Dlaczego PALEO?

Masz dość wiecznych nieskutecznych diet? A może wciąż czujesz głód i nie potrafisz przestać myśleć o jedzeniu? Marzysz o tym aby jeść do syta i nie liczyć kalorii? Chcesz zrzucić tkankę tłuszczową, mieć więcej energii, lepsze samopoczucie? Cierpisz na otyłość, choroby autoimmunologiczne, cukrzycę, choroby serca, alergie, trądzik, depresję lub kiepski nastrój, problemy trawienne, PCO, zaburzenia hormonalne, brak energii? Jeżeli tak, jesteś w odpowiednim miejscu!

O paleo, medycynie naturalnej i odchudzaniu w oparciu o badania, fakty, doświadczenie. Analiza powszechnych przekonań dotyczących diety, odchudzania i zdrowia oraz holistyczne podejście do człowieka na podstawie konkretnych argumentów.

Szukaj

Loading

14.01.2013

Detoks

Detoks przeważnie kojarzy się z dziwnymi jedno czy dwuskładnikowymi dietami lub też wykorzystaniem mikstur, soków czy ziół w celu oczyszczenia organizmu. Prawdziwy detoks to jednak coś innego, bo żadna kuracja nie pomoże jeśli pewne procesy naszego organizmu nie zachodzą poprawnie. I mowa tu o codziennie wykorzystywanych kompleksowych  mechanizmach naszego ciała.



Każdego dnia z naszego organizmu usuwane są toksyny takie jak hormony, bakterie, neuroprzekaźniki, endotoksyny, leki czy też zbędne inne substancje chemiczne. Dodatkowo w kolejnym etapie neutralizowane są wolne rodniki. Wystarczy małe zakłócenie na którymś z tych etapów, żeby w naszym organizmie kumulowały się szkodliwe substancje.

Niestety ilość toksyn, na które narażeni jesteśmy w dzisiejszym świecie jest ogromna i dużo wyższa niż miało to miejsce jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Industrializacja i rozwój we wszelkich dziedzinach życia odbywa się też kosztem naszego zdrowia. Wszelkie chemikalia w środowisku (zanieczyszczenia wody czy powietrza w tym metale ciężkie), żywność wysoko przetworzona, wysoko przetworzone oleje roślinne, syropy fruktozowe mają toksyczne działanie na nasz organizm. A nasze zdolności detoksu na skutek stresu, braku snu, chorób czy złej diety są coraz mniejsze. Takie połączenie może prowadzić do wielu powikłań, które z czasem staną się poważnymi schorzeniami.

Jakie mogą być konsekwencje?
- problemy z energią na skutek zaburzonej produkcji energii w komórce,
- kłopoty z nastrojem, depresje poprzez niewłaściwą syntezę neuroprzekaźników,
- zaburzenie równowagi hormonalnej na skutek metabolizowania hormonów, które nie zostały prawidłowo wydzielone,
- kłopoty ze skórą (trądzik, wsypki itd.),
- zaburzenia pamięci i zdolności poznawczych.

Procesem, który jest kluczowy dla prawidłowego detoksu i odbywa się w każdej komórce naszego ciała jest metylacja. Metylacja zachodzi mniej więcej bilion razy na sekundę i ma wpływ na wiele różnych mechanizmów, np. włączanie/wyłączanie genów, produkcję energii, wzrost tkanek, produkcję przekaźników nerwowych. Jej poprawna praca jest zależna od witaminy B12 oraz kwasu foliowego. Dzięki temu potencjalnie groźna homocysteina przekształcana jest do postaci metioniny i może być wykorzystana w procesie produkcji ATP (czyli jednostki energii). Stąd też tak ważna jest suplementacja B12 w przypadku osób unikających mięsa oraz u osób z niskim poziomem kwasu solnego (zaburzone wchłanianie) lub niepoprawnie funkcjonująca wątrobą.

Naszym głównym organem oczyszczającym jest wątroba, która odpowiada również za:
- produkcję żółci,
- magazynowanie glukozy w postaci glikogenu,
- magazynowanie witamin A,D oraz B12,
- neutralizowanie wolnych rodników.

Warto zadbać o jej prawidłową pracę poprzez kilka dobrych nawyków:
- unikanie przetworzonych produktów oraz toksyn i substancji chemicznych w jedzeniu
- wykluczenie z diety kofeiny, papierosów oraz alkoholu
- suplementacja cynkiem, który wspomaga 1 fazę detoksu (zmiana toksyn rozpuszczalnych w tłuszczu na rozpuszczalne w wodzie)
- odpowiednia podaż aminokwasów (cysteina i metionina są zawarte w mięsie, rybach, jajkach)
- wspomaganie oczyszczania poprzez ciepła wodę z cytryną na czczo
- zadbanie o prawidłowe trawienie w tym florę bakteryjną (1,2,3,4,5,6,7,8, 9), wydzielanie kwasu solnego oraz nieszczelne jelita
- suplementacja preparatami regenerującymi wątrobę (np. sylimarol)

Co bardzo istotne gdy mowa o detoksie to aminokwas glutation, czyli jedna z najpotężniejszych broni naszego ciała. Glutation to trójpeptyd zbudowany z 3 reszt aminokwasowych: kwasu glutaminowego, cysteiny i glicyny. Służy do redukcji nadtlenków, co w rezultacie ochrania komórki przed uszkodzeniem ze strony toksyn. Wspomaga odtruwanie wątroby z metali ciężkich, alkoholu czy toksycznego wpływu papierosów. Od jego poziomu zależą też inne antyoksydanty takie jak wit. C i E. Jest obecność chroni nas głównie przed stresem oksydaycjnym na skutek silnych właściwości przeciwutleniająych.
Niestety na skutek diety, chorób, stresu, leków,starzenia się nasze ciało pozbywa się szybko glutationu, co powoduje zaburzenia w procesach detoksu.

Co można jeszcze zrobić aby usprawnić detoks?
- zwrócić uwagę na toksyny środowiskowe, od tych w kosmetykach po te w lekach,
- zwiększyć produkcję glutationu poprzez spożywanie produktów bogatych w siarkę jak cebula, czosnek, warzywa krzyżowe,
- w skrajnych przypadkach pomyśleć o suplementacji wit. B12, B6, NAC czy glicyną,
- zaadresować kwestię stresu (1,2,3).

Warto pomyśleć o detoksie trochę dłużej. Zwłaszcza gdy mamy za sobą etapy kiepskiego odżywiania, nadużywania leków czy też od lat męczą nas problemy z cerą lub hormonami. Ja jakiś miesiąc temu zajęłam się swoja wątrobą i profilaktycznie postanowiłam ją dość intensywnie wspomóc.  Wykorzystałam wodę z cytryną i imbirem,  koncentrat sylimarynowy, inositol, kurkumę, korzeń mlecza i ALA. Co zauważyłam to natychmiastowe zanieczyszczenie skóry, jakby wyrzut na zewnątrz wszystkiego i zdecydowanie więcej energii oraz lepszy sen (chociaż nie wiem czy to stricte od tego). Kontynuuje dalej suplementację do 3 miesięcy i zamierzam 2 razy do roku robić sobie takie małe wspomaganie.

I łatwo, gdy zdajemy sobie sprawę na czym polegają procesy detoksu, uzmysłowić sobie dlaczego dziwne monotematyczne diety czy kuracje nie maja prawa być skuteczne. Nie ma detoksu bez aminokwasów, antyoksydantów czy minerałów, stąd zawsze podstawą jest wartościowa i gęsta odżywczo dieta oraz długodystansowe podejście do tematu. Oczyszczanie kaszami czy sokami jak zawsze ma być drogą na skróty, szkoda tylko, że wiele osób po chwilowym zwiększeniu częstotliwości wypróżniania i pozbyciu nadmiaru wody z ciała, zaczyna wierzyć w skuteczność takich metod. Nie wspominając już o magicznych herbatkach czy kuracjach pełnych po prostu środków przeczyszczających i odwadniających. Prawdziwy detoks to coś więcej.

58 komentarzy:

  1. dla mnie najlepszym detoksem są jabłka , herbata zielona ,brak mięsa przez tydzień , ciekawy post fajnie jak byś go dalej rozwineła.zapraszam na mojego bloga , odchudzam się od 2 tygodni , mam nadzieje ze będziesz mnie wspierała !
    bd do ciebie często zaglądała :) u mnie nowy post na temat motywacji ,wyprzedaży i przepis ,może ciebie zainteresuje mój post . Pozdrawiam http://perfektbin.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tam nie robię detoksu po prostu zmieniłam jedzenie na zdrowe i dużo piję wody i zielonej oraz czerwonej herbaty :)

    OdpowiedzUsuń
  3. korzen mniszka jest swietny, po nim skonczyly sie moje klopoty z wyproznianiem. generalnie warto wspomoc diete ziolami, bo maja wspaniale wlasciwosci i jest ich 'od koloru do wyboru' :) poki co pije herbatki, ale nie moge sie doczekac wiosny i przyrzadzania dan z pomoca swiezych ziol i kwiatow.

    OdpowiedzUsuń
  4. uważam, że detoks jest potrzeby kazdej osobie od czasu do czasu, no może nie tym hardcorowym personom, co od wielu lat odzywiaja się 100% zdrowo bez chemii w jedzeniu i bez cukru ... wiem, że sa tacy [podziwiam i do tego dążę] ... ja również od końca grudnia wspomagam wątrobę jedząc dwa razy dziennie łyżeczkę nasion ostropestu plamistego, który między innymi reguluje poziom gluatiotu, o którym pisałaś. poza tym od lata piję herbaty ziołowe wspomagające odtruwanie. są to mieszanki: ostropestu, mniszka lekarskiego, lisci brzozy, kociego pazura, la pacho i dla złagodzenia gorzkiego smaku tych ziół dodaję słodki korzeń lukrecji. kupiłam też kwas ALA [alfa-liponowy] o którym pisałaś. używam również sproszkowanych traw pszenicznych, jęczmiennych, sporszkowanego szpinaku, pietruszki, lucerny. są suszone w niskich temp. i wspomagaja oczyszczanie watroby, od czasu do czasu biore tez chlorellę [glon], która przyczynia się do odnowy komórek wszelkich narządów. poza tym przeczytałam, ze bardzo pomaga zazywanie też zimno tłoczonego oleju lnianego, kóry działa oczyszczajaco i regenerujaco na watrobę i pęcherzyk żółciowy, to samo ma sie do kwasów tłuszczowych GLA, które występują w oleju z wiesiołka, nasion ogórecznika czy czarnej porzeczki. czytam też, że jagody, truskawki, maliny, jezyny jak równiez granaty i winogrona zawieraja kwas elagonowy oraz resweratrol, roslinne składniki odzywcze, znane ze zdolnosci do regeneracji watroby. winogrona maja dodatkowo istostny przeciwutleniacz proantocjanidynę, która działa ochronnie na komórki watroby i inne kom. ciała. czysty olejek eteryczny z lawendy pomaga w rozkładaniu toksycznych substancji w wątrobie, limfie i innych narzadach wewnetrznych. 1 kroplę olejku lawend. rozpuścic w szklance wody lub łyżeczce oleju lnianego raz dziennie. najlepszy jest certyfikowany, ekologiczny olejek. jeśli jego działanie jest zbyt silne i wystapia bóle głowy, nalezy uzywać 3 razy w tyg. a nie codziennie. herbata z rumianku pomaga równiez oczyścic watrobę i pecherzyk żółciowy. mleczko pszczele jak równiez pyłek pszczeli doskonale wzmacniaja całe ciało w tym równiez watrobę [ja zazywam wymiennie oba]... pozdrawiam i zycze udanego detoksu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)proantocjanidyna niedoceniana u nas, ale niestety polecamy tylko w formie uplementu...bo duzo by tych owockow trzeba zjesc, zeby to mial cel terapeutyczny
      dzieki berry za duzo cennych rad :)

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam.

    Chciałabym się zapytać, jako że jest to blog o jedzeniu, jak...przytyć. Jestem osobą zestresowaną, ale ćwiczę, staram się relaksować, przez stres zachorowałam i z tego wychodzę i stasznie straciłam na wadze. Mam niedowagę, ale dużo jem, tylko przez to, że się spalam, nie moge przytyć... Obecnie ważę 48 kg przy wzroście 168 cm. Czy istnieją jakieś zalecenia dla takich osób jak ja, żeby trochę zyskać na wadze? Będę wdzięczna za wskazówki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeść i to dużo, o tak..wybierać gęste kalorycznie produkty jak tłuste mięsa, skrobiowe warzywa, owoce glukzoowe, tłuszcz ogólnie :) Melko kokosowe, awokado, ziemniaki, banany, bekon, winogrona, może nawet biały ryż jak nie masz problemów zdrowotnych, masło, gorzką czekoladę - ah jak ja Ci zazdroszczę :)

      Usuń
    2. Niestety, nie ma czego zazdrościć:( Czuję się strasznie niekobieco, wyglądam dobrze tylko w obcislych t-shirtach, nie mam w ogóle krągłości, nie ma mowy o założeniu dekoltu czy czegoś kobiecego,a w sukienkach wyglądam jak dziecko! Nikt nie daje mi tyle lat, ile mam.. Jestem za bardzo chuda, satysfakcjonowałaby mnie waga ok.55- 60 kg...

      Słyszałam jeszcze, że można "najeść" się samym widokiem jedzenia, dlatego staram się jeść wolno i delektować się, żeby dochodziła informacja do mózgu, że jestem syta, bo ogólnie mam tak, że jak zjem nawet coś mocno kalorycznego to po 15 minutach czuję się, jakbym nic nie jadla... Jestem wiecznie głodna! Czy tego powodem może być to, że nie myślę o tym, że jem, tylko po prostu jem dla samego zaspokojenia głodu? Dziękuję za wszystkie rady ;) Jestem wdzięczna za pomoc:)

      Usuń
    3. Ważysz mało, potrzebujesz przytyć, więc musisz jeść i to powiedziałabym w drugą stronę - nie świadomie, a raczej na siłę, dużo i często. Jeślo jestes po 15 minutach głodna to znak, że jesz za mało - organizm woła o substancje odżywcze, a niedowaga tylko potwierdza do. Jedyne wyjście to dużo jedzenia, dużo kalorii i raczej w stronę produktów jakie wymieniłam. Po miesiącu powinnaś widzieć różnicę, jak chcesz to pisz co jesz :)

      Usuń
    4. A z resztą zaryzykuję i też spytam: Ja przy 173 cm ważę 47-48 kg. Uprawiam od pół roku różne sporty niemal codziennie. Kalorii nie liczę, nie uważam też, abym była za chuda. Czuję się dobrze, ale cykl menstruacyjny zatrzymał mi się rok temu i PRAWDOPODOBNIE wynika to z faktu, że ważę za mało. Ale ja czuję się ze sobą świetnie. Czy uważasz, że mimo to powinnam przytyć?
      Dziękuję za odpowiedź. I wspomnę też, że mam 16 lat. :)

      Usuń
    5. Masz sporą niedowagę, naprawdę nie uważasz, że jesteś za chuda? Czasami są osoby genetycznie szczuple po prostu, ale pytanie czy to geny czy zla dieta u Ciebie, a skoro hormony nie sa poprawnie wytwarzane (co tez moze byc kwestia wieku, niesttey nie wiem kiedy cykl sie powinien unormowac) to trzeba by sie przyjrzec co jesz. Skutki niedojadania wykraczaja szeroko poza estetyke.

      Usuń
  7. Czy picie na czczo wody z cytryną można zastąpić piciem wody z octem jabłkowym? ewentualnie z łyżeczką miodu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ale miód bym odpuściła chyba, że masz sprawny metabolizm węglowodanowy...chociaż nie wiem czy to nie zmieni właściwości kwaśnego odczynu. W sensie nie zneutralizuje.

      Usuń
    2. Ile dokładnie tej wody z cytryną? Ile wody i ile cytryny?
      Na czczo?
      Przez jaki okres czasu? Miesiąć starczy?

      Pozdrawiam!!! :)

      Usuń
    3. To jest rozwiązanie niskiego poziomu, więc nawet jak to będzie sok z połowy cytryny nie powinien przysporzyć problemów. Niemniej jednak to bardzo indywidualna kwestia. Mój mąż nie wypije z połowy, ja mogę z kilku całych ;)

      Usuń
  8. Ja jestem na takim mini-detoksie, bo czytając o tym co zawiera mięso, zrezygnowałam z Paleo (nie stać mnie na mięso EKO), więc jestem na diecie surowej (oczywiście nie w 100%, bo bym umarła). Avokado jem codziennie, wróciłam do bananów, których nie jadłam ze względu na wysokie IG. Zobaczymy, pożyjemy. Będę jednak bardzo uważać, żeby nie schudnąć, a może i przybrać na wadze. Choć przyznam, że cera mi się pogorszyła (nieznacznie).

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawie o tym piszesz, bo raczej wszystkie detoksy, o których czytałam opierają się na piciu różnych soków (świeżo wyciskanych)? Coś takiego według ciebie działa, czy więcej sobie szkodzisz niż pomagasz?
    A masz jeszcze Ms jakieś inne przepisy na 'eliksiry; oczyszczające? :D

    pozdro

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 'coś takiego' - mam na myśli detoksy sokowe. :)

      Usuń
    2. Osobiście nie stosowałam i mam mieszane uczucie. Dla mnie to przyjmowanie plynnej postaci cukru po prostu. I sa puste kalorie, o czym pisałam juz w poscie o sokach. Brak tłuszczu sprawia, ze nie maja wartosci odzywczej, bo wiekszosc witamin, mineralow, antyoksydantow jest rozpuszczalna w tluszczu. Byc moze niektore osoby odczuwaja plusy w postaci redukcji kalorycznej czy tez ich system trawieny ma chwile odpoczynku, ale wiekszosc raczej odczuje skok insuliny...
      Bardziej jestem za klasycznym postem zdecydowanie.

      Usuń
    3. Klasyczny czyli nic niejedzenie?
      A to ciekawe, co piszesz, pierwszy raz spotykam się taką odpowiedzią, ale ma sens to sens. Bez tłuszczu nie ma witamin, czyli taki sok powinien być wypity jak już coś z posiłkiem?

      Usuń
    4. Albo z tłuszczem chociaż, mimo że uważam że najlepiej aby jedzenie było zbilansowane.
      Posty maja swoje zalety, ale zawsze jest jeden warunek - osoba musi byc zdrowa - co np. jest zdyskwalifikowane przez stres czy jakiekolwiek dolegliwosci, stad nigdy nie interesowalam sie bardziej tematem. Z pewnoscia warto czasem przedluzyc nocny post, czyli np. ominąc kolację lub sniadanie.

      Usuń
    5. soki robi się nie tylko owocowe, ale i(może przede wszystkim) warzywne, z pędów, liści, ziół, korzeni itd.
      bomba witamin, minerałów, enzymów i in.
      nie z sokowirówki a z wyciskarki itp.
      każda niemal roślinka się nadaje i wcale nie wszystkie są napakowane cukrem, wręcz przeciwnie
      a obecność tłuszczu? ciekawe czy nasz organizm nie jest na tyle inteligentny by w momentach gdy uzna za stosowne skorzystać z własnego również do takiego celu? nie wiem, ale podejrzewam że swoje sposoby ma;)
      już pomijając że tłuszcz w śladowych ilościach jest obecny w każdej roślince, a gdyby to było takie schematyczne to by oznaczało, że wszelkie owoce czy warzywa jedzone "z ręki", zaraz po zerwaniu i nie zagryzione łyżką smalcu to tylko cukier i zero wartości, niczemu nie służą
      a przecież tak naturalnie są spożywane, najbardziej oryginalny sposób który stosują zwierzęta i pewnie nasi prymitywni przodkowie też, co znalazł to zjadł wg apetytu a nie zaraz tworzył pseudozbilansowany mix,
      jak miał kawał tłustego mięsa to jadł co miał, jak trafiło się jabłko to jadł jabłko,
      jabłko to i zbilansowane być mogło jak się robak trafił, to i białeczko i tłuszcz, no ale.. ;)
      nie róbmy absurdu z tą przyswajalnością wydaje mi się cała ta teoria mocno przesadzona, organizm nie jest taki głupi i niezaradny żeby sobie tego co go interesuje nie umiał wykorzystać bo akurat ktoś schrupał młodą świeżą marchewkę prosto z ogródka i zapomniał masłem posmarować;)

      tak czy inaczej słynna terapia Gersona to chyba nie tylko bujda na resorach..
      więc raczej bym nie odsądzała soków od czci i wiary

      Usuń
    6. Nie da sie wlasnego tluszczu uzyc do rozpuszczania witamin :) Nasz jest do celow energetycznych glownie i jego wydzielanie jest uwarunkowane pewnym i reakcjami hormonalnymi, a nie faktem ze zjedlismy cos odzywczego :)
      Sa witaminy rozpuszczalne w wodzie i ich przyswajalnosc nie zalezy od obecnosci tluszczu, natomiast A,D,E i K oraz kilka innych mineralow wymagaja obecnosci kwasow tluszczowych.
      A cala przyswajalnosc w ostatnich latach jest mocno badana i weg miliona badan nie przyswajamy sporej ilosci tego co jemy, nie tylko z wyniku braku zbilansowania...
      Nasi przodkowie wbrew pozorom czerpali skladniki odzywcze z mies, ktore wtedy byly duzo bardziej bogatsze w witaminy, mineraly czy Omega3 niz teraz. W necie sa tabele porownujace wolowine i warzywa pod katem skladnikow odzywczych, mozna sie zdziwic. Plus nasi przodkowie nie wydziwiali i nie opierali swojej diety na chudym kurczaku, brokule i owocoach. Jedli skory, podroby, robili uzytek z kosci itd.

      Pewne procesy biochemiczne zachodza w okreslony sposob, i nie da sie stworzyc czegos z niczego...organizm do pewnego stopnia jest zaradny, ale musi miec klocki do budowy.

      Usuń
    7. zwykle gdy się bada różne specyficzne kultury typu oazy dlugowieczn.to o wytwarzaniu tego czego nie ma czy pewnie i przyswajaniu różnych specyfików decyduje specyficzna współgrająca flora bakt., żyjątka wewn.wytwarzają często to czego teoretycznie nie wytwarzamy, może i to jest ten trick?
      bo człowiek prymitywny gdy mu rosły przed nosem banany nie uganiał się na siłę za antylopą
      jestem przekonana że organizm z natury, czyli w swojej prawidłowej formie, zdrowy(czyli coś czego dziś nie ma, albo śladowe ilości więc niestatystyczne)jest znacznie bardziej samowystarczalny niż się powszechnie uważa
      jak i ma ogromną zdolność przystosowania, wiadomo, ciekawe że i jego flora jelitowa zwykle się dostosowuje(w naturze) do jego potrzeb wynikających ze specyfiki diety, wynikającej znów z klimatu etc.
      tak nota bene to długowieczność istnieje często w kulturach rolniczo-podobnych, gdzie często spożycie mięsa jest znikome czy prawie żadne, prędzej już jakiś nabiał;)ale i to niekoniecznie
      więc nie jest ono(mięso i odzwierzęce) determinantem zdrowia bynajmniej
      podstawa to przyjazna flora jelitowa i spokój ducha, reszta to pikuś

      tak czy inaczej, wracając do sedna- skoro Gerson leczył sokami to chyba nie są takie bezużyteczne?
      (nie samymi sokami, no ale..)

      ..a wracając do off-topu:)
      z tym tłuszczem i jego obecnością, to czy podaje się ILE tego tłuszczu jest potrzebne?
      bo tłuszcz jako taki jest wszędzie, w każdym absolutnie produkcie, nawet w sałacie
      witaminy są jednostkami o niezwykle skromnej chyba masie, wątpię by potrzebowały wielkich ilości tego tłuszczu w takim razie

      teoretyzując oczywiście, bo nie znam precyzyjnych danych
      i nadal teoretyzując-powiedzmy że organizm mając dostęp do tłuszczu różnorakiego nie będzie go poszukiwał w merchewce
      ale nie mając dostępu-prawdopodobnie wyspecjalizuje się lepiej w wydobyciu z tego co jest-bo jest

      tak teoreycznie na dłuższą metę, bo mówiąc o detoksie mówimy o jakimś krótkim czasie
      a w takiej kwestii..
      organizm ma rezerwy większości witamin wystarczające na długie miesiące przecież, więc i tu krzywdy nie ma, jak przez nawet kilka tygodni mu się go nie dostarczy i przez ten czas czegoś nie przyswoi

      skorzysta z tego co przyswoi a resztę pobierze z zapasów, które, będąc prawidłowo odżywiony-ma

      organizm jest dostosowany do długotrwałych głodówek przecież, a co dopiero do ograniczonej podaży tego czy owego przez stosunkowo krótki czas

      dywagacje czysto teoretyczne;)

      Usuń
    8. z tą obecnością tłuszczu to im dłużej drążę tym więcej dziwnych wątpliwości:)

      tak np.zachwalany przez Ciebie olej kokos., który jak twierdzisz wchłania się bodaj już w żołądku..
      no a witaminy to chyba głównie wchłaniają się nieco dalej?
      więc niby jest "towarzystwo" tłuszczu, ale czy to wystarczająco dobre towarzystwo?
      bo jak się w żołądku wchłonie i przerobi na energię itd.to wypada z towarzystwa przed czasem..teoretycznie

      wystarczy więc towarzystwo jakiegokolwiek tłuszczu, czy może drążąc dalej sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana?
      bo o witaminach i tłuszczach dogmat nam się wtłacza od zawsze, a szczegółów to w sumie jak na lekarstwo w tej wiedzy wszechobecnej/popularnej

      Usuń
    9. Troche tu niezrozumienia. Te kwasy nasycone z kokosa (srednie/krotkie lancuchy) nie wymagaja uzycia zolci i enzymow do trawienia, przez co jest mniejsze napięcie na trzustkę czy ogólnie system trawienny. To dlatego osoby, które mają problemy z trawieniem tluszczu czesto zyskuja po jedzeniu oleju kokosowego, bo substancje odzywcze maja szanse sie wchlonac, a nie jak w przypadku innych tluszczy ktore nie sa calkowicie trawione. Normalnie tluszcz wymaga enzymow i zolci do rozbicia go, pozniej trafia do jelit, gdzie dolacza do niego lipid i proteina i w takim polaczeniu wedruje dalej....i do krwiobiegu. No i wiadomo z krwi do róznych tkanek ciala. I ten pakiecik (lipproteiny) jest coraz mniejszy i mniejszy. I gdzies na tym etapie pakieciki wedruja do watoby, sa tam rozbijane i albo uzyte w celu energetycznym, albo znow przepakowywane i dystrybouwane do tkanek. A tluszcz z kokosa jest wchlaniany bezposrednio i od razu wysylany z zoladka do jelita cienkiego i do watroby, a przez to ze juz opuszczajac zoladek jest rozbity, to substancje odzywcze moga wchlonac sie duzo szybciej. Nie ma lepszego tluszczu jesli chodzi o przyswajanie niz MCT generalnie. A pytanie chyba wzielo sie z blednego zalozenia, ze z zoladka cos nam ucieka w przetsrzen.....nie, wszystko musi przejsc przez uklad pokarmowy, kwestia jest w jakiej postaci wedruje.

      Usuń
    10. Zobacz w sieci badania na temat MCT i abosrpcji, jest tego tak duzo, ze az sama sie zdziwilam. Zwlaszcza ciekawe sa te odnoszace sie do leczenia cukrzycy i Crohna przez zwiekszenia absorpcji.

      Usuń
    11. Nie wiem skad to stwierdzenie, ze organizm ma poklady witamin...raczej nie skoro wiekszosc z nas ma niedobory nawet na zdrowej diecie. Chcoiaz faktycznie niektore substancje mozemy pozyskac, szkoda ze nie wiele...nie mowiac, ze sporo kluczowych dostarczamy tylko z pozywienia. Powiedzialabym, ze te najwazniejsze dla zdrowia.

      Tluszcz na udach nie sluzy do wchloniania substancji ozywczych z jedzenia, ktore sa pozyskiwane glownie w procesie trawienia i wymagaja natychmiastowej obecnosci tluszczu, a ten z uda leci w energie (z watroby) i omija jelita przeciez.

      Organizm nie jest dostsowany do glodowke, udowodniono w tamtym i w tym roku kilkunatsoma badaniami, ze ketoza to nie jest nasz naturalny i preferowany stan. I sa to juz dosc zaawansowane antropologiczne badania, osobiscie smiem watpic...ale nie moge tego podwazyc :)

      To tak na szybko, po tresci domyslalam sie od kogo te rozmyslenia :) I czasem mimo, ze chcialabym byc jednoznaczna to czesto jest to nierealne.

      Usuń
    12. A co do ilosci tlusczu vs wchlaniania, to nie widzialam badan nigdy ale z tego co wiem wystarczy mala ilosc, nie jest to jednak tozsame z iloscia jaka potrzebujemy ogolnie. Jak kogos interesuje tluszcz to chyba nie ma lepszego zrodla niz WAPF http://www.westonaprice.org/know-your-fats

      Usuń
    13. człowiek jak i każde inne zwierzę jest przystosowany do okresowego głodowania, bo okresowe głodowanie jest wpisane w los większości gatunków(głodowanie czy niedożywienie, obojętne)
      z uwagi na brak cięgłej dostępności pożywienia w warunkach naturalnych(bez supermarketów;) )-nie zawsze polowanie kończy się sukcesem, kwestie klimatyczne, przednówki itp.
      dlatego też w pewnych okresach roku np.przybiera się na wadze, bo gromadzi się zapasy, jak w naszym klimacie zimą przed "przednówkiem", czy niedźwiedź przed snem zimowym(głodówką;) )
      ptaki wędrowne też pewnie podczas przelotu nie odżywiają się tak obficie jak gdy są "na lądzie"

      witaminy też są magazynowane, nigdy nie wnikałam które bo to nie jest temat który by mnie jakoś dotąd intrygował nadmiernie, ale na pewno wit.C, D przecież, bo to "powszechnie wiadomo", pewnie też wiele innych

      swoją drogą całe te niby-powszechne niedobory witamin to przecież efekt nowoczesnej diety i spożywania produktów rafinowanych, zbożowych czy innych bez wiedzy i uwzględnienia specyfiki, odpowiednie preparacji itd., przez co ludzie sobie m.in.uniemożliwiają sami przyswajanie różnych rzeczy(substancje antyodżycze, łączenie różnych elementów w których jeden blokuje przysw.innego, schematyczność i monotonia diety itd.
      skąd ktoś kto zajada na okrągło zboża o sporej wart.antyodżywczej, w kółko nabiał który też blokuje wchłanianie pewnych, do tego warzywka w postaci np.kapusty pekińskiej, pomidorów poza sezonem i ogóra szklarniowego czy inne niesezonowe i długo przechowywane(każdy produkt od momentu zbioru z każdym dniem ma mniejszy potencjał wit.itp)-ma nie mieć braków? albo zajadanie innych na okrągło, gdzie każdy nadmiar pewnych składników może wypierać inne, kluczem jest równowaga i różnorodność, czego ludzie rozumieć nie chcą
      no i przecież powszechny brak właściwej flory jelitowej(przez -znów- niezrozumienie kwestii odż.i brak zastosowania w praktyce), która jest niezbędnym elementem by się przyswajało co ma się przyswajać
      więc jasne że statystycznie są braki wit., ale statystyka dotyczy "większości", a większość ma totalny brak pojęcia i odżywia się jak wiadomo, więc nie jest jak dla mnie żadnym wyznacznikiem jeśli chodzi o odniesienie do siebie

      a okresowe niedożywienie to nie tylko jest wpisane w nasz los, ale i przecież badania wykazywały że generalnie organizmy niedożywione żyją dłużej i zdrowiej, że sprzyja długowieczności, co dla mnie jest co najmniej potwierdzeniem owego przystosowania i czymś pożądanym
      a podstawowym problemem współczesności jest PRZEKARMIENIE, nadmierna podaż energetyczna przy niskiej gęstości odżywczej
      (to też sprzyja brakom, bo wydalanie nadmiarów również wymaga różnych mikroskładników, które jeśli nie są dostarczane to są pobierane z wewn.i koło się zamyka)


      co do tego ol.kokos. to nie podważam jego specyficznych właściwości jako takich, tylko pytałam w kontekście tych witamin, czy jeśli przyswaja się on na wcześniejszym etapie trawienia niż witaminy to czy nadal jest pomocny w ich przyswajaniu?
      bo nawet jeśli nie to przecież nie zmienia faktu jego innych funkcji, jak i nie każdy tłuszcz jest wykorzystywany chętnie jako żródło energii, za to może mieć inne znaczenie i być nadal niezbędnym składnikiem diety

      Usuń
    14. Nie przyswaja sie tylko trawi (wciaz mylisz te pojęcia i traktujesz tozsamo:) ), przyswajanie witamin nastepuje glownie w jelicie cienkiem, im bardziej 'strawiony' tluszcz tym wieksze z niego korzysci, dlatego olej kokosowy zwieksza przyswajalnosc substancji odzywczych

      Druga kwestia to przystowanie do glodowania - nasi przodkowie nie mieli wyjscia tak naprawde, ale wiemy juz dzis, ze nie jest to pozadany stan z punktu widzenia dlugowiecznosci i optymalnego zdrowia, Rob Wolf pisal ostatnio serie artykulow na ten temat podajac badania, nie jest to dla mnie intuicyjne...bo rowniez gdzies w glowie mam obraz glodujacych przodkow czekajacych na lup czy szukajacych czegos do zebrania...
      z tym niedozywieniem faktycznie byl czas gdy mowiono, ze nie tyle niedozywienie co mniejsza podaz kalorii moze byc korzystniejsza w kwestii dlugowiecznosci, ale badania te byly przeprowadzane w krotkim okresie czasu, co tez zostalo obalone dlugoterminowymi badaniami http://www.nytimes.com/2012/08/30/science/low-calorie-diet-doesnt-prolong-life-study-of-monkeys-finds.html?pagewanted=all&_r=0 i jak sie okazuje niskokaloryczne diety nie wydluzaja zycia

      Wit D moze byc magazynowana, ale wiekszosc z nas ma wielkie niedobory, bo cialo nie umie jej wytworzyc samodzielnie, trzeba ja codziennie aktywowac chociazby swiatlem :) Witaminy C nie gromadzimy, generalnie nie gromadzimy witamin rozpuszczalnych w wodzie. Mozemy przechowac tylko te rozpuszczalne w tluszczu i wyjatkowo B12. No i to wyjasnia czemu witaminy sie chowa w tkance tluszczowej i niektore (albo wszystkie nawet) w wtarobie.

      A moim zdaniem pomijajac co wyzej, bo zgadzam sie z tymi akapitami na temat konsumpcji w dzisiejszym swiecie, to gdzies na koncu tego jest po prostu kiepska praca ukladu pokarmowego, ktory nie musi sie przemeczac na nowoczesnej diecie...i mamy objawy ibs, za malo bakterii, za malo kwasu, zaparcia itd.

      Usuń
    15. przyswaja a trawi-dzięki zaakcentowanie gdzie mylnie upraszczam, gdzieś mi się to ciągle ślizgało:)

      co do wit.C to gdzieś kiedyś czytałam o magazynowaniu, będzie do zweryfikowania jak kiedyś odnajdę tamto żródło, pewnie masz rację i mogłam coś nieświadomie zakodować nie tak jak miało być

      a nie ma przypadkiem wit.C w wątrobie? skoro u zwierząt jest?
      (znów przypadkowe skojarzenie zupełnie z powietrza;) )

      znów przy okazji wynikło, że rozpuszczalne w tłuszczu magazynujemy, co zmniejsza dramat czasowej niedostępości:p

      co do stanów okresowych niedoborów jako pozytywne to pozostaję przy swoim, oczywiście to takie moje intuicyjne, jak zwykle;)
      wydaje mi się że takie coś może też wyczulać organizm(wyrażam się oczywiście w typowym dla mnie ignoranckim uproszczeniu;))i usprawniać wykorzystanie przez niego składników w momencie gdy są dostępne, sprzyjać też ich magazynowaniu w przypadkach w których to możliwe-jako przystosowanie na czas kolejnego niedoboru
      co wydaje mi się pozytywne bo uczy naturalnej sztuki przetrwania która jest raczej upośledzona w dobie marketów, a tym samym wzmacnia go, czyni silniejszym(ot, taka teoria, o ile istnieje zjawisko ewolucji powinna działać)

      trochę tak jak przy okresowych postach zwiększa się przyswajalność na białko(ilościowa), czy strawialność tłuszczu np.baraniego który w okresach obfitości okazuje się ciężej strawny a po wybrakowaniu b.przyswajalny(takie drobiazgi zaobserwowane na sobie, więc subiektywne, przykłady)

      i generalnie teorie samooczyszczania przez samozjadanie(to autotrophy bodaj;)w odniesieniu do głodówek, detoksów) jakoś mnie też przekonują, w teorii bo sama jestem łasuchem i nie potrafię się głodzić dla idei, ewentualnie dla kilkugodzinnej wygody;)ale potem uczta musi być:)
      jednak myślę że miałam okazję się w taki stan kiedyś na krótki czas nie do końca świadomie wprowadzić-przemyślenia późniejsze dały mi podejrzenia że ocierałam się i to mocno o tzw.odżywianie wewnętrzne(którego Ty chyba nie uznajesz, coś mi się kojarzy?)i jakkolwiek to hardcorowe było silnym kopem dla rozbudzenia instynktu organizmu i wyczulenia na jego bodźce, jak i odśmiecenia go (pewnie odśmiecenie dało możliwość rozbudzenia instynktu)
      powyższe jest już zanadto subiektywne, więc raczej nie temat do dyskusji, powiedzmy że każdy ma prawo do własnych przesądów i wiary;)
      bo "rozbudzanie instynktu" i inne takie to raczej nie są kwestie zbytnio udowadnialne czy naukowe:)

      tak czy inaczej-cieszę się że mnie rozpoznałaś, nie wiedziałam jak się podpisywać żeby było inaczej, może będzie to e.m.(moje inicjały;))
      wiesz że nie czepiam się Ciebie by podważać cokolwiek jako takie na siłę, tylko dla pogaworzenia i uwolnienia przypadkowego myślotoku który jest po prostu autokreatywny i służy mi samej przede wszystkim, a potrzebuje impulsu w postaci wymiany zdań

      tu w komentarzach mam taki miły komfort że mogę sobie bezkarnie jakieś głupstwo palnąć, bo to Ty jesteś tu gospodarzem i służysz posiadaną wiedzą, a ja to jakiś tam poszukujący łatwej wiedzy przez zadawanie mniej lub bardziej sensownych pytań/myśli "anonimowy" :)

      pozdrawiam :* :* :*
      e.m.:)

      moje podejście mało naukowe może być czasem dla Ciebie irytujące, tak myślę, ale takie już mam i je lubię, lubię też moje na piasku zbudowane teorie zetrzeć trochę z Twoimi opartymi na "faktach"(w cudzysłowiu, bo podejście do badań cięgle to nowych i ciągle obalających inne badania już istniejące mam takie jakie mam, nieufne)

      Usuń
    16. nie wiem czy nie usunelam Twojego komentarza niechcaco :( jesli bylo cos wyzej...ale chyba nie, chyba to byl kogos innego i w innym temacie, tak to jest jak sie szybko uwuwa anglojezyczne spamy :/

      z ta witamina C to nie wiem jak jest u zwierzat, u nas cialo bierze tyle ile potrzebuje a reszta plynie z siusiu ;) jesli mowa o watrobie to wit A wydaje mi sie tu kluczowa...

      z glodowka mysle, ze nalezy mocno rozgranuiczyc czasowy post od dlugoterminowego plus stan osoby glodujacej, doswiadczenia przrozne wciaz nie sa jesnoznaczne, ostatnie wskazuja ze jednodniowe posty robia wiecej szkody niz pozytku i nawet u kobiet wplywaja na zaburzenie gospodraki weglowodanowej, co moze prowadzic do cukrzycy...jakby nie patrzec dla wiekszosci organizmow post to stres, kiedy nasi przodkowie nie mieli ich za duzo...czesto tylko taki dorazny na zadadzie gonie mnie drapieznik, zgine lub nie, uf przezylem...a dzis mamy tone stresu: od emocjonalnego po fizyczny czy srodowiskowy, dlatego tym bardziej wazne jest dokladanie do pieca, bo wiekszosc witamin i mineralow zostaje mocno zuzyta w chwilach stresu

      a autophagy zachodzi nie tylko podczas glodu, tez podczas cwiczen czy ketozy czy nawet jednorazowego stresu, smiem twierdzic, ze nasz organizm jej doswiadcza czy chcemy czy nie, nie jestem pewna czy nawet taki post nocny nie jest wystarczajacym inicjatorem do oczyszczania, zabieram sie do napisania wiecej o tym, ale czasu wciaz brak :(

      pisz ile chcesz, chociaz wole jak przelewasz na mnie bardziej 'duchowe' podejscie do tematu, nie brakuje mi go w stylu zycia ogolnie pojetym, ale w podejsciu do jedzenia czesto tak...moze z racji, ze jednak aby byla jakas wiarygodnosc operuje na dowodach...chociaz osobiscie eksperymentuje duzo, teraz mam okeres awersji do tluszczu (kto by pomyslal nie?) i milosci do wegli :)

      i nie wiem jak moglabym Ciebie nie rozpoznac, jestes wyjatkowa i jedyna w swoim rodzaju, w jak najpozytywniejszym znaczeniu tego slowa :*:*:* gdyby ludzie mieli ogolnie takie chociazby intuicyjne podejscie poparte mniejsza czy wieksza doza wiedzy to naprawde byloby duzo lepiej i z naszym zdrowiem i srodowiskiem, niestety wiekszosc chce quick fixa na wszystko i tego cholernego poczucia kontroli :)

      Usuń
    17. post który zniknął to tylko taki krótki o tym, że w poprzedzającym mi się kolejność pomieszała, więc sprawa techniczna i nic ważnego:)

      z tą wątrobą i wit.C to mi się skojarzyła kwestia tych eskimosów, którzy wit.C mają z surowych wątróbek foczych, więc tak jakby przynajmniej u fok ta wit.tam była, ale czy ma to jakieś dalej ewentualnie powiązanie to nie wiem, wolne przypadkowe skojarzenie

      co do Twojej awersji do tłuszczu to szczerze mówiąc ja "byłam pomyślałam";), tzn.pewna nie byłam ale prawie, bo zauważałam u siebie coś podobnego ileś miesięcy temu(prawie rok) i tak się zastanawiałam czy i Ty będziesz z czasem przechodziła taki etap, tak sobie czekałam w milczeniu jak się to u Ciebie rozwinie, ale gdzieś tam w środku byłam prawie pewna że pójdzie w podobnym kierunku(jako czasowy kolejny etap, nic więcej, bo co więcej to już pewnie zależy od osoby, nie wiem
      bo jednak smaki i upodobania mamy różne, w sensie tendencji, tzn.ja lubię gryźć, lubię twarde, surowe, kruche, chrupkie, miękkich i kremowych konsystencji "nie czuję", nie dają mi satysfakcji, mam naturalną skłonność do wytrawnych smaków, u Ciebie Trochę inaczej)

      tak czy inaczej po max zasyceniu, najedzeniu i zaspokojeniu tłuszczem wszelakim, szczeg.nasyconym przyszła właśnie niechęć, pewnie wyrównały się gdzieś tam szkody wieloletniej tłuszczofobii i organizm i tym się nasycił, więc był taki wielomiesięczny czas niemal fascynacji tym tłuszczem, że wciągałam jak odkurzacz, aż przyszło zobojętnienie
      potem właśnie myśli a zaprzyjaźnieniu z węglami na większą skalę, próby nie jakieś usilne ale jednak, nawet jakieś kolorowe ryże czy próby z kaszami, powtarzający się cyklicznie smak na razowy chleb(od czasu do czasu, ale konkretny "smak")

      ale potem jakoś odpuściłam, nie wiem jak będzie u Ciebie
      na zasadzie wrażenia, że to jednak "nie jest moje jedzenie", że nie daje mi jakiejś większe satysfakcji, coś nie pasi

      nie odmawiam owoców w sezonie nawet na tony ale mam wrażenie że to co jem ma ogromny wpływ na moje myślenie, podejście do życia i problemów, funkcjonowanie
      a że często muszę być "wzięta do kupy", efektywna, taka "do rzeczy" i w miarę konkretna to jednak niskie węgle temu sprzyjają
      tzn.niskie, tak jak wyjdzie, ale w sensie że nie kanapki, placki i inne "miękkie"jedzonko, a takie solidne, jedzenie wojownika, nie pasterza, jakkolwiek te teorie są prawdopodobnie bezzasadne(?)
      (tłuszcz to jedzonko kapłana;))

      ale to jest taki wymóg-przystosowanie do trybu życia, to co sprzyja efektywniejszemu funkcjonowaniu w moim wypadku, a to nie znaczy że jest obiektywnie zdrowotnie "lepsze", bo sprzyja przecież funkcjonowaniu w stresie;)
      węgle, wiadomo, dają takie poczucie relaksu i błogostanu, ukojenia(?)przez co relaksacji która potem gdy czas na konkretne działania staje się problemem
      ALE podejrzewam że żyjąc w innych warunkach, gdzieś w górach z joginami spokojnie sobie oglądając wschody i zachody słońca;) to takie pożywienie by sprzyjało bardziej spokojowo ducha, równowadze innego rodzaju, nie tej potrzebnej do "walki"
      więc myślę że i zdrowotności, oczywiście węgle mam na myśli nie jakieś byle jakie, tylko takie-upraszczając-porządne, paleo-węgle

      choć po różnych przymiarkach do węgli zauważyłam, że jak dla mnie ogólnie owoce są prawie zbyt silnym bodźcem, a optymalnym i już wyczuwanym przez ciało(nauczone wysilania sie by wydobywać z surowego zielska)są zwyczajnie gotowane warzywa, nawet taki kalafior który zwykle chrupię surowy, jeśli ugotuję już odczuwam jako podaż niezwykle "łatwej" energii, już węgli, a co dopiero korzeniowe..(z kalafiorem to taki przykład, nie że jakoś często gości na moim stole), duszony por, gotowane cokolwiek tego typu-już działa na mnie wyciszająco jak prawdziwa łatwo przysw.enrgii typu węgle nie wymagające wysiłku od organizmu
      a węglew wersji popularnej to za duża bomba i w sumie wybijają z równowagi

      (muszę podzielić post bo twierdzą że za długi;))

      ...

      Usuń
    18. ...
      ale to po etapach naprawdę..no, myślę że ketozowych, mimo że gdy były nie zastanawiałam się nad tym pod takim kątem, bo okresy niemal samego tłustego mięsa właściwie bez warzyw przy sporej aktywności, albo potem obniżenie tłuszczu do minimum za to dalej białko-chudsze i masa warzyw, ale znów-surowych, zieleniny, nadal przy wysokiej aktywności, z jakimś doładowaniem węglowym raz na jakiś czas-to wypracowało stosunkowo trwałą już chyba ogromną wrażliwość na węgle, w sensie że czuję je tam gdzie dla innych się nawet nie liczy
      męczenie surowizny mam wrażenie że wypracowało też lepsze jej wykorzystanie przez organizm, bardziej się "przykłada"do trawienia, obróbki, bo nie czeka na "lepsze" źródło energii, "wie"że często nie ma na co czekać;)
      nie twierdzę że to takie mądre czy optymalne, nie sądzę;) ale ciekawie jest na własne ryzyko poeksperymentować na sobie
      w sumie to całe życie się eksperymentuje, tylko nie zawsze dochodzi do umiejętności aktywnej obserwacji, wyciągania wniosków, przemyśleń, o to dopiero to nadaje całości sens, bo przynosi wiedzę o sobie,
      wiedzę poniesioną jakimś tam kosztem no ale w życiu to już tak jest, mówią że nie ma nic za darmo;)

      tak więc po etapie przymiarki do węgli wróciłam do stylu pożywienia bardziej wojownika, które mi podnosi jakoś odporność na życie w stresie i mierzenie się z nim, efektywność i konkretność,
      węgli nie unikam jakoś nadmiernie, ale lepiej mi gdy one rotują, tzn.raz są wyższe, raz zdecydowanie niskie, niż jako codzienna dana podaż
      jednak-jak pisałam-są to wybory które są w dużej mierze uwarunkowane trybem życia,
      nie wiem jak to by było gdyby był on spokojniejszy, ale myślę że inaczej

      to tak w zarysie

      e.m.

      p.s.
      tak czy inaczej ten podział mi jakoś pasuje:

      pożywienie wojownika-wzmaga waleczne cechy cherakteru, "zmaganie się" z przyrodą, życiem, walką, niekorzystnymi warunkami

      pasterza/jogina-wspiera równowagę i spokój, harmonię

      pożywienie kapłana(tłuszcz, zwierzęcy, nasycony tłuszcz)-naoliwia umysł;)
      bo kapłani-wiadomo-manipulowani wszystkim, wjownikami i pasterzami też
      nie musieli zmagać się ze stresem bo mieli głowę nie od parady a do zmagań, walki czy produkcji mieli pasterzy i wojowników;)

      ja niestety prosty wojownik jestem, z konieczności póki co,
      nie mogę się doczekać późniejszych etapów życia gdy będę mogła się przekształcić w spokojnego jogina;)

      Usuń
    19. :) podoba mi sie ten podzial, cos w tym jeste nawet sprowadzajac to do poziomu biochemii...i patrzac jak powstaje energia w komorce i caly cykl enrgetyczny
      moja awersja do tluszczu to dokladniej awersja do kokosa...za duzo juz tego smaku i po prosu wole maslo, czy tluste ryby...ale tluszczu jem wciaz sporo i odrzuca mnie mysl o chudym miesie, roznica taka ze pokochalam wegle...chociaz ciezko u mnie mowic o preferencjach, bo ja z tych wszystkozernych jestem...moglabym znow przejsc na ketoze bez problemu, na kazdej diecie czuje sie calkiem niezle o ile dbam o jakosc jedzenia. I chyba tez kwestia wysilku, bo od pewnego momentu cwicze zbyt intensywnie zeby pozwolic sobie na brak weglowodanow. Musze dodac, ze wciaz nie sa to masywne ilosci i nie ciagnie mnie do zboz, czy nawet slodkich smakow (juz nawet owocow nie tykam)...mnie ciagnie do warzyw :)Z drugiej strony jem wiecej bialka, a ono w moim przypadku zawsze daje mocny sygnal sytosci. I nie wydaje mi sie aby te zmiany byly wywolane nasyceniem, raczej zmiana stylu zycia i zwiekszeniem zapotrzebowania oraz tez zmiana mojego myslenia, bo mimo wszelkich doniesien na temat low carb i sportu to doskonale wiem, ze przy tym co teraz robie brak wegli sie nie sprawdzi, to jest moje 5 podejscie do intensywnego programu silowego i kazdy chyba byl na innym planie zywieniowym, wiec moge wyciagnac wnioski...wczoraj juz pojawila mi sie mysl kokosowa i zrobilam kefir z mleka kokosowego...wiec moze stara milosc nie rdzewieje :)
      zastanowilo mnie to Twoje wyczuwanie jedzenia w zaleznosci od typu i obrobki...ja prawie nigdy nie czuje roznicy...mieszam non stop produkty, rzadko jem takie same kombinacje i przewaznie czuje sie podobnie...z malym wyjatkiem: losos - nie wiem czemu ale po zjedzeniu malej nawet porcji lososia popadam w blogi nastroj. I praktycznie za kazdym razem.

      co do surowizny...w teorii jestem za i to bardzo, ale w praktyce...no coz podziwiam Cie, chociaz sama jem wg mojego meza surowe mieso to tak calkiem surowe jest dla mnie problematyczne, zwlaszcza podroby gdzie wyraznie czuje smak jakby krwi...pomijam oczywiscie kwestie bezpienczenstwa, bo tego sie boje, wychodze z zalozenia, ze jest milion niezbdnych nam do zycia bakterii, a tylko jakies 5 smiertelnych :)

      a propos bakterii to ostatnio jestem fanka fermentowania wszystkiego: warzywa, wodny kefir z alg, kefir z mleka kokosowego, kombucha...po prostu szalenstwo...a teraz chce byc eksprtem od fermentacji II stopnia :)

      ps. komentarze maja jednak spory minus: brak cytowania i nigdy nie wiem juz na co odpisuje, bo ciagle przewijam i nim zjade na dol to mam sto innych mysli :)

      co do jogina to przypomnialo mi sie cos...nowa ksiazka Sissona (za ktorym jakos bardzo nie przepadam) http://primalblueprint.com/products/The-Primal-Connection.html ale jest genialna :)

      Usuń
  10. Detoks organizmu za pomocą mięsa O_O
    No to powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  11. a co myślisz o zakwasach? czy to są toksyny, czy mikrouszkodzenia? i czy warto wtedy ćwiczyć czy odczekać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś popularna była opinia, że zakwasy są zasługą kwasu mlekowego - prawda jest taka, że są to uszkodzenia mięśnia przy udziale innych metabolitów. Moim zdaniem, a nie jestem ekspertem, aktywny odpoczynek jest najlepszą opcją. Nie jestem już zwolenniczką cwiczenia, mimo wszystko...praca odbywa się podczas odpoczynku tak naprawde - no i jest roznica miedzy odpoczynikem, a regeneracja.
      I gdy ciagle jestesmy obolali to trzeba sie zastanowic czy nie jest to juz przetrenowanie lub czemu nie regenerujemy sie poprawnie. Ja osobiscie, rzadko mam zakwasy (kiedys czesto).

      Usuń
    2. jest ponoć jakaś tam różnica, że zakwasy a tzw.DOMS-y to 2 różne sprawy,
      czyli bodaj rozgraniczenie kwestii kwasu mlekowego od bólu mięśni w wyniku mikrouszk., a to co zwykle zwało się zakwasami to właśnie owe DOMS-y
      dokładnie to się nie znam, tak mi się obiło cuś :)

      Usuń
    3. to ciekawe, ja znam tylko ta wersje jaka podalam...ale tez nie interesowalam sie zbytnio :)

      Usuń
  12. a czy tabletki verdin sie nadaja? albo raphacholin c?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A zobacz skład, bo myślę, że to Ci rozjaśni sytuację - śmietnik dosłownie.
      Przede wszystkim dieta, jak suplementy to w naturalnej postaci o ile się da, czyli ekstrakty, napary, sproszkowane zioła.

      Usuń
    2. mozesz polecic jakies latwo dostepne i niedrogie?

      Usuń
    3. Kiedyś dawno temu stosowałam Sylimarol tylko z takich gotowych preparatów. Nie jestem na bieżąco jeśli chodzi o suplementy dostępne w aptekach, dlatego ciężko mi się wypowiedzieć. Ale popatrzę :)

      Usuń
  13. czy jak codziennie lylam 2gwiesiolka i 1g tranu i jem po 30g orzechowbadz pestekto musze jeszcze suplemntowac sie omega3? jem codziennie tez maslo, smalec czasami awokado.czy moge miec za duzo omega6?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesiołek to GLA, czyli Omega6. Orzechy to też głównie Omega6 a jak nie to nieefektywne małe ilości Omega3, awokado podobnie. Smalec to głównie tłuszcz nascycony.
      Nie wiem czy możesz mieć za dużo Omega6, ale jeśli nie jesz regularnie tłustych ryb, owoców morza czy alg, a nadużywasz Omega6 to istnieje ryzyko zaburzenia równowagi.
      Co do tranu - 1g to nie mało, ale kto wie ile z tego się przyswaja :)Nie neguję suplementacji, o ile dawka nie jest wysoka, ale warto aby to był dodatek do prawdziwej ryby, a nie sam izolowany tłuszcz.

      Usuń
    2. a ja myslalam ze wiesiolek jest dory na tradzik... tran tez zawiera omega6? bo z watroby dorsza tp powinno byc omega3..ryby jem co 2-3 dni lykac po 500 mg omega3 jeszcze?

      Usuń
    3. Wiesiołek może pomóc przy trądziku, nie każde Omega6 są złe :) Tran to głównie Omega3. Jeśli masz dobrej jakości suplement, przechowujesz go odpowiednio to możesz łykać. Z pewnością jakiś poziom suplementacji Omega3 może być korzystny, ale za dużo lub złej jakości bywa szkodliwy. Ciężko tutaj o jednoznaczną odpowiedź. Badania są dwukierunkowe. Spróbuj po prostu :)

      Usuń
  14. Witaj, jestem pod ogromnym wrażeniem twojej wiedzy, naprawdę bardzo dziękuję za ten blog, ciągle dowiaduję się czegoś nowego, przydatnego ;)
    Mam małe pytanie: męczę się z trądzikiem i staram się obserwować cerę, co jej szkodzi i czego mam unikać. I mam zamiar wprowadzić dietę z niskim IG, i mam wątpliwości co do dwóch produktów: otrębów i jogurtów. Czy otręby są ok? mają niskie IG, dużo błonnika, no i jest kilka rodzajów (pszenne, owsiane, żytnie), ale no właśnie pszenica i owies... czy nie zaostrzają trądziku? Mogę je jeść bezpiecznie czy raczej unikać? i które byłyby najodpowiedniejsze? myślę o pszennych, bo mają najwięcej błonnika, ale wole poradzić się specjalisty :)
    A jogurty.. mleko podobno zawiera hormony nasilające stany zapalne i w ogóle nie jest polecane bo go nie potrzebujemy. A jak jest z jogurtami, kefirami, maślankami? Słyszałam że one już nie są tak szkodliwe. Pytam bo próbowałam na podwieczorek właśnie jogurtu naturalnego i otrąb i nawet dobre, ale czy nie zaszkodzi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czytałas posta na temat diety i tradziku? :) Zobacz też wpis o jelitach. Sama dieta pomaga owszem, ale czesto nie w 1000% jesli to nie jedzenie stricte jest przyczyna tradziku. Dieta (w tym nietolerancje, niedobory, nadmiar przetworoznych produktow), chore jelita, stres czy hormony maja znaczenie i zawsze najlepiej zaadresowac wszystkie te kwestie. Wpisz w wyszukiwarkę bloga tradzik i pojawi sie sporo postow :)

      Usuń
    2. Oczywiście czytałam :) przyczyną są raczej hormony, ponieważ mój trądzik jest na razie normalny (mam 15 lat, więc to z racji dojrzewania...) No ale dieta też może pomóc, nie jestem chora, nie mam na nic alergii, ostatnio robiłam badania krwi i też wszystko w normie, cukrzyca, tarczyca, wszystko ok. Ale ta dieta z niskim IG nie powinna zaszkodzić, no bo jeśli jemy za dużo cukru to podnosimy poziom insuliny, a ta podnosi poziom androgenów, które odpowiadają za trądzik... moje pytanie dotyczyło otrębów i jogurtów naturalnych, a nie przyczyny trądziku ;)

      Usuń
    3. MS odpowiedziala na twoje pytanie o otrebach-w postach o tradziku jest napisane o tym, ze gluten ze zboz i nabial moga byc przyczyna zmian

      Usuń
  15. Czy to, że mam zespół Gilberta w jakikolwiek sposób wpływa na "co dzienny" detoks który zawdzięcza nam wątroba?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem..tak szczerze, w sumie detoks to duzo wiecej niz sama watroba, bo mamy i plcua i skore i inne mechanizmy oczyszczajace, a bilirubina podniesiona przy braku innych objawow zaburzenia pracy tego organu nie jest raczej przeciwskazaniem do prawidlowego procesu detoksu. Ale tak naprawde to tylko gdybanie. Raczej bym uwazalam, zeby watroby nie przeciazac i pomoc jej w codziennej pracy :)

      Usuń
  16. Odnośnie detoksu, po lekturze wielu Twoich postów już wiem że głodówki nie są dla mnie (mam niedoczynność, hashimoto i do tego PCO) jednak nie wiedząc o tym stosowałam dietę Dąbrowskiej raz do roku od 2ch lat i własnie przymierzałam się do trzeciej, po której chciałam własnie przejść na paleo. Za pierwszym razem jak ją robiłam 3 tygodnie wyregulował mi się okres poraz pierwszy w zyciu (antykoncepcje hormonalna odstawiłam pare lat temu a i przed i po nigdy nie był regularny), przestało mi strzykac w stawach, pdobno moje spojrzenie stało się wyraziste, ustąpiły wszelkie kłucia na nadgarstku, drętwienie w nogach i wiele innych drobnych dolegliwości. Czy może jednak taka warzywna półgłodówka ma troche wiecej zalet niż wad? czy powinnam zrezygnować z tego pomyslu?
    Dodam jeszcze że od kilku miesiecy podejrzewałam u siebie hipoglikemie, co 2godzinna krzywa cukrowa i insulinowa nie wykazały (słabo mi sie natomiast zrobilo po 3ciej godzinie) i tutaj pare rzeczy sie pewnie nałożyło bo chcąc się "zdrowo" odzywiac ograniczałam mieso, jadlam na to miast duzo jajek kasz i ryzu i staralam sie zeby polowa porcji byly surowe warzywa, jednak zaczełam miec duze wahania, spadki cukru dające utrudniające funkcjonowanie objawy. Okazało się rownolegle ze moje TSH spadlo ciut ponizej normy, a biore od lat euthyrox100 i teraz przy ograniczeniu do dawki 88 objawy się uspokoiły, ale nie zanikły (jestem przed kolejnym badaniem), Po przeczytaniu Twoich postów podejrzewam ze jednak reaktywna hipoglikemie mam. I teraz pytanie czy taka pół-głodówka przysporzy wiecej problemow (stres organizmu) czy da więcej pozytywów.
    Dodatkowo zapytam co sądzisz o oczyszczaniu wątroby wg Tombaka? oczywiscie po oczyszczeniu jelit.
    Chciałam się wziąć za siebie i nie chce zrobić głupstw.
    Aha, podejrzewam ze to TSH ruszyło bo od roku niejem mącznych produktów i mogło to mieć wpływ.
    Byłabym wdzięczna chociaż za krótką odpowiedź jeśli Ci czas pozwoli. I dziękuję za tego bloga!
    J.G.

    OdpowiedzUsuń
  17. Duże wahania cukru mogą być przyczyną spożywanie sporych ilości ryżu czy kasz, które podnoszą poziom cukru we krwi. Wg Williama Davisa ( książka Pszeniczny brzuch) szczególnie owies i gryka mają wysokie IG.

    OdpowiedzUsuń