podaz wegli a nie IG. Staram sie nie jesc bardzo duzo wegli w jednym posilku, ale zdecydowanie toleruje teraz wegle duzo bardziej niz kiedys. Moim zdaniem najlepiej zaczac od zmniejszenia wegli wposilkach do ok. 40g przy 3 posilkach dziennie. Raz na jakis czas HIIT ok, ale duzo przyjemniejsza i rownie skuteczna aktywnoscia na poprawe insulinoopornosci sa spacery i umiarkowana aktywnosc.

      Paleo jest super dla insulinoopornych, zwraca uwage na jakos jedzenia, eliminuje przetworzone wegle i nabial, ktory podnosi insuline.

      I to czy cwiczen jest za duzo to bardzo subiektywna kwestia, dla wielu kobiet z nadwaga i problemami z insulina robia wiecej dobrego niz zlego :) Problem jest gdy sie przekroczy granice i stresu jest po prostu za duzo.

      http://www.tlustezycie.pl/2013/09/reaktywna-hipoglikemia-i.html

      Usuń
    6. Dzięki za czujność i szybką odp :)

      Czyli to nie jest przypadłość na całe życie i da się z tego wyjść? Jak poznać, że nie ma się już problemó w z insuliną?
      Ja mam stwierdzoną insulinooporność 10 mies i od tego czasu wywróciłam swoją piramidę odżywiania- zasadniczo na plus. Jednak kosztem wielu wyrzeczeń i dużej frustracji. Teraz zmagam się już tylko z kawą z mlekiem i tymi fistaszkami :/ które niestety są wygodne w krytycznych momentach. ( Zboża,cukier,alko,złe tłuszcze roślinne i w 95% nabiał ;]już dawno poszły w odstawkę,ograniczyłam owoce, wprowadziłam olej kokosowy... ale nie poczułam jakieś cudownej uzdrowicielskiej mocy, ćwiczenia również nie wyzwoliły szału endorfin - częściej niestety była to duża frustracja, płacz i bezradność. Właściwie od tego zaczęła się moja diagnoza - brak efektów ćwiczeń. U mnie insulinooporność jest raczej skutkiem przeszłych, a nawet dziecięcych problemów z tarczycą oraz subiektywnie dużą nerwowością niż efektem nadwagi. Moja waga nigdy nie była problemem, zawsze byłam raczej szczupła. Myślę, że teraz to jest jakieś standardowe 60 kg przy 172 cm. Chciałabym po prostu zmienić skład tkanki tłuszczowej na mięśniową, stać się "spalaczem" tłuszczu nie cukru i popracować nad kompozycją ciała niż schudnąć, jednak wiem, że żeby to osiągnąć trzeba być zdrowym.I tu jest problem.. bo jak to zrobić? Docelowo myślę nawet o treningu siłowym czy regularnych hiitach - spacery to trochę za mało chyba dla mnie :) generalnie poruszam się wszędzie rowerem (nawet zimą :) i chodzę wszędzie na nogach. Tylko może warto z tymi treningami poczekać aż wróci okres?Ostatnie wyniki krzywej się poprawiły, nawet zmniejszyłam dawkę do 2x po pół metformaxu, ale mój organizm wciąż jest "oporny" na to co z nim robię.

      Miewałam objawy reaktywnej hipoglikemii, ale przeszły gdy się porządnie najadam zbilansowanym posiłkiem, i nie jem pół kg truskawek z jogurtem :) choć zdarza mi się być rozdrażniona gdy nie jem dłużej niż 4-5 godz ale mam wrażenie, że to bardziej kwestia psychiki: "bo przecież mam insulinooporność, muszę coś zjeść" oraz "nie mogę jeść tego" czy "powinnam ćwiczyć, dla uwrażliwienia tkanek" a nie dla przyjemności...

      Usuń
    7. Szczerze mówiąc to nie czułam aż tak insulinooporności, chociaż unikałam wtedy węgli bardzo i ciągle byłam na diecie wiec nie mialam wielu szans aby to odczuc. Generalnie spadki energii, sennośc po posiłku itd byly. Ale czulam mocno reaktywna hipohglikemie i to czasem bywalo przerazajace. Bralam metformine jeskies 2 lata i podejrzewam, ze pomogla w jakims stopniu, ale na niej zaczelam miec problem z reaktywna hipoglikemia wlasnie.

      Teraz pytanie jak ma sie Twoja tarczyca i nandercza? Wyczeropane nadnercza beda powodowac objawy hipoglikemii.

      Metformina moim zdaniem jest lekiem optymalnym dla pewnej grupy osob. Nie jest to jakis straszny lek, nie ma praktycznie skutkow ubocznych, ale uwrazliwa nie tylko miesnie na insuline ale i komorki tluszczowe. Dla mnie to nie jest optymalny mechanizm. Bo jednak IO jest mechanizmem obronnym organizmu, i nagle majac zwiekszana wrazliwosc insulinowa pchamy wszystkie skladniki przez mitochondrium, ktore normalnie bylyby zablokowane tak? Stad ciezko zbudowac mase na metforminie, mam wrazenie, ze robi z ludzi skinny fat i to samo widzialam u siebie. Nie bez powodu nie jest to lek doceniany wsrod kulturystow (insulina jest, hormony tarczycy sa, testosteron itd.).

      Jesli nie miewasz sennosci i zmeczenia po posilku i dajesz rade opuscic jedzenie bez zawrotow glowy, drazliwosci, zlosci itd. to moim zdaniem jest juz dobrze.

      10 miesięcy to malutko. Ale piszesz o innych problemach jak brak okresu np. Pytanie czy nie ma tutaj innego problemu wynikającego z IO czyli PCO? Wage masz optymalna, wiec pewnie tylko kompozycja jest problemem. Trening silowy wg niektorych badan podnosi wrazliwosc inulinowa ale tylko w przypadku osob z nadwaga :( Chociaz ja bym wciaz obstawiala przy spacerach i 2-3 razy w tyg HIIT lub silowe.

      No i zastanawiam sie czy problemem jest tylko IO, moim zdaniem nie, bo nie tyjesz ani nie maz juz klasycznych objawow. Mysle, ze byc moze za problem jest albo w nadnerczach/tarczycy, albo ogolnie w metabolizmie np. kiepskie spalanie tłuszczu na skutek niedoborow lub zaburzonego metabolizmu/nieodpowiedniej diety.

      Usuń
    8. Do endo trafiłam rok temu z objawami w moim odczuciu typowymi dla niedoczynności.Od 6 do 18 r.ż leczyłam się letroxem i jodem. Potem było już niby ok. Ja byłam szczupła i sprawna, trochę znerwicowana, z wrzodami dwunastnicy w między czasie ale ogólnie "nic wielkiego się nie działo". A w zasadzie było z roku na rok co raz gorzej - ( jak patrzę teraz z perspektywy czasu) .Na wizycie lekarz zlecił szereg badań i dość szybko zdiagnozował IO.

      Poza krzywą cukrową i insulinową badałam wtedy też wapń, magnez, AST, ALT, GOT ,GPT ,CPK, TSH (1,67 dla 0,27-4,20) , FT3, FT4, ATG, ATPO, Kortyzol, ACTH, Parathormon, i prolaktyne. Z powyższego zestawu poza insuliną to tylko prolaktyna była lekko podwyższona. USG tarczycy wykluczyło na 100% zaburzenia. Dziwi mnie, że kortyzol trzymał się w rydzach.
      Lekarz zalecił metformax 2x po 500mg, dieta (drób, warzywa, owoce, nabiał, ryba, posiłek 5x dziennie 1500-1800 kcal,) W życiu bym się nie skapnęła, bo chyba tak bardzo do tego przywykłam, że zmęczenie, hipoglikemia, problemy ze wstawaniem, zachcianki na słodkie i regularne ich zaspokajanie, nerwica, obniżony nastrój, to był "chleb powszedni" a i dieta pozostawiała wiele do życzenia. Bardziej doszukiwałam się psychicznego podłoża, potrzebowałam tylko wykluczyć niedoczynność i z czystym sumieniem udać się do jakiegoś psychiatry. Dopiero teraz, w dużej mierze dzięki Tobie :) mi się wszystko pomału rozjaśnia, że to wszystko działa wspólnie. Wcześniej byłam zwykłym zjadaczem przetworzonych węglowodanów. Gdy zęczełam ćwiczyć, przerzuciłam się niby na "zdrowsza” dietę, jedzenie owsianki, ciemnych makaronów i kasz- byłam pewna, że zdrowiej się nie da :) Brak efektów ćwiczeń był tym brakującym objawem, który doprowadził mnie w końcu do lekarza.

      Po diagnozie IO bardzo się zawzięłam, od razu wyeliminowałam zboża, strączki, słodycze, moja dieta zaczęła w końcu przypominać porządne, zdrowe odżywianie, choć wciąż wiele jej jeszcze brakuje i wciąż staram się ją ulepszać  Mocno się wzięłam też za ćwiczenia. Mocno w moim odczuciu. Ćwiczyłam w domu gotowe zestawy treningowe ale bez dodatkowego obciążenia, ok. 20-22 treningi na miesiąc. Wszystko kosztowało mnie sporo stresu..przypłaciłam to chyba resztką zdrowia, które zamiast ratować- ja sukcesywnie rujnuje. Do tego stresy dnia codziennego,trochę nieprzewidzianych życiowych spraw plus mój chronicznie znerwicowany organizm i zaburzenia miesiączkowania gotowe..

      Metformaxu nie brałam od razu, początkowo chciałam leczyć IO samą dietą i aktywnością fizyczną i już wtedy miesiączka się rozregulowała. Po pół roku od diagnozy wprowadziłam w końcu zalecaną dawkę ale i przestałam ćwiczyć. Okres się nie pojawił (to już mija 6 miesiąc) I po 4 miesiącach od stosowania metformaxu i diety robiłam kontrolną krzywą insulinową po zjedzeniu śniadania. Wyniki były lepsze:

      1. krzywa cukrowo – insulinowa z obciążeniem 75g glukozy
      Gl (86-74-72) dla 74-100
      Insulina ( 17-31-29) dla 3,21 -16,32

      2.krzywa cukrowo – insulinowa po zjedzeniu śniadania w warunkach laboratoryjnych :D (jajka, pomidory, mandarynka, kroma chlebka kokoso-bananowego)
      Gl (90-64-87) dla 74-100 eh,szkoda, że to nie moje wymiary :P
      Insulina (10,30-3,40- 5,70) dla 3,21 -16,31
      (na ten wynik endo zalecił zmniejszenie dawki do pół tab, twierdząc, że idealna insulina zachowuje się tak (5-25-5) ale że już jest dobrze. Docelowo chciałabym zrezygnować z metforminy. W zasadzie nie czuję na sobie jej działania, pewnie z racji dość małej dawki.
      W miedzy czasie badania ginekologiczne i test prolaktyny z metocroplamidem wykluczyły PCO ( lekarka powiedziała, że to się ma lub nie ma i że wtedy zaburzenia miesiączkowania występują od początku a nie nagle, gdy zawsze były regularne i że nawet „nie wyglądam” na PCO – zasadniczo kazała się nie przejmować). Ponownie badałam tarczycę, tym razem już tylko TSH i usg – znowu bez zmian, czyli tam wszystko w porządku.


      Usuń
    9. Teraz stoję przed dylematem kuracji duphastonem, myślałam, że jak przestanę ćwiczyć i zadbam jeszcze bardziej o dietę to miesiączka wróci, jednak bez farmakologii się chyba nie obejdzie.
      Endo powiedział, że profil krzywej mam płaski, ale nie ma to znaczenia dla mojego stanu zdrowia i nie bardzo chciał mi wierzyć, że miewam hipoglikemie, bo przecież to wartość matematyczna a nie subiektywne objawy, nie robił z tego tragedii i generalnie kazał się nie przejmować. Teraz nie mam już takich drastycznych hipoglikemii, ale bywały ostre zjazdy, szczególnie po śniadaniu, które składało się wtedy z owoców, orzechów i jogurtu naturalnego lub gdy ogólnie za mało zjadałam. Teraz ograniczyłam już nawet owoce i zjadam sporadycznie małe porcje nabiału (aż w końcu wyeliminuję ).
      Czuję lekkie rozdrażnienie gdy zbliża się głód, ale teraz potrafię zjeść zbilansowany posiłek do syta i nie czuć głodu przez kilka godzin. Wszystko zależy od tego co zjem i ile. Czasem bywam nie do zniesienia i nie wiem wtedy czy to hormony czy poważnie mam jeszcze jakieś inne problemy. Ogólnie wciąż dość dużo mysle o jedzeniu, brakuje mi słodkiego smaku czy możliwości wypicia wina. Czuję jeszcze ograniczenia. To mi nie ułatwia życia. Wciąż nie wiem, czy jeść 3 czy 5 posiłków, i czy ta kawa z mlekiem może robić aż taką różnicę  i czy jedzenie banana i dużej ilości orzechów może mieć wpływ na hamowanie efektów redukcji czy budowy mięśni.

      Od niedawna mam też nieregularną pracę, zarywam nocki ..wiem, że nie jest to dobre, staram się zawsze wybrać mniejsze zło, ale nie zawsze się da.
      Ogólnie, pomimo lepszych wyników badań nie czuję diametralnej różnicy w stanie zdrowia a 3 kg które z trudem udało mi się zrzucić już wróciły. Mam taka wagę od kilku lat i nie tyję. Chciałabym trochę popracować nad sylwetką ale niestety kiepsko idzie. Mam też celulitową tendencję, jestem typem bardziej gruszki i nie widzę zasadniczej różnicy między teraz, kiedy nie ćwiczę a tylko pracuję dietą a wtedy, kiedy się katowałam i pilnowałam posiłków.

      Nie wiem co mogę jeszcze zrobić, pewnie nadnercza nie działają już w takim stresie jak powinny..a na moje niskie ciśnienie od lekarzy słyszę tylko, że będę dłużej żyła. Tylko, czy aby na pewno ? ;]

      Trochę się rozpisałam, ale mi to dobrze zrobiło. Dziękuję za przestrzeń .

      Usuń
    10. Proszę MS, rzuć jeszcze okiem na to co napisałam powyżej - bardzo potrzebuję wsparcia... daję z siebie 100 % a wciąż jest tylko gorzej :( Okres nie wrócił, waga stoi w miejscu..zadręczam siebie i innych... jestem rozdrażniona, zdołowana, mam już siebie dość. Czytam po setny razy Twoje posty, komentarze- szukając odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, ale im więcej wiem, tym bardziej czuję się zagubiona. Będę niezwykle wdzięczna za odpowiedź.
      Pozdrawiam,
      Cleo

      Usuń
  6. "I uwaga! U kobiet efekt jest jeszcze potężniejszy, mamy dużo większy problem z utratą tkanki mięśniowej, chociaż jak widać w badaniu tracimy mniej masy mięśniowej w całym procesie. " chyba miało być: tkanki tłuszczowej ;) cooooooooo??? a post daje do myslenia osobom maniakalnie przetrenowanym [tez kiedys taka byłam], po latach doszłam do takiego samego wniosku o jakim dzisiaj piszesz: więcej nie znaczy wcale lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Według załączonych badań mięśniowej :)

      Usuń
  7. O! super że poruszasz ten temat! to jest mega ważne. sama też wylewam siódme poty w artykułach o sporcie. wielu amatorów mówi o tym co i jak, a najważniejsze są badania! zapraszam do mnie po inspiracje i ciekawe informacje. :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. ja za to krótko i zwięźle, co myslisz o tych suplach?
    http://www.wapteka.pl/produkt.html.1182

    http://www.thenaturefarm.pl/product-pol-109-Organiczna-ashwagandha-kapsulki-90g-180-kaps-.html vs http://www.zdrowie.brat.pl/ashwagandha-p-2778.html?gclid=CP3H75X64roCFQ4Q3godNyAAHg co będzie skuteczniejsze? a raczej czy po prostu sproszkowany produkt bedzie sie przyswajał lepiej?
    z góry dzięki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga ta ashwagandha. Nie wiem jak z jej skutecznością, nie znam tych firm i cięzko mi się wypowiedzieć. Raczej wybierałabym standaryzowane produkty. I oczywiście u nas ciężko cokolwiek dostać, a jak jest to 60 zł. Ja płacę za 30 kapsułek jakieś 30 zł. Ok. 500 mg w kaps. Chyba naprawdę sklep założę :)

      Usuń
  9. Taka ciekawostka po rozmowie z lekarzem endokrynologiem. Otóż oni zauważają, że składniki syntetyczne naszych kosmetyków, żywności przetworzonej zachowują się jak sterydy - rozregulowują układ hormonalny, zaburzają pracę tarczycy, powodują nadmierne wydzielanie się kortyzolu i innych hormonów rozregulowując w ten sposób całą gospodarkę hormonalną a częste skutki to tycie itd. I problem ich jest "jak to leczyć, jak to kontrolować"? Żywność syntetyczna, kosmetyki są po za kontrolą, nikt nie ma obowiązku tego badać jak to wpływa na człowieka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stosuj jak najbardziej naturalne kosmetyki. Ja z powodu glutenu przeszłam na naturalną pielęgnację, stosuję:
      1) skóra: szare mydło (też do twarzy), oliwka Hipp, oleje z Atlerry, masło shea, kremy do twarzy firmy Sylveco
      2) łeb: szampony Alterra, Eva, rosyjskie naturalne, odżywkami mniej się nieco przejmuję, bo i tak kładę je tylko na włosy.

      Nie dość, że wyeliminowałam gluten, to jeszcze poprawę stanu skóry widzę...

      A.

      Usuń
    2. Stosuj jak najbardziej naturalne kosmetyki. Ja z powodu glutenu przeszłam na naturalną pielęgnację, stosuję:
      1) skóra: szare mydło (też do twarzy), oliwka Hipp, oleje z Atlerry, masło shea, kremy do twarzy firmy Sylveco
      2) łeb: szampony Alterra, Eva, rosyjskie naturalne, odżywkami mniej się nieco przejmuję, bo i tak kładę je tylko na włosy.

      Nie dość, że wyeliminowałam gluten, to jeszcze poprawę stanu skóry widzę...

      A.

      Usuń
    3. Najlepsze włosy miałam jak na Islandii złapała mnie ulewa, w ogóle nie musiałam ich myć a były czyste, delikatne i układały się same:-)

      Usuń
  10. Doskonały post, z masą przydatnych informacji i odnośnikami do źródeł. Dziękuję Ci za niego :)

    OdpowiedzUsuń
  11. troszkę nie na temat, ale spotkałam się ostatnio z opinią, że wołowina jest bardzo niezdrowym mięsem. jak się zapatrujesz na tą kwestię?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. każde mięso może być niezdrowe - wszystko zależy od sposobu hodowli

      Usuń
  12. mam takie pytanie. Czy jest mozliwe,ze osoba ktora codziennie piła 2-3 piwa wieczorem,po ich odstawieniu ma okropna chęć na slodycze?tak,ze potrafi poza klasyczna kolacja wciagnac 1-2 batony czekoladowe?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, piwo to sporo węgli, podobnie jest po odstawieniu zbóż.

      Usuń
  13. jakie dawki kwercytyna byś zalecała do spożywania przy alergii na nikiel? jak dlugo można ją przyjmować?

    OdpowiedzUsuń
  14. czy jeśli nie mam dostępu do mięsa ze zdrowej hodowli, a nie stać mnie na mięso z eko sklepu czy takiej lepszej jakości to jest w ogóle jakiś sens jeść do mięso czy to bardziej mi szkodzi? bo już któryś raz czytam czy to na blogu czy szczególnie na facebooku o tym jak to ma negatywny wpływ i że po takim mięsie z supermarketu to zdrowym nie można być... czy to jest jednak więcej szkód? czy da się mimo wszystko na takim mięsie wyleczyć z zjd? bo mam coraz więcej stresu z tego powodu, że jem takie mięso i sobie szkodzę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. podbijam temat. mam ten sam dylemat....

      Usuń
    2. Nie ma co panikować nad tą wydumaną szkodliwością. Prawdopodobnie owoce i warzywa są o wiele bardziej zatrute niż mięso - chyba ze z własnych upraw. Po pierwsze 'człowiek NIE jest tym co je' jak to nam chcą wmawiać wszelcy propagandziści eko. Organizm z pokarmu pobiera sobie tylko te składniki które potrzebuje. Oczywiście dzieje się tak przy zdrowym ukł. pokarmowym (przy szczelnych jelitach). Innymi słowy mięso zdrowego człowieka wzmocni, natomiast choremu może zaszkodzić. Rozwiązaniem problemu jest uzdatnianie mięsa przed przyrządzeniem. Robi się to wrzucając mięso do wody i czeka aż zagotuje. Wodę zagotowaną odlewa się a mięso poddaje się dalszej obróbce. Z supermarketowego żarcia unikałbym zwłaszcza kurczaków a skupiłbym się na czerwonym mięsie.
      opiotr

      Usuń
    3. Z mięs nie eko sięgam po wołowinę, bo ona jest w miarę bezpieczna. Nigdy nie tknę supermarketowego kurczaka (jakieś półtora miesiąca temu w jednej z sieci supermarketów - bardzo popularnej na - była wywieszona informacja, żeby zwrócić mięso z kurczaka, kupione w takim to a takim okresie, bo po badaniach inspekcji okazało się, że jest tam jakaś substancja, której człowiek w ogóle nie powinien jeść...). Staram się kupować eko mięso, mimo że jest drogie. Przyjęłam inną strategię: rzadziej jem mięso, ale dobrej jakości, więc na moim talerzu mięso nie pojawia się codziennie, ale przynajmniej wiem, że się nie truję.

      Usuń
    4. anonimowy i gdzie kupujesz takie eko mięso? organic farma zdrowia? mnie te ceny powalają, studiuję, nie mam stałej pracy i jak bym sobie tak kupiła takie mięso nawet raz na tydzień to pewnie przez resztę tygodnia nic bym nie jadła


      no właśnie ja chora jestem, podejrzewam sibo, za mało kwasu/ enzymów i jeszcze nieszczelne jelita- napisałam zjd tak skrótowo i nie wiem czy nie szkodzę sobie jeszcze bardziej, pewnie tak...

      Usuń
    5. Mam ten sam problem. Ceny eko mięs są dla mnie w tej chwili nieosiągalne, nie jadam więc niczego z kurczaka, ale inne mięsa niestety kupuję w zwykłych osiedlowych sklepikach, bo innej opcji nie widzę. Z mięsa też nie wyobrażam sobie zrezygnować, bo kiedy go nie jem cały dzień, to czuję się głodna i osłabiona. No i co tu robić? ;/ Czy uzdatnianie mięsa, o którym wspomniał opiotr, jest jakimś wyjściem?

      Usuń
    6. To uzdatnianie w moim odczuciu to idealny sposób przeciw zdrowiu, nadmierne gotowanie mięsa powoduje wzrost HNE http://en.wikipedia.org/wiki/4-Hydroxynonenal, a ta toksyna sprzyja stanom zapalnym, cukrzycy, nowotworom itd. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/12893006
      Dalej...nadmierne gotowanie powoduje MDA, które uszkadza DNA i mitochondrium http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed?list_uids=10064852&cmd=Retrieve&indexed=google ; http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2582674/. no i AGEs.

      No i teraz hormony i antybiotyki. Nie podaje się ich dla zdrowia i równowagi hormonalnej zwierzęcia. Mysle, ze hormony sa mniej szkodliwe, ale nie wiem tego na pewno. Natomiast jesli zwierze bylo faszerowane antybiotykami to dlatego, ze bylo chore prawda...co znaczy, ze my jemy chore mieso, bo przeciez nie znamy jego stanu po kuracji. No i konwencjonalna hodowla oznacza stosowanie pestycodw i innych swinstw na terenach gdzie pasza sie zwierzeta...a jak nie maja dostepu do trawy to daja im zboze i to zbrodnia. Krowa nie powinna jesc zboza, a je i choruje, i dostaje antybiotyk i kolko sie zamyka.

      Moim zdaniem jest kilka opcji: jesc mniej miesa, wybierac konwencjonalne bezpieczniejsze jak chude kawalki wolowiny, dziczyzne,królika. Lub poszukac hodowcy, zawsze w promilu 100 km cos sie znajdzie.

      I wazna rzecz - zadbac o detoks, Im lepiej bedziemy neutralizowac i wydalac toksyny tym mniejsza szansa, ze cos nam zaszkodzi :)

      Usuń
  15. polecam stronke wiemcojem.pl zywnosc lokalna nie droga a zdrowa ;))

    OdpowiedzUsuń
  16. HIIT to wbrew pozorom trudny trening. ciężko bez dobrego, sportowego przygotowania sie zaciorać.

    OdpowiedzUsuń
  17. Proszę MS, rzuć jeszcze okiem na to co napisałam powyżej (komentarz z 8 stycznia) - bardzo potrzebuję wsparcia... daję z siebie 100 % a wciąż jest tylko gorzej :( Okres nie wrócił, waga stoi w miejscu..zadręczam siebie i innych... jestem rozdrażniona, zdołowana, mam już siebie dość. Czytam po setny razy Twoje posty, komentarze- szukając odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, ale im więcej wiem, tym bardziej czuję się zagubiona. Będę niezwykle wdzięczna za odpowiedź.
    Pozdrawiam,
    Cleo

    OdpowiedzUsuń
  18. Dzień dobry
    widzę, że tutaj są kompetentne osoby. Jestem na diecie z ograniczeniem węglowodanów (rzadko pieczywo, ziemniaki tylko w zupie, czasem makaron albo kasza gryczana, ale to są naprawdę niewielkie ilości). Jem przede wszystkim białko z tłuszczem i dużo warzyw. Omijam nabiał. Mam hiperinsulinemię, bywało, że wpadałam w hipoglikemię reaktywną. Mam za dużo androgenów, teraz się okazało, że mam hiperprolaktynemię czynnościową. Dostałam dostinex - dziś wykupiłam receptę. Moim problemem jest niemożność schudnięcia, czasem na kilka miesięcy spadnie mi może kilogram, ale wystarczy, że coś zjem niedozwolonego to zaraz się waga podnosi. Gdy zaczynam ćwiczyć to rosną mi obwody, waga też mi wzrasta. Poczytałam sobie w internecie, że prolaktyna źle reaguje na wysiłek fizyczny, lekarze wręcz nie zalecają przy problemach z prolaktyną. To co mam zrobić, żeby schudnąć ? Już nie mam sił. Waga około 70 kg/164 cm wzrostu. Może ten lek na prolaktynę spowoduje, że moja waga zareaguje ?

    OdpowiedzUsuń
  19. Witam serdecznie! Odkąd pamiętam Jestem na dietach głównie białkowych. Bałam się jeść węglowodany co w konsekwencji prowadziło nie raz do napadów jedzenia i wtedy oczywiście w rękę wpadały owe węglowodany. Od dwóch tygodni staram się być na diecie ketogenicznej. Nie mam problemów z dużą ilością tłuszczy. Chcę schudnąć więc przy wzroście 171 i wadze 75 ustaliłam redukcję kcal do 1400. Na śniadanie zazwyczaj kawa kuloodporna, potem 1-2 serki wiejskie z olejem kokosowym, na obiad ryba, kurczak lub indyk z warzywami, na kolację podobnie - jakaś sałatka na bazie mięsa i warzyw. Źródłami tłuszczu są przede wszystkim olej kokosowy, śmietana, czasem masło. Uwielbiam nabiał więc jem sery wiejskie, jogurt grecki czasem sery białe i żółte. Owoce odstawiłam, jeśli już najdzie mnie ochota są to grejfruty lub truskawki i to do godz. 14. Z warzyw głównie pomidory ogórki brokuły kalafior. Czasem pozwalam sobie na orzechy ziemne. Staram się codziennie wykonać krótki trening interwałowy np. tabata max 25min. Mimo wszystko waga nie spada, a mam wrażenie rośnie! Zawsze tyłam w dolnych partiach ciała, a teraz nawet brzuch jest otłuszczony. Mierzyłam poziom glukozy i jest ok, zastanawiam się w takim razie czy wszystko w porządku jest z tarczyca i hormonami. Proszę o pomoc i radę bo już nie wiem co począć. Jak to możliwe że tyję na takiej diecie?? Co jest nie tak?? Chcę schudnąć ale obawiam się że mój organizm broni się jak może po tyłu latach wyrzeczeń...

    OdpowiedzUsuń
  20. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń