Luty 24, 2017

Testy na nietolerancję pokarmową – oczekiwania vs rzeczywistość

Testy na nietolerancję pokarmową jeszcze kilkanaście lat
temu były obiecującym rozwiązaniem wielu problemów zdrowotnych.  Ze względu na zaporową cenę byłą to jednak
opcja zarezerwowana tylko dla wybranych pacjentów. Z czasem sprawdzanie
nietolerancji pokarmowych stało się rutynowym i stosunkowo niedrogim badaniem
dla wielu lekarzy i dietetyków. Dziś pacjenci z własnej inicjatywy sprawdzają,
na jakie produkty są wrażliwi, a następnie samodzielnie w oparciu o wyniki
modyfikują dietę.

Idea testów na nietolerancję pokarmowe, jakie oferowane były
i są w Polsce, nie była dla mnie nigdy wystarczająco przekonująca, aby z
czystym sumieniem polecać pacjentom ich wykonanie. No może poza kilkoma
wyjątkami…ale stosowanie ich rutynowo może pozwoliłoby mi wzbogacić się o
prowizje od firm oferujących takie testy, ale nie ma opcji aby testy na
nietolerancje oferowane w naszym pięknym kraju mówiły to co obiecują mówić.
Kiedyś napisałam post dlaczego testy na nietolerancje nie są dobrą inwestycją,
a dziś podam Wam jeszcze kilka argumentów.
I aby była jasność, chciałabym aby testy na nietolerancję
były porządnym narzędziem, który ułatwiłoby mi pracę. Moim celem nie jest
sabotaż tego typu badań, bo koniec końców istnieje test godny polecenia, ale
niestety to co mamy dziś dostępne powszechnie jest jak wróżki – jak mówią to co
ma sens to wierzymy, jak nie to nie…
Swoją wiedzę na temat nietolerancji czerpałam z pracy kilka
biologów i immunologów, z których najbardziej znany Aristo Vojdani jest
profesorem immunologii na kilku amerykańskich uczelniach. Ale nie kariera
akademicka ma tu znaczenie. Vojdani ma ponad 45 lat pracy naukowej za sobą, co zaowocowało
ponad 400 oznaczeniami przeciwciał powiązanych z dietetycznymi i środowiskowymi
czynnikami wyzwalającymi choroby autoimmunizacyjne. Do tego dodajmy 15 patentów
laboratoryjnych i ponad 160 artykułów naukowych, posadę CEO i Dyrektora Technicznego
w Immunosciences Lab i głównego doradcę naukowego w Cyrex Labs. Z pewnością
Vojdani jest osobą na właściwym miejscu i między innymi dzięki niemu możemy
dowiedzieć się więcej o nietolerancjach i immunoreaktywności.

Utrata tolerancji immunologicznej 

Mamy dwa główne mechanizmy chroniące nas przed
autoimmunizacją: oralna tolerancja oraz centralna tolerancja, powiązana z
dojrzewaniem limfocytów grasicozależnych. Z tych dwóch mechanizmów oralna
tolerancja jest narażona na wiele prób każdego dnia, gdy układ pokarmowy ma
kontakt z milionami antygenów, co czasami skutkuje przerwaniem integralności
błony śluzowej w jelicie, a co za tym idzie utratą tolerancji immunologicznej. Utrata
tolerancji immunologicznej jest prekursorem dla produkcji przeciwciał oraz
reakcji ze strony odporności komórkowej.
Pierwszy kontakt z oralną tolerancją mamy już po urodzeniu,
gdy nasz układ odpornościowy zaczyna odpowiadać na antygeny. Zaczyna się wtedy
proces dojrzewania limfocytów T regulatorowych, tak aby po pół roku do roku
były one w stanie zahamować immunoreaktywność przeciw antygenom w pożywieniu
czy też bakteriom. Karmienie piersią pomaga w dojrzewaniu układu
odpornościowego i regulacji komórek T-REx. Oczywiście w mleku są również antygeny,
ale i antyzapalne, regulujące cytokiny TGF beta oraz IL-10, które zapobiegają
reakcji na dietetyczne proteiny i antygeny bakteryjne.
Wiele czynników zaburza lub wpływa na oralną tolerancję:
ekspozycja matki na ksenobiotyki, mleko modyfikowane, czas wprowadzenia stałych
pokarmów u dziecka, aktywność enzymów trawiennych, nieszczelność błony śluzowej
jelita czy stan mikrobioty. Co ciekawe, ekspozycja na toksyny środowiskowe
wydają się być jednym z głównych czynników powodujących załamanie tolerancji
oralnej. W wodzie, powietrzu, przy uprawach, w mięsie, w nabiale, w rybach czy w
produktach jakich używamy codziennie są substancje toksyczne, które nie zawsze zostaną
zmetabolizowane przez organizm. Część z nich, ok. 10-20%, fizycznie przyłącza
się do naszych tkanek lub antygenów pokarmowych, co powoduje utratę oralnej
tolerancji oraz reakcję na dany produkt. Nasza tolerancja domyślnie nie dotyczy
produktu (jedzenia) plus składnika chemicznego. Gdy taki przykładowy pestycyd
dostaje się do organizmu i przyłączy do tkanek, może pojawić się autoagresja.
Ciekawy przykład, jaki jest często podawany w literaturze to orzeszki ziemne.
Orzeszki to 63% białka, tłuszcz i błonnik. Poza tym znajdziemy w nich herbicydy
i metale ciężkie. Gdy orzeszek nie ma toksycznych dodatków, proteiny zostaną
rozłożone za pomocą enzymów trawiennych do peptydów, a jeżeli nie to mamy wspominane
już TGF beta i IL-10, które hamują odpowiedź układu odpornościowego, i
następuje indukcja oralnej tolerancji. Z kolei, gdy orzeszek zawiera
aflatoksyny, metale ciężki czy pestycydy, organizm nie będzie w stanie
prawidłowo strawić zawartych w nim protein i wiele łańcuchów peptydowych
zgromadzi się w przewodzie pokarmowym, penetrując barierę krew-jelita.
Limfocyty T regulatorowe będą w stanie zareagować tylko na kilka takich
łańcuchów. W konsekwencji przeciwciała zostaną wyprodukowane przeciwko
proteinom w orzeszka, aflatoksynom, metalom ciężkim i pestycydom. W ten sposób
mamy dziś wiele różnych nietolerancji pokarmowych, jakich dawniej nie było.
Jeżeli pacjent ma na wynikach testu przeciwciała IgA lub IgM
lub IgG na jakikolwiek dietetyczny antygen, to w praktyce oznacza, że utracił
on tolerancję oralną na ten antygen. I aby uniknąć reakcji układu
odpornościowego na ten produkt, należy naprawić dysfunkcję tolerancji oralnej
poprzez aktywację limfocytów T regulatorowych. Na ich powierzchni mamy
receptory witaminy A i D, i to one najlepiej spełnią naprawczą funkcję. Gdy
utrata tolerancji nie zostanie naprawiona, a my tylko wyeliminujemy produkty
„nietolerowane”, wciąż narażamy się na stan zapalny w jelicie,
zwiększoną przepuszczalność, reakcje na jedzenie i w konsekwencji choroby
autoimmunologiczne.

Geneza testów na nietolerancje pokarmowe 

Pierwszym testem jaki był przeprowadzany w połowie lat
80-tych, był test cytotoksyczny, który polegał na połączeniu upuszczonej kropli
krwi z alergenem pokarmowym, a następnie pod mikroskopem obserwowano zmiany w
strukturze i wielkości komórki. I na podstawie zmian w wielkości komórki
stwierdzano czy dana osoba reaguje, czy nie. W 1985 roku po problemach z
powtarzalnością tych testów, podjęto próbę ich automatyzacji. I tak powstały
testy MRT, LRA czy ALCAT, które są wersjami testów cytotoksycznych. Następnie
opracowano testy IgG i IgA ELISA.
Klasyczna alergia na jedzenie ma miejsce przy udziale
immunoglobulin E, i skutkuje wydzieleniem się histaminy oraz bazofilii. Takiej
reakcji nie sposób przeoczyć, ponieważ symptomy są nagłe, zauważalne i
powtarzalne za każdym razem, gdy mamy kontakt z alergenem. Testy na
nietolerancje pokarmowe, o których dziś mowa, mierzą natomiast reakcję IgG oraz
IgA. Vojdani był PIERWSZĄ osobą, która odkryła w 1985 testy oparte o IgG, więc
moim zdaniem nie można lekceważyć, że 10 lat później, on sam je zakwestionował.
A dokładniej, pierwszym zarzutem, jaki padł był problem z powtarzalnością tych
testów między laboratoriami, a nawet w tym samym laboratorium.

Antygen i duplikacja badań

Jakość antygenu ma kluczowe znaczenie. Gdy laboratorium nie
użyje czystego antygenu, można się spodziewać wielu fałszywie dodatnich
wyników. Dla przykładu, gdy badany jest ryż, bez oczyszczenia go z głównych
antygenów ryżu, rezultaty mogą być niejednoznaczne. Nie będzie można odróżnić
czy jest pozytywna reakcja na ryż, czy są przeciwciała IgG i IgA przeciw białku
w ryżu czy jest to może wynik fałszywie dodatni.
Ponadto antygeny należy optymalizować. Taka sama waga dwóch
różnych produktów może mieć nawet kilkadziesiąt razy więcej protein (np. jabłko
vs orzechy), i w efekcie spowodować sporo fałszywie ujemnych wyników.
Laboratoria powinny też dokonywać specyficznej walidacji, czyli każdy antygen
powinien być sprawdzany przeciw sobie. Dla przykładu sprawdzając kukurydzę,
powinna być ona również testowana przeciwko antygenowi kukurydzy.
Brak przeprowadzania równoległych badań powoduje, że pojedyncza
próba może dać wyniki fałszywie dodatnie lub fałszywie ujemne, dlatego zawsze należałoby
testy duplikować, a wyniki porównywać.
Dostępne powszechnie testy na nietolerancję mają pewne
braki, które postaram się niżej wymienić.
  • Surowe vs gotowane
Wiemy, że niektóre osoby mogą produkować przeciwciała
przeciw antygenom surowych produktów, a przeciw gotowanym już nie, jak również
może mieć miejsce sytuacja odwrotna. Vojdani często podaje przykład szparagów,
na które w surowej postaci zareaguje ok. 13% (z 288 badanych), a na ugotowane
już 29%. Często tłumacząc pacjentom, dlaczego włączenie jajka nie jest dobrą
opcją, mimo że test na nietolerancje nie wykazał reakcji, odnoszę się do procesu
denaturacji białka. Jajka jemy w różnych postaciach. Mogą być gotowane,
smażone, gotowane 2 min, pieczone godzinę itd. Obróbka termiczna w każdym
przypadku będzie zmieniać strukturę białek w taki sposób, że nie ma ono już nic
wspólnego z białkiem użytym w teście. Można więc reagować na jajko gotowane 3
minuty, ale jednocześnie nie reagować na jajko gotowane 10 minut.
  • Lektyny i aglutyniny aglutyniny
Ponad 30% spożywanych przez nas produktów zawiera lektyny
lub aglutyniny. Jest to ważne, ponieważ lektyny mogą potencjalnie wywołać wiele
różnych problemów zdrowotnych. Potrafią przyłączyć się do komórek trzustki, glikozoaminoglikanów
i proteoglikanów, a nawet do IgG, co powoduje atak IgM na własne IgG (czynnik
reumatoidalny) czy też mogą one powodować zapalenie nerek.
  • Oleje w orzechach i pestkach
Oleje mają małą ilość protein zwanych oleozyny. Organizm
potrafi produkować przeciwciała IgG, IgA czy IgE przeciwko nim. Najczęstszy przykład
to orzeszki ziemne. Ze wspomnianych 288 badanych, 12% reagowało na orzeszki,
10% na masło orzechowe, 8% na aglutyninę w orzeszkach, ale aż 19% na oleozyny.
Można zatem nie mieć reakcji na orzeszki, ale na oleje już tak.
  • Gumy
Gumy mają ogromne molekuły. Struktura gum zawiera proteinę
połączoną z wieloma węglowodanami, i ludzie mogą reagować na białko oraz
polisacharydy zawarte w gumach. Szacuje się, że ok. 10-15% populacji reaguje na
gumy. Gumy, które mogą powodować reakcje to np. guar, mastyks czy arabska.
  • Sztuczne barwniki spożywcze
Pamiętacie lizaki barwiące języki na kolorowo? To nic innego
jak barwnik dołączający się do protein w jamie ustnej, co może powodować nie
tylko produkcję przeciwciał przeciw barwnikom, ale również przeciwko naszym
tkankom. W konsekwencji może dojść do utraty tolerancji immunologicznej,
zaburzonego wydzielanie enzymów trawiennych, alergii, atopii, dermatoz czy
zaburzeń mitochondrialnych. Poprzez zaburzenie funkcjonowania trypsyny, białko
w jedzeniu zawierającym barwniki może zamiast godziny trawić się nawet 8-16 godzin.
  • Klej do mięsa
Osoby mogą nie reagować na mięso, ale na produkty
zawierające klej do mięsa zawierający tranglutaminazę już tak.
  • Pektyny
Pektyny zawierają kwas poligalakturonowy, który występuje
m.in. w jabłkach, pomarańczach, jagodach, grejpfrutach czy pigwie. Kwas
poligalakturonowy może wchodzić w reakcje krzyżowe np. z głównymi antygenami
owsa w stawach.
  • Specyficzne zależności
Pacjenci z konkretnymi przeciwciałami powinni być
diagnozowani pod kątem reakcji przeciwciał z jedzeniem. Dla przykładu osoby z
toczeniem wykazują reakcje rybonukleoproteiny z różnymi dietetycznymi
antygenami (np. marchew, kukurydza, soja), osoby z twardziną wykazują reakcje
SCL-70 chociażby z groszkiem i szpinakiem. Produkty bogate w glicynę i kompleks
glicyny-alaniny mogą wchodzić w reakcje krzyżowe z prokolagenem, aktyne,
keratynę w naskórku, rybonukleoproteinę i antygenem wirusa Epstein-Barr Virus.
Osoba z EBV może wykazać fałszywie pozytywne IgG i IgA protein bogatych w
glicynę. Homologia EBV i tych produktów wynosi 50%, gdzie 30-35% wystarczy, aby
stwierdzić reakcję krzyżową. Produkty bogate w akwaporyny, czyli białka biorące
udział w transporcie wody, znajdujące się w barierze krew-mózg mogą wchodzić w
reakcje krzyżowe z soją, pomidorem, szpinakiem i kukurydzą. Struktura akwaporyn
w tych produktach jest w ponad 70% zbliżona do akwaporyn u człowieka. Jest
jeszcze tropomiozyna w krewetkach, bromelina w ananasie czy parwalbumina, które
również wchodzą w reakcje krzyżowe z naszymi tkankami. Takie zależności albo
trzeba znać, albo zbadać. A na żadnym teście jaki wykonuje się powszechnie nie
znajdziecie tego typu antygenów.
  • Nie wszystkie globuliny
Test na nietolerancje powinien wykazywać IgG, IgA i IgM
jednocześnie. IgA jest głównym przeciwciałem odpowiedzialnym za reakcje
śluzówki na jedzenie. Limfocyty w krwi reagują na jedzenie poprzez IgG i IgM,
które są produkowane, gdy IgA nie jest w stanie poradzić sobie z antygenem.
Mierzenie IgA ze śliny pozwala wykryć np. celiakię 5-10 lat przed pojawieniem
się poważniejszych symptomów. A niektórzy pacjenci produkują więcej IgA niż
IgG. Żaden test dostępny w Polsce nie jest oparty o trzy immunoglobuliny
jednocześnie.
  • Produkty końcowe
Czasami pacjent nie będzie reagować na pojedyncze składniki,
tylko na końcowy produkt. Dla przykładu bułka słodka ma w składzie gluten,
nabiał, drożdże, jabłko, przyprawy i cokolwiek tam jeszcze dodali. Na każdy z
tych składników pacjent może nie mieć reakcji, ale na ich kombinację już tak.
Testy, które nie uwzględniają powszechnych kombinacji żywnościowych, po prostu
nie będą w stanie wykryć wielu reakcji.

 

Nie da się ukryć, że dostępne w Polsce testy na
nietolerancję pokarmową nie są idealne. Mogą być przydatne, jak również nie
wnieść nic nowego do całego obrazu. Nie przebiją bardziej wiarygodnych testów
jak Cyrex array 10, ale nie jest to argument aby ich w ogóle nie wykonywać. Co
jest jednak irytujące to brak rzetelnej informacji ze strony lekarzy i
dietetyków odnośnie tych testów. Nie można pacjenta zapewniać, że zrobienie
testu i zastosowanie diety eliminacyjnej w oparciu o jego wyniki przyniesie
oczekiwaną poprawę. Nie można również narażać pacjenta na spożywanie produktów,
które powodują udokumentowane w literaturze reakcje krzyżowe z własnymi
tkankami, tylko dlatego że test pokazał brak reakcji. Niestety jeżeli narzędzie
nie jest idealne, zostaje pokorne podejście i odwołanie się do badań naukowych.
Na pewno wyszukiwanie tego typu powiązań jest trudniejsze, niż zlecenie testu,
ale gdy chodzi o zdrowie, chodzenie na skróty się nie sprawdza. I przede
wszystkim nie można zapominać o przyczynie problemu. Każda, nawet najlepiej
dobrana dieta eliminacyjna, eliminuje konsekwencje, a nie przyczyny. Gdy mowa o
nietolerancjach pokarmowych, bez przywrócenia tolerancji immunologicznej,
prędzej czy później pacjent nabędzie jeszcze więcej przeciwciał na kolejne
antygeny pokarmowe.
Fot.Created by Dooder – Freepik.com

Darmowy
test diagnostyczny

Dowiedz się, które obszary Twojego organizmu nie funkcjonują poprawnie.

dieta
eliminacyjna

Samodzielne rozwiązywanie problemów pokarmowych.

pobierz
przewodnik

Paleo w pigułce.

Zapisz się na
konsultacje

Najczęściej czytane

Fizjologiczne aspekty odchudzania – dysfunkcja komórki

Dziś kolejny, trochę traktowany po macoszemu i nie cieszący się dużą uwagą, aspekt fizjologiczny wpływający na odchudzanie – komórka i jej praca.... Zobacz więcej


Co słychać w paleo świecie? (by Victor)

Poniżej pierwszy paleo newsletter na Tłustym Życiu! W całości został przygotowany przez Victora.Niestety wszelkie odnośniki są tylko w języku angielskim, ale mimo... Zobacz więcej


Rola hormonów kobiecych w chorobach autoimmunologicznych

Temat chorób autoimmunizacyjnych w ostatnich latach jest coraz częściej poruszany. Chorzy przestają być biernymi pacjentami, skazanymi na farmakologiczny model leczenia, i zaczynają... Zobacz więcej


Euthyrox, Eltroxin – czego nie wiesz o syntetycznym T4?

Nie ma dnia abym nie dostała wiadomości na temat chorób tarczycy. Niedoczynność jest tak często diagnozowana w ostatnich latach, że zaczyna to... Zobacz więcej


Gdy trawienie pójdzie w złą stronę

Gdy nie trawisz poprawnie, nie ma żadnego znaczenia jak wartościowa jest Twoja dieta. I nie jest to rzadka sytuacja, że dana osoba... Zobacz więcej


Archiwum wpisów

Archives

Godziny otwarcia gabinetu:

PN-PT 10:00-18:00

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia.